• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Składzik na miotły
Składzik na miotły
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-10-2025, 08:55

Składzik na miotły
Niewielkie pomieszczenie w murach zamku mieści szereg stojaków z miotłami przeznaczonymi do szkolenia uczniów. Część z nich to modele wysłużone, pamiętające poprzednie dekady, inne są nowsze i dobrze utrzymane. Półki uginają się od zestawów do pielęgnacji drewna, szczotek do polerowania i środków konserwujących. Pachnie tu kurzem, żywicą i świeżo naoliwionym drewnem. Drzwi zwykle są zamknięte, dostęp mają nauczyciele i prefekci, ale skrzypiące zawiasy świadczą o tym, że nikt nie pozostaje tu długo nieproszony.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-03-2026, 12:10
Niech znów będzie dobrze.
Ściany zapomnianego pomieszczenia chłonęły każde słowo zwaśniowej pary, przyjmując drżenie głosu, przyjmując każdy ślad osobistej udręki czy spływającej nagle na młode ramiona ulgi. Składzik zapamiętywał i przechowywał przez setki lat każdą z wyszeptanych tu historii. Niektóre z nich trwały aktualne w melodii dziesiątek lat, nim znów zdradliwe mury nie zdecydowały się przygarnąć kolejnej. Jak tego dnia, gdy niewidzialny ścisk przyprowadził skłóconych, uznając, iż najwyższa pora na ostateczne pojednanie. To zdawało się być cenniejsze od obietnicy czającej się w zagraconych kątach przygody. Echa przebaczenia, echa zrozumienia wznosiły się ponad zagarniającymi się w wzajemnie ciałami, zagrzewając senne cegły, prowokując strumień drobnych iskier. Zamek Hogwart przechowywał tysiąc lat ludzkich spraw, przełomowe triumfy i grzebiące los dramaty. Wszystko to obserwowało niewidzialne oko, wciąż pragnąc przysłużyć się światu.
Wbrew pozorom tutejsza magia nie wyrastała z potrzeby zamącenia w czimś stonowanym życiorysie - a przynajmniej nie w istocie swej intencji. O wiele bardziej liczyło się coś więcej, radość z tych dobrych zakończeń. Szczególnie dziś, gdy setki wydroślałych twarzy przechadzało się korytarzami nierzadko w objęciu głębokiej nostalgii, duchy szkoły raz jeszcze zapragnęły złożyć swój podarunek. Jego moc ujawniała sie jednak na sam koniec i czasem przybierała postać jakże odmienną od regałów pełnych uczniowskich bibelotów sprzed dziesięcioleci. Jego moc tym razem zdawała się dobrze przysłużyć absolwentom. Podejrzane ukradkiem ślady pojednania pozwoliły ofiarować młodym czarodziejom szansę na wydostanie się stąd.
Bystre oczy Igora wkrótce dojrzały zawieszony na uchwycie dębowej szafy stary kluczyk, dziwacznie dumny i zanurzony w rosnącym przy każdym oddechu blasku. Majtał się lekko, zupełnie jakby ktoś ledwie chwilę temu zawiesił go tam na ślizgońskim krawacie. Jeśli Karkaroff spróbuje umieścic go w zamku, drzwi ustąpią, uwalniając ich z okowów tego kuriozalnego manifestu. A wtedy powietrze przestanie być tak duszące i dwie dusze będą mogły się rozejść lub razem podążyć w dalszą drogę. Po drugiej stronie, na podłodze, znajdą też odebrane im niecnie różdżki.Jeśli zaś Karkaroff przyjrzy się dobrze temu materiałowemu znalezisku, odkryje wyhaftowany od zewnętrznej strony inicjał: D.M. Trop z przeszłości czy może opowieść o tym, co dopiero nadejdzie?
Koniec psot.

Mistrz Gry uwalnia was od tej ciasnej udręki i opuszcza wątek.Philippa Moss
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
11-03-2026, 22:16
W triumf pragnęła ubrać to, co wydarzyło się między nimi. Tutaj i teraz. Gdy wszystkimi zmysłami odbierała ten moment, wiedząc, że to, co rozegrało się na przestrzeni tych kilku minut, było prawdziwe. Jej wzrok z uważnością śledził stojące w kącie miotły, o których już dawno zapomniano. Plecami opierała się o regał, czując jego twardą krawędź między łopatkami. Bo dłoń spoczywająca na jego policzku zmuszała go, by spojrzał właśnie na nią. By nie uciekał wzrokiem w przestrzeń, lecz zatrzymał się tutaj - w tej chwili, w tym miejscu, przy niej. Bo słyszała jego głos, gdy tłumaczył - z pozycji człowieka, który może rozumiał więcej, a może jedynie z czystej strategii - że widzi ją w całości, a nie tylko to, co pozwalała mu zobaczyć. Bo ich zapachy mieszały się z ciężką wonią kurzu, którego nikt nie sprzątał od lat. I w końcu, gdy pocałunkowi oddali się oboje, czuli smak przepełniony wygraną. Sukcesem. A może wciąż goryczą wstydu, który nie zdążył jeszcze opaść, nie zdążył ustąpić miejsca temu, co próbowała nazwać triumfem. Bo nie chciała już myśleć o przyszłości. O tym, w jakie ramy włożą się oboje, gdy w końcu przyjdzie im stąd wyjść. Nie chciała też wracać do tego, co było. Do słów, które padły między nimi w Wielkiej Sali. Do sytuacji, które doprowadziły ją do chwili, w której z trudem łapała oddech, a w myślach pojawiała się jedynie wizja śmierci - kiedy przecież tak bardzo pragnęła żyć.
Nieomylna. Idealna. Precyzyjna. Taką wykreował ją świat. Taką wizję zaszczepili w niej ci, którzy wychowując dziecko czynili to bardziej z lęku przed karą i wyrzutami sumienia niż z troski - z obawy, że kiedyś ktoś zechce ich z tego rozliczyć. Nikt nie nauczył jej, że człowiek zbudowany jest ze słabości. Nikt nie nauczył jej, by nie wstydzić się tego, co maluje go człowieczeństwem. Mogła ze współczuciem patrzeć na każdego, kto w uczuciach popełniał własne błędy - choć w duchu nazywała to miernością. Mogła ofiarować zrozumienie tym, którzy potrzebowali wsparcia i otuchy. Ale ona sama nie mogła sobie na to pozwolić. Wiedziała, że ostatnie, na co naprawdę może sobie pozwolić, to pokazać innym, że sobie nie radzi. Że jest słaba. Bo taką pragnął widzieć ją świat. Taką wizję jej zaszczepił.
Może w innym miejscu, przy innej osobie, łatwiej byłoby jej ubrać to w coś nieważnego. Zsunąć na margines zdarzeń, którym nie warto poświęcać więcej uwagi. Może potrafiłaby ułożyć z tego historię podobną do tej, którą wypowiedział on. A może nawet znalazłaby w sobie dość siły, by obrócić ją na własną korzyść - dodać kilka słów, zmienić akcenty, winą obarczyć kogoś innego tylko po to, by znaleźć dla siebie usprawiedliwienie. Nie musiała. On zrobił to za nią. Za nich oboje. Może z własnych pobudek - a może tknięty chwilą empatii nad jej stanem. Nie chciała już zgadywać. Bo w gruncie rzeczy nie znali się wcale. Bo to właśnie ta doza oczekiwań, które miała wobec niego - a może które mieli wobec siebie nawzajem - doprowadziła ją do tego miejsca, tylko po to, by na końcu zagrać jej na nosie w sposób najokrutniejszy z możliwych.
Więc chciała, żeby było już dobrze. Choć przez chwilę.
Mogła ponieść tego koszt.
Trzydzieści srebrników - rzuconych niczym w zdradzieckim geście, którego raz wykonanego nie sposób już cofnąć. Albo jeden obol, moneta składana w zapłacie przewoźnikowi prowadzącemu dusze do świata umarłych - gdy nie ma już odwrotu, gdy pozostaje tylko przeprawa na drugi brzeg. Żaden koszt nie był zbyt duży. Żaden, jeśli tylko w swoich oczach - a może także w jego - przy tej kruchej namiastce szczęścia mogła znów być… nieomylna.
Kącik jej ust uniósł się w lekkim uśmiechu, gdy powtórzył słowa, które wypowiedziała na szczycie góry, jakby tym samym zawracał ich na ścieżkę, z której przyszli. Podniosła się, by przestać być bezużyteczną. I zlęknioną. Odwróciła się na chwilę plecami, niby w poszukiwaniu wskazówek, a tak naprawdę tylko po to, by zaczerpnąć jeszcze jeden, uzdrowicielski oddech. - Wiesz, mam teorię - zaczęła, może w formie rozładowania atmosfery, a może po to, by utrzeć nosa wścibskim i złośliwym murom. - Hogwart jest kobietą, Igorze. Czasem otulającą ciepłem. Karmiącą bezpieczeństwem i uczuciem. A czasem najzłośliwszą w swoim obliczu. Wredną. Wścibską. - przeszukiwane przez nią regały nosiły ślady wielu lat zapomnienia. Starocie porzucone przez uczniów, nauczycieli i pracowników - magazynowane jak w jakiejś patologicznej odmianie zbieractwa. - Zmienną i znudzoną - dodała po chwili. - A przez to… niebezpieczną. - na jej ustach znów pojawił się delikatny uśmiech. Bo może wcale nie było to tak dalekie od obrazu każdej znanej jej kobiety. A może tak naprawdę nigdy nie potrafiła być wdzięczna magii, która pozostawała poza kontrolą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
16-03-2026, 20:29
Oddech przy oddechu, spojrzenie przy spojrzeniu, skóra przy skórze; a zewsząd tylko zapach kurzu, kaprysy magicznego pomieszczenia oraz kilka uwikłanych w brzydkie manipulacje słów i gestów.
Słów smakujących wykalkulowaną precyzją, gestów skradzionych z wewnętrzną satysfakcją; chwilową, zapewne, bo już jutro, pojutrze i dnia następnego spokój zastępować miała cicha pretensja, a za dób kilkanaście ― gdy gniew ustąpi na rzecz innych, bliżej przezeń nierozumianych uczuć ― w jego miejsce wtoczy się leniwie doraźne zapomnienie.
To, które tak bardzo sobie ceniła, prosząc o przywrócenie momentu, kiedy znowu miało być, tak po prostu, dobrze; to, którym posłużyła się i teraz, kwitując całość tego dziwacznego nieporozumienia prostą do interpretacji konstatacją.
Konstatacją, którą on przyswoić miał i tak po swojemu; konstatacją, którą w toku mijających świtów i zmierzchów on uzna wreszcie własny, być może nie tak wcale jednoznaczny, triumf.
Zwycięstwo, wygraną, sukces, mógłby wymieniać synonimy dalej, ale w gruncie rzeczy rozchodziło się przecież tylko o jedno ― jej niewyrażoną wprost przychylność.
Do czego, tak naprawdę, miał jej potrzebować? Nie sposób powiedzieć, bo ani przed trzema tygodniami, ani dzisiaj, ani w najbliższej przyszłości ― gdy tuszem wyskrobie dla niej na pergaminie parę subtelnych pochlebstw, do pary z sugestią jedną czy drugą ― drzemiący w jego istnieniu, wiedziony wychowaniem rozsądek, nie namalował jej kolorem zasłużonej powagi. Nie sposób powiedzieć też, czy kiedykolwiek przyświecała mu myśl perwersyjnego zdobycia jej dla samego faktu zdobywania; a przy tym równie ładnych, równie przyjemnie uśmiechających się ośrodków niewiele go kosztujących rozrywek znał jeszcze co najmniej kilka ― wprawdzie nie ze wszystkimi było o czym konwersować, wprawdzie nie ze wszystkimi życzyłby sobie wydłużać ramy tego scenariusza o kolejne jeszcze akty, ale czy i z Lorettą powinien był to robić?
Na to pytanie odpowiedź miał znaleźć wkrótce, a może już nigdy, choć dotąd znacznie częściej zwyczajowo unikał jej poszukiwania. Jakby wygodniej było adorować ją bez kontekstu i jawnego powodu, jakby wygodniej było próbować ją okiełznać bez wyznaczonego celu ni intencji; bo może to ona sama ― dość wyjątkowa, by przyciągać uwagę, jednocześnie dość niepokorna i niekonwencjonalna, by tę uwagę zgoła tłamsić ― była najwyraźniej jakimś niepisanym wyzwaniem, na które nie był jeszcze gotowy, a któremu zarazem nie potrafił się oprzeć.
― Ciekawa teoria ― skwitował cicho, znalazłszy stary kluczyk, nieopodal jakiegoś wyświechtanego krawatu o zielono-srebrnym wzorze; nim jego koniec znalazł się w zamku od drzwi, uwalniając ich od ciasnoty schowka i przywracając różdżki do rąk, dopowiedział do tego: ― Mam jednak nieodparte wrażenie, że wcale nie opisałaś zamku. ― Dziwnie trafnie dobierasz te wszystkie przymiotniki, jakbyś zamiast w mury, spoglądała właśnie w lustro, mógłby dodać, ale tego oszczędził jej na rzecz nieco anachronicznego gestu muśnięcia wierzchu jej dłoni wargami, przypieczętowanego krótkim życzeniem i przy okazji pożegnaniem:
― Baw się dobrze. I nie dawaj się więcej złośliwym kobietom.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
24-03-2026, 13:32
Ucieczka była łatką tchórza. Wiedziała to, a jednak tej myśli nie dopuszczała do własnej głowy. Nie ubrałaby się w takie etykiety, nie przypisałaby sobie cech kogoś słabego czy mało odważnego. A jednak dziś, gdy na jaw wyszło, jak bardzo łatwo było ją złamać, właśnie po atrybut tchórza sięgnęła i właśnie z nim zechciała się zaprzyjaźnić. Bo głowa zawsze podsuwała dwie możliwości - walcz lub uciekaj. A ona nie wiedziała, jak walczyć z poczuciem zbliżającej się śmierci, z naciskającymi na nią ścianami, z oddechem urwanym od paniki. Nie wiedziała, jakiego oręża powinna użyć, by w końcu i w tym zakresie poczuć się silną, a przede wszystkim wolną. I pewnie ta chwila byłaby zaledwie mignięciem w jej życiu, gdyby nie fakt, że znaleźli się tu razem. Gdyby mogła później bez większej trudności spojrzeć zarówno w oczy sobie, jak i jemu.
Choć w Wielkiej Sali pogrzebali wszystko, co wcześniej lekkością kilku spotkań zbudowali, to tutaj, w tym zakurzonym i opuszczonym schowku, pragnęła ubrać to w ramy zapomnienia. Niczym rzucone w pośpiechu obliviate, niczym klątwa wymierzona w nich oboje, która w swym działaniu pozwoliłaby po prostu zapomnieć. A przecież wiedziała, że tak się nie stanie. Bez względu na to, czy po dzisiejszym dniu przyjdzie im jeszcze ze sobą rozmawiać, bez względu na to, czy będą udawać, że to nigdy nie miało miejsca - ta historia i tak będzie odbijać się echem w ich spojrzeniach, słowach i czynach.
Ale tak było łatwiej. Bo w głowie wciąż pulsowały jej słowa, które wypowiedziała kilka godzin wcześniej do brata. Gdy w jego nerwowości dostrzegła obawę, że mogłaby poczuć się na tyle komfortowo z jego przyjacielem, by chcieć czegoś więcej niż koleżeńskiego spotkania, czegoś więcej niż przyjemności trwającej noc czy dwie. Nie był kłamstwem fakt, że chciała sprawdzić, dokąd może ją to zaprowadzić. Bo choć mogła wszystkich mężczyzn ubrać w jeden strój, skrojony z tego samego materiału, z tych samych słów i spojrzeń, to jednak on zdawał się nie ulegać tej modzie. Jakby miał własnego krawca - takiego, który nie pozwalał na powtarzalność, na nudę, na starą i dobrze znaną monotonię. Ale przecież i najlepszy krawiec nie był w stanie wynaleźć koła od nowa. Marynarka była marynarką, koszula koszulą, a guziki mogły różnić się jedynie kunsztem wykonania, wciąż spełniając tę samą funkcję.
Więc była mu wdzięczna, że pozwolił im zapomnieć. Oddał pocałunek wtedy, gdy potrzebowała poczuć się normalnie. Cofnąć się o krok, zamiast brnąć w bagnie po pas, przekonana, że będzie w stanie w nim pływać. Wdzięczna była może i za jego wzrok - ten, w którym nie dostrzegała już oceny, a… jakiś nienaturalny spokój. I może on mógł być wdzięczny jej, że nie obudzą się jutro z myślą, że ostatnie wybrzmiane słowa to te, o których żadne z nich nie chciałoby już pamiętać.
Uśmiechnęła się na jego słowa, choć wciąż niewiele było w niej wesołości. Była w tym pewna prawda - to, o czym mówiła, i to, w jakie ramy ubierała inne kobiety, było jej również bardzo dobrze znane. Bo ona także mogła mieć własną krawcową, ale i ta miała ograniczone możliwości w swojej twórczości.
Dźwięk otwieranego zamka zalał ją ulgą. Nie mogła doczekać się chwili, gdy stąd wyjdzie, gdy w końcu zniknie. - Ty również - odparła na odchodne, choć bawić się już nie miała zamiaru. Chciała jedynie znaleźć brata, ukorzyć się wystarczająco długo za złamanie obietnicy i wrócić do domu. Wolała pozostać absolwentką tej szkoły z dala od jej murów.

z.t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:18 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.