• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Sklep Madame Primpernelle
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:33

Sklep Madame Primpernelle
Do salonu kosmetycznego Madame Primpernelle prowadzi sam zapach - woń kwiatowych perfum, pudru i mydła, a im bliżej czarodziej znajdzie się lokalu nieopodal Dziurawego Kotła, tym więcej błyszczących drobin unoszących się w powietrzu dostrzega. Lokal należący do słynnej alchemiczki, specjalizującej się w tworzeniu magicznych kosmetyków, przyciąga uwagę fasadą w kolorze turkusu oraz ozdobnym szyldem zachęcającym do wejścia. Lustra w witrynach same obracają się w kierunku klientów, szepcząc im komplementy.
Po przekroczeniu progu uderza w klienta zapach jaśminu i wanilii. Wystrój jest bardzo elegancki i stylowy, dominują tu jasne, stonowane barwy, a meble wykonano z dębowego drewna, wypolerowanego na błysk. Można tu zaopatrzyć się w kremy, olejki i mazidła wszelkiego rodzaju na każdą niedoskonałość, a także upiększające kosmetyki do makijażu i akcesoria. Wszystko lśni, lecz nie przesadnie - tu luksus nie krzyczy, lecz do każdej czarownicy puszcza perskie oczko.
Madame Pirpernelle, zawsze nienagannie ubrana w eleganckie suknie, porusza się między klientami z gracją i wdziękiem godnym tancerki, gotowa profesjonalnie doradzić i dobrać kosmetyki do potrzeb i urody swoich klientów. Jej różdżka czasami kończy się złotym pędzlem, którym dokonuje na ich twarzach drobnych poprawek, prezentując działanie kosmetyków. Zaczarowane lustro zawsze zaś powie ci prawdę, lecz uczyni to z taktem i uprzejmością.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
09-12-2025, 20:07
| 25 kwietnia 1962

Zdecydowanie potrzebowałam takiego wyjścia. Oderwania się od rzeczywistości, spędzenia czasu gdzieś indziej niż jedynie w murach Burke Manor myśląc tylko o jednym. I chociaż towarzystwo Primrose było mi niezwykle miłe, tak potrzebowałam chwilowej zmiany środowiska. Innej kobiety, która nic nie wiedząc o moim stanie, ściągnęła by moje myśli w zupełnie inną stronę. Oczywiście nie mogłam pojawić się w rodzinnym domu, moja matka już wiedziała, tam z pewnością nie byłabym w stanie odpocząć. Jak na zawołanie pojawiła się sowa od Odielle z propozycją wspólnego spotkania się. Długo nie czekałam, od razu wzięłam ozdobną papeterię i odpisałam twierdząco na propozycję, sugerując dwudziesty piąty kwietnia, aby też trochę przyszykować się już pod kątem zlotu absolwentów w Hogwarcie.
Wybrałyśmy się wspólnie do salonu kosmetycznego, oddać się zabiegom upiększającym. Masaż ciała lub dłoni i stóp, na co która miała ochotę, maseczka na twarz, pachnące kadzidła. Nawet aż tak bardzo mi nie przeszkadzały, nie powodowały mdłości. Najwyraźniej był to zapach, który mi odpowiadał i był przez mój organizm tolerowany. I dobrze, z pewnością niezwykle bym musiała się natrudzić, aby przekonać pannę Ollivander, że nic mi nie jest. Tym bardziej, po moim nagłym zniknięciu podczas uroczystości moich urodzin. Odille też tam była, gdy ja nagle opuściłam salon. Nie wiem na ile goście zauważyli moje zniknięcie, jednak Primrose i jej matka, tym samym matka mojego męża, odpowiednio zajęły się gośćmi.
- Tego potrzebowałam - odetchnęłam zadowolona opuszczając salon i gładząc się po cudownie miękkiej i pachnącej skórze. - Miałam ostatnio tak spięte ciało, że przy czytaniu książek bolały mnie plecy i kark. Myślisz, że moja postawa przy siedzeniu jest nieodpowiednia, że tak odczuwam długie spędzanie czasu przed biurkiem? Uprzedzając, staram się co jakiś czas wstać i pochodzić… jak nie zapomnę - uśmiechnęłam się beztrosko. - Nie, to na pewno stres. Mam bardzo dużo na głowie.
Bałam się trochę chodzić sama po pokątnej. Ostatnio gdy tu byłam bardzo źle się poczułam i tylko dzięki uprzejmości pana Axela, pracownika mojego męża, bezpiecznie dotarłam do domu. Teraz nie byłam sama, była ze moją moja koleżanka, więc jeśli tylko zrobi mi się słabo, będę miała czas, aby odpowiednio wcześniej chwycić ją pod ramię i wesprzeć się opierając na niej delikatnie swój ciężar.
- Czujesz ten zapach? - Zapytałam, kiedy swoje kroki kierowałyśmy w stronę Dziurawego Kotła. - Coś bardzo, bardzo ładnie pachnie.
Przystanęłam. Zaczęłam rozglądać się, szukając miejsca skąd docierał taki ładny zapach. Miałam wrażenie, że czułam jaśmin i chyba wanilię, ale nie byłam w stu procentach pewna. Nosek mnie jednak nigdy nie zawiódł, jeśli gdzieś pachniało jaśminem, to byłam w stanie to wyczuć. Uwielbiałam ten zapach. Nie bez powodu kwiaty tej rośliny pojawiły się w posiadłości rodziny Burke podczas naszego ślubu z Xavierem. To był mój znak, moje wejście do tego domu i oznajmienie wszystkim, że staję się częścią tej rodziny.
W pewnym momencie mój wzrok padł na fasadę sklepu, w którego witrynach znajdowały się lustra. Obracały się one w kierunku osób przechodzących obok. Sama fasada była turkusowa, miała piękny ozdobny szyld i bardzo zachęciła mnie do wejścia do środka.
- Co ty na to, aby na koniec zrobić sobie jeszcze jedną przyjemność? Nowych perfum nigdy za wiele, prawda? - Radośnie klasnęłam w ręce i chwyciłam koleżankę pod ramię. - Nawet nie muszę daleko szukać pretekstu, zaraz zlot absolwentów, przyda mi się nowy zapach. Ah, właśnie. Wybierasz się? - Zapytałam, zerkając na nią.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
15-12-2025, 18:46
Wprawne dłonie bez trudu odnalazły każdy supeł mięśni, każde napięcie ukryte pod płaszczem jasnej skóry, teraz natartej wygładzającymi i nawilżającymi olejkami, pachnącymi wonią, którą Odille mogła określić jedynie jako sosny i śnieg. Czuła się rześko, czuła się dobrze; spowodowany długim masażem uśmiech błąkał się półprzytomnie na wargach, kiedy z powrotem przywdziewała suknię, pozwalając kasztanowi włosów opaść na plecy. Atrakcjom nie było jednak końca, bo w drugiej sali oczekiwał na nie kompleks fryzjerski, natychmiast przystępujący do pracy nad zwichrzonymi fryzurami błękitnokrwistych czarownic.
Ollivanderówna od dawna zazdrościła towarzyszce przepięknego koloru włosów. W puklach Vivienne zamknięto cały srebrzysty migot księżyca, wyłowiono gwiazdy ze skąpanego w nocnej poświecie nieboskłonu, by ozdobić nimi pojedyncze włókna; w odpowiednim świetle mieniły się również perłowym blaskiem, podobnym do bogatego stężenia eliksiru słodkiego snu. Pani Burke bez trudu mogłaby uchodzić za nimfę, natomiast Odille coraz częściej nosiła się z myślą, by poprosić ją o zapozowanie do obrazu: uwieczniłaby jej sylwetkę jako rusałkę, ewentualnie syrenę wodzącą na pokuszenie marynarzy ze zbliżającego się do stromych skał okrętu. Kto wie, czanim popołudnie dobiegnie końca, wreszcie zdecyduje się poruszyć z Viv ten temat?
- Może skrzat powinien ci o tym przypominać? - podjęła pogodnie wobec jej pytania, mając w pamięci, że kiedy ogarniał ją szał tworzenia, sama miała tendencję do zapominania o higienie pasji. Jak widać nie była w tym odosobniona. - Czyżby coś konkretnego naprzykrzało się twojemu harmonogramowi? - dodała, lecz tak naprawdę co tego nie robiło? Młodziutka Vivienne była świeżo po ślubie, trafiła do obcego domu, w którym musiała wypracować swoją pozycję, do tego dochodziło także poukładanie spraw z mężem. Coś, czego można było jej zazdrościć. Coś, czego Ollivanderówna z pewnością po cichu jej zazdrościła, zarazem uszczęśliwiona myślą, że nad głową panny Avery nie wisiała żadna klątwa. - Dla mojego ciała to także przyjemne odświeżenie - zgodziła się z młodszą czarownicą. - Chyba ci tego nie mówiłam, nie było zresztą czym się chwalić, ale niedawno dokuczała mi niedokrwistość, przez którą czułam się jak zmurszała kotwica, opadająca bezwładnie ku mułowi dna. A dzięki naszej wizycie tutaj już zapomniałam, jaką wtedy nosiłam w sobie niemoc - westchnęła zadowolona. Choroba na szczęście znalazła się w odwrocie, a Odille coraz więcej czasu spędzała na łapaniu przyjemności, zamiast dryfowaniu pomiędzy biegunami domu rodzinnego i sklepu, który znaleźć mogły kilka przecznic stąd. Vivienne także wyglądała na wypoczętą, więc wyjście można było zaliczyć do bardzo udanych.
Sowity i zdecydowanie zasłużony napiwek trafił do księgi rachunkowej przybytku, gdy obie kobiety czuły się już jak nowo narodzone. Widać to było po ich oczach, jarzących się od ulgi, kiedy drzwi salonu piękności zamknęły się za ich plecami, a leniwy zgiełk ulicy Pokątnej znów otoczył je bańką rzeczywistości. Relaksacja zdążyła uzbroić je w nowe dawki energii, więc zgodnie zdecydowały się skorzystać z dalszych zakupów, momentalnie uwiedzione nowym bodźcem, prowadzone jak na postronku przez połyskliwe drobiny wirujące w powietrzu, oraz atrakcyjną, charakterystyczną woń.
- Uznajmy, że wizyta w tym sklepie była nam pisana - rozgrzeszyła ich nową zachciankę i uśmiechnęła się szeroko, zaś temat Zlotu Absolwentów zbudził delikatny rumieniec na jej policzkach. - Naturalnie, nie mogłabym tego przegapić... Poza tym, cóż, będę z tobą szczera, Vivienne. Mam nadzieję kogoś tam spotkać - przyznała nieco ciszej, zaczesawszy za ucho kosmyk kasztanowych włosów, i tak oto trafiły do sklepu Madame Primpernelle.
Przepych był tu wysmakowany i nienachalny, bukiet zapachów tańczył ze zmysłami wręcz rozkosznie, zaś wzrok szybko pomknął do eleganckich flakonów widocznych na wystawkach. Niczym ćma ciągnąca do płomienia skierowała kroki ku cytrusowej ekspozycji, wodząc spojrzeniem po plakietkach przedstawiających nuty każdego specyfiku. Tylko co mogło przypaść do gustu Wulfrikowi Fawleyowi? Czy powinna poprosić zawiadowczynię interesu, by wskazała jej drogę do perfum pachnących martwą żoną? Odille zasznurowała wargi i natychmiast odepchnęła od siebie myśli o Millicent, o jej duchu wlokącym się za wdowcem jak żałobny tren. - Mam propozycję, Viv - zagadnęła towarzyszkę. - Wybierz coś dla mnie, cokolwiek uznasz za stosowne i pasujące, a ja zrewanżuję się wobec ciebie tym samym. Co ty na to? - zasugerowała, przełykając gorycz, zamienioną na kolejny krzywy uśmiech, dyskretnie ciągnący za jeden z kącików ust.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
01-01-2026, 13:32
Oczywiście, że coś konkretnego mi się naprzykrzało. Nie byłam jednak gotowa na to, aby dzielić się z innymi tą wiadomością. Pod moim sercem rozwijało się nowe życie, co sprawiało, że moje myśli nie były w stanie w pełni skupić się na pracy. A praca wymagała ode mnie skupienia. Analiza opasłych tomów, które otrzymałam od Xaviera zajmowała mi godziny długiej pracy, jeśli chciałam nauczyć się czegoś nowego, to musiałam w pełni się temu poświęcić. A raz po raz pojawiające się mdłości niestety mi w tym nie pomagały. Spojrzałam na koleżankę, uśmiechając się lekko.
- Pracuję ostatnio nad jednym artefaktem, którego badam - zaczęłam wyjaśnienie i nawet nie kłamałam. - Udało mi się rozszyfrować wszystkie runy złożone, mój mąż pomógł mi zinterpretować zaklęcie ochronne, którym ta rzecz jest zabezpieczona. Zostało mi jedynie ustalenie w jaki sposób to zaklęcie ściągnąć. Mąż stawia przede mną wyzwania, chociaż sam mógłby to pewnie zrobić bez większego problemu. Ale to dobrze, nauczę się czegoś nowego.
Lekko wzruszyłam ramionami, idąc dalej uliczką. Nie wiedziałam gdzie nas dzisiaj poniesie, dlatego z pełnym zainteresowaniem rozglądałam się po ulicy. Miałam całkiem dobry humor, masaż zdecydowanie był mi potrzebny i wiedziałam, że moje ciało odwdzięczy mi się za tę chwilę relaksu. Mięśnie barków przestaną być takie spięte, może głowa przestanie tak często boleć, rozluźnia się biodra. Spoważniałam dopiero, gdy usłyszałam słowa padające z ust panny Ollivander. Zerknęłam na nią, uważnie zlustrowałam jej lico lekko marszcząc brwi.
- Czy to coś poważnego? - Zapytałam, gdyż absolutnie nie znałam się na magomedycynie. - Cieszę się w takim razie, że i tobie ta chwila relaksu się przydała. Mam nadzieję, że ta niedokrwistość już cię opuściła?
Nie wiedziałam do końca co to jest, ani jakie to niesie konsekwencje, ale jeśli było tak jak mówiła Odi i czuła się tak okropnie, to nie było to nic przyjemnego. Z pewnością była to okropna choroba, której należało się strzec. Mam nadzieję, że nie zaraźliwa, a moja koleżanka była już zdrowa. Musiałam teraz myśleć nie tylko za siebie, ale i potomstwo mojego męża, które rozwijało się w moim łonie.
- Oh - wydobyło się tylko z moich ust, gdy stojąc przed sklepem z perfumami, koleżanka wyjawiła mi nieśmiałą tajemnicę. - A czy można wiedzieć kogo?
Nie ukrywałam zainteresowania na twarzy. Nie spodziewałam się, że dzisiaj do mych uszu dotrą jakieś ciekawe ploteczki, chociaż w sumie było to do przewidzenia, gdy spotykały się ze sobą dwie kobiety, prawda? Weszłyśmy do sklepu i uderzył w nas cudowny zapach. Nie wiedziałam gdzie posiać wzrok, próbowałam objąć cały sklep, a cudowne wzory flakoników przyciągały moją uwagę. Jakże miałam się na coś zdecydować, gdy wybór był aż tak ogromny? Bukiet zapachów interesujący, ciekawy, niebanalny. I wyobrazić sobie tylko, że każdy z tych pojemników skrywał w sobie inną nutę.
- O! Co za cudowny pomysł! - Podchwyciłam od razu.
Zaczęłam przechadzać się po pomieszczeniu, ekspedientka obserwowała nas uważnie, ale nie śmiała nam przeszkodzić. Jedynie stała z boku gotowa, aby nam pomóc w chwili zwątpienia, pokierować w odpowiednie miejsce salonu, lub odpowiednio przyszykować wybrane perfumy. Nie do końca wiedziałam od czego zacząć, z zastanowieniem na twarzy zaczęłam szukać miejsca od którego powinnam zacząć.
- Proszę mi powiedzieć - zwróciłam się do ekspedientki - gdzie znajdę perfumy, z nutą drzewną. Może być cedr, albo drzewo sandałowe?
Stwierdziłam, że to dobry trop, aby zacząć. W końcu Odille była Ollivanderówną, oni od pokoleń zajmowali się wytwórstwem różdżek, więc i pracą w drewnie. A sama Odi była rzeźbiarką, musiała więc lubić zapachy drzewne. Kontrolnie zerknęłam w stronę koleżanki sprawdzając, czy da mi znak, czy to dobry trop.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Odille Ollivander
Czarodzieje
And if you'd never come for me, I might've drowned in the melancholy.
Wiek
26
Zawód
projektantka różdżek, artystka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
13
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
18-01-2026, 21:54
Opowieść na temat artefaktu brzmiała intrygująco, dlatego Odille chętnie nadstawiła ucha. Imponowało jej, że Vivienne w młodym wieku zajmowała się sprawami tak złożonymi, niekoniecznie jasnymi dla wielu znacznie starszych czarodziejów, a posiadająca wsparcie w bardziej doświadczonym mężu mogła piąć się na nowe wyżyny, wcześniej oscylujące gdzieś w okolicy abstrakcyjnych obłoków. Dawna lady Avery trafiła pod dobre skrzydła, pozwalające jej się rozwijać, a nie zawsze było to oczywistym następstwem małżeństwa. W ich świecie, mimo postępu i względnego równouprawnienia, nie brakowało mężczyzn widzących swoje partnerki w rolach matek i pań domu, nie naukowczyń, i szczerze mówiąc obawiała się, w jakiej pozycji znajdzie się Viv po ślubie. Xavier Burke udowodnił na szczęście, że nie miała powodów do owych obaw.
- Wygląda na to, że stanowicie zgrany duet - skomentowała Odille z cieniem zrelaksowanego uśmiechu ciągnącym za kąciki ust. Niewiele mogła powiedzieć o czarodzieju, z którym związała się towarzyszka, lecz jeśli wierzyć opowieściom, zaskakiwał swoją otwartością i szacunkiem względem młodej żony, a to zawsze dużo mówiło na temat męskich charakterów. Ollivanderówna nie miała wątpliwości, że gdyby wyszła za Flaviusa, zachowałby się wobec niej tak samo. Byliby razem przeciw światu, opiekowałby się nią, poważał, spełniał skryte marzenia. Stworzyliby rodzinę, na starość spoglądając na bawiące się przy kominku wnuczęta... W swojej wyobraźni stworzyła scenariusz, który nigdy się nie ziści, a miał za zadanie chyba tylko dźgać serce, które pierwszy raz przez niego doświadczyło prawdziwej żałoby w dorosłym życiu. Gdyby nie ona, Flavius mógłby doczekać takiej przyszłości u boku innej kobiety, ale jego niemądre serce otworzyło się na nią, przeklętą, przynoszącą nieszczęście. Chwilę wspólnej czułości opłacił swoim życiem.
- Nieleczone - tak, ale na szczęście Moira Sanderson szybko odgadła, co mi dolega, a to pozwoliło na dobranie odpowiedniej kuracji. Szczerze ci ją polecam - opowiedziała, wdzięczna za troskę wykazywaną przez Vivienne. Tym ważniejszą, że jasnowłosa była teraz przy nadziei, o czym Odille jeszcze nie wiedziała. Kolejna kwestia skutecznie odwróciła jednak uwagę od zdrowia i mimo że próbowała nad tym zapanować, policzki i tak musnął rumieniec, a żołądek skręcił się na myśl o Wulfriku. Zapewne robiła sobie więcej nadziei, niż powinna, lecz myśl o tym, że mogliby spotkać się podczas Zjazdu i razem nostalgicznie wędrować korytarzami przeszłości, patrząc na siebie tak intensywnie, jak w jego gabinecie, och, to niemal popieliło ją od środka. - Wolałabym jeszcze zachować to dla siebie - westchnęła skrycie i poprawiła kosmyk włosów, zakładając go za ucho. Bogowie, czuła się prawie jak zadurzona nastolatka, którą była, odkąd pierwszy raz zobaczyła Fawleya w Chelmsford. - Ale on jest... Przede wszystkim dobrym człowiekiem, Viv. Ciepłym, zabawnym, mądrym. I pogrążonym w żałobie po zmarłej żonie, więc moje szanse i tak prezentują się skromnie - pokręciła głową, krzywiąc się pod nosem. Millicent rzuciła cień na swojego męża, truła go zza grobu, niwecząc każdą fantazję, którą w swojej głowie mogła uwić Odille.
W sklepie uwaga rozproszyła się na gablotki i eleganckie aranżacje równie eleganckich buteleczek, po których wodziła wzrokiem, chłonąc wypisane na plakietkach informacje o każdym specyfiku. Kątem oka co jakiś czas powracała do Vivienne, zastanawiając się, co dobrać dla kogoś tak złożonego. Podczas gdy Burke zasięgała pomocy sprzedawczyni, ona samodzielnie sprawdzała zapachy na przeznaczonych do tego listkach, by w końcu po dość długim rekonesansie wrócić do towarzyszki z uśmiechem na ustach i eleganckim flakonem w dłoni. Błękitne szkło oplatał wzór srebrny abstrakcyjny wzór, natomiast całość lekko opalizowała pod wpływem gry światła.
- Co powiesz na to? Serce to konwalia, jaśmin i geranium - zaproponowała, kropiąc specyfikiem świeży listek i podając go jasnowłosej czarownicy. - A nuty głowy zawierają bergamotkę, imbir i miętę. Moim zdaniem brzmi bardzo świeżo i soczyście, a przy tym odrobinę zmysłowo - jej uśmiech nabrał odrobiny przebiegłości, jakby miała na myśli, że może okaże się to przyjemnością nie tyle dla samej Vivienne, co także dla Xaviera.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
03-02-2026, 21:37
I ja się tego obawiałam. Zostania tylko żoną, tylko matką. Jednak Xavier okazał się cudownym, wspierającym mężem, który umożliwił mi dalszy rozwój. Mogłam być tą naukowczynią, zajmować się swoimi badaniami, a nie tylko siedzieć na popołudniowych herbatkach bez żadnego celu w życiu. Odille chyba nawet nie zdawała sobie sprawy z tego ile nas to kosztowało, mnie i Xaviera, aby dojść do porozumienia. Mi aby zaakceptować zmianę, a także zaufać mu w tym, że nie zabroni mi życia. Bo to było moje życie. Inaczej bym chyba umarła.
- Tak - westchnęłam lekko. - Dobrze trafiłam.
Obie wiedziałyśmy, że Xavier nie wybrał mnie dlatego, że chciał tylko dlatego, że mu kazano. Z początku nasza relacja była ciężka, pełna obaw, ale im dłużej się znaliśmy, tym łatwiej było nam się porozumieć. Ustalić nasze własne reguły gry. Trafiłam pod dobre skrzydła, lepiej niż niejedna inna panna. Nie miałam na co narzekać, naprawdę.
Nie wiedziałam co krążyło po głowie mojej koleżanki, ani jakie przeciwności losu świat jej ułożył pod nogi. Nie byłam świadoma bólu, który doświadczała i że jej serce należało do człowieka, do którego nie powinno. Nieświadoma mogłam mówić radośnie o swoim życiu, opowiadać o moim mężu i chwalić się tym jak dobrze mi było u jego boku. Mogłam sprawić jej ból, albo przypomnieć chwile, które już się nigdy nie przydarzą. Gdybym wiedziała, mogłabym zachować się bardziej taktownie. Na szczęście zaraz zmieniłyśmy temat, panna Ollivander zaczęła opowiadać mi o swojej chorobie, na co lekko pokiwałam głową.
- Dobrze wiedzieć - przytaknęłam. - Będę o niej pamiętać.
Chociaż tak naprawdę nie miałam wpływu na to kto mnie będzie leczyć. Rodzina Burke miała własną prywatną uzdrowicielkę i nawet nie było mowy o tym, aby był to ktoś inny. Xavier od razu zwrócił się do niej z prośbą o pomoc i jestem niemal przekonana, że gdybym zaproponowała kogoś innego, to mógłby się nie zgodzić. Chyba niezbyt ufał innym uzdrowicielom.
- Widzę ten rumieniec - pisnęłam rozbawiona zachowaniem koleżanki, tym jak zaczesała włosy za ucho wzdychając na samo wspomnienie o mężczyźnie. - Oh, w takim razie nie mogę się już doczekać aż będę mogła go poznać. Oj i nie mów tak, z pewnością znajdzie się w jego sercu miejsce dla ciebie. Żałoba nie trwa wiecznie.
Wiedziałam co mówię. Mój mąż też przecież stracił żonę, a jednak żyło nam się wspólnie bardzo dobrze. Nie tylko się dogadywaliśmy, ale byliśmy dla siebie mężem i żoną dokładnie tak, jak to sobie obiecaliśmy. Z każdym dniem było coraz lepiej. W moim sercu już od dawna tlił się ogień, który z czasem coraz bardziej się powiększał. Nie do końca wiedziałam co to za uczucie, ale było ono dobre. Przyjdzie czas gdy obejmie mnie całą i sięgnie także po niego.
Zajęłyśmy się szukaniem perfum dla siebie nawzajem, kiedy ja sięgnęłam po pomoc sprzedawczyni to moja koleżanka krążyła po sklepie sama szukając dla mnie czegoś odpowiedniego. Gdy wróciła, to i w mojej dłoni znajdował się już odpowiedni flakonik. Był trochę inny niż to co Odille znalazła. To co ja trzymałam to był flakonik o ciemno zielonym szkle, a na szkle delikatnie widoczny złoty wzór. Był równie elegancki. Sięgnęłam po listek, gdy panna Ollivander skropiła go perfumami, przyłożyłam do nosa robiąc delikatny wdech. Przyjemny zapach wypełnił moje nozdrza. Uśmiechnęłam się dając znać, że mi się podoba.
- Pachnie cudownie - potwierdziłam, gdyby Odille nie zrozumiała mojego spojrzenia. - Zmysłowo mówisz? - Uniosłam jedną brew ku górze w rozbawieniu. - Może powinnam sprawdzić? Ale… teraz ty spróbuj.
Sięgnęłam po listek i prysnąłem go tymi perfumami, które ja dla niej wybrałam. Podałam jej papierek zdecydowanie zadowolona ze swojego wyboru.
- Bazą jest drzewo sandałowe, nuty głowy to frezja, pieprzy i jabłko, a serca fiołek i jaśmin. Mam nadzieję, że niezbyt mocne? Wydaje mi się, że te kwiatowe motywy dość mocno równoważą. Co o tym myślisz? - Zerknęłam na nią przechylając lekko głowę z zaciekawieniem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:17 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.