• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 15.02.1960 r. - O krok od śmierci
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
26-02-2026, 23:03
Axel Devereaux x Jasper Prince, Londyn, Szpital Św. Munga 1960 r.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
26-02-2026, 23:39
Rzeczywistość zlała się w jedno. Czas, miejsca, twarze, smaki, dzięki, doznania, to wszystko scaliło się w jedną, bezkształtną breję zalewająca umysł Devereaux. Tonął, topił się i roztapiał we własnej rozpaczy, przeklęta godzina, przeklęty on wędrujący po Londynie niczym widmo, zabłąkany duch, który zgubił własny sens. A tak dobrze mu szło, zostało tak niewiele czasu do premiery i myślał, że w końcu los mu sprzyja.
Zdrada nadeszła z kierunku, z którego się mógł spodziewać. Maluczki mugol zaślepiony zazdrością knuł od samego początku, aż w końcu znalazł slaby punkt swojego konkurenta i wyłuszczył wszystko ich maestro. Takie zachowanie nie przestawało tancerzom, a Axel był daleki od najgorszej wersji, którą przedstawiono jako dowód zbrodni. Ale nie mógł inaczej, nie utrzymałby się na powierzchni bez klubu i pieniędzy z nocnych imprez. Ale on był wtedy już czysty, nie pil, nie palił, nie ćpał. Nie sprzedawał się już jak dziwka pod latarnią, a jedynie był kelnerem i tancerzem. Lecz i to wystarczyło, bo po prostu znajdował się w zakazanym lokalu,
Odebrano mu rolę, skreślono go i wymazano ze spektaklu. Zakazano wejścia do teatru, wyklęto i w tej chwili Axel był podwójnie przeklęty. Żaden mugolski teatr go nie chciał, tak jak od lat żaden magiczny. Był skreślony, skończony.
Wraz z tym nadeszła rozpacz, tak głęboką że nawet nie zanotował, kiedy go pochłonęła. Po prostu zszedł do podziemi Soho, lzy toczyły się po jego policzkach, ciało wzdrygał dreszcz żalu, a umysł się załamał. Nie obchodziło go już nic, kompletnie nic. Zebrane oszczędności wystarczyły na tyle, żeby mógł zalać się w trupa i naćpać do nieprzytomności.
Nie trwało to długo, miał jeszcze zapasy, chociaż od tygodni był czysty, nie pil, nie palił, był jak łza. Do teraz, kiedy w jeden wieczor postanowił sięgnąć po wszystko co mial pod ręką. Trwało to kilka dni, kilka nocy, kiedy pijany i tak naćpany, że popadał w tak skrajne stany w końcu padł twarzą w podłogę. Mial szczęście, kulawe szczęście, że obok był ktoś mu życzliwy, kto postarał się, aby trafił do świętego Munga.
Oddział ratunkowy wstrzymał oddech, kiedy wtoczono Axela na poczekalnię i tam go porzucono. Zimne płytki korytarza z jednej strony niosły ulgę, a z drugiej wydawały się palić tym chłodem. Obraz był zamazany, ciało wymknęło mu się już dawno z spod kontroli i dwa dni były jak migawki niewyraźnych obrazów, mazai kolorów, świateł i kakofonią dźwięków. Czuł i jednocześnie nic nie czuł, był i nie był, istniał i nie istniał, a cierpienie wydawało się walić przez szczelną szybę zamroczenia. Dźwięki rozdarły ciszę, ktoś go złapał, ktoś poderwał, a jeszcze ktoś inny nim potrząsnął, a może to była ta sama osoba? Nie wiedział, tracił władzę nad ciałem i umysłem. Aż w końcu nadeszła ciemność.
Obudził się dwa dni później, rozchylając oczy biel raziła go ze wszech stron. Leżał na łóżku, wokół unosił się zapach chloru i medykamentów. Jego ciało było odrętwiałe, próbując poruszyć mięśniami czul igły bólu w każdym centymetrze skóry. Głowa była ciężka, jakby pusta w środku i tak bardzo nieprzyjemna w swojej objętości, że Axel żałował w tej chwili, że w ogóle ją mial.
Dopiero po kilku chwilach odkrył, że miał na rekach zapięte pasy, a w grzbietach dłoni upięte wenflony. Nad jego łóżkiem górowały dwa wieszaki na płyny medyczne z uwieszonymi workami. W ustach panowała nieznośna susza, jakby nie pił nic od kilku dni. I tak istotnie było. Leżał przyzwyczajając wzrok do światła, w ciszy po prostu trwając tu i teraz, nie mając pojęcia skąd się tutaj wziął, ani gdzie był. Równie dobrze mógł leżeć w czyjejś klinice i czekano, który organ należy mu wyciąć.
Pielęgniarka przyszła jakiś czas później, mówiła cos do niego a on nie mógł wydobyć z gardła żadnego dźwięku. Był w Mungu, a to słowo zabrzmiało jak nadzieja, jak ulga. Czyli nic mu nie zabiorą, nie zabiją. Dostał wody i zakazano mu się ruszać z miejsca. Na to akurat nie mial sił, wiec było mu wszystko jedno. Po prostu zasnął.
Nie mial pojęcia ile spał. Ze snu wybudził go cichy dźwięk, szczęk zamka i szurniecie stołka obok łóżka. Obok ktoś siedział i coś pisał opierając sztywna podkładkę o metalowy brzeg łóżka. Axel przełknął ślinę i poruszył ręką, która wciąż była przypięta do łóżka.
- Kim jesteś? - Mruknął szeptem kierując wzrok na twarz medyka. Mętne spojrzenie chłodnych oczu chłopaka wydawało się zaspane, ale przytomne i rozumne. - Co ja tu robię? Gdzie? - W tek chwili nie pamiętał wyjaśnień pielęgniarki, nie wiedział kim jest ten ktoś, kto siedział obok niego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
04-03-2026, 01:47
Pierwsze ciężkie przypadki w szpitalu św. Munga kojarzyły się z wyczerpującym stresem. Świeżo po Evershire, jako początkujący uzdrowiciel, za każdym razem lękał się o zdrowie i życie pacjentów i miał wrażenie, że poszukiwanie antidotum jest nierówną walką z czasem. Mijały lata, Jasper nabierał doświadczenia i poważne zatrucia wzbudzały w nim już nie strach, a swego rodzaju ekscytację. Wraz z wiedzą i umiejętnościami nabrał przekonania, że wyścig z czasem zawsze jest możliwy do wygrania. W 1960 roku pracował już na tyle długo, by zetknąć się z większością znanych czarodziejom toksyn i trucizn—szpital św. Munga był placówką na tyle wielką i prestiżową, że to właśnie tutaj mógł zetknąć się niemalże ze wszystkim. A że najczęściej stykał się z łagodnymi zatruciami żołądkowymi, bo wbrew pozorom dyżury potrafiły bywać bardzo rutynowe... to urozmaicenia zawsze sprawiały, że znów czuł, że żyje i że zrobi wszystko aby bez poważnych komplikacji przeżył też pacjent. Mógł się sprawdzić, stanąć w szranki przeciwko toksynie i przeciwko samemu sobie i...
...gdy przyjęto na oddział młodego chłopaka, Jasper wygrał walkę z toczącym go zatruciem, ale—co nie zdarzyło mu się od dawna—czuł się przegrany. Co najgorsze, ucierpiała nie tylko jego własna samoocena, a i szpitalna rywalizacja z drugim toksykologiem o podobnym doświadczeniu. Prince próbował odtruć pacjenta przez całą noc i choć zneutralizował działanie magicznych używek to wciąż coś mu się wymykało, a rytm serca chłopaka nie był prawidłowy. Dopiero nad ranem na dyżurze pojawił się doktor Vernon Berg, absolwent Durmstrangu, którego kpiącego sposobu bycia i absolutnego braku wyczucia nie dało się wytłumaczyć różnicami kulturowymi czy edukacyjnymi. "A rozważyłeś działanie mugolskich narkotyków?" - zapytał Berg z promiennym uśmiechem, a potem—zdradzając, że wie o narkotykach jakoś więcej niż Prince się spodziewał—pomógł Jasperowi doszlifować ostatnie antidotum. I oczywiście nie wyjaśnił Prince'owi jak działają te narkotyki, zostawiając Ślizgona z urażoną ambicją i frustrującym poczuciem, że następnym razem nie zrozumie podobnej sytuacji lepiej.
Wydobycie wyjaśnień i tłumaczeń i wzorów chemicznych (te ostatnie mógł zresztą wyprowadzić sam, o ile zdobędzie odpowiednią substancję) od drugiego toksykologa byłoby niezwykle upokarzające i żmudne, a tak się składa, że Jasper mógł zaspokoić swoją ciekawość w inny sposób. Źródło tej ciekawości było chwilowo niedysponowane, ale znał przecież działanie mikstur, które mu przepisał. Nawet z poprawką na te nieznane substancje wiedział, kiedy Axel Devereaux powinien się wybudzić i właśnie wtedy postarał się znaleźć w jego sali. Na kontrolę.
- Lumos. - mruknął, gdy pacjent otworzył oczy. Nie było to zbyt… miłe ani komfortowe, ale chciał sprawdzić, jak reagują jego źrenice. Funkcja mowy była w porządku, Axel zademonstrował ją sam. Pora sprawdzić logikę. - Jaki mamy rok? - zaczął, opuszczając różdżkę. Powidok światła jeszcze przez moment oślepiał Axela, ale po chwili oczy znów mogły przyzwyczaić się do półmroku panującego w sali o zmierzchu; wyłowić z ciemności rysy twarzy uzdrowiciela.
- Doktor Prince, oddział toksykologii w szpitalu św. Munga. - zmierzył Axela uważniejszym spojrzeniem. Irytacja tamtą nocą, gdy chłopak ledwo oddychał jeszcze nie minęła. Oprócz niej czuł chyba jeszcze ulgę. Nie powinien emocjonalnie reagować na przypadki pacjentów, ale czuł się trochę tak jak wtedy, gdy jego durny młodszy brat wypił losową miksturę z gabinetu ojca. - Odbywasz detoks w szpitalu po... właśnie, ty mi powiedz, co tak właściwie wziąłeś. Byłeś dla nas na oddziale niezłą zagadką. - jego głos brzmiał z pozoru łagodnie, ale poważna mina domagała się odpowiedzi. Swoje podejrzenia wobec magicznych narkotyków już miał, ale chciał poznać pełen skład używek i przy okazji przetestować prawdomówność pacjenta—zderzyć jego słowa z wynikami własnych badań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
04-03-2026, 11:03
Nim świat Axela się załamał, był czysty od prawie roku. Nie ćpał, palił sporadycznie, alkohol również raczej okazjonalnie. Starał się, myślami był wciąż na scenie, przyswajał choreografię i był lepszą wersja siebie niż dotychczas mu się to kiedykolwiek udało. Pilnował się, bo tak cholernie mu zależało. Wydawał więcej na jedzenie niż głupoty, budował kondycję, wytrwale ćwiczył, bo w końcu poczuł grunt pod nogami. Grunt od którego mógł się wybić, by w końcu wychylić głowę ponad mętną toń i wypłynąć na powierzchnię. Tak mu się przynajmniej wydawało, do momentu aż skreślono go i kazano iść precz.
Dlatego może nie potraktowano go w szpitalu jak typowego ćpuna z recydywy. Jego ciało było silne, dobrze zbudowane i nosił na sobie świeże ślady po igłach. Chociaż i tak zauważono blizny na nadgarstkach, może stąd uznano za konieczne, by dodatkowo przypiąć go pasami do łóżka. Gdyby nie fakt, że był w cugu alkoholowym i narkotycznym od ponad doby, można by było uznać, że ktoś go celowo odurzył.
Wielomiesięczny odwyk od jakichkolwiek narkotyków na pewno sprawił, że lepiej zniósł przedawkowanie niż niejeden wprawiony gracz. A mimo to, był trudnym pacjentem, który nie pozwalał lekarzowi na nocnym dyżurze na chwilę oddechu. Zneutralizowanie jednej toksyny powodowało, że kolejna dochodziła do głosu i tak w kółko. Nie było z nim kontaktu, nie można było wyszarpać od niego wiedzy, co wziął. W kieszeniach nie mial nic, poza różdżką owiniętą w materiał. I ta różdżka tez powodowała pytania, ponieważ wyglądała zbyt drogo i bogato jak na osobę, która ją ze sobą miała.
Sugestie na temat mugolskich używek okazały się być trafne. To właśnie ta wiedza stała się kluczem do ustabilizowania pacjenta na tyle, by można było uznać, że nic mu się nie stanie. W tym czasie z Axelem nie było kontaktu, a on nie mial świadomości o podawanych lekach, płynącym czasie i tym, ile osób pociło się nad nim, by wyrwać go z objęć śmierci, w które tak chętnie skoczył.
Rozmazany obraz wokół nagle zmienił się w przeraźliwą jasność. Wywołane na czubku różdżki medyka Lumos sprawiło, że źrenice pacjenta raptownie się zwęziły a on szarpnął się na łóżku, próbując zasłonić dłonią twarz. Niestety pas ściskający nadgarstek zatrzymał go w pół gestu i Axel uciekł się do odwrócenia głowy. Nagle światło atakujące jego oczy wywołało nieprzyjemne uczucie, zamuliło go i igły bólu zmusiły go do zaciśnięcia powiek.
Padło pytanie o rok, Axel zmarszczył brwi i zacisnął usta nabierając coraz więcej świadomości. Jaki, do cholery mieli rok? Jaki był dziś dzień? A miesiąc? Premiera miała być w marcu 1960 roku. Już kończyli, to miało być zaraz.
- Mille neuf cent cinquante-neuf... - Wydukał po francusku i pokręcił głową. - Tysiąc dziewięćset sześćdziesiąty... - Poprawił się przechodząc na angielski, zdając sobie sprawę z tego, że nowy rok już był. Ledwo otworzył oczy i już czuł się okrutnie zmęczony. Ręka, która próbował podnieść opadła na łóżko, bez sił. Wygaśnięcie zaklęcia przyniosło ulgę, światło go już nie raziło.
Chłopak nie patrzył teraz na lekarza, oddychał nieco szybciej niż powinien, puls też mial przyspieszony, lecz można to było łatwo powiązać z reakcja na światło i wybudzenie z długiego snu. Przyjął informację, kto obok niego siedział i gdzie był. Czyli to była prawda, że znajdował się w Mungu. Uratowali go, nie pozwolili mu umrzeć i ta myśl uderzyła Axela w tej chwili jak ciężki młot. Żył i wciąż był tutaj, w tym miejscu, gdzie już nic nie miało dla niego sensu.
Lekarz chciał wiedzieć co wziął, Axel obrócił w jego stronę twarz. Nie pamiętał wszystkiego co wziął, wiele rzeczy mu podsuwano. Pamiętał jedynie, że z Soho przeszedł na Nokturn i z niemagicznych używek przeszedł na te magiczne. Blada twarz wyglądała na zmęczoną, cienie pod oczami jakby się pogłębiły a w spojrzeniu chłopaka zagościła rozpacz. Coraz więcej fragmentów pamięci wracało na swoje miejsca, a już samo to przygnębiało go na nowo. Nie udało mu się, nie udało mu się zakończyć swoje beznadziejnego istnienia.
- Myślałem, że to wszystko wystarczy... - Szepnął z rezygnacją, nie spodziewał się obudzić, oddychać i żyć wciąż po tym co zażył. - Dlaczego ja żyje? Czy... czy to piekło? No... c'est l'hopital... - Odrealnienie Axela było silne, od kilku dni egzystował w załamaniu, przez narkotyki mieszało mu się, co jest rzeczywiste a co nie. Zadrżał a w błękitnych oczach zaszkliły się łzy, czuł się beznadziejnie bezsilny, bo nawet nie potrafił się zabić porządnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
18-03-2026, 22:04
Nie spuszczał wzroku z pacjenta, niemal mechanicznie odhaczając na jego karcie kolejne funkcje życiowe. Reakcja na światło—jest. Zrozumienie słów—jest. Pamięć—jest. Tysiąc dziewięćset sześćdziesiąty.
- Piętnastego lutego. Jesteś tu od kilku dni. - wyjaśnił, możliwie jak najuprzejmiej... choć nie miał na uprzejmości tyle sił, co wcześniej. Przed kilkoma dniami spędził całą noc na ratowaniu tego chłopaka. Była to noc, jak co noc—dla niego.
W ciągu tych kilku dni dowiedział się, że jego żona spędzała takie noce z kolegą (mentorem? szczurem?) z innego oddziału, wziętym i sławnym Adamem Sandersonem. Pozostawał na to wszystko ślepy, biorąc nocne dyżury, bo więcej się na nich działo i bo czuł się wtedy potrzebny w szpitalu. Dziś też pojawił się na oddziale wieczorem, chociaż prawdopodobnie nie powinien i prawdopodobnie układający grafik jeszcze się z nim nie skontaktowali.
W ciągu tych kilku dni Jasper Prince został bowiem wdowcem.
Zdawało mu się, że wszyscy w szpitalu wiedzą. Na pewno powinieneś tu być? - zdawało się pytać spojrzenie wyminiętego na korytarzu doktora Berga, ale Prince przyśpieszył kroku zanim nielubiany kolega zdołał zadać to pytanie. Doskonale wiedział, że nie powinien w tej sytuacji samemu przyrządzać skomplikowanych antidotów ani stać nad kimś umierającym—ale zarazem wydawało mu się też, że nie może zaniedbywać obowiązków tak prostych, jak zbadanie stanu zdrowia i przygotowanie do wypisu ze szpitala własnego pacjenta. To przecież nie tak, że powinien zająć się w tym czasie kimś żywym, a pogrzeb i tak musiał poczekać zanim rodzina Ingrid przyjedzie ze Skandynawii.
Był profesjonalny, był oazą spokoju i nic poza doktorem Berg nie było w stanie go dziś zdenerwować.
Myślałem, że wszystko wystarczy... Dlaczego ja żyję?
Odłożył pióro jakoś zbyt gwałtownie bo, o dziwo—przecież zawsze był w pracy taki opanowany!—pytania pacjenta go zirytowały. Szczególnie po tym, jak spędził nad nim bezsenną noc i poniżył się pytając kolegę z oddziału o mugolskie narkotyki, a jego żona spała w tym czasie z innym kolegą. Żałosne. Może nie tak, jak nieudane przedawkowanie, ale wciąż żałosne.
- Nie wystarczyło. - odpowiedział, mimo, że zwerbalizowana myśl pacjenta nie domagała się odpowiedzi. Mimo, że chłopak pewnie nie myślał trzeźwo. - Jesteś tu, bo uzdrowiciele - ja, ale cholerna skromność kazała mu użyć liczby mnogiej, bo Berg mimo wszystko pomógł. Może przez tą cholerną skromność był dzisiaj wdowcem i rogaczem? - ratowali cię całą noc - i jeszcze ktoś, tym razem cały zespół, musiał czuwać nad nieprzytomnym pacjentem już potem - i stabilizowali aż do dzisiaj. - wyjaśnił, może nieco zbyt ostrym tonem. - Wziąłeś coś mugolskiego, prawda? I znaleziono z tobą nietwoją różdżkę. Skąd ją masz? Jesteś charłakiem? - kontynuował przesłuchanie, choć kwestia skradzionej różdżki nie należała już do jego obowiązków, a raczej do wścibstwa. Kwestia zdolności magicznych była zaś istotna dla stanu zdrowia pacjenta—jego organizm wydawał się zbyt silny jak na mugola, właściwie odpowiadał parametrom czarodzieja, charłaków Jasper jeszcze osobiście nie leczył... może to wyjaśniało dziwną różdżkę i mugolskie narkotyki? Podniósł wzrok na chłopaka i zobaczył jego szkliste oczy i dopiero wtedy spuścił z tonu.
- Chciałeś, żeby wystarczyło? - wydedukował (nie było to trudne), łagodniejszym głosem. - Dlaczego?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
19-03-2026, 11:45
Był nieprzytomny przez większość czasu, potem ogarnęła go tak silna senność, że trudno było mu przebić się przez sen do świadomości. Aż w końcu się obudził, skołowany, przywiązany do łóżka z towarzystwem obok. Mężczyzna obok niego był metodyczny w swoich działaniach, nie okazywał troski, czy przejęcia z powodu stanu Axela, ale kto by wobec kogoś takiego okazywał takie emocje?
Los tkał mapę ludzkich tragedii bezlitośnie przebijając igłą kolejne istnienia, losowo, jakby od niechcenia. Axela świat zawalił się kilka dni temu, tak jak i świat Jaspera. W całkowicie innych wymiarach, na innych płaszczyznach, lecz równie boleśnie i przejmująco. Kiedy Jasper borykał się z emocjami związanymi z żałobą i nienawiścią? Zawodem? Szokiem? Axel dotarł do własnej granicy wytrzymałości, jego duch się poddał a on już nie potrafił myśleć o tym, by iść dalej, by znów próbować. Był zbyt silny, zbyt wysportowany by obrać bardziej fizyczne ścieżki ku końcowi, organizm instynktownie uchroniłby go od urazów i upragnionego końca. Dlatego pozostało mu jedynie sięgnąć po truciznę, która upajała i cholernie uzależniała.
I tak jakby los postanowił ich spotkać, ich drogi skrzyżowały się na oddziale ratunkowym. Axel nie był tego świadomy, że obok niego siedzi człowiek, który całą noc podtrzymywał go przy życiu. To w rękach Jaspera znalazło się jego być albo nie być i kiedy jego żona go zdradzała, on wyrywał Axela z objęć śmierci. Ktoś by mógł zażartować, że gdyby nie determinacja nad żałosnym ćpunem, to może inna dusza by stad nie odeszła. Może pani Prince, a może doktora Sandersona, albo innej osoby, która zginęła tej samej nocy. Jednak to on przeżył bez świadomości, że ktoś inny umarł i nie było dla niego ratunku.
Stukniecie pióra o metalowy blat sprawiło, że chłopak drgnął. Tembr głosu Jaspera stal się twardy, oschły i ostry. Te dwa zdania niosły ze soba potężną dawkę emocji. Axel skulił się w sobie czując się jak na kolejnym wykładzie ojca, że musi się bardziej przyłożyć do pojmowania zasad przesiębiorstwa, że w wakacje powinien z nim siedzieć w biurze i uczyć się, zamiast biegać na treningi. Jedni się poświęcali, aby on mógł żyć tak jak mu się podoba. Tej nocy wielu się poświęciło, by on mógł oddychać. Ten koszt był ogromny, energia, umiejętności, upór i godność, to wszystko tej jednej nocy złożyło się na to, że młody Francuz przeżył.
Chłopak w końcu kiwnął głową na zadane pytanie. Powoli dochodził do świadomości i coraz lepiej szlo mu myślenie.
- Tak... Pomieszałem. - Mruknął sięgając pamięcią do nocy sprzed dwóch dni. Ćpał już drugi dzień, przerabiając dosłownie wszystko co mu wpadło w ręce na Nokturnie. Ale czuł jakby to było za mało. Więc wrócił do Soho, gdzie szybko znalazł źródło i za ostatnie pieniądze wykupił fiolkę bezbarwnego płynu, a jako dodatek dostał symboliczny gram niebieskiego kryształu.
- Dali mi kryształ, metę. Aby się rozbudzić, żeby poczuć to lepiej. - Nie czuł już smaku w ustach, mając wrażenie, że teraz to już nic nie czuje. - Kupiłem heroinę, gość mówił, że po tej dawce po prostu zasnę i się skończy. - Axel zmarszczył brwi, czując coraz bardziej jak chłodne płyny przepływają do jego żył. Spojrzał na wiszące nad nim worki. Przynajmniej dzięki temu teraz nie czuł bólu, chociaż jego widmo jakby muskało jego mięśnie i głowę.
Potem lekarz wspomniał o różdżce, co zdecydowanie ożywiło chłopaka. Różdżka. Nie mial jej przy niej i nie wiedział, gdzie jest. Axel utkwił wzrok w Jasperze, który mówił o tym, że nie jest jego i zapytał go czy jest charłakiem. Przez zmęczony umysł chłopaka zaczęły teraz przepływać myśli o różdżce. Jego najcenniejszym skarbie, który w tej chwili został mu odebrany.
- T... to moja różdżka. - Wydusił z siebie wyjaśnienie z desperacja w glosie. - Co? Nie, nie jestem charłakiem. - Szarpnął się w pasach, przegrywając bardzo szybko walkę ze skórzanymi zaciskami. - Gdzie ona jest? - Zapytał żałośnie przerażony, że jego różdżka zostanie mu odebrana. Zakręciło mu się w głowie od tego wzburzenia, chociaż gdyby umarł, różdżka już nie byłaby mu potrzebna.
Spoglądając na twarz chłopaka Japser mógł mieć wrażenie, że zajrzał do głebokiej, wyschniętej studni w której tkwił jego pacjent. Ostre światło zarysowywało się na jego rysach, wyciągając z cieni ciemne plamy pod oczami, odcinając się na spierzchniętych ustach, które od kilku dni nie dotknęły wody. Mętność w spojrzeniu Axela znikała, dezorientacja ustępowała miejsca świadomości, a rzeczywistość była jak młot uderzający w jego osłabione ciało. On się już poddał, a los nie pozwalał mu odejść.
Głos lekarza zmiękł, Axel leżał zrezygnowany na łóżku zbierając myśli. Odpowiadać na te pytania? Zaspokoić ciekawość tego człowieka? Wydawało się, że chłopak zamilknie uparcie, lecz po chwili łzy spłynęły z kącikach jego oczu tonąc w czarnych włosach.
- Chciałem. Bo... - Chłopak zawiesił pełne rozpaczy spojrzenie w zmęczonej twarzy lekarza. - Bo straciłem wszystko... Znów mnie wygnali, odebrali nadzieję, rolę i... i to tym razem nie była moja wina. To przez nich.... niego. - Westchnął drżąco, przymykając oczy. Pamięć uparcie przywoływała obrazy z wieczoru, kiedy ich baletmistrzyni wystawiła jego pointy przed drzwi nakazując by opuścił teatr. W tle widział uśmiechniętego Jamesa. Był zrezygnowany, złamany i tak bardzo się poddał, że leżał teraz i gdyby nie leki, odruchy ciała, zgasłby natychmiast. - Panie doktorze... nie mam już po co żyć. Scena jest dla mnie zamknięta...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
31-03-2026, 02:29
Usiłował zachować pokerową, skupioną minę i nie dać po sobie poznać zdziwienia ani niewiedzy. Mugole biorą kryształy? Jak? Połykają? Przecież kryształy są chyba na to zbyt cenne (nawet jeśli nie znał minerału zwanego metą), chyba, że niemagiczni nazwali tak coś zupełnie innego? Nazwa heroina też niewiele mu mówiła.
Był jednak zmęczony i przytłoczony własnymi emocjami, a młody i osłabiony chłopak nie wyglądał jak rywal z oddziału toksykologii. Przed nim nie musiał udawać eksperta, nawet jeśli go korciło. Dlatego jego zdolnośći teatralne pozostawiały wiele do życzenia. Mimowolnie zmarszczył brwi, a w jego wzrok wkradła się rezygnacja.
- Wiesz, że wiele ludzi umiera zupełnie za darmo? A oszczędności można zostawić— w szlachetnym celu, cisnęło mu się na usta, ale zdążył ugryźć się w język gdy zrozumiał jak okrutne to słowa. A w dodatku nieprawdziwe. Adam Sanderson i jego żona zginęli nieprzewidzianie i nic za to nie płacąc, ale ich oszczędności opłacą dyskrecję magicznej policji. Pogrzebanie ich sekretu, by zostali zapamiętani jako kochający mąż i kochająca żona, a nie ludzie, na których zawalił się dach gdy oddawali się zdradzie małżeńskiej. Nie skorzystają na tym żadne bezpańskie zwierzęta ani sieroty ani fundusz czarodziejów pokrzywdzonych na wojnie, choć Jasper właśnie poczuł ukłucie winy. Może powinien wpłacić jakiś datek... ale na co? W tym momencie świat wydawał mu się szary i pusty, zabarwiony być może jedynie czerwienią własnego gniewu i obietnic Grindelwalda.
- Okłamał cię. Bo mugole kłamią. - wycedził, nie pilnując się dziś tak uważnie jak zwykle. Nie oczerniał mugoli nawet przy Gethenie, jednym ze swoich najlepszych przyjaciół; ale dzisiejsza noc złączyła go w smutku i bezsilności z tym nieznajomym pacjentem. - Nikt nie obiecałby ci bezbolesnej śmierci, to ty obiecałeś mu łatwy zarobek. - wytknął. Gdzieś w karcie Axela była zapisana potrzeba konsultacji magipsychiatrycznej i ktoś z tamtego oddziału wykazałby się teraz większą delikatnością. Niestety, magimedyk psychiatra nie dotarł jeszcze do sali Axela. W zamian do wybudzającego się młodzieńca przybył Jasper Prince. I bardzo dobrze, bo potrzebuje opinii toksykologa - powtórzył sobie w myślach, ale z coraz mniejszą pewnością. Chyba samemu potrzebował dokończyć wypis i iść do domu, chociaż bardzo nie chciał. Młodzieniec potrzebował zaś chyba... pocieszenia. Uświadomił to sobie i wziął głęboki wdech, niepewny, czy zdoła mu w tym pomóc. Słowa zwykle przychodziły mu z łatwością, ale nie dzisiaj, nie tego wieczoru. Nie, gdy śmierć żony i Sandersona (dlaczego myślał o nich razem?) była tak świeża.
Charłak czy nie charłak, Jasper wyrzucał z siebie kolejne pytania i podejrzenia. A młodzieniec zaprotestował tak gwałtownie, że Prince aż trochę złagodniał i trochę pożałował swojej surowości.
- Twoja różdżka jest ze wszystkimi twoimi osobistymi przedmiotami w szpitalnych szafkach w składziku. Pielęgniarki zwrócą ci ją przy wypisie. - uspokoił. Jesteś czarodziejem, więc jesteś silny i dlatego ta herocośtam nie zadziałała—już to rozumiał, ale nie chciał mu tego mówić. Jeszcze następnym razem (Merlinie, czemu myślał o następnym razie?) dzieciak weźmie tego więcej.  - Zmyliło nas to, że miałeś kontakt z mugolskimi używkami. - przyznał cicho, trochę pojednawczo. Nie jesteś charłakiem, charłak nie niepokoiłby się tak o różdżkę. - Jest... bardzo ozdobna. Nie widziałem nigdy takiej u Ollivanderów. - rzucił, chcąc pociągnąć trochę chłopaka za język.
Udało mu się to zresztą w tych... trudniejszych kwestiach. Choć chyba przy okazji doprowadził go do płaczu, a tego wcale nie chciał.
- Jaką rolę? Przez kogo? - dopytał, chyba głównie dlatego, by młodzieniec nie przestawał mówić, bo niewiele rozumiał z jego opowieści. Ale póki mówił, póty nie myślał o samobójstwie... chyba. Może jednak naprawdę potrzebował magipsychiatry? - Każdy czarodziej - naprawdę nie chciał, ale odruchowo zaakcentował właśnie to słowo - ma po co żyć. - zaprotestował. Irytacja na chłopaka mijała, irytację na martwą żonę chciał stłumić, narastał w nim za to żal do świata, w którym młodzi czarodzieje byli w tak beznadziejnej sytuacji, by nie chcieć żyć. I w dodatku używać do tego mugolskich narkotyków. - A twojej magii nikt ci nigdy nie odbierze. - dodał z przekonaniem. - Jak to "straciłeś wszystko"? Masz tu rodzinę? Masz... dokąd wrócić? Z perspektywy toksykologicznej wszystko z tobą w porządku, niedługo będziesz mógł zostać wypisany... - o ile magipsychiatrzy nie uznają inaczej, ale może lepiej go tym nie straszyć. - Masz francuskie nazwisko. - zauważył cicho, zastanawiając się, czy to tam jest rodzina chłopaka. W takiej rodzinie jak Princów, majątek i stabilność pielęgnowano od pokoleń. Wszyscy, poza jego wydziedziczoną siostrą, zawsze mieli dokąd wrócić. Kim byli rodzice tego chłopaka? Akolitam, którzy umarli na wojnie? Zwykłymi Francuzami, którzy z jakiegoś powodu nie pomagali synowi? Nagle wyobraził sobie Eileen, samą, zagubioną, przekonaną, że nikt na nią nie czeka. - Potrzebujesz pomocy? - zapytał, zanim zdążył się nad tymi słowami zastanowić. - Nie powinieneś być po tym wszystkim sam. - usłyszał własne słowa, w pokrętny sposób tyczące się zarówno Axela, jak i jego własnej sytuacji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
31-03-2026, 22:46
Pięć lat spędzonych w mugolskiej dzielnicy pozwoliło Axelowi poznać wiele aspektów życia mugoli. Wielu czarodziejów dziwiło, dlaczego do razu nie poszedł na Pokątną, otóż zrobil to. Jednak groźba ojca była tak silna, że zwyczajnie bal się pojawiać w magicznych dzielnicach zbyt często. Jakiś czas temu zdecydował się przeprowadzić na Nokturn, wolał nie być łączony z rozrywkowa częścią Soho za bardzo a i tak widmo przeszłości za nim podążało i dało argumenty dla tego pazernego mugola, który chciał zagarnąć scenę tylko dla siebie.
Obycie z mugolami niosło ze soba wiedze na wielu poziomach, w tym dobrze się orientował w używkach, od alkoholu, przez tytoń po narkotyki. Dla Jaspera nazwy, które podawał Axel mogły wydawać się czymś nieznajomym, ale chłopak wydawał się wiedzieć, co bierze i oczekiwał pewnego, konkretnego efektu. Którego nie osiągnął, do czego mogło się przyczynić to, że był czarodziejem i magia wzmacniała jego ciało. Gdyby do tego doszedł, pewnie skuteczniej by zadziałał.
Pytanie doktora sprawiło, że chłopak spojrzał na niego ni to pytająco, ni to ze świadomością. Umrzeć można było na wiele sposobów, a on wybrał ten sposób. Potrzebował zamroczyć umysł nim nadejdzie koniec, nie chciał czuć bólu, nie chciał mieć opcji na rezygnację.
- Chciałem umrzeć tak, żeby nikt nie ucierpiał. Mogłem skoczyć, z budynku, z mostu, z przepaści... Ale to daje opcje na wycofanie się. A kiedy już cos krąży w żyłach, nie ma odwrotu. - Axel był świadomy w swojej decyzji, widocznie planowal to i rozważał opcje. - Chyba, że trafi się na czas tutaj. - Dodał spoglądając na zmęczonego lekarza. Nie wiedział, czy jest wdzięczny Jasperowi, w tej chwili czul się tak, jakby przyciskał go do łóżka kamień i nie mial siły na poruszenie się. A może to był przedsionek do piekła? Może faktycznie nie żyje a ten ktoś obok to wysłannik zaświatów, który oceni, co stanie się z jego duszą.
Od tych myśli odciągnęły Axela jednak kolejne słowa Jaspera. Mugole kłamią. To była prawda, mugole byli słabi, kłamliwi, samolubni i małostkowi.
- Mugole kłamią. - Powtórzył za nim jak echo. - Są słabi, obłudni... - Gorzki ton chłopaka jasno wskazywal na to, że ma osobisty uraz do mugoli, chociaż jeszcze jakiś czas temu traktował ich jak powietrze i mogliby po prostu nie istnieć. A teraz? Teraz żywił negatywne emocje wobec mugoli, został przez nich wielokrotnie skrzywdzony, poniżony i pożal się na ich słabej naturze.
Wytkniecie ze strony doktora Prince'a spotkało się z zawstydzeniem rozlewającym się po twarzy chłopaka. Nie myślał w tamtej chwili o tym, chciał po prostu przedawkować i umrzeć, juz nawet nie zależało mu na tym, by nie bolało. Chciał by wszystko się zakończyło. Axel nie mial świadomości, co jest wpisane w jego kartę. Był przykuty do łóżka i nawet nie mógł dłonią dotknąć twarzy, by zetrzeć z policzków łzy. Obok siebie mial lekarza, który nie owijał w bawełnę, który wydawał się równie przybity i zmęczony. Ale siedzili obok siebie i rozmawiali, Jasperowi powoli udawało się wydobyć z młodzieńca kolejne informacje, wiec nie można było powiedzieć, że szlo mu to wybitnie opornie.
Ulga pojawiła się na napiętej twarzy chłopaka, kiedy dowiedział się, gdzie są jego rzeczy. Różdżka nie została mu odebrana, była gdzieś zabezpieczona i zostanie mu oddana. Trzymając się tej myśli Axel uspokajał się rozluźniając spięte mięśnie.
- Są tańsze niż magiczne i łatwiej dostępne. - Odezwał się po tym, jak Jasper przyznał, że zostali zmyleni. - Brałem je już wcześniej, ale nigdy tyle, by stracić przytomność. Teraz nie brałem nic, byłem czysty bardzo długo. - Rozmawiali, wymieniali zdania i pytania, Jasper dzięki temu zyskiwał informacje o pacjencie, a Axel przestawał myśleć o samobójstwie i powoli oddalał się od tematu narkotyków.
- Bo nie zrobil jej Ollivander. Wykonano ją w Paryżu, na zamowienie. - Myśl o różdżce odwalał mu otuchy, tak bardzo chciałby ją teraz mieć w dłoni. Na pewno byłby spokojniejszy. - Czy może mi pan ją przynieść? To jedyne co mi zostało. - W jego glosie pojawił się proszący ton.
Rozmowa o tym, dlaczego targnął się na swoje życie wywoływała emocje, a zwłaszcza w Axelu, który przeżywał wszystko od nowa i świadomość krzywdy, którą przeżył na nowo przygniatała go i czul się okrutnie bezsilny.
- W teatrze, zatrudnili mnie w teatrze w Soho. Mugolskim... Jestem tancerzem, byłem tancerzem... - Westchnął łykając lzy, emocje rozpierali go sprawiając, że drżał niekontrolowanie. - Tak, rola. Mialem rolę w Jeziorze Łabędzim, miałem być Zygfrydem... - Kto kiedykolwiek usłyszał cokolwiek na temat baletu zazwyczaj łączył to z tą sztuką.
Po chwili Jasper zaczął mówić o magii, o tym, że chłopak był czarodziejem i Axel wpatrzył się w niego, chwytając jego słowa i wyraz twarzy jak ostatniej deski ratunku. Kolejne pytanie jednak sprawiło, że opuścił wzrok i pokręcił głową.
- Wszystko, nie mam już nic. Nie mam rodziny, ojciec skreślił mnie i zabrał mi nazwisko. Wynajmuję pokój na Nokturnie... ale nie wiem, czy wciąż... chyba minął termin zapłaty. - Axel czul się okrutnie przybity, kilka dni temu mial nadzieje, że juz żadne zmartwienia nie będą go męczyły, a teraz mial ich jeszcze więcej. Co jeśli nie będzie mial do czego wracać? Znajdzie swoje rzeczy rozwleczone po ulicy, albo nic nie znajdzie.
Wzmianka o wypisie sprawiła, że lekko drgnął, nie był pewny, czy teraz w tej chwili będzie zdolny poradzić sobie sam. Jakby ta opieka i otoczenie go jakimkolwiek współczuciem trzymało go przy chęci do życia.
- To sobie wybrałem sam, kiedyś nazywałem się Delacour... - W normalnej rozmowie w życiu by się nie przyznał do swojej prawdziwej tożsamości, w tej chwili nie wiedział, czy będzie mial jakaś przyszłość. Poza tym, czy lekarz z Munga mógł cos z tym fantem zrobić? - Mieszkałem w Paryżu. Od pięciu lat jestem tutaj. - Był w Londynie całkiem sam, przyjaciele i znajomi z przeszłości stanowili aktualnie jedynie mile wspomnienie, a Axel próbował być anonimowy wśród londyńczyków i całej masy ludzi spoza, którzy przewijali się przez to miasto.
Pytanie Jaspera sprawiło, że chłopak drgnął zaskoczony. Nie spodziewał się czegoś takiego po kimkolwiek, kogo spotka, zwłaszcza po tym co próbował zrobić.
- Nie wiem, doktorze. - Axel nie wiedział, czy to był odruch współczucia ze strony lekarza, czy rzeczywiście był taki uczynny. On sam nie wiedział, co ze soba zrobić dalej. - Chciałby pan pomoc takiemu komuś jak ja? - W glosie chłopaka zabrzmiało pewne niedowierzanie. Przez te wszystkie lata spoglądał na siebie po prostu tak jak robili to inni. Nie był człowiekiem godnym zaufania, na którego spogląda się podejrzliwie i oczekuje się najgorszego.
Nie powinienes zostawać z tym sam wybrzmiało w pokoju pomiędzy nimi, a Axel odniósł dziwne wrażenie, że dotyczy to ich obu. Skinął głową zgadzając się z Jasperem. Nie chciał być teraz sam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:45 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.