• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Suffolk, Dunwich, Przeklęta Warownia > Gabinet Mitcha
Gabinet Mitcha
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-08-2025, 20:43

Gabinet Mitcha
Pracownia znajduje się na strychu Warowni. Znajduje się w niej duże biurko, po którym walają zapisane kartki z projektami i wyliczeniami. Na ścianie naprzeciwko okna wisi tablica korkowa z przyczepionymi dużymi arkuszami, a obok niej tablica kredowa, na której przeważnie widnieją różnego rodzaju wyliczenia i wzory. W pomieszczeniu znajduje się też mała, stara kanapa, a na podłodze rozwinięty jest dużych rozmiarów dywan. W pracowni rzadko panuje porządek, a częściej coś co właściciel lubi nazywać kontrolowanym chaosem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
10-02-2026, 18:08
Starałem się zrozumieć; próbowałem pojąć, skąd wezbrała w nim równie wielka niepewność oraz zwątpienie we własne możliwości, wszak akt, którego się dopuścił, winien rozbudzić apetyt i ogromne pokłady siły, jakie z pewnością w nim drzemały. Nigdy nie widziałem w nim jednostki słabej, osoby niezdolnej do czynów istotnych dla poprawy renomy nazwiska czy szeroko rozumianego politycznego półświatka. Pragnąłem wierzyć, że nikt nie zawierzył lojalności Czarnemu Panu w imię tchórzostwa, a szczególnie mi najbliżsi, bowiem nie odpowiadaliśmy jedynie przed własnym ja, lecz przed sobą wzajemnie, przed ciężarem krwi i historii, której nie dało się zmyć banalnym usprawiedliwieniem. I zapewne właśnie ta wiara, naiwna, choć konsekwentna, zaprowadziła mnie do momentu, w którym otworzyłem drzwi przed każdym, kto gotów był budować fundamenty oraz dbać o odbudowę potęgi rodziny, zamiast ciągnąć ją w dół własną miałkością.
Mitchell był jedną z tych osób; oddanych i ambitnych, jednocześnie kompletnie odbiegających od niedalekich przodków, których wspomnienie winno było zostać pogrzebane wraz z ich błędami. Idea plewienia chwastów zapewne brzmiała równie brutalnie, co absurdalnie, jednak dla podobnych moich rodzicieli czy jego ojca nie było wśród nas miejsca; byli niczym skaza i dowód na to, że krew sama w sobie nie gwarantowała wartości. Nie byli godni dalej jej reprezentować, a skoro nie mogliśmy pozbawić ich miana, które nosili, jedynym rozsądnym rozwiązaniem było pozbawienie ich wpływu – raz na zawsze, zanim zdołaliby popełnić kolejne głupstwa i pociągnąć za sobą wszystko to, co z takim wielkim trudem i poświęceniem próbowaliśmy wynieść z ruin.
-Pomyśl o tym co wtedy czułeś- odparłem z lekkim uśmiechem, który zatańczył w kąciku ust. -Ekscytację czy obrzydzenie? Pragnienie zadania kolejnych ran czy przenikliwy strach?- przechyliłem głowę w rzekomym zastanowieniu, choć odpowiedź znałem; nawet jeśli wzbraniał się przed nią, czując, że towarzyszące mu wtem emocje były zgoła złe – niemal chore.Lecz kim oni byli, by wytyczać nam ścieżki? By rozstrzygać, co naprawdę było dobrem, a co złem? Cel uświęcał środki; tylko wygrana mogła zapewnić nam drogę ku odzyskaniu człowieczeństwa.
Westchnąłem cicho pod nosem, po czym zacisnąłem rękę na jego ramieniu. -Nie obwiniaj się, umiejętność przyznania się do słabości to przejaw siły, być może nawet większej niżeli tej drzemiącej w magii- stwierdziłem zgodnie z własnym podejściem. Wychodziłem z założenia, że pycha zwykle kroczyła przed upadkiem, czego przykładów nie musieliśmy daleko szukać. Nieważnym było jak wielką mocą władał czarodziej, kiedy jego mniemanie zduszało wszelkie popełnione błędy, bowiem najczęściej to właśnie na kolejnym, niemal identycznych, tracił swą przewagę, a niekiedy nawet życie. -Zaklęcia z dziedziny transmutacji i uroków wciąż sprawiają mi duży kłopot. Czy to znaczy, że jestem słaby? Że od ciebie odstaję? Nie zasługuję na lojalność i oddanie?- uniosłem pytająco brew. Nie oczekiwałem odpowiedzi, znałem je; zależało mi jedynie, aby uzmysłowić mu pętlę absurdu, w której najpewniej zastygł na skutek ostatnich trudów. -Czarna magia jest domeną potęgi, ale prawdziwa siła nie drzemie w inkantacji, lecz nas samych. Jestem przekonany, że wielokrotnie spryt i ambicja zwyciężyły nad wprawną różdżką- wygiąłem wargi w kąśliwym uśmiechu. -Czy tego chcesz czy nie, jesteś nam potrzebny, więc weź się w garść i odpuść sobie- dodałem, po czym przyjacielsko poklepałem go po plecach.
Nachyliwszy się nad manuskryptem chwyciłem pełne szkło i upiłem z niego łyk ognistej. Tlący się zaś w dłoni papieros odrzuciłem do metalowej popielnicy i wbiłem spojrzenie w rozrysowane schematy. Trudno było udzielić precyzyjnej odpowiedzi. -Dwa może trzy dni, jeśli magia ma się ustabilizować na tyle, aby było bezpiecznie- zawyrokowałem, acz były to jedynie szacunki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
10-02-2026, 20:20
Plewienie chwastów, brzmiało to jednocześnie brutalnie jak i koniecznie. Jeśli coś zatruwało ogród zwany rodziną, było naturalną koleją rzeczy, że należało się tego pozbyć, nie ważne w jaki sposób. W ich przypadku było to dosłowne pozbywanie się problemu i wielu mogłoby ich oceniać za te poczynania, ale oni wiedzieli, że postąpili słusznie. On doskonale zdawał sobie z tego sprawę, wiedział, że to co zrobił miało się jedynie przysłużyć innym, bo ojciec nigdy nie wniósł i nie miał wnieść nic wartościowego do nazwiska Macnair. Może kiedyś było inaczej, kiedy żyła jego matka, ale to nie miało znaczenia. To było dawno, tak dawno, że nikt już tak naprawdę nie pamiętał. Ważne było to co teraz, a nie było tego wiele. Nie od dzisiaj było wiadomo, że jednym z głównych celów pana domu było przywrócenie nazwisku Macnair należytego szacunku i posłuchu. Może nigdy nie mieli pojawić się na kartach skorowidzu, ale należał im się szacunek i odpowiednie miejsce na arenie społeczeństwa. Byli tego coraz bliżej, a Mitch zdecydowanie chciał do tego dołożyć swoją cegiełkę i wydawało mu się, że całkiem nieźlu mu to nawet idzie.
Droga, którą objął nie miała być prosta, a tym bardziej usłana różami, wiedział o tym doskonale kiedy podejmował decyzję by nia podążać. Doskonale wiedział dlaczego podążał za NIM. Wierzył w to, że coś zmieni, że nie są to tylko puste słowa, że nadejdą prawdziwe, namacalne zmiany, a tych właśnie chciał. Być może to był właśnie cel, który uświęcał środki. Nie bał się tej decyzji, nie kierował nim strach nawet przez moment, a wiara i chęć działania, bo taki już był. I wierzył, że podjął dobrą decyzję.
Uniósł na niego spojrzenie. Tych pytań się nie spodziewał. Oczywiście, sam teraz mówił o swoich odczuciach, ale mimo wszystko nie podejrzewał, że Drew może go o nie spytać wprost. Co wtedy czuł? Odpowiedź była prosta, żądze mordu, ekscytacje i chęć zadawania kolejnych ciosów. Może i Drew znał odpowiedzi, zanim on sam je sobie uzmysłowił, wcale by go to nie zdziwiło. Jego samego jednak zaskoczyło jak szybko doszedł do tych wniosków. Czując silny uścisk na ramieniu, uniósł brew ku górze. Nigdy nie postrzegał tego w ten sposób. Uczony od małego, że okazywanie słabości równało się z karą, bolesną i cielesną, opanował do perfekcji jej ukrywanie, jednocześnie jednak wypracował w sobie pewnego rodzaju obrzydzenie do samego siebie kiedy uświadomił sobie, że może być lub jest słaby. Nikt jednak nie powiedział mu, że słabość, a zwłaszcza przyznanie się do niej może być postrzegane jako siła. Nie mieściło mu się to w głowie. A teraz on mówił to tonem jakby to była oczywista oczywistość, jednocześnie przewracając jego światopogląd do góry nogami. Może i miał racje, ale nie znaczyło to, że powinien okazywać tą słabość często. Raz to było i tak dla niego zdecydowanie za dużo. Ale jakoś mimo wszystko zrobiło mu się lżej, może nie całkowicie, ale jednak.
- Nie, oczywiście, że nie. - mimo wszystko odpowiedział na jego retoryczne pytanie.
Nigdy nie postrzegał kuzyna jako kogoś słabego i nigdy nie miał zamiaru go tak postrzegać. Był filarem tej rodziny, spoiwem, które zebrało ich wszystkich w tym miejscu i było właśnie świadectwem jego siły. Przez moment patrzył na niego w milczeniu, trawiąc zasłyszane słowa. Dopiero po chwili dotarł do niego ich sens. To, że nie potrafił posługiwać się czarną magią wcale nie czyniło go gorszym, bo mimo wszystko, tak jak sam powiedział przed chwilą, miał inne wartościowe cechy i umiejętności, którymi mógł się pochwalić. Skinął lekko głową, odpowiadając mu lekkim uśmiechem. Zapętlił się tak bardzo we własnych myślach, poczuciu beznadziei i bezsilności, że zapomniał o wszystkim dookoła.
- Postaram się. - zapewnił i jednocześnie obiecał kiwając lekko głową.
Wiedział, że nie będzie to łatwe, ale jednocześnie był pewny tego, że się nie podda. Ta obezwładniająca go beznadzieja zaczynała mu ciążyć, męczyć zarówno psychicznie jak i fizycznie, jakby powoli wyniszczała. Miał dość, ale jednocześnie nie wiedział za bardzo jak sobie z tym poradzić. Teraz pojawiło się światełko tak gdzie wcześniej była tylko ciemność. Jeszcze słabe, ledwo widoczne, ale on je dostrzegał i miał zamiar za nim podążać.
- Dwa, trzy dni to termin jak najbardziej akceptowalny. - pokiwał lekko głową zaciągając się ponownie papierosem i sięgając po jedną z zapisanych kartek - W takim razie które runy twoim zdaniem powinienem użyć w tym całym procesie? - uniósł brew ku górze podsuwając mu stronę.
Ta rozmowa dobrze mu zrobiła, chociaż w ogóle nie planował jej przeprowadzić. W tym momencie jednak chciał się skupić na sednie problemu, dla którego go tutaj w ogóle zaprosił.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 16:49 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.