• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Loch Ness (Highlands)
Loch Ness (Highlands)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-09-2025, 21:54

Loch Ness (Highlands)
Na północy, otoczony zielonymi wzgórzami, leży Loch Ness - najgłębsze szkockie jezioro, którego ciemna woda kryje więcej tajemnic, niż ktokolwiek potrafi opowiedzieć. Powierzchnia jeziora bywa gładka jak szkło, by w następnej chwili wzburzyć się bez powodu. Mieszkańcy od pokoleń mówią o istocie zamieszkującej te wody, a nocą nawet najbardziej odważni nie spoglądają długo w mrok jeziora. Na brzegu stoją ruiny zamku Urquhart, którego kamienne wieże wyglądają jak strażnicy tego miejsca. Loch Ness jest krainą legend - pełną milczenia, które samo w sobie wydaje się opowieścią.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
15-03-2026, 21:35
Unosi brew, niezmiennie zdumiona oporami jego i Ambrose'a przed nazywaniem rzeczy po imieniu. Tak, kurwiła się w ciąży. Tak, było to wykonywaniem swoich obowiązków, ale trudno powiedzieć o tancerce, że wykonuje swoje obowiązki, kiedy tak naprawdę wiruje na scenie i zachwyca pełnym cyrkonii kostiumem, nadając muzyce fizyczny kształt. Trudno też mówić o sportowcu, że wykonuje swoje obowiązki, kiedy tak naprawdę wygrywa puchar na mistrzostwach quidditcha albo w wyścigach aetonanów. O nich nikt nie wypowiada się w ten sposób, bo co - nie rozkładają nóg? Przecież to robią, po prostu nikt między nie nie wchodzi. Też jej różnica. Być może Titusowi wydaje się, że unikanie bezpośredniości to oznaka szacunku, ale jego wstyd przed wspomnieniem, czym się zajmowała, potęguje panujący między nimi dystans. Maelle nie jest skrępowana swoją przeszłością, więc dlaczego ktokolwiek inny powinien takim być?
- Nawet sobie nie wyobrażasz, ilu jest na to klientów - stwierdza i wzrusza ramionami, obojętna, bezbarwna, niewzburzona. Żadne preferencje seksualne już jej nie szokują, doświadczała ich na sobie za często, by dalej się rumienić albo oburzać. Daleko jej także do oceny czyichś ciągot, nawet tych najdziwniejszych, budowanych na bólu, nurzających się w głębinach tabu - póki pozostają legalne, to znaczy nie dotyczą nieletnich ani odmawiających kobiet, wychodzi z założenia, że wszystko jest dla ludzi. - Decydowały? - pytająco przechyla głowę i przeszywa go zamyślonym spojrzeniem. - Miałam długi, Titusie. Większość dziwek, czego nie umiesz wymówić, też je ma. To nie decyzja. Nie masz chorobowego ani nie zmieniasz pracy, jeśli ta ci się znudzi. Robisz to, kiedy długi zostaną spłacone albo kiedy wiesz, że dasz radę stanąć na nogi - wyjaśnia mu cierpliwie. Mało która kobieta decyduje się sprzedawać swoje ciało z pasji czy zainteresowań. - Ale jeśli pytasz, czy w burdelu często dochodziło do wpadek: nie. Trafiłam na spieprzony eliksir miesięczny - dodaje i znów odwraca wzrok na krajobraz, przy okazji skinąwszy twierdząco na kwestię o wilego genu. Nazwa domu uciech zobowiązuje, brak srebrnych włosów i nadnaturalnego uroku dyskwalifikują na wstępie.
Jego kolejne pytanie wydobywa potem śmiech z dna jej gardła, szczery i zaskoczony, a wyobraźnia wspina się na wyżyny kreatywności, gdy ćwierćwila wizualizuje sobie sugestię magipolicjanta. - Nie - oznajmia kategorycznie, rozbawiona. - Nie puszczaj tam Ambrose'a. On nie będzie umiał z nimi rozmawiać. Jeden raz usłyszy "cycki" albo "masturbacja" i dostanie zapaści - chichocze. Żadna wywłoka nie ma prawa tak go męczyć, poza, rzecz jasna, nią samą. Nie ma w tym altruizmu, Maelle naprawdę uważa, że ma do tego wyłączne prawo i nie zamierza dzielić się krwistymi rumieńcami Day'a z innymi. Harrison ma ją za modliszkę, więc niech będzie, że to jej ulubiony smakołyk.
Mina ćwierćwili rzednie, uspokaja się, tonuje na nowo, gdy Titus potwierdza jej przypuszczenia. Magipolicja jako taka jej nie pomoże. Musi uciekać się do sztuczek pod stołem, do przysług, do obietnic, do wymian, żeby mieć szansę na znalezienie swojego dzieciątka, choć z ust funkcjonariusza wybrzmiewa to ze zdwojoną siłą. Jest pożądanym, nie pożądanym obywatelem; dupodajka, więc w oczach prawa pewnie narkomanka albo złodziejka, samotna matka jakiegoś bękarta, po co zawracać sobie głowę zniknięciem potomstwa kogoś takiego? Jeden robak mniej na tym świecie. Lekko zaciska dłonie na swoich kolanach i znów wbija paznokcie w materiał, skinąwszy bez słowa. Nie jest to dla niej nowość, brak pomocy, faktycznej proceduralnej pomocy, znamionuje pogardą dla takich jak ona. I tylko takie jak ona wiedzą, jak często komendanci, politycy, wysoko postawieni uzdrowiciele i naukowcy bywają w Dotyku Wili, dając upust wyjątkowym gustom.
- Ale mogę jej potrzebować do kolejnego listu - uzmysławia mu, nie chcąc zbyt szybko rozstawać się z perspektywą przyszpilenia go do tamtego okna. Mogłaby znów spróbować otulić go jedwabistą pierzyną uroku, nie wie jednak, czy tym razem odniosłaby większy sukces, więc szkoda marnotrawić energię. Tak czy inaczej, w gruncie rzeczy nie dba o jego odpowiedź. Maelle sprawdza, na ile może sobie pozwolić, jak bardzo go uplastyczni, zanim Day wyśle jej wyjca za to, że robi barana z jego prywatnego osła.
- Liczę na ciebie, Titusie - mówi cicho, aksamitnie. - Skoro się tego podjąłeś... skoro spróbujesz, wierzę, że ci się uda. Wam, tobie i Ambrose'owi, bo mimo wszystko ufam waszemu duetowi. I że będę mogła ci wreszcie wybaczyć, kiedy synek znajdzie się w moich ramionach, tu, gdzie od zawsze powinien był być - wzdycha z ukłuciem bólu rozpalającym się za mostkiem, nie bez powodu wspominając o jego kwietniowych zabiegach o puszczenie w niepamięć prostactwa, którym wykazał się przy ich pierwszym spotkaniu. Liczy, że to będzie dla niego stałą motywacją. Liczy na to, bo nie wie, co innego może mu zaproponować w zamian. Seks? Nie, jest przekonana, że jeżeli choćby zsunęła teraz dłoń na jego udo, ciało Harrisona zareaguje wbrew niemu, a na spodniach powstanie całkiem nieelegancka dla niby opanowanego mundurowego plama. Pieniądze? Może, ale wątpi, że by się na nie pokusił. Co innego pozostaje? Nic. - Nie wiem - przyznaje półszeptem. Maelle boi się nadawać imię ulotnemu marzeniu. Przeraża ją wykształcenie jeszcze silniejszego przywiązania, bo obecne już nie pozwala jej oddychać, póki mały jest daleko. - Ale jeśli znajdziesz moje dziecko - mówi impulsywnie i obraca się w jego kierunku na ławce, - dam ci zasugerować jakieś imię, hm? - zaszczyt tak wielki, że aż żaden, sugestii można nie przyjąć. Ale niech to stworzy jego osobiste zaangażowanie w jej sprawę. Niech zbuduje poczucie, że szuka nie tylko dla niej, ale i po malutkiej części dla siebie.

zt x2 <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Edward Taylor
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
12
10
Brak karty postaci
02-04-2026, 19:21
5 maja 1962

O Gwenllian, chociaż bardziej o Gwen, ponieważ była to preferowana przez nią wersja imienia, i Edwardzie można było powiedzieć bardzo wiele. Jedni powiedzieliby, że to ludzie dobrzy, oddani czy do serca przyłóż. Inni pewnie stawialiby ich w gorszym świetle. To jednak nie było wszystko, co można było o nich powiedzieć, bo rzecz najważniejsza nie została jeszcze wypowiedziana, a dotyczyła faktu, że byli po prostu młodym - niemalże świeżo upieczonym - narzeczeństwem. W dodatku był to ich pierwszy, poważniejszy wyjazd od kiedy stali się sobie bliżsi, ale i to było nieuniknione, że do takiej wyprawy w końcu dojdzie.
Istniała duża szansa, że gdyby Taylor piastował inne stanowisko czy wręcz wybrał inny zawód, to jego kalendarz byłby odrobinę luźniejszy, a tak musieli trochę odłożyć tę podróż w czasie. Wstępny plan został przełożony dwu- lub trzykrotnie i wszystko wskazywało, że Edward będzie zmuszony po raz kolejny przesunąć datę wyprawy. Był w potrzasku. Nie chciał zawieść swoich przełożonych, ale i swojej narzeczonej.
W końcu jednak udało się znaleźć trochę czasu, załatwić odrobinę wolnego, aby dotrzymać swoich słów. Teraz już nie musiał tego robić tylko przed osobami pełniącymi role kierownicze w ich jednostce, ale również przed Gwen. Nie mógł dłużej z tym zwlekać.
Jak się uparł, to jeszcze tego samego wieczora znaleźli się na północy Wielkiej Brytanii, a sama wyprawa w kierunku Loch Ness została ustalona na dzień kolejny, aby mogli odrobinę odpocząć i przyzwyczaić się do tutejszego klimatu.
Edward właśnie opowiadał o swoim kuzynie, który wraz ze swoją własną wybranką również wybrał się nad podobne jezioro, chociaż znajdujące się gdzieś w Skandynawii. A może było to na Islandii? Nie był pewien, chociaż nie miało to większego znaczenia w tym momencie. Liczył się sam przekaz.
- Szli sobie w najlepsze. Cisza, spokój, świst wiatru. Normalnie martwy las. Tylko ptaki na drzewach ich obserwowały, ale tak wiesz... nachalnie trochę? Świdrowały ich wzrokiem, obserwowały każdy ich krok. No sytuacja jak w jakimś koszmarze - mówił spokojnie, pokonując kolejne kroki w tempie spacerowym, oferując swoje ramię do podparcia dla Gwen - W pewnym momencie poczuli się nieswojo. Sprawa się trochę zaogniła, a gdzieś w odmętach lasu dało się usłyszeć kroki. I to nie jakoś daleko, a co gorsza, te kroki się zbliżały w ich kierunku. Ich głośność narastała z każdą sekundą, aż postanowili się skryć za jednym z drzew, chcąc przeczekać sytuację. Problem w tym, że one zmierzały idealnie na nich. Jakby po nitce do kłębka - wolną dłonią rysował w powietrzu, aby pomóc jej to sobie wyobrazić - Kiedy ich dni już miały być policzone, a on zdecydował się na heroiczny czyn, wyskoczył zza drzewa i ujrzał... renifera czy inne jeleniowate, które było bardziej wystraszone od niego w tamtej chwili. Nim zdążył mrugnąć, zwierzę uciekło w popłochu na drugi kraniec lasu. Mówił, że w życiu się tak nie bał. Tyle dobrze, że nic im się nie stało - dokończył, kręcąc głową z niedowierzaniem. Mieli dużo szczęścia, że nie był to żaden psychopata, a w tych czasach nic nie było pewne. Plusem tego wszystkiego był fakt, że został bohaterem wieczoru i nikt mu nie mógł tego tytułu odebrać.
- Tu chyba jednak nie będzie takich problemów, prawda? - zapytał, spoglądając w kierunku narzeczonej - Jakaś opinia ekspertki? - dodał. W końcu to ona posiadała wiedzę o zwierzętach z ich dwójki i być może kojarzyła temat fauny w tej części Szkocji.
- Ale jakby były, to ja też wyskoczę na tego renifera. Obiecuję - zaśmiał się pod nosem, bo z czymś takim jeszcze nie walczył, chociaż był gotów dla dobra sprawy. W końcu nie mógł wypaść gorzej od własnego kuzyna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
02-04-2026, 20:46
Gwen potrzebowała odpoczynku i oderwania się od szarości Londynu. Niby spędzała czas w rezerwacie, gdzie pracowała, ale tam znała niemalże wszystko i nic jej nie mogło zaskoczyć. A co mogło to uczynić? Krótka wycieczka krajoznawcza ze swoim narzeczonym. Nie wiedziała czego się spodziewać, ale była pełna nadziei. Kiedy udało im się jakoś zgrać czasowo, udali się do Szkocji, którą Gwen kochała. Tereny przypominały jej o dawnych wędrówkach z dziadkiem i bratem, gdzie uczyła się przydatnych rzeczy. Spacerując sobie teraz z mężczyzną, zastanawiała się, co też uda im się zobaczyć i oczywiście na ile się lepiej poznać.
Zgoda na zaręczyny była dla niej ważnym momentem w życiu, może nawet najważniejszym od lat? Od tamtej chwili wszystko miało się zmienić, ale kobieta była nastawiona pozytywnie i wręcz bojowo do ich sytuacji. Wiedziała przecież, że ma obok siebie dobrego, odpowiedzialnego i odważnego człowieka. Nie chciała go straszyć swoją dziwną naturą, bo wiele osób twierdziło, że nie jest z nią dobrze. Może i racja, bo wydawała się kochać zwierzęta i magiczne stworzenia bardziej od ludzi. Oczywiście wszystko zależało od tego, z kim miała do czynienia. Bliskich i przyjaciół kochała bardzo. I chciała to czuć do swojego przyszłego męża.
Słuchała uważnie opowieści o poczynaniach jego kuzyna i uśmiechnęła się słysząc finał przygody.
- To naprawdę dobry materiał do wykorzystania w książce – powiedziała ożywiona kobieta. – Oczywiście jeśli uda się zdobyć zgodę na wtrącenie tego, bądź zmodyfikowanie owej przygody – dodała szybko, bo żadna z niej złodziejka.
- Najwyżej nas jeleń zaatakuje – odpowiedziała na pytanie, ale nie mogła nie dodać czegoś jeszcze – Tutaj panuje przekonanie, że coś mieszka w głębinach jeziora, a podążając za tym, co zostało spisane, jest tam kelpia, największa na świecie. Przybiera najczęściej postać węża morskiego, a przynajmniej tak mówią historie opowiadane tu szeptem – Gwen chciałaby ją zobaczyć, ale nie miała zamiaru jej przywoływać, czy coś takiego.
- Ta okolica to doskonałe miejsce na akcję książki przygodowej. I jestem pewna, że wykażesz się jeszcze odwagą, ale miejmy nadzieję, że nie spotka nas nic złego i nawet ptaki czy jakieś zwierzęta nas nie nastraszą – uniosła nieco głowę, by spojrzeć na twarz swojego towarzysza.
- Ja bym się bardziej obawiała ludzi, jak zawsze – odparła ciszej. – Tobie ufam, ale innym? Sama nie wiem. Czasem wydaje mi się, że kogoś znam, a potem się okazuje, że się mylę. Zwierzęta są po prostu sobą, a człowiek zmienia zdanie i potrafi się zmienić w mgnieniu oka – dokończyła myśl.
- Cieszę się, że udało Ci się z tym wolnym od pracy. Wiem, że nie jest łatwo i w ogóle. Doceniam fakt, że się starałeś. Powinniśmy się do siebie przyzwyczajać i nie ma nic lepszego od wspólnej wycieczki. Obyśmy tylko nie przypłacili tego utratą zdrowia. Teraz pogoda bywa zdradliwa. Oczywiście mogę się Tobą zaopiekować w razie czego, ale wiesz, chciałabym spędzić ten czas miło i spokojnie – i nie chciała używać różdżki, a przynajmniej jak najmniej i tylko do prostych zaklęć ułatwiających funkcjonowanie, a nie do magii obronnej czy dla ataku.
- Kiedyś bardzo chciałam zamieszkać w tej okolicy. Wiatr we włosach, wokół tajemnice i historia, magiczne stworzenie z głębin i względny spokój. Nie wiem tylko, czy bym się do tego nadawała. W sumie to zawsze chciałam żyć blisko wody, głównie morza, ale jeziora też są fascynujące.
Była ciekawa, jak się na to zapatruje jej narzeczony. Może miał inne plany na przyszłość i ich wspólny dom.
Life is a
flower
- so precious
in your hand
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Edward Taylor
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
12
10
Brak karty postaci
1 godzinę temu
Jeżeli ktokolwiek mógł mieć uprzedzenia w kierunku Gwen, że kochała zwierzęta i magiczne stworzenia bardziej od ludzi, to ciekawe jaką opinię musiał mieć o Edwardzie, który był ciągle wystawiony na zło, cierpienie i czarną magię. W końcu to ludzie byli największym schorzeniem tego świata i nikt nie mógł winić innych, że wybierali obcowanie wśród fauny i flory, niż innych ludzi. Nie było w tym nic dziwnego i nadzwyczajnego.
- O zgodę się martwić nie musisz. Jedno słowo, list, a wszystko będzie załatwione - zapewnił - Spróbowałby się tylko sprzeciwić... To by zaraz poznał wymiar sprawiedliwości - żartował, bo Taylor nie wykorzystywał swoich uprawnień do uzyskania czegokolwiek od drugiej osoby - Oczywiście żartuję, ale na pewno byłby skłonny się zgodzić. Trochę go znam - dodał jeszcze, chcąc rozwiać wszelkie wątpliwości co do swoich słów.
Słowa narzeczonej odnośnie węża morskiego wcale nie napawały optymizmem Edwarda. On się zajmował łapaniem złych ludzi, a nie polowaniem na przerośnietę stwory z jeziora. I to też nie było tak, że podchodził do domniemanego mieszkańca tego akwenu bez szacunku, bo nic z tych rzeczy - oddawał mu należyty respekt i nie miał zamiaru go prowokować do niczego.
- Połączenie tych dwóch elementów mogłoby zrobić prawdziwą furorę. Groza, niepewność, niepokojąca okolica i w dodatku "coś" w wodzie - a coś było najlepszym określeniem - Ludzie lubią takie rzeczy. Zwłaszcza kiedy samemu nie trzeba sprawdzać czy coś takiego ma miejsce naprawdę. Dużo bezpieczniej siedzi się w domu z książką - zauważył, a na jego twarzy malowała się ogólna radość i zadowolenie. Nikt nie musiał wiedzieć, że wewnątrz siebie odczuwał niewielki niepokój odnośnie tego zbiornika.
- Ciężko się z Tobą nie zgodzić, ale ludzie z natury są dobrzy. Tak sądzę, tak wierzę - odpowiedział, chociaż może chciał wierzyć, że tak było, niż sam tak twierdził? Edward naprawdę wierzył w innych i kibicował im w ich osiągnięciach, czy drogach na szczyt. Był dobrej myśli o ogóle jako społeczeństwie i twierdził, że zło rodzi się na podstawie pewnych przeżyć w życiu, więc każdy zasługiwał na drugą szansę. No może prawie każdy, bo pojawiał się problem z czarnoksiężnikami, którzy akurat nie rokowali z poprawą zachowania.
- To miłe, że się martwisz, ale nic mi nie będzie. Nie jestem z cukru, chociaż tego samego nie mógłbym powiedzieć o Tobie, więc w razie deszczu oddam Ci swój płaszcz - zaznaczył - I nie akceptuję odmowy, bo inaczej... Hmmm... - przejechał po swoim podbródku w zastanowieniu. No właśnie, bo inaczej to co? Co takiego mógłby zrobić?
- Bo inaczej będę musiał coś wymyślić i przejść do realizacji tego planu. Tak właśnie będzie - odparł niemalże dyplomatycznie, nie obiecująco niczego, a jednak zostawiając pewne przesłanie.
- Zresztą, ten urlop należał mi się jak kawa o poranku - a Edward zaczynał przecież dzień od kubka ciepłej kawy - I dobrze mi zrobi trochę przerwy od wysłuchiwania tych wszystkich spraw... - tu zamilkł, nie chcąc wchodzić zbytnio w szczegóły, ale chodziło mu o rzeczy zawodowe i te wszystkie akta dokumentów. Niektórym potrafiło to solidnie siąść na głowie i taki człowiek miał później spore problemy ze sobą. Taylor próbował zachować balans, znaleźć złoty środek i wybierał odpoczynek zdala od zmierzchu miasta.
- Prawdę mówiąc to ja się chyba nigdy nad tym jakoś szczególnie nie zastanawiałem. Dla mnie dom to dom, a gdzie stoi to tam pół biedy. Liczy się fakt kto w nim mieszka i kto na Ciebie czeka na koniec dnia - przedstawiał swój punkt widzenia - Takie okolice, czy morze, czy gdziekolwiek byś chciała są jak najbardziej w porządku. Do Ministerstwa można się dostać na setki sposób i wcale nie muszę mieszkać wśród śmietanki towarzyskiej Londynu. Może nawet lepiej by było, aby tam nie mieszkać? - podzielił się swoją opinią - Tutaj chociaż głowa może odpocząć. Jest cisza, spokój. Nikt nikogo nie niepokoi. Naprawdę można naładować bateryjki. Czy trzeba chcieć czegoś więcej od życia? - zapytał retorycznie, chociaż mógł się spodziewać odpowiedzi. Trochę już znał Gwen i raczej zakładał, że życie z dala od cywilizacji bardziej jej odpowiadało. Oczywiście nie jako jakiś nomad, czy inny buszmen, ale z dala od tego pośpiechu i tych wszystkich złych spojrzeń.
Edward przeniósł swój wzrok w kierunku jeziora, próbując objąć jego cały majestat swoimi oczami. Widok był piorunujący. Zawierał dech w piersiach.
- Ciekawe ile historii o sobie słyszała ta kelpia - nie ściągał wzroku z tafli wody - W sumie to jakichkolwiek historii. Szczęśliwych i smutnych. Rozstań i nowych relacji - poprawił się zaraz, zwiększając zakres - Zjawiskowe miejsce - westchnął, a po chwili nabrał powietrza do płuc.
To było dobre miejsce na odpoczynek.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 12:05 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.