• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Kensington High Street 30/10 > Salon z jadalnią
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-10-2025, 14:38

Salon z jadalnią
Przechodni pokój, będący połączeniem salonu i jadalni, to pomieszczenie będące połączeniem pomiędzy wszystkimi izbami starego mieszkania w centralnej części kamienicy. Wypełnione zabytkowymi już, przekazywanymi z pokolenia na pokolenie meblami i zapachem wiekowych ksiąg stanowi wizytówkę domu, do którego Moira wprowadziła się zaraz po ślubie ze swoim mężem. Na ścianach zawieszono zdjęcia najświeższych pokoleń Sandersonów oraz obramowane ryciny niczym z podręczników o alchemii i zielarstwie. Nad kominkiem umieszczono też zdjęcie Adama Sandersona z synem - jedną z niewielu ich wspólnych pamiątek.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
13-03-2026, 14:24
27 maja 1962

Kolejny miesiąc dobiegał końca, a wraz z nim względny porządek prowadzony na biurku pracownicy naukowej, która obserwowała piętrzące się dokumenty i listy, które czekały na odpowiedź od tygodnia. Sprawozdania finansowe, które musiała przedstawiać władzom Evershire pod koniec każdego miesiąca zajmowały jednak znaczną część jej czasu – do tego stopnia, by powoli zaczęła przynosić pracę do domu, zamykać się w gabinecie i kreslić z trudem coś, co zwykle wydawało się jedynie kolejną formalnością.
Jej zadaniem było pilnowanie porządku w papierach. Współpracowanie z akademickimi księgowymi, kadrowymi, prawnikami. Brakowało jej asystenta bądź asystentki, to oczywiste – ale nim poprosi o wakat dla osoby odpowiedniej na to stanowisko (znając biurokrację – dostanie go dopiero za kilka miesięcy) – musi uporać się z problemami na własną rękę. A problem… Problem nadszedł od zewnątrz.
List posłany Evanerowi Crouchowi nie był szczególnie precyzyjny. Prośba o pomoc – przysługę nawet – owinięta została w papierek odpowiedniej uprzejmości, powołania się na wieloletnią znajomość i zmartwienie o utrudnienia w kontynuacji prowadzonych przez zespół badań. To ostatnie było chyba jedynie emocjonalną zagrywką rzuconą możliwie dla zasady. Czy zespół żył od pierwszego do pierwszego? Nie. Czy jednak mógł martwić się płynnością finansową w nowych warunkach? Możliwie tak.
Znaczna część sponsorów to sponsorzy zagraniczni – tak samo jak znaczna część pracowników jej zespołu to specjaliści z różnych krańców Europy.
– Dziękuję, że znalazł pan dla mnie czas – mówi, prowadząc go w kierunku gabinetu. Krótkie zaklęcie, prosty ruch różdżką i drewniany konik na biegunach schodzi im z drogi. Kilka chwil temu przyjęła Croucha w swoich progach – uprzejmie, pytając o to, czego właściwie chciałby się napić, przejmująć jego wierzchnie odzienie, pytając o samopoczucie. Przedstawiła go swojemu trzyletniemu synowi, który bardzo lubił poznawać gości matki – nawet jeżeli po chwili poproszony został o zostanie w salonie z nianią, która na rękach trzymała jedną z magicznych ropuch – dość świeżych zwierzątek domowych w progach mieszkania Moiry.
Nie zapyta jak radził sobie ze stratą żony po takim czasie – mężczyzna taki jak on z pewnością nie przepadał za litością. A Sanderson nie była obecnie w nastroju na typowo towarzyskie tematy – jej umysł pozostawał zatruty niepokojem o niedopełnienie obowiązku raportowania na czas.
Gdy drzwi gabinetu zamykają się za nimi, uzdrowicielka wskazuje wreszcie na wygodny, ustawiony przy biurku fotel. Prosi urzędnika o zajęcie miejsca, jeśli ma na to ochotę.
– Obawiam się, że możemy nie poradzić sobie ze sprawą w piętnaście minut – stwierdza, powielając jedynie informacje przekazane mu w liście i wsuwając spinkę we włosy, byle te nie przeszkadzały jej w przeglądaniu papierów, do których sięga, pochylając się nad biurkiem. – Muffliato – rzuca niemal automatycznie – mogła ufać niani w kontekście opieki nad dzieckiem – jednak nie chciała testować długości jej języka, gdy chodziło o rzeczy dużo poważniejsze, zawodowe. – O ile w poprzednim miesiącu – nawet pomimo… Zamieszania związanego z pewnym nieproszonym gościem zaprzysiężenia – uśmiecha się do niego wymownie. Znała poglądy Croucha – spotkali się również w związku z nimi. – Udało się zachować ład w papierach, w miesiącu obecnym – muszę zwrócić się do pana, panie Crouch, z prośbą. Zaznaczę, że nie jestem osobą skłonną do praktyk bezprawnych – ale w czasach takich jak te, kiedy porządek świata postawić chcą na głowie – nie musi chyba tłumaczyć – obecnej władzy odbiło; na pewno widzieli to oboje – Evander pewnie z rzędu pierwszego, śledząc członków własnej rodziny, zdejmowanych ze znaczących stanowisk w Ministerstwie. To musiało budzić niesmak. – Miewam problemy z udowodnieniem dobrych intencji niektórych zagranicznych sponsorów. Mówiąc wprost – trójka z moich zagranicznych sponsorów to osoby pochodzące z akolickich środowisk. To ludzie w starszym wieku, powiązani z Grindelwaldem od dawna. Można powiedzieć, że to ludzie niekryjący swoich poglądów. Ministerstwo bardzo patrzy im na ręce, a ja znalazłam się w pewnym impasie, bo ci – do tej pory – byli jedynie anonimowymi darczyńcami. Dziś oczekuje się od nich przejrzystości. Muszą spowiadać się ze wszystkich przychodów, ze wszystkich wydatków… Zarówno oni, jak i ja, wolelibyśmy, by pieniądze płynęły nadal – ale by moje badania nie mogły być bezpośrednio powiązane z zamieszaniem dookoła ich kontroli. Naprawdę nie potrzeba mi zamieszania – chcę po prostu dbać o ciągłość badań, a nie tłumaczyć się z powiązań darczyńców. Chyba zrozumie pan moje rozterki…?


udane zaklęcie Muffliato
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Evander Crouch
Akolici
You don’t become a monster. You discover you always were one.
Wiek
35
Zawód
urzędnik SAW
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
10
3
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
9
Brak karty postaci
19-03-2026, 21:06
Nie powiedziałby, że byli ze sobą blisko. Znali się długo, jeszcze z czasów, gdy Moira zdawała się kryć w cieniu Adama Sandersona, ale była to znajomość powierzchowna, pełna machinalnej uprzejmości zarezerwowanej dla socjety pojawiającej się na balach charytatywnych, okraszona salonowym flirtem, który z perspektywy czasu wydawał się tak odległy, jakby przyśnił mu się nad ranem, by po chwili umknąć pamięci. Nigdy nie przeszli na luźną, bardziej swobodną formę zaimków, co łatwo pozwalało sklasyfikować ich znajomość jako poprawną. Zaproszenie do domu przyjął z pewną rezerwą, ale nie śmiał odmówić kobiecie, którą darzył szacunkiem, równo za jej wiedzę i osiągnięcia naukowe, co prywatne poglądy. Dołączenie do grona akolitów otwierało przed nim nowy świat; był w nim krócej niż większość jego członków, często wychowanych w tych zamkniętych kręgach, które działały jak jeden symbiotyczny organizm złożony z setek mniejszych. Doceniał koneksje, które zyskał dzięki tym kręgom, samemu nie pozostając dłużnym. Akolici szybko dostrzegli, że miał za sobą nie tylko nazwisko, ale naręcze realnych kompetencji. I potrafił być przerażająco skuteczny, nie sięgając nawet przy tym wszystkim po różdżkę.
Spędził w salonie chwilę, wystarczającą jednak, by dostrzec, że ten dom nosił jeszcze ślady jej zmarłego mentora i małżonka. Nie był wścibski, ale z pewnością był uważny. Krótkie objęcie wzrokiem kilku kluczowych elementów pomieszczenia zdradziło mu na temat Moiry więcej, niż ona sama zechciała dotychczas. Wymienił z nią pełne kurtuazji uprzejmości, poznał jej syna, w myślach mimowolnie wspominając własnego, utraconego chłopca, który przeżył ledwie dwa dni. Nie rozpaczał za Laurencem - choć było to w pewien sposób symboliczne, że łatwiej przychodziło mu mówienie o przyszłości córek niż o przeszłości syna, który nigdy jej nie dostał. Nie pozwalał sobie na ckliwość, a nawet jeśli w jego kamiennym sercu drgały jakieś odruchy ludzkości, nigdy nie okazywał ich światu.
O ile łatwiej było być człowiekiem ze skały niż z gliny.
Podążył za gospodynią w kierunku gabinetu, jeszcze przez krótką chwilę obdarzając spojrzeniem nianię, zapamiętując jej twarz. Gdy zniknęli za zamkniętymi drzwiami, docenił ostrożność kobiety - imponowała mu w pewien sposób, bo sam również wykonałby podobny ruch. Nie usiadł, stając obok Moiry nad biurkiem, gdzie przerzucała kolejne naręcza pergaminów, gdy gorączkowo próbowała mu opisać sprawę, która, jak sama wskazała, wymagała więcej niż piętnastu minut.
- Pani Sanderson… - zaczął miękko, gdy ledwie skończyła zdanie, kładąc dłoń na jej nadgarstku - na krótki, ledwie zauważalny moment, w geście, który nie niósł w sobie niczego poza okazaniem wsparcia i zrozumienia. Odniósł wrażenie, jakby Moira tkwiła w poczuciu, że prosi go o coś, co wykraczało nie tylko poza jego własne granice moralności, ale i balansowało na granicy prawa. Nie znał jej na tyle, by ocenić, czy była to jedynie starannie zaplanowana gra, czy autentyczne zmieszanie nowicjusza. Dla niego nie była to nowa sytuacja. Trwał w ministerialnych mechanizmach, gdzie zawoalowane przysługi były chlebem powszednim, którym karmili się wszyscy urzędnicy. Nie każdy z okruchów potrafił wyłuskać cały bochenek, część urzędników nawet nie był świadoma, że gdzieś piecze się chleb, inni tylko węszyli jego zapach, gdy wypieki już rozchodziły się niczym świeże bułeczki, natomiast gdyby pozostać przy tej piekarniczej symbolice, to w istocie, w tej machinie Crouch zdecydowanie był piekarzem. On znał tajne receptury, wiedział, ile czasu powinno wyrastać najdelikatniejsze ciasto i który młynarz mieli najwyższej jakości mąkę. Był biegły w tej grze i nie bał się w niej uczestniczyć. Przede wszystkim jednak działał zgodnie z kanonem prawa - a w naciąganiu go do własnych potrzeb nabierał coraz większą wprawę. Cokolwiek robił, zgodność z kodeksem była dla niego oczywista i nadrzędna. Prawo, na całe szczęście, było w środku puste jak ciasto francuskie, smakując dopiero po wypełnieniu smakowitym nadzieniem (osobiście najbardziej przepadał za lemon curd), które niosło ze sobą interpretację; czasem słodką, a czasem zupełnie nie. - Rozumiem pani obawy, ale może pani mówić swobodnie. To, o co pani prosi, bynajmniej nie narusza przepisów - co znaczyło mniej więcej tyle, że w odpowiedniej interpretacji mogło być całkowicie legalne. - Waga prowadzonych przez panią badań jest nieoceniona. Słusznie też zauważa pani, że Ministerstwo posuwa się za daleko w swojej chęci kontroli obywatela, a nawet instytucji, które działają dla większego dobra. Absolutnie rozumiem chęć anonimowości pani darczyńców, a także pani obawy. Nikt z nas nie chce być inwigilowany przez instytucje rządowe - szczegółowe prześwietlenia nie służyły niczemu poza próbą kontroli, ale właśnie to obnażało niepewność Leacha na nowym stanowisku. Jednocześnie nadmierna transparentność mogła wkrótce sprzeniewierzyć się przeciwko nowej władzy. Nie chodziło tylko o ludzi wpływowych, którym zaglądanie w odbyt było wybitnie nie na rękę; z czasem mogło to odbić się też na zwykłych, szarych obywatelach, którzy jak na razie widzieli w przebiegunowaniu władz nadzieję na lepsze jutro. - Wiem jak pani pomóc, pani Sanderson. Ale sam pomysł nie oznacza jeszcze rozwiązanie pani problemu - miał cholerną ochotę na papierosa, choć zapach spalonego po drodze peta nie zdążył jeszcze całkowicie się ulotnić z jego koszuli; był jednak gościem, a kurtuazja nakazywała raczej wstrzemięźliwość, zwłaszcza gdy przyjmowała go pani domu. - Wymaga też pewnej współpracy ze strony pani darczyńców. Jak pani myśli… gdyby zamiast bezpośrednio na pani badania kierowali swoje przelewy do zagranicznej fundacji, która, pomijając odbiorcę, działałaby na dotychczasowych zasadach - czy zgodziliby się dalej lokować swoje środki? - zaproponował, przenosząc badawczy wzrok na rozmówczynię. Była wystarczająco bystra, by domyśleć się, co chciał zaproponować.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
24-03-2026, 13:17
Wyciągnięta z wiru myśli i potoku słów przez proste przywołanie jej nazwiska – unosi spojrzenie na twarz stojącego obok Croucha. Umie zauważyć, kiedy zanadto rozpędza się w słowach, nie dając nawet cienia przestrzeni na przerwanie. Być może zrobiła to właśnie teraz – nie mogąc wyrwać się chyba z iście wykładowczej maniery, którą przejęła zarówno po swoim mężu, jak i której wyuczyła się w trakcie pracy na Evershire. Być może taki grad informacji i wątpliwości byłby lepiej strawny, gdyby przekazany został listownie, ale Sanderson bardzo unikać chciała wymiany informacji tak niebezpośrednią drogą. Listy w domu Crouchów trafiać mogły do odbiorcy przez służbę, a chociaż Sanderson nie wątpiła, by ci prowadzili pod tym względem odpowiednią selekcję – każdemu zdarzały się błędy.
Błędem na przykład wydawała się znaczna część decyzji obecnie zarządzających i chociaż Moira Sanderson bywała raczej człowiekiem nieskorym do ulegania porywom emocji – ciało ewidentnie uginało się czasami pod ciężarem frustracji. Tak było i teraz – nie mogła skupić się na wszystkim, nie mogła ogarnąć wszystkiego, nie mogła liczyć na sprawny przepływ procesów, które przechodziła przecież wielokrotnie, bo wszystko co do tej pory wydawało się płynne i klarowne, zdawało się przedefiniowane przez obecną ekipę sprzątającą… Znaczy rządzącą. Albo dramatyzowała.
– Przepraszam, panie Crouch, jeżeli przez moje słowa przemawia frustracja – unikam przesadnej emocjonalności, szczególnie w kwestiach zawodowych, ale szczerze nie znoszę gdy system ogranicza działania instytucji tak ważnych jak organy skupiające się na rozwoju magimedycyny. Poczułam jednak, że zarówno jako specjalista, ale i jako człowiek pan mnie… – nie kończy,  bo kontakt wzrokowy i podciągający się ku góze kącik ust mówią chyba  swoje. Liczyła, że to zrozumie. Może rozgrzeszy. Bo nawet jeżeli jej słowa podyktowane były szczerym niezadowoleniem – wciąż przekazywały przecież sedno problemu. A sednem problemu było chyba to, że myśleli podobnie – niestety myśli tych nie wyrażając. Każdy naginał prawo do własnych korzyści, każdy interpretował je zgodnie ze swoim celem i jedyne co mogło ją w tym kontekście irytować to to, że obecnie część interpretacji władzy nie pokrywała się z interpretacją bardziej konserwatywnej, wybieranej dotychczas gwardii. A broń Merlinie – Sanderson do tej pory w żadnych wypadku nie lubiła nazywać siebie konserwatystką. Postęp do którego dążyła, metody których używała i środki, po które sięgała niewiele miały w sobie umiłowania tradycji.
– To… Interesująca propozycja. panie Crouch. W prawdzie współpracuję z dwiema londyńskimi fundacjami, ale do tej pory nigdy nie miałam okazji przyjmować pieniędzy od zagranicznej – stwierdza, z zainteresowaniem zerkając ku Evanderowi, obracając się ku niemu i opierając otwartą dłonią o stos teczek zawierających dokumentację finansową. Być może działo się to za czasów jej męża, ale by wiedzieć to – musiałaby cofnąć się wiele lat wstecz, pewnie do czasów świeżo po Wojnie Czarodziejów. Gdy jej echo ucichło – większość akolitów nie potrzebowała już “przykrywek”. – W takim wypadku właściwie – gdyby pojawiła się taka konieczność– wystarczyłoby wyłonić zarząd fundacji, który musiałby legitymować się przed Ministerstwem ze swojej działalności…? – dopytuje. Zna przepisy księgowe, zna też przepisy związane ze swoją dziedziną, jednak w tej kwestii polegać musiała zupełnie na mężczyźnie wprawnym w ministerialnym ekosystemie. – Myślę, że rozważyli takie rozwiązanie bardziej niż chętnie, panie Crouch. O ile sama zajęłabym się formalnościami – nie chcę zniechęcać ich do współpracy kolejnymi, zrzucanymi obowiązkami, tych i tak odpowiednio dużo dodaje im już wybiórcza skrupulatność obecnej władzy – uśmiecha się uprzejmie, chociaż gdy Moira uśmiecha się – często za uśmiechem tym kryje się coś innego od zadowolenia. – Czy byłby pan gotów pomóc mi z przejściem procesu? Doceniłabym to i zależnie od pana woli, umieściła na oficjalnej liście darczyńców. Jeśli nie potrzebuje pan rozgłosu - również to zrozumiem.
To - tak czy inaczej - wizerunkowo wspaniała rzecz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Evander Crouch
Akolici
You don’t become a monster. You discover you always were one.
Wiek
35
Zawód
urzędnik SAW
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
10
3
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
9
Brak karty postaci
24-03-2026, 23:01
- Proszę nigdy nie przepraszać za takie rzeczy - jego ton balansował między swoistym nakazem a pewną formą zrozumienia, wynikającą raczej z poczucia wyższości niż troski. Ufał, że Moira Sanderson była kobietą, która znała własną wartość, dlatego nie godził się, by w jego towarzystwie umniejszała sobie w jakiejkolwiek formie. Rozumiał ją. Sam również czuł podobnie, frustracja gromadziła się jak brud pod paznokciami, niechciana, trudna do usunięcia. Wracała nieustannie, a każdy kolejny tydzień nowej władzy był policzkiem wymierzonym we wspólnotę czarodziejów. Nie wierzył w ten nowy porządek, nie wierzył, że Albus Dumbledore nie miał interesów w wynoszeniu na piedestał świata, który swoją bezmyślnością i chaosem niszczył ich własny. - I proszę nigdy nie zakładać, że jest pani czemuś winna. To właśnie system, który przestaje działać, wymusza na rozsądnych ludziach sięganie po rozwiązania, których w normalnych warunkach nie musieliby nawet rozważać - uchwycił jej spojrzenie, bez strachu mierząc się z ukrytymi za palisadą z błękitów emocjami. Była inteligentna, ale ostrożna w swoich słowach - a on zdawał się to dostrzec. Rzadko kiedy sam odkrywał się przed innymi, rzadko kiedy mówił wprost, jeszcze rzadziej zdradzał, co myśli i czuje naprawdę. Może ujęła go ta zachowawczość naukowczyni, a może zwyczajnie chciał ją przetestować. Sprawdzić gdzie leżały jej granice i jak daleko była w stanie się posunąć. To wiele mówiło o człowieku - dlatego zawoalowania i uprzejmości postanowił wynieść za drzwi, sięgając po bezpośredniość, na która pozwalał sobie rzadko. Czy była gotowa ją unieść? - Uważam, że to, co wyczynia nowy rząd w pierwszych tygodniach urzędowania, jest żenujące. Myślą, że łapią złodzieja na kradzieży, podczas gdy oskarżają o złodziejstwo wszystkich wokół, poza nimi samymi - smakowała mu ta swoboda, ten negliż w doboru słów. Czujnie obserwował reakcje rozmówczyni. - Najgłośniej krzyczą zawsze ci, którzy potrzebują odwrócenia uwagi - skonstatował gorzko, nie kryjąc zniesmaczenia jakie budziła w nim zmiana warty u władzy, co, jak pozwalał sobie wierzyć, spajało ich przekonania. 
Słuchał, gdy mówiła, zgodnie z jego założeniami rozwijając poniekąd haczyk, który wcześniej zarzucił. Spoglądał na nią nienachalne - na tyle, by dostrzegała jego zainteresowanie, ale nie czuła dyskomfortu. Widział w niej pewne zwątpienie, ale i ciekawość; doświadczenie i świadomość, a jednocześnie brak płynności w zawiłościach przepisów, którą posiadał on - i którą chętne zamierzał się podzielić.
Przysługi były niezwykle cenną walutą.
- Ministerstwo nie może ingerować w przepisy obowiązujące na terenie innych państw. Może co najwyżej zażądać od zagranicznej fundacji zaświadczenia o jej legalności czy stanie prawnym, ale nie ma prawa upominać się o ewidencję darczyńców, ani tym bardziej o szczegóły, takie jak dane wrażliwe czy wysokości przekazywanych kwot - zaczął od wyjaśnienia w jaki sposób pomysł słupa omijał surowe regulacja, które ledwie opuściły ministerialne gabinety w świeżo ustanowionych dekretach. - Jest to jednak obarczone pewnym ryzykiem. Co do zasady nie istnieją przepisy, przynajmniej na ten moment, które zakazywałyby finansowania badań przez zagraniczne podmioty, ale takie ruchy jednak niemal zawsze przyciągają uwagę urzędników. Założyłbym więc z dużą pewnością, że będą kontrole - regularne i skrupulatne, może nawet niekonicznie uczciwe, choć formalnie poprawne - znał urzędników, znał ich zasoby i skłonności - a może przede wszystkim umiejętności - do uprzykrzania życia obywateli. Tu brak parafki, tam oczywista omyłka pisarska. Potrafili być jak natrętne osy latające wokół ofiary, przybliżające się i oddalające, grożące ukąszeniem, ale ostateczne bardziej upierdliwe niż rzeczywiście groźne. - Jeśli jednak dokumentacja będzie wolna od błędów lub wykroczeń, nie ma się pani czego obawiać. W takim układzie Ministerstwo może co najwyżej utrudniać przepływ środków, ale nie ma narzędzi, by realnie go zatrzymać - zapewnił ją, zastanawiając się, czy miała w zasobach odpowiednio skrupulatnego księgowego, który był w stanie tego dopilnować. Wierzył jednak, że nie oczekiwała od niego tak oczywistych wskazówek - te była w stanie wywnioskować sama. - Potrzebujemy czegoś więcej niż zarządu. Potrzebujemy legalnej fundacji, najlepiej takiej, która już cieszy się dobrą renomą, ale pozostaje otwarta na współpracę. Świeżo powołana organizacja wzbudziłaby niepotrzebne zainteresowanie, stając się łatwą do zakwestionowania na poziomie proceduralnym. Przy kwotach, którym pani obraca, nie można pozwolić sobie na niedbalstwa i wiarę, że coś umknie uwadze urzędnika. Takie sprawy wygrywa się bezbłędnością - próżno było znaleźć w jego słowach cień zawahania. Jego głos był stanowczy, a w wyprostowanej posturze można było doszukiwać się czegoś więcej, niż tylko szlachetnych korzeni - czegoś mocnego, jakiejś siły, która była trudna do opisania, ale łatwa do odczuwania w swojej intensywności. Gdy Moira przystała słownie na jego propozycję, przez jego posągowe oblicze przemknął cień uśmiechu, choć trudno było stwierdzić, czy była to refleksja satysfakcji, czy może zaszyfrowana odpowiedź na jej własny, niejednoznaczny sygnał. - Mam przyjaciół we Francji, którzy nie są związani z naszymi środowiskami i mogliby pomóc - oderwanie od Akolitów wydawało mu się kluczowe. Moirze z resztą, jak zrozumiał - również - Proszę nie zrozumieć źle tego, co teraz powiem, ale chcę być z panią transparentny. Zakładanie, że będzie to pomoc charytatywna, w świecie, w jakim funkcjonujemy, byłoby mrzonką - znała ceny lojalności, był tego pewien. Nie wydawała mu się typem kobiety, której trzeba było wyjaśniać dlaczego Słońce świeci, co pozwalało mu na większą otwartość w rozmowie. Uznawał ją za wspólniczkę, za kogoś wartościowego i przydatnego, a przed takimi ludźmi nie musiał niczego ukrywać. - Mogę poprowadzić negocjacje w pani imieniu - lub przy pani udziale - i wynegocjować najkorzystniejsze warunki - potrafił tego dokonać, nie miał jednak zamiaru przekonywać jej na siłę. Ta rozmowa była wystarczającym dowodem jego kompetencji, ale to Moira ostatecznie decydowała. - Niestety, obawiam się, że to jedyne wyjście z tej sytuacji, które pozwoli nam w pełni legalnie ominąć prawne regulacje i jednocześnie ochronić źródło finansowania. Rozumie pani z resztą jak wygląda charytatywne działanie fundacji - nie urodził się wczoraj, by wierzyć, że niesienie pomocy nie było obarczone zapisami drobnym druczkiem. - Ma pani w tym momencie wybór między niższymi transzami a ich całkowitym brakiem, jeśli nowe regulacje odstraszą pani darczyńców - a przynajmniej tyle wywnioskował z jej prośby. Nie do końca rozumiał co miała na myśli mówiąc o oficjalnej liście, ale prośba o wyjaśnienia wydawała się poniżej godności i poziomu inteligencji jaki oboje reprezentowali, wybrnął więc gładko, w swoim stylu. - Mam nadzieję, że wybrzmiało to jasno, pani Sanderson. Żadne z nas nie będzie w żaden sposób oficjalnie powiązane z tym procesem - podkreślił, subtelnie odnajdując jej spojrzenie. - Zrozumiem też, jeśli ten rodzaj pomocy nie będzie pani satysfakcjonował. Ale to jedyny, jaki jestem w stanie zaoferować.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
31-03-2026, 21:32
Teraz milczy więc, chociaż z nieodgadnioną miną – co jakiś czas kiwając głową ze zrozumieniem. Te zdanie, wypowiedziane tak zdecydowanym tonem: proszę nigdy nie przepraszać za takie rzeczy. Możnaby poczuć się bezpiecznie w jego towarzystwie, gdyby nie rozważenie – wychowywano ich w ten sposób? By wypowiadali się niemal pouczająco wobec kobiet, nawet starszych i niewłasnych? Może i użył “proszę”, na początku zdania – byle ulżyć nieco sposobowi przekazu, a jednak… Nie wie czy weźmie to sobie do serca. Nie powiedziałaby tego, co powiedziała, gdyby nie była pewna jego poglądów. Nie przeprosiłaby za coś, o czym nawet nie wspomniałaby w obecności osoby o mniej znanych poglądach. Te całe przeprosiny, woal mgły spowijającej jej szczere poglądy i jej temperament – to wszystko nie działało na niego, mogła być tego pewna, ale działało na znaczną część współpracującego z nią wszechświata. Niektórzy lubili myśleć, że działania kobiety i jej zespołu są zależne od ich dobrej woli czy chęci. A przeprosiny, prośby, skromna dawka uniżenia – to zachęcające, nęcące, podbudowujące.
Czy idąc tą drogą, nawet raz na jakiś czas, czuła jednocześnie, by traciła na wartości? Nie, ponieważ wszystko to było jednym wielkim teatrem, w którym rolę chciała odegrać jak najlepiej – jak najskuteczniej; manipulacją, mającą wpłynąć na rozmówcę, na jego zachowania, dodać mu motywacji do stanięcia po jej stronie.
Nie była wychowana w salonowych warunkach – pewnie etykieta wpojona Evanderowi rozłożyłaby tę jej na łopatki, ale gdyby znał jej historię, wiedziałby jak wiele razy uginać musiała kark i jak wiele razy manipulować musiała, byle dotrzeć tu gdzie stała. Jak wielu sztuczek próbowała na finansujących, jak rzadko zaś przy tym kłamała – częściej po prostu… Milcząc.
Bo milczenie było dobrą odpowiedzią dla tych, którzy po prostu się z nią nie zgadzali. A w pracy uzależnionej częściowo od sponsorów, głośna manifestacja swoich niezadowoleń mogła przyczynić się czasami do uszczuplenia zasobów. Sanderson nauczyła się z wiekiem wręcz doskonale, jaką rolę pełniła w tym życiu – nie zmieniała słowa krzykiem, mocnym przekazem czy politycznymi zagrywkami.
– Skoro jest pan ze mną szczery i ja będę szczera, bo chociaż uważam, że zasługuje pan na wypowiedzi pełne wyważenia i szacunku – którym pana darzę, panie Crouch… Też potrzebuję oddechu. Zawsze myślę o sobie tak: jestem naukowczynią i uzdrowicielką, to moje powołanie, jestem w tym co najmniej dobra. Tak więc w obecnych warunkach tkwię z głową w kalkulacji, w której nie mogę powiedzieć głośno niczego, co zaszkodzi mojej pracy – tą uznaję za wartościowszą od ideologii, poglądów, polityki – mógł ją za to potępić – szczególnie jako pracownik ministerstwa, ale obecnie nie chciała już pudrować trupa. – Wspieram swoich głośniejszych kolegów, to prawda, ale jak sama mam się zachowywać w takiej sytuacji? Po prostu zaakceptować, że teraz prosić o pomoc będę musiała ludzi o poglądach bardziej różnych od moich, bo ci zwrócą na siebie mniej uwagi? – unosi brew. On też nie odszedł ze służb Wizengamotu. Też był elementem machiny, z której wyciąć chciałby niektóre elementy. Byli jak zdrowe organy w chorym organizmie?
A dalej słucha go już uważnie. Evander ma dar lawirowania w tematach których nie rozumiała w pełni z wyjątkową gracją – tłumaczył wszystko cierpliwie, ale bez przesadnej pieszczotliwości (nie traktował jej jak bezrozumnego dziecka). Kiwa głową, kiedy mówi o tym, że Ministerstwo nie ma prawa pytać o konkretne dokumenty – wydaje się tego świadoma, wydaje jej się nawet, że obecne kontrole, których boją się inwestorzy, nie są do końca “rutynowe” i zupełnie typowe. Kiwa głową, kiedy słyszy, że sam zarząd to jeszcze nie wszystko, że słup – jakkolwiek słupem nie był – musiał być wypełniony w środku, byle lepiej nosić konstrukcję. Kiwa głową, kiedy nazywa wszystko po imieniu – kiedy nie daje złudzeń, by pomoc miała charakter charytatywny. Byłaby chyba zupełnie oderwana od rzeczywistości, gdyby zakładała inaczej. Wiedziała jednak, że z jego znajomością mechanizmów prawnych i z własną znajomością tematu własnych badań – mogliby wywalczyć procent nie rujnujący jej modeli finansowych.
– Proszę się nie martwić, panie Crouch, nawet obecna finansowa pomoc dla zespołu nie jest zupełnie charytatywna – mówi z ujmującym spokojem, kiedy po raz pierwszy odczuwa, że ten nieco się z nią pieści – chyba dla zasady (ale może z ukrytą kpiną?) podkreśla zarówno charakter pomocy fundacji, jak i – jak zakłada – jego samego. – Jestem gotowa na to przystać, przynajmniej w obecnej rzeczywistości. Chętnie będę uczestniczyła w negocjacjach – myślę, że pana profesjonalizm i moje oddanie sprawie na pewno zwiększy szanse… Proszę tylko powiedzieć, co pan chciałby z tego mieć? Mężczyźni tacy jak pan zadowalają się jeszcze wyłącznie satysfakcją z dobrze wykonanej roboty? – uśmiecha się przebiegle. – Duszę zaprzedałam już nauce, jej więc nie zaoferuje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:20 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.