• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Dolina Godryka, Brzozowy Dom > Weranda
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
25-01-2026, 21:36

Weranda
Weranda wychodzi prosto na nieduży ogród Bonesów. Deski pod stopami noszą ślady czasu, a nad głową rozciąga się dach wsparty na prostych kolumnach, dający przyjemny cień. Miękkie sofy i fotele z poduszkami zachęcają do leniwego siedzenia z herbatą lub książką. Między meblami stoją donice z roślinami i wiszące lampiony, które wieczorem rozlewają delikatne, złote światło. Z werandy słychać szum liści i śpiew ptaków, jakby ogród był naturalnym przedłużeniem domu. To miejsce ciszy, odpoczynku i długich rozmów, gdzie dzień kończy się powoli i bez pośpiechu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Arabella Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
39
Zawód
Magizoolog, spec. stworzenia latające
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
02-02-2026, 19:19
|05.05.1962

Weranda była pierwszym miejscem do którego udawali się mieszkańcy szukając wyciszenia. Deski pod stopami lekko skrzypiały pamiętając wszystkie chwile, zarówno te dobre jak i przepełnione smutkiem. Cień rzucany przez dach oparty na prostych kolumnach chronił przed słońcem i dawał wytchnienie. Powietrze było tu inne. Spokojniejsze, cięższe od zapachu zieleni i herbaty stygnącej w filiżankach. Ogród zaczynał się tuż za balustradą. Liście poruszały się cicho, ptaki prowadziły swoje rozmowy, nie zwracając uwagi na ludzi. Miękkie sofy i fotele zapraszały do tego, by usiąść i zostać, na chwilę, choćby bez powodu. Donice z roślinami i lampiony zawieszone nad głowami tworzyły przestrzeń, w której czas tracił ostrość, a wieczory rozciągały się leniwie, pełne półszeptów i niedopowiedzianych słów.
Kiedy zawitał w jej progach, na zaproszenie, które wysłała, pełne wyrzutów podszytych smutkiem, od razu skierowała ich kroki w stronę werandy. Ogród o tej porze roku był już w pełni obudzony, jakby maj przyszedł nagle i bez ostrzeżenia, wypełniając każdą wolną przestrzeń zielenią. Trawa była gęsta i świeża, jeszcze miękka po porannej rosie, a jej zapach unosił się w powietrzu ciężki i czysty zarazem. Rabaty przy ścieżkach pękały od kolorów. Róże dopiero nabierały odwagi, jaśmin rozsiewał słodką woń, a drobne kwiaty, których nazw nikt już nie pamiętał, wypełniały przestrzeń między nimi jak naturalne dopełnienie. Powietrze drgało od dźwięków. Pszczoły krążyły nisko, niespiesznie, jakby miały na to całe popołudnie. Ptaki odzywały się z żywopłotów i koron drzew, prowadząc rozmowy, których sens był jasny tylko dla nich. Gdzieś dalej słychać było ciche skrzypnięcie furtki i stłumione kroki na żwirowej alejce, dźwięki codzienne, oswojone, wpisane w rytm tego miejsca.
Arabella krzątała się przez chwilę w kuchni otoczona zapachem herbaty i świeżo upieczonego ciasta migdałowego. Lorcan miał zostać na werandzie i nie przeszkadzać, wybrać sobie miejsce. -Theek hai - Zaczęła wychodząc do czarodzieja, a przed nią lewitowała taca z herbatą i pokrojonym ciastem. Cicho opadła na stoliczek, brzęcząc przy tym przyjemnie. Czarownica ubrana w luźne ubrania, niezliczoną ilość biżuterii, która dzwoniła na jej nadgarstkach, sięgnęła ku dzbankowi, z którego rozlała do czarek parującą herbatę zaprawioną kardamonem. -To skoro już wiemy, że przebywasz w Anglii od jakiegoś czasu, to powiedz co robisz i dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? - Zagadała ciepłym i miękkim jak aksamit głosem. Na twarzy kobiety pojawił się uśmiech, bo choć słowa brzmiały przyganą, to chwila irytacji jaka jej towarzyszyła kiedy pisała list do dawnego znajomego, już dawno przebrzmiała. Teraz, kierowała nią wyłącznie ciekawość o tym jak mu się wiodło i czym życie go znów zaskoczyło.
Swego czasu była mu pociechą kiedy stracił żonę, gdy świat nadał mu tytuł wdowca i musiał zmierzyć się z nim oraz wszelkimi konsekwencjami. Był wtedy niczym zranione zwierzę, które potrzebowało wyłącznie cierpliwości i opieki, a tej inni dawali mu zdecydowanie za mało. Z tego co słyszała z plotek, to zraniony nie był, a wręcz przeciwnie zyskiwał kolejną młodość i otwierał nowy rozdział. Chciała to jednak usłyszeć od niego, opowiedziane słowami, które uważa za najlepsze do przedstawienia jej swojego punktu widzenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
10-02-2026, 16:12
Przez ostatni miesiąc nadrabiał zaległości towarzyskie, tak było za każdym razem, gdy znikał na kilka miesięcy, pozostawiając za sobą dziwnie naznaczoną cieniem niezrozumienia pustkę, niewielu go rozumiało, a jeszcze mniejsze grono próbowało zrozumieć, nigdy jednak nikogo o to nie obwiniał. A mając wąskie grono osób mu bliskich, przed jakimi to poczuwał się do jakichkolwiek zwierzeń, zawsze starał się znaleźć czas i sposobność, aby nadrobić stracony czas podczas wizyty lub spotkań towarzyskich. Tak też się rzecz miała z panną Bones, która niegdyś w przeszłości pochyliła się życzliwie nad jego udręczoną w żałobnym tonie duszą i zaprosiła w krąg znajomych; ludzi odwiedzających ją, których zwykła pokrzepiać ciepłym słowem i ciastem. Ta sielanka życia płynąca z jej oczu serdeczność, ba naturalna sobie dobroć wyzbyta jakiegokolwiek negatywnego odcieniu łamała stare, bo ze szkolnych lat schematy zachowań wobec niej. Przywracała wspomnienia z chwil, gdzie jedyną troską były zaliczenia przedmiotów, a troski dorosłego życia umykały dziecięcej uwadze.
Wspomniał tamte chwile z lekkim sentymentalizmem, jaki coraz częściej go nawiedzał, być może powolne zbliżanie się do kolejnych okrągłych urodzin sprawiało, że w ludziach zachodziły, takie odruchy?
Poprawił mankiety lekkiej, bo niezbyt oficjalnej marynarki i poluzował koszulę przy kołnierzyku, o zaledwie jeden guzik. Maj przyszedł szybko i rozpieszczał wiosenną, jakże przyjemną temperaturą. Lubił czas rozkwitu; czuło się zewsząd życie, zwłaszcza przebywając na łonie natury. Nigdy nie wyobrażał sobie, aby Arabella, mogła dłużej pomieszkiwać w jednym z wielkich miast, zwyczajnie i całkowicie po ludzku, by tam uschła z tęsknoty za zieloną przestrzenią ciągnącą się, aż po horyzont. Ten spokój udzielał się i jemu, nawet jeśli lubił przyrodę, a mieszkanie w mieście zawsze postrzegał w kategoriach tymczasowej konieczności, aniżeli na stałe.
Przyjaciółka oczekiwała jego wizyty jak zwykle przygotowana i pewna jego punktualnego przybycia. W ostatnich tygodniach nie miał to prawda zbyt wiele czasu wolnego. Duchy przeszłości ponownie zawitały w jego życiu, a zwłaszcza jedna dusza, która kreśliła się ponownie jasnym blaskiem na jego horyzoncie, lecz skrytość ich relacji, to jak ta była budowana przez lata i jak nieoczywista mogła się wydawać, nigdy nie stanowiła obiektu rozmów, a tym bardziej plotek wobec jego osoby. Daleki był od afiszowania się i robienia skandali, jakby tę gałąź jego prywatności zostawiał wyłącznie dla siebie, bo nawet przed rodzonym bratem nie spowiadał się z takowych wydarzeń, jeśli te miały miejsce.
Dla świata pozostawał wdowcem, nawet jeśli przyjaciele i bliskie osoby w tym Arabella, dostrzegały, iż całun żałobny, już dawno opadł, pozostawiając wyłącznie po sobie nostalgię i wspomnienia, lecz te nie wpływały i nie definiowały jego przyszłości – szedł przed siebie dalej.
— Sprawy związane z moją ostatnią wizytą na bliskim wschodzie zatrzymały mnie w Londynie, wraz z nimi niedokończone porachunki, które należało uregulować. — Uśmiechnął się przepraszająco, choć na jego twarzy rysowała się powaga, a w oczach dominował czujny, acz ciepły błysk. — Dobrze cię widzieć — po przywitaniu się wyciągnął dłoń w kierunku kobiety i wręczył jej drobną paczuszkę z elegancko zapakowanymi herbatami, słodkościami i drobiazgami z bliskiego wschodu. — Proszę na osłodę w rekompensacie za czas w oczekiwaniu — pozytywny wyraz twarzy nie znika z jego oblicza, wciąż się na nim utrzymuje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 16:45 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.