- Alle, alle. Allons-y to la Tour Eiffel! - Zarządził chwytając w palce mapę i złożył ją zgrabnymi ruchami, oddając ją po chwili dziewczynie. On sam poruszał się z niezwykłą gracją, lekkość ruchów i ich zamaszysty tor były dla niego bardzo naturalne.
Wzdychając cicho przeczesał elegancko ułożone włosy pozwalając im na lekki chaos i jego wzrok padł wprost na Almyrę, która wracała z pustą tacą po obsłużeniu jednego ze stolików. Chłopak zastygł i wstrzymał powietrze, zdając sobie sprawę z tego, że dziewczyna była świadkiem całego tego przedstawienia w wykonaniu rodziny Delacour.
Niech żyje bal! Kolorowy, zmysłowy, pełen barw i muzyki... ah... muzyka! Grana na żywo sprawiała, że człowieka przechodziły ciarki, a nogi same rwały się do tańca. Najlepsi kucharze przygotowywali swoje dania popisowe zasypując stoły fantazyjnymi daniami. A goście wystrojeni wedle dyktanda kreatorów mody wyglądali jak przepiękne, egzotyczne ptaki.
Autobus turlał się pod górę, wdrapując swoje pękate cielsko po śliskiej drodze. Pasażerów było niewielu, kilka zakonnic, jakiś starszy pan i chłopak, który siedział z tylu przy oknie. Wpatrywał się w widok za szybą jak zaklęty.
Muzyka była przyjemna, odrobine zmysłowa, dzięki czemu Axel bardzo szybko pochwycił odpowiedni rytm w swoim tańcu, hipnotyzując okolicznych gapiów swoim pokazem. Jego ruchy były powłóczyste i subtelne, wyglądał jakby płynął w powietrzu. Jego wzrok przemykał po obserwatorkach sprawiając, że dreszcz ekscytacji przebiegał po plecach każdego, kto złapał z nim kontakt wzrokowy.
- Putain.... - Wyrwało się z chłopięcej piersi, a po chwili wzrok mężczyzny przeszył go na wskroś. Axel zastygł spoglądając w spojrzenie mężczyzny charakterystycznymi oczami, które miały chłodna barwę jasnego błękitu. Jakby to były bryły dryfującego na falach lodu. Lecz w tej chwili spojrzenie chłopaka nie było chłodne i nieustępliwe, a pełne strachu i desperacji.
- Swoją drogą, dzięki za napiwek. - Axel odetchnął z ulga, uśmiechając się całkiem swobodnie do Thalii. - Ale za występ indywidualny liczę trochę inaczej. - Posłał jej zadziorny uśmiech, a zimno niebieskie oczy chłopaka zabłyszczały w półmroku.
Czy tak było z Axelem? On kiedyś wszystko miał na wyciągnięcie ręki, wystarczyło sięgnąć i już to miał. Kilka złych decyzji, kilka wydarzeń i ciężar konsekwencji sprawił, że otrzymał największą karę jakiej mógł doznać. Odebrano mu wszystko, wygnano i pozostawiono samemu sobie. I tylko jego pasja go trzymała przy życiu.
- Oh, biedactwo. - Głos chłopaka okazał się równie przyjemny, co jego aparycja, miły, ciepły i odrobine dźwięczny. - Zgubić się na Nokturnie, to bardzo nierozważne. - Przekrzywił głowę przyglądając się Lavinii z zaciekawieniem. Im bardziej się jej przyglądał, tym bardziej oddalała się od niego myśl, by po prostu iść dalej w swoim kierunku.
- Manon... - Wyszeptał ledwie wydobywając z piersi głos. Jej skojarzenia nie były błędne, acz tego nazwiska już dawno Axel nie używał. Lecz nie dało się ukryć, że zmienił się acz charakterystyczne cechy pozostały.
Wspomniała o Jeziorze Łabędzim a Axel aż poczuł, jak jego ciało zadrżało. Źrenice jego oczu rozszerzyły się zaintrygowanie a on gorliwie potrząsnął głową. - Oczywiście, że znam. Jestem tancerzem baletowym, znam doskonale tę sztukę. - Wypiął dumnie pierś, a na jego twarzy pojawił się pewny siebie uśmiech. W tej chwili wszelkie wątpliwości opuściły Axela, a zastąpiła je coraz to bardziej rozpierającą go ekscytacją. Słuchał jej z zainteresowaniem, kiedy opowiadała o swojej wizji. Kiwał głową, kiedy mówiła o zakończeniach a kiedy wspomniała, że marzy jej się cos innego, przekrzywił lekko głowę z zaintrygowaniem.
- Dobry wieczor, Panie X. - Odezwał się z brytyjskim akcentem Axel wypuszczając z ust kłąb dymu. Bladoniebieskie spojrzenie osiadło na sylwetce mężczyzny, oceniając w jakim dziś humorze był Xavier. Figlarne błyski tliły się w oczach młodzieńca, który już od dłuższego czasu nie kulił się na widok Burke'a.
- Oh, mon dieu... - Westchnął z nieukrywaną ulgą na twarzy, a francuski akcent wybrzmiał w jego ustach. - Mitch Macnair, jak mógłbym zapomnieć! Mon ami! - Roześmiał się tłumiąc w sobie napięte od chwilowego stresu nerwy. - Nigdy nie zapomnę, chociaż pamięć niektórych wydarzeń z naszych imprez wciąż jest dla mnie zagadką. - Oh, cudna Meluzyno jakie to szczęście, że to spotkanie wypadło w takim miejscu a nie na Nokturnie czy w innej części magicznych dzielnic Londynu. Rozłożył ręce na boki, zachęcając Macnaira do przywitania jak należy.
Głód nawiedzał go spontanicznie, głód tak specyficzny, że niby nie do odróżnienia z tym fizjologicznym, który mial swoje podłoże w umyśle, w charakterze, w sensie istnienia tej jednostki, którą był Axel. Dopadało go to tak nagle i nieoczekiwanie, że wręcz tracił oddech. zachłystując się nieodpartym pragnieniem tańca. Mógł i potrafił zatańczyć wszędzie, nie potrzebował muzyki, bo muzyka grała w jego umyśle na zawołanie.
- Przy okazji sprawdzam, czy wciąż jesteś czujny. Dokarmianie ludzkich paranoi to moje hobby, chyba nie zapomniałeś? Hm? - Otarł rękawem brodę. Szczupłe palce otaczały owoc niczym pajęcze nogi, na dodatek w jego gestach było niezwykle dużo gracji.
- Bo tak brzmiałeś, jakbyś co najmniej mial sprzedać duszę. - Odezwał się nalewając ostrożnie wina, by nie wychapać nic poza kieliszki. Postawił jedną lampkę wina na blacie, gdzie Lys mial zamiar rozłożyć się z warzywami do obrania. - Sante. - Uśmiechnął się uzupełniając drugi kieliszek i czekał aż gospodarz przyłączy się do tego drobnego toastu.
Miły glos wybrzmiał z troską. Młodzieniec w tej chwili nie był pewny, czy to jawa, czy majaki. Bo jeśli to nie był obraz jego podświadomości, to musiał to być ktoś, kto łasił się na to, co mogło zaoferować jego ciało, gotów sprzedać je w kawałkach.
- Oh! - Odpowiedz Lorcana na jego słowa sprawiła, że na twarzy Francuza pojawił się wyraz szoku, który zaraz przeobraził się w rozbawienie. - Przecież widzę, że to frustracja związana z tęsknotą. Ale spokojnie, spokojnie, już jestem. - Axel uniósł dłoń i teatralnie nią zakręcił nad blatem. Bezczelny uśmiech Axela przedstawiał jego pewność siebie i to, jak dobrze czuje się w towarzystwie Lorcana. Przy nim nie krępował się żartować i odrobine przekraczać granice irytacji. Z Xavierem było to o wiele mniej możliwe.
Pierwszy krok był nieśmiały, ale cofnął się, zzuł buty i stanął boso na deskach, znajome uczucie kontaktu z powierzchnią sceny od razu dodało mu pewności siebie. Mokra koszula i luźne spodnie przylgnęły do jego ciała, było mu zimno, przez co pragnął poruszyć się, uwolnić generujące się w nim ciepło.
Dryfując pomiędzy myślami umysł Axela pozostawał czujny, zimne spojrzenie wodziło od postaci do postaci, oceniał, porządkował i przechodził ku kolejnej twarzy i tak dalej i dalej. Aż w końcu jedna z nim zwróciła jego uwagę i aż poczuł, jak ciarki przechodzą go przez plecy.
- Ah... Merde! - Warknął pod nosem i szarpnął drzwiami tak, że dzwoneczek który zwykle dyskretnie oznajmiał przybycie klienta zadzwonił przeraźliwie głośno i kiedy Axel stanął w progu, wszystkie oczy obecnych w lokalu zwróciły się w jego stronę. Duble Merde! Przemknęło mu przez myśl i jak gdyby nigdy nic podszedł do lady, a do niego zaraz przystąpił jeden ze sprzedawców.
- Oh, Primose, to ty.... - Opuścił spojrzenie chwytając wolna dłonią za kark. - Przestraszyłaś mnie. - Mruknął z nutą wstydu w glosie. Jej komentarz na jego wygląd przywołał na usta chłopaka zakłopotany uśmiech. Istotnie wyglądał jak duch samego siebie, tak go dziś emocje szarpały, że czuł się po prostu zmęczony. Podszedł bliżej zachęcony przez Primose.
- To z ciekawości. - Odparł nienagannym angielskim, charakterystycznym dla mieszkańców Londynu. Opadł miękko na kamienny chodnik, jedna dłoń skryta była w kieszeni lekkiego płaszcza, który spływał z barków młodego mężczyzny, kończąc się gdzieś na wysokości kolan. Smukłe palce oplotły różdżkę, będąc w każdej chwili gotowym do obrony lub ataku.
- Excusez-moi? - Wyrwało mu się, tak jakby właśnie usłyszał obelgę, która wyraźnie go musiała poruszyć, a nawet i urazić. - Jak można porównywać las i jego mieszkańców do baletu? Toż to... toż to absurd. Touchée- Westchnął teatralnie unosząc zgrabnie dłoń do skroni. Axel czul w środku jak się w nim gotuje i cały drży z emocji, lecz by zachować pozory spokoju zagryzł zęby. Ignoranci... czego mógł oczekiwać od wyspiarzy? Phi!