• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro IV > Wydział Zwierząt
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-01-2026, 21:13

Wydział Zwierząt
Do Wydziału prowadzi korytarz, w którym łatwo zgubić orientację między kolejnymi drzwiami oznaczonymi numerami. Wnętrze jest podzielone na mniejsze pokoje robocze połączone otwartą przestrzenią wspólną. Na ścianach wiszą schematy, szkice i plansze techniczne, część z nich nosi ślady wielokrotnego poprawiania. W kątach stoją skrzynie transportowe i zamknięte klatki, aktualnie puste, ustawione równo pod ścianami. Biurka są zajęte, ale nie zagracone — leżą na nich notatniki, formularze i drobny sprzęt roboczy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
09-02-2026, 20:12
5 maja 1962 roku


Kiedyś jego wędrówka zwykle kończyła się na piętrze drugim. Doskonale zna tamte rejony, jeszcze niezupełnie wyparł z pamięci dni pracy w Biurze Aurorów, dlatego zawsze, ilekroć stawia się w Ministerstwie, nogi niemal same niosą go wydeptaną ścieżką. Refleksja przychodzi zdecydowanie ze spóźnieniem. Musi zrobić kilka kroków w tył, zatrzymać się przy windach i wybrać czwórkę.
W budynku wrze niczym w ulu. Jest tu naprawdę bardzo dużo pracowników i interesantów. Każdy przemierza atrium sprawnie, tylko niektórzy zatrzymują się, oszołomieni ogromnymi rozmiarami Ministerstwa. Jemu spowszedniał widok owej instytucji, dlatego bardzo szybko wnika w tkankę interesantów, wciska się w windę i ma nadzieję, że dotrze na miejsce bez większych problemów. W dłoni trzyma oficjalnie wysłane z Rejestru pismo. Zdaje się, że nie uważał dostatecznie, bowiem ktoś musiał dostrzec jego nadmierną obecność w Londynie. Odkąd opuścił stolicę dwa lata temu, nie bywał tu wcale, tymczasem w przeciągu kilku miesięcy zagląda tu zdecydowanie zbyt często. Kilkukrotnie czytał wezwanie — niewiele z niego wynika, tyle tylko że musi się pokazać, złożyć wyjaśnienia i to pewnie na tyle. Jest w nim jednak tyle frustracji i zmęczenia, że nawet prosta czynność okazuje się niemalże katorgą. Zupełnie pomija kwestię podpisu na papierze; imię i nazwisko niewiele mu mówią. Musi rozmówić się zupełnie z kimś innym, tego jest pewien. Wsuwa na moment kopertę do kieszeni, bo w windzie robi się tłoczno. Uśmiecha się krzywo, niemal wstrzymuje oddech, odlicza sekundy do końca nieprzyjemnej podróży, podczas której żołądek podchodzi mu pod samo gardło.
Uwolniony z metalowej klatki, wysypuje się wraz z dwójką pracowników — tak wywnioskował po zasłyszanej, rwanej rozmowie — na przyjemnie rześki korytarz, ciągnący się przez całą długość Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. Oddycha swobodnie, na ile to możliwe, przerzuca kurtkę przez ramię, poprawia koszulę — spłowiałą, o lekko zmiętych mankietach. Wygląda wprawdzie o wiele lepiej niż kilka dni temu, do szczytu formy jednak wciąż mu daleko. Do pełni jest jeszcze kilkanaście dni, dlatego nie czuje nieprzyjemnych zwiastunów obecności swojego drugiego J A, na twarzy odbija się zwykłe zmęczenie codziennością, a przede wszystkim mało komfortową sytuacją ciągnącą się od dobrych kilku miesięcy.
Do momentu, w którym trafia pod Wydział Zwierząt, korytarz pustoszeje, czuje dyskomfort, atmosfera znacząco gęstnieje przy drzwiach do Rejestru. Kiedy wchodzi do środka po uprzednim obwieszczeniu swojego przybycia, dostrzega kilka krzątających się postaci. Nic, czego wcześniej by nie widział. Biurka z imiennymi tabliczkami jak stały tak stoją, oddzielone niskimi ściankami, oferują odrobinę prywatności, ale niewiele. Choć to chyba ostatnie zmartwienie, bo nigdy nie ma tu tłumów.
Czasami sądzi, że Rejestr to twór martwy, bo mało który obywatel z tych zarażonych likantropią poddaje się chętnie wymogom oficjalnego spisu. W swoim życiu widział tu może kilka twarzy, niekoniecznie będących tu w pełni dobrowolnie. A może po prostu nie trafia w dobrych momentach. Podchodzi do miejsca, w którym zwykle siadywał lecz coś mu nie pasuje. Wyciąga z kieszeni pismo, porównuje podpis z tabliczką.
Ignatius Maffey.
Stoi chwilę przed biurkiem i zerka na młodego czarodzieja, zdaje się że ledwo po Hogwarcie, ale może się mylić.
— Pan? — Pytając poprawia okulary na czubku nosa. Zerka na pismo w dłoni Leffingwella i zaraz się poprawia. — Pan Leffingwell, tak? Wysła… — nie kończy, bo Jesse kiwa tylko głową i wchodzi mu w słowo.
— Szukam Ariany Draganovej. — Dokument chowa znów do kieszeni, na co chłopak wzdycha.
— Pani kier… — znów próbuje się przebić, lecz nic z tego nie wychodzi. Trema to czy strach?
— Chcę szybko wyjaśnić sprawę, nie mam całego dnia panie… panie Maffey — rzuca znów, czytając szybko nazwisko, które zdążyło już wyparować z jego pamięci. Młody czarodziej wreszcie kręci głową, bo zaczyna rozumieć, że w taki sposób nic tu nie wskóra.
— To wspaniale się składa, ja też pragnę załatwić to szybko i bezboleśnie, więc może usiądzie pan i porozmawiamy o otrzymanym piśmie? — Głos ma pewniejszy, lecz wszystko zdaje się być okupione niemałym wysiłkiem. Jesse zacina się na moment, przekrzywia lekko głowę, rozważając czy usiąść.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Ariana Draganova
Czarodzieje
Scars speak without words.
Wiek
30
Zawód
pracownica MM, wytwórca ceramiki
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
11
5
OPCM
Transmutacja
6
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
09-02-2026, 21:36
Dwanaście lat w Wielkiej Brytanii. Dwanaście. Wprawdzie bez dwóch miesięcy, ale jaka to była różnica?! Pracuje w Ministerstwie Magii. Legalnie. A mimo to kazali jej się rejestrować, jakby była imigrantką z Pakistanu! Nie obrażając oczywiście imigrantów z Pakistanu. Ariana przecież ma, technicznie, podwójne obywatelstwo. Musiałaby spytać matki, która ostatnio bardzo gorąco namawia ją w listach, żeby przyjechała do Bułgarii na kilka dni. Chociażby na kilka dni. Ari nie ma na to najmniejszej ochoty, a łącząc do kupy listy, namawianie i tę cholerną rejestrację dość powiedzieć, że Draganova nie ma najlepszego humoru przez ostatni czas. Do tego dochodzi świeży bądź co bądź awans i to, że nadal przyzwyczaja się do nowego miejsca, nawet jeśli minęło już kilka tygodni od momentu, w którym przyjęła nominację i zmieniła biurko. Jej poprzednik swoją drogą był okropnym syfiarzem...
Wychodzi z Wydziału Zwierząt w zasadzie na chwilę, tylko po to, by kilka drzwi dalej pogadać z kimś od Rejestru Skrzatów Domowych. Wprawdzie to nie jej działka, ale ostatnio poczta wewnętrzna miewa okazjonalne problemy. Lepiej pomylone papiery zanieść osobiście, niż odsyłać tą samą drogą. Dzięki temu ma krótką chwilę na niezobowiązującą pogawędkę i do Wydziału Zwierząt wraca z kubkiem parującej kawy. Nic nie pomaga na zły humor niż gorąca kawa. Z cukrem rzecz jasna, a mleko ma u siebie. Buty na gumowej podeszwie nie robią praktycznie żadnego hałasu na korytarzu, jedynie długa, czarna sukienka ozdobiona gorsetem podkreślającym talię nieco szeleści, gdy wchodzi wprost do pomieszczeń wydziału. I od razu dostrzega anomalię - za biurkiem rejestru wilkołaków, którym teraz zajmuje się stażysta, siedzą dwie osoby. Nie, zaraz. Błąd poznawczy. Za biurkiem siedzi Maffey, a nad nim stoi Jesse Leffingwell. Jeszcze tego jej tu brakuje. Co ten szczyl odwalił teraz? Ariana nagle łapie się na tym, że to konkretne pytanie może dotyczyć zarówno Jessego jak i młodziutkiego Ignatiusa. Ona też była taka nieogarnięta, jak tu przyszła...? Wie jednak, że musi zareagować już, bo inaczej Leffingwell gotowy sterroryzować młodego - nie, żeby to było jakoś specjalnie trudne, bo Maffey na hasło "wilkołak" potrafił przybrać kolory ściany za swoim biurkiem. A patrząc na to, jak bardzo Jesse lubi tu przyłazić i ją denerwować...
Z żalem odkłada kubek z kawą na puste biurko i stanowczo podchodzi do biurka stażysty. Mimo lekko podwyższonych butów jest niższa od Jessego - od Ignatiusa też, ale on przynajmniej siedzi. Akurat może usłyszeć słowa o piśmie i unosi brwi w wyrazie zaskoczenia, bo nie przypomina sobie autoryzowania żadnego pisma do Leffingwella. Przeważnie, gdy ma do niego pytania, po prostu pcha mu się na kwadrat. Kontrola i wyjaśnienie spraw w jednym.
- Jakim piśmie, Ignatiusie? - pyta łagodnie, a ponieważ dostrzega coś co wygląda na pismo z ministerstwa w rękach mężczyzny, nie czeka na odpowiedź. Zwyczajnie zabiera to pismo z rąk Jessego, zarabiając tym samym przerażone sapnięcie ze strony Maffeya. Pismo jest napisane bardzo elegancko, musi to przyznać. Wszelkie wymogi formalne, daty, miejsca, terminy. Z jednym jedynym mankamentem - nie przypomina sobie, by dawała wymóg wysyłania takiej wiadomości. Z cichym westchnięciem składa pismo i wsadza je sobie za gorset z pełną świadomością, że stąd nikt poza nią go nie wyjmie.
- To bardzo ważne rzeczy, proszę pani, ja musiałem...
- Tak, Ignatiusie, rozumiem. Porozmawiamy za chwilę, ja się teraz tym zajmę. A ty przygotuj mi proszę zestawienie rejonów,w których podczas pełni przebywają wilkołaki na podstawie danych, które posiadamy. Na już. - zaznacza łagodnie, ale z naciskiem. Nie zamierza opieprzać stażysty w obecności Leffingwella, to może spokojnie zaczekać, aż z nim skończy. Po prostu pewnych rzeczy nie robi się publicznie.
- Leffingwell, za mną. Porozmawiamy w moim gabinecie. - rzuca, nie pytając wilkołaka o zdanie i kieruje się do swojego gabinetu. Po drodze zabiera kawę i nie musi nawet się odwracać i sprawdzać, czy Jesse idzie za nią. - Zamknij drzwi za sobą, proszę.
Some folk we never forget
Some kind we never forgive
Haven’t seen the back of us yet
We will fight as long as we live
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
10-02-2026, 12:02
Wszystko wygląda nie tak jak powinno — zdaje mu się, że pół świata właśnie staje na głowie, a on powoli przestaje cokolwiek z tego rozumieć. Dodatkowo czuje coraz większy napór irytacji, bo faktycznie nie ma całego dnia na załatwianie papierologii. Gdyby płacili mu za likantropię, być może siedziałby tu właśnie zrelaksowany i popijał herbatę z Maffeyem, odpowiadając grzecznie na jego pytania. Tymczasem, jak wynikało z rachunku, na ten moment bardziej tracił przez swoją przypadłość niż zyskiwał.
Stoi więc nad młodym urzędnikiem i łypie na niego tworząc poczucie presji. W pracy nigdy nie przepadał za nadmiernym rozwlekaniem obowiązków, podchodził do wszystkiego bardzo rzeczowo i konkretnie, obecnie oczekuje tego samego od pozostałych pracowników Ministerstwa. Unosi lekko mankiet koszuli i zerka na zdezelowany zegarek: jest tu już piętnaście minut, o jakieś dziesięć za długo.
— Panie Maffey, doceniam troskę Ministerstwa i zainteresowanie moją sytuacją osobistą, ale dzisiaj wyjątkowo mam sporo rzeczy na głowie, więc chciałbym bez zbędnego przedłużania… — uśmiecha się kwaśno i recytuje na jednym wydechu, nadal tworząc przekonanie, że należy się spieszyć, bo realnie zaraz wyjdzie i tyle go widzieli. Nie siada wciąż, górując nad Ignatiusem. Pozostali pracownicy unoszą tylko lekko głowy i przyglądają się przez moment, potem zajmują się swoimi sprawami. Zdaje się, że nie ma tu chętnych na odsiecz młodemu czarodziejowi.
— Rozumiem, panie Leffingwell, przejdźmy więc może do treści… — znów próbuje coś wskórać, ale i tym razem nie kończy, jednak wcale nie przez wilkołaczego petenta.
Jesse odwraca się przez ramię, kiedy lekkie poruszenie powietrza zwiastuje nadejście kolejnej osoby. Jego mina nieco łagodnieje, potem spina się znów, bo przecież niewiele to zmienia, nadal musi uporać się z pismem. Tyle tylko, że może rozmówić się z Draganovą, nie zaś z Maffeyem. Przecież o to mu chodziło. Przynajmniej jeden element posłusznie wskakuje na miejsce w panującym tu rozgardiaszu.
Ariana zdaje się mieć dzisiaj nienajlepszy nastrój, odczytuje to z ruchów i tonu, którym zwraca się najpierw do młodego czarodzieja, a później do niego. Bez zbędnych pytań, zabiera mu pismo i wtyka sobie za brzeg gorsetu. Cmoknąłby pewnie z niezadowoleniem i skomentował ów cyrk, tyle że Ignatius wciąż świdruje ich wzrokiem, co skutecznie odbiera mu smak na złośliwość.
— Gabinecie? — rzuca ostatecznie nieco zdziwiony, bo jeśli go pamięć nie myli, zajmowała jedno z biurek wśród pozostałych urzędników i wcale nie można było nazwać tego kącika „biurem”. Wzrusza jednak ramionami, bo mu to obojętne, liczy się to jak szybko załatwi sprawę. Ostatkiem przekory, odwraca się jeszcze w stronę Ignatiusa i salutuje mu dyskretnie, lecz na tyle wymownie, aby zrozumiał przekaz. Triumf przez moment jest słodki, potem wrażenie to topnieje gdy zamyka za sobą drzwi biura.
— Niech mnie, faktycznie gabinet — mówi niby to zdziwiony, przyglądając się niewielkiemu pokoikowi z biurkiem. — Ale nie przyszedłem tu po to, żeby zajmować się kwestiami wnętrzarskimi. Czego tak właściwie ode mnie znowu chcecie? I co, u licha, robi tam ten dzieciak? — Stoi prosto, z dłońmi splecionymi na piersi, wyraźnie zniechęcony ministerialnymi formalnościami, oczekujący wyjaśnień. Gdyby to od niego zależało, w obecnym czasie ograniczyłby swój kontakt z Draganovą do listownego wymieniania informacji. Kontrolę raz na kwartał jakoś zniesie, jednak po tym co zaszło w Rosthwaite, coraz więcej w nim złości. Wydaje mu się, że to wszystko zasługa Ministerstwa, zasługa rejestru oraz tego, że przez stosowanie się do litery prawa, nie może nigdzie spokojnie żyć. Prędzej czy później wszystko wypływa na wierzch, a on zaczyna od zera. Wszystko obecnie uosabia się w Arianie, dlatego też to ona bezpośrednio idzie na cel jego niechęci. To zabawne, bo jeszcze w okolicach sierpnia myślał o niej całkiem dobrze, czuł nawet wdzięczność za to, że ich kontakt zdaje się być całkiem mało uciążliwym.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:14 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.