• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Domostwa > Obrzeża Hogsmeade, Dziupla, Mooncalf Road 2 > Szopa
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
01-02-2026, 15:57

Szopa
Pozostałość po dawnej dodatkowej pasji dziadka, który trzymał przy Dziupli zwierzęta gospodarskie i leciwego kucyka. Drewniana konstrukcja wypełniona jest słomą i obecnie służy przede wszystkim za magazyn do narzędzi oraz nieużywanych hodowlanych przedmiotów, a także robót stolarskich, którymi zajmuje się Caleb. Nie brakuje tu desek czekających na uwagę rzemieślnika, a także gotowych projektów, które jak dotąd jeszcze nie ujrzały światła dziennego. Szopa ma także drewnianą i nieco chybotliwą antresolę, gdzie swoje gniazdo uwiły pliszki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
30-03-2026, 22:02
18.05, późny wieczór

W Mungu zajęli się nim dokładnie. Jak na jego gust, nawet zbyt dokładnie. Na początku mu to nawet nie przeszkadzało, dowlókł się do szpitala oszołomiony (któryś z medyków wychwycił to oszołomienie i świecił mu Lumos w oczy i zadawał mu bardzo dużo pytań. Jaki mieli rok? Chujowy. Nie no, nie miał jaj żartować z medykiem i wymamrotał, że 1962) i smutny (tego nie wychwycił nikt, tego chyba nikt nigdy nie zauważał). W końcu adrenalina zaczęła jednak opadać, a jego nadal badali i rzucali zaklęcia lecznicze i miał złożyć krótkie wyjaśnienia w celu dotrzymania Kodeksu Tajności (nie, nie użył różdżki i nie teleportował się) i zaczął nerwowo zerkać na ścienny zegar. Próbował wyjaśnić jednej z pielęgniarek, że opuści porę karmienia ropuch, ale ona wezwała magipsychiatrę i musiał bardzo powoli wyjaśnić, że naprawdę hoduje ropuchy i po tym wolał się już nie odzywać.
Nie wiedział, jak wyjaśni nieobecność Darcy–pojechał Błędnym Rycerzem do Londynu po porannym karmieniu i miał (no, co prawda tego nie powiedział, ale powiedziałby gdyby tego ie planował) wrócić na obiad i na karmienie i chciał jeszcze po południu popracować nad wzmocnieniem ogrodzenia. Poradziła sobie sama? Nie z ogrodzeniem, to chyba mogło poczekać i będzie musiało poczekać, bo miał nosić temblak co najmniej dwa dni... Tylko z wszystkim innym...
Nie spyta jej ani niczego jej nie wyjaśni, bo ostatecznie dotarł do domu późnym wieczorem. Babcia już pewnie spała. Darcy też może spała. Może temat mógłby poczekać do jutra i do tego czasu Caleb coś wymyśli. Gdyby nie ten cholerny temblak, mógłby wymyślić, że zatrzymało go coś bardzo pilnego i bezpiecznego, ale z tym rekwizytem było trudniej...
Felix opowiedziałby całą, nieprawdziwą historię, w której wyszedłby na bohatera. - pomyślał gorzko, zastanawiając się, czy mógłby potencjalnie ratować ropuchę (albo młodą kobietę? Chyba to byłoby bardziej wiarygodne... albo może staruszkę?) spod kół mugolskiego smoka. Odrzucił tą myśl, i tak by mu nie wyszło. Nawet nie poczuł złości, przecież samemu wierzył Felixowi w te kłamstwa. I może trochę za nim tęsknił, bo Felix nigdy nie poprosił o papier na to, czy byli rodziną—nawet jeśli ostatecznie się go wyrzekł to przecież mieli kilka dobrych lat. To o wiele więcej niż te kilka minut z Danielem Dodge.
Nie, nie będzie o nich myślał. Nie będzie, nie będzie, nie będzie. (I już wiedział, że to się nie uda).
Zamiast Fiuu, wrócił do domu Błędnym Rycerzem. I tak był spóźniony, ale jakby celowo odwlekał ten moment. I nie wszedł nawet do domu, choć po szpitalnym jedzeniu zdążył zgłodnieć. Wślizgnął się do szopy, jakby był intruzem we własnej hodowli. Zapalił magią światło i ciężko opadł na taboret, zastanawiając się, czy rozładować żale w paczce papierosów czy w trzymanej pod stertą słomy butelce whiskey. Nie lubił pić samemu, ale...
...ale po kilk(nastu?) minutach tępego patrzenia w ścianę (na nic więcej nie miał siły, do sterty siana było bardzo daleko) zorientował się, że wcale nie jest sam. Spod stołu, nad którym właśnie pracował, spoglądały na niego bystre oczka nowego-starego przyjaciela. Jeża, który zaczął pojawiać się w szopie jakoś po powrocie z Afryki. Wcześniej żadnego jeża nie udało się Calebowi choć troszeczkę udomowić (temu zostawiał jabłuszka i marchewkę), więc był z siebie bardzo dumny. Kiełkująca przyjaźń z jeżem była zresztą teraz (poza projektami stolarskimi) jedyną rzeczą w hodowli, która była jego. Nie jego i Felixa (jak plany biznesowe), ani nie jego i dziadków (jak cały ten budynek), ani nie jego i Darcy (jak nowe mioty ropuch).
Uśmiechnął się blado.
- Hej. Długi dzień. - mruknął do jeża. Rozmawiał z ropuchami, więc naturalnym było również rozmawianie z jeżami. Zwłaszcza, że czuł się samotny. Jeż zasługiwał na ładne imię, a Cal—jako specjalista od imion oraz od tego, na jaką płeć wyglądały jeże—nazwał go... - Przyniósłbym ci jabłka, Merlinie, ale... nie chcę wchodzić do kuchni. Bardzo jesteś głodny? Poczekałbym aż Darcy zaśnie. - Merlin był co prawda jego szczęśliwym zwierzątkiem, bo zwykle gdy wymykał się po jedzenie dla niego to Darcy nie było w kuchni, co za ulga. - Nigdy nie poznałem twojej rodziny, a przecież powinny tu być inne jeże. - westchnął, sięgając po stolarski nożyk i niedokończoną figurkę. - Ale to przereklamowane, nie przejmuj się jeśli jesteś tu sam. Dzisiaj poznałem swoją i... - wzruszył ramionami. Nie zapali papierosów przy jeżu, a idąc po whiskey mógłby go spłoszyć, więc ostatecznie wybrał nieco bardziej produktywny sposób na rozładowanie: tylko czy da radę wystrugać coś w drewnie, gdy lewą rękę miał unieruchomioną bardzo starannie zawiązanym temblakiem?

rzucam na stolarstwo/obróbkę drewna!
1x k100 (stolarstwo):
61
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
31-03-2026, 19:53
Dla jeża świat był przedziwnym miejscem - monumentalnym, niepokojącym, przefiltrowanym przez wykrzywioną skalę. Każdy cień wydawał się zbyt długi, a każda przeszkoda przytłaczająca.
Po pierwszej dobiegającej końca przemianie błędnik człowieczej Darcy tak bardzo oszalał, że dziadek Diggory musiał gładzić ją po plecach, kiedy wyrzucała na trawnik zawartość żołądka. Na koniec miała wrażenie, że razem z wymiocinami wydaliła okruchy animagicznej magii, z wolna wyostrzającym się spojrzeniem od nowa przyzwyczajając się do znajomych proporcji i dobrodusznego uśmiechu na twarzy staruszka. Quidditch bez trzymanki - czy nawet bez miotły - to przy tym pestka. Samej sobie jeszcze przez chwilę wydawała się za toporna, kończyny miała niewygodnie długie, skórę podejrzanie płaską... A potem długo rozmawiała z dziaduniem o tym, jak odbierał bycie płazem i czy w zmęczonych upływem lat kościach nie tęsknił do porzucanej skoczności żabich susów.
Nie była pewna, jak to się stało, że w swojej zwierzęcej formie zaprzyjaźnili się z Calebem. To, czego nie mogli zdzierżyć w sobie jako ludzie, najwyraźniej odchodziło do lamusa, kiedy on mówił, a ona nie mogła mu odpowiedzieć. Kiedy on otwierał przed nią serce, a ona po prostu słuchała. Kiedy nie mogła ryknąć na niego za jego głupotę, kazać mu odejść od płotu, który sama zamierzała naprawić, i kiedy to on przygotowywał jej obiad ze swoich owoców, przekąski, której wcale nie musiał marnować na jeża. Najpierw zaspokajała w ten sposób swoją podejrzliwość i sprawdzała, co knuł, kiedy nie obserwowały go jej ludzkie oczy. Podsłuchiwała, dreptała za nim, badała, aż wymówka upewniania się, że nie zajmował się czymś - dla niej - niebezpiecznym, zamieniła się w jedyny sposób wspólnego spędzania czasu. I ganiła się za tęsknotę do lat, kiedy nie potrzebowali do tego animagii.
Temblak połykający ramię Caleba przeszył ją zdziwieniem. Często wracał do domu poturbowany, ale skoro jakiś uzdrowiciel kazał mu oszczędzać kończynę, tym razem wpakował się w coś, czego nie dało się zlekceważyć, w coś poważnego. Na domiar złego wyglądał na wypranego z kolorów: nie widziała z tej perspektywy za wyraźnie jego oczu, ale dopowiedziała sobie, że musiały skrywać zmęczenie, może przygnębienie. Może samotność. Jako jego przyjaciel Merlin poruszyła noskiem i zbliżyła się o kilkanaście kroków, żeby obejrzeć go z innego kąta, paciorkami oczu szukając kolejnych obrażeń, tych jednak na szczęście brakowało.
Igły na jej plecach nastroszyły się lekko, kiedy oświadczył, że nie chce wchodzić do domu. Pewnie, będzie tu siedział, aż ona "zaśnie", a potem zakradnie się do środka jak złodziej, zamiast raz wszystkiego nie udziwniać. Chociaż próbował odróżnić się od Felixa, jakby podobieństwo do brata było ujmą, nie zaletą, jedno zawsze będzie ich łączyło - tajemnice. Obaj uznawali, że wiedzą lepiej, czym można, a czym absolutnie nie można się z nią dzielić, i nie chodziło nawet o te przeklęte jabłka, a o sprawy naprawdę ważne. Rodzina? Nie matka i ojczym, dziadków z drugiej strony, których uważała za niezłe padalce, też znał. Więc kto? Jakiś równie sympatyczny, zdradziecki kuzyn? Zaginione rodzeństwo wyrosłe w gnieździe rodzicielskiej niewierności? Darcy zbliżyła się do deski, którą Caleb jakiś czas temu ułożył w pochyły sposób po to, żeby ułatwić Merlinowi wchodzenie na blat stołu stolarskiego, i podreptała w górę, przysiadłszy u zbiegu dwóch płaszczyzn. Stąd wyraźnie widziała jego... zagubienie. Wydawał się młodszy, niepewny, zrezygnowany. Bezsilny. Słaby. I słabość tę pokazywał jej tylko dlatego, że nie wiedział, kto chował się w ciele Merlina.
Darcy poczuła, że naruszyła jego prywatność. Że pierwszy raz posunęła się za daleko, mimo że wcześniej bezczelnie go szpiegowała, upewniając się, że nie planował za jej plecami żadnego ropuszego przewrotu u władzy. Wścibstwo zawsze było jakoś uzasadnione, a teraz? Kiedy Caleb wyglądał, jakby jego oczy w każdej chwili mogły się zaczerwienić? Może na to zasługiwał. Może czas najwyższy, żeby ktoś złamał go tak, jak on złamał Felixa. Wbrew wiedzy, że miał prawo do swoich sekretów i tego, by jej ich odmówić, przesunęła się o kilka cali do przodu, w kierunku zaskakująco wprawnie struganego kawałka drewna; może na to zasłużył, a może nie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:20 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.