• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ogród Whitehall
Ogród Whitehall
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-06-2025, 15:04

Ogród Whitehall
Otoczony historycznymi budynkami ogród kusi porządnie przystrzyżonymi trawnikami, rabatami kwiatów – przede wszystkim tulipanów, hiacyntów i narcyzów – które rozkwitają wiosną, napełniając powietrze delikatnym zapachem. Drewniane ławki rozmieszczone pod rozłożystymi drzewami zachęcają do chwili odpoczynku i zadumy. Spacerowicze – urzędnicy po pracy, artyści szukający inspiracji lub zupełnie przypadkowi przechodnie – zatrzymują się tu, by na chwilę odciąć się od miejskiego zgiełku. Słychać szelest liści, śpiew ptaków i odgłosy miasta w oddali. Latem promienie słońca prześwitują przez korony drzew, tworząc ciepłą, niemal złotą poświatę. To miejsce, gdzie czas zdaje się zwalniać, a codzienność nabiera łagodniejszego rytmu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
30-01-2026, 22:06
Zdaje się, że sprawa zostaje rozwiązana. Moja odpowiedź jest na tyle mało zajmująca, aby nie poświęcać jej więcej uwagi. Nie ma żadnego wpływu na to, co obecnie się ze mną dzieje. Cieszę się w głębi duszy, że nie ma konieczności dalszego rozdrapywania ran. Pod fasadą opanowania bowiem jest coś jeszcze, coś czego nie zamierzam zdradzać. Przechodzę więc płynnie ku dalszym wątkom, byle tylko nie dawać pożywki starym problemom, z którymi nie udało mi się uporać.
Brnięcie w rozmowę, gdzie żadne ze słów nie jest jednoznacznie nacechowane, uprzyjemnia mi popołudnie. Jest to przynajmniej grunt, po którym potrafię poruszać się w sposób naturalny. Wiosenne powietrze wszystko dodatkowo uprzyjemnia. Rześka atmosfera, choć może mało intuicyjnie wiązana z podobnymi dywagacjami (może coś z ciężkich, gorących zapachów noszących w sobie nieprzewidywalność?), zachęca mnie tylko do większej wylewności. Jest to ten jej rodzaj, w którym jednocześnie nie zajmując się bardzo osobistymi kwestiami, wypływają realne motywy, coś na kształt prawdy o mnie i o tym, że w zasadzie jestem człowiekiem dość łasym na cudzą uwagę. Owszem, bywam nadmiernie skupiony na sobie, na opowieściach snutych względem własnych przymiotów, lecz często wszystko zasadza się na prostej potrzebie dłuższego istnienia w czyichś oczach. Muszę przyznać, że obecność Sanderson po prostu łaskocze mnie przyjemnie, jej uwaga i pragnienie lepszego poznania się niby zapala lampkę w głowie, a jednocześnie pozwala odetchnąć pełną piersią. To moje pożywienie, coś bez czego nie umiem dłużej chyba istnieć. A może niepomyślnie przeszedłem detoks? Zbyt prędko rzuciłem się w towarzystwo i ku ideom sprowadzającym na złą stronę? Rok to wciąż nie jest wiele… Zerkam na Moirę, potem kciukiem zaczynam kręcić jednym z sygnetów wokół palca. Zmniejsza dystans.
— Cudze deklaracje traktuję śmiertelnie poważnie… później domagam się ich egzekwowania. Więc ryzyko jest takie, że zrobię wszystko, aby nie były tylko pustą grą słów. — Minę mam przez moment surową po to tylko, aby roześmiać się i zetrzeć wilgoć spod oka. Następnie znów skupiam na Moirze całą swoją uwagę. — Jestem lojalnym i oddanym kompanem, o ile traktuje się mnie również poważnie — wyznaję. I o ile ktoś podlewa mnie swoimi względami. Palce przesuwają się jeszcze trochę po drewnianym oparciu, tak że są już tuż za plecami pani doktor. Figura niemalże zamknięta.
Czystość krwi niejednemu spędza sen z powiek. Wychodzi jednak na to, że Moira nie przywiązuje wagi do tego, jakiego rodzaju czarodzieje z nią współpracują. Jest to pocieszające, bo przywykłem, że niekoniecznie tak bywa. Zdaje się, że w owej kwestii znajdziemy wspólny język. To zdejmuje z ramion część ciężaru.
— Slytherin nauczył mnie, że w owych kwestiach należy bardzo się pilnować. — Mój dom był bezwzględny, moi przyjaciele również. Czasami sądzę, że to cud, iż nie próbowali czynić sobie ze mnie kozła ofiarnego. — I że to coś, co nie jest obojętne. Cieszę się, że dorosłość weryfikuje wiele tez, a środowisko naukowe pozostaje mimo wszystko dość otwarte. Proszę się nie martwić, nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia — uspokajam. Leczę każdego, rozmawiam z każdym. Nie dzielę czarodziejów. Nie dzielę ludzi… lecz to drugie pozostawiam już tylko i wyłącznie dla siebie, bo to, że jesteśmy zgodni co do kwestii magicznej społeczności, nie oznacza, że z taką samą łagodnością traktujemy mugoli. To już rzecz, o której czasami lepiej milczeć. — Dobrze, że mamy tę rozmowę za sobą i że wiemy, iż tu nie zaistnieje żaden konflikt — przyznaję wyraźnie ucieszony.
Promienie zachodzącego słońca barwią park na delikatny fiolet. Wyciągam rękę i czekam na odpowiedź.
— Pani Sanderson, jak więc będzie z pani słownością dzisiejszego wieczoru? — To może i najważniejsza, decydująca kwestia. Być albo nie być. I dla niej i dla mnie. Dla współpracy. Dla przyszłości.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
03-02-2026, 23:36
Chyba wyraźnie widać już, że ona sama skończyła Hogwart ponad dwadzieścia lat temu — zapominała powoli z jakimi uprzedzeniami kojarzył się poznany wtedy dom węża. Adam Sanderson był wychowankiem tego domu — reprezentował jednak głównie niezmierzoną ambicję i przede wszystkim — idealne przywództwo, za którym podążać chcieli ludzie o, jak pokazał czas, każdych poglądach. Sanderson przeczuwała, że jako czystokrwisty wychowanek tego domu, w młodości mógł również przejawiać obrzydliwą z jej perspektywy selekcję czarodziei o większym i mniejszym potencjale. Poznała go jednak gdy był już wyznawcą idei Grindelwalda — gdy odrzucił część kochanych przez konserwatystów założeń, którymi nasiąkać musiał przed laty.
O uprzedzeniach do niej samej w latach szkolnych przypomni sobie pewnie już jutro — przemierzając ponownie korytarze, sale zajęciowe, pokoje wspólne… to wszystko było jednak przystankiem na drodze do osobistego spełnienia. To mówiła sobie, kiedy ktoś na ulicy znowu nazwał ją Moirą Lupin.
Jutro pewnie usłyszy to tak licznie, by znowu poczuć część dawnej niechęci, część dawnych drażniących uczuć — kiedy czuła się lepsza, ale niewystarczająco doceniona.
Gdy dłoń Hatley’a spoczywa tak, by niemal posiadł w zasięgu jej (twardy) kark, czubkiem buta trąca jego łydkę. Ostrzegawczo? Być może. A może jedynie w powiewie zaczepnej wzajemności.
— Będziesz testował tak każdy milimetr mojej przestrzeni osobistej, Hatley? — dopytuje go z pewną dozą złośliwości, jednak nie wpływając na wzajemne ustawienie. Może powinno jej to odpowiadać i może nawet w przedziwny sposób właśnie tak jest – może byliby gotowi utknąć w symbiozie, w której czerpali przyjemność ze swojego towarzystwa. Nie przychodziło to naturalnie przy większości współpracowników – z nimi pracowało się niekiedy wyłącznie dlatego, by wzbogacić zespół o wiedzę i umiejętności, nie z jakiejkolwiek sympatii.
A przecież nie dało się ukryć, że Hatley wzbudzał sympatię. Przedziwną, gryzącą – jego zachowania były bezczelne i niekiedy pewnie zbyt arogancko-niedojrzałe. Sanderson lubiła bawić się z takimi mężczyznami (może i po prostu bawić takimi mężczyznami, ale Lysander wydawał się na to zbyt lotny), nawet jeżeli nie robiła tego od momentu zajścia w ciążę – bolejąc wtedy jedynie nad ograniczeniami płynącymi ze swojej kobiecej niedoli.
– Nie wiem czy jutro będziemy mieli okazję się spotkać, dzieli nas pewnie pokolenie… – mówi już spokojniej, już bez niepotrzebnego ożywienia w kontekście równości czarodziejów w jej zespole – sprawy niezwykle ważnej, niemal palącej. Teraz skupia uważne spojrzenie na rzemieślniku i uśmiecha się półgębkiem. – Ale to nie ja muszę spotykać potencjalne żmije ze swojego rocznika. Powodzenia jutro, baw się tam dobrze, wspomnij serdeczność Slytherinu… – widać, że drwi nieco, ale i tak porzucają już za sobą cały patos. Teraz zabawa. Wreszcie zabawa. – A dziś rozgrzejemy się przed Wielkim Balem – zaproponowała, podnosząc się z ławki z przedziwną gracją. – Dwie przecznice od głównego wyjścia z parku. A jak się znudzi… – otwiera ramiona - jak się znudzi, idziemy dalej... Prowadząc go w odpowiednim kierunku. Mogą iść pod rękę, mogą wypić kilka kolejek, obtańczyć trzy kluby – w każdym odpowiadając, poważnie kwiając głową, że tak – są po kolei – rodzeństwem (ojcowie bardzo się różnili, co zrobić, byli dla siebie tolerancyjni), matką i synem (spróbuje sprzedać syna jakiejś wystraszonej nastolatce, której nawet nie powinno być w tym klubie – przecież ona ledwo skończyła szkołę…), ojcem i córką (dochodząc już do tej granicy absurdu, w której zarówno oni sami pozostaną zbyt ubawieni, by darować światu tak nierealny scenariusz – jak i słuchacze pozostaną tak nagrzani by tego nie kwestionować). Sanderson stwierdzi, że przecież nie bawią się tak źle – że pewnie mogliby to powtórzyć.
Bo kac nie szkodził przecież magimedykom. Ci zawsze znajdą odpowiedni sposób na poradzenie sobie z opłakanymi skutkami zarwanej nocy i drobnego (sic!) pijaństwa.

2xzt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:18 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.