Jesteśmy kompletnie inni. Widziałem cię na korytarzach otoczoną wianuszkiem innych osób; uśmiechniętą, pewną siebie, zaradną, zawsze zadbaną i dobrze ubraną. Zaś ja? Spójrz na mnie Loretto, nawet mnie z tej szkoły nie pamiętasz.
-Ryzyko nie jest dla wszystkich, a niewiadoma zwykle się z nim wiąże- wyjaśniłem pokrótce swój tok myślenia. -Czasem brak odpowiedzi, też jest jakąś odpowiedzią- powtórzyłem jego słowa pozwalając sobie na lekki uśmiech, który zamajaczył w kąciku ust.
Trawiło mnie zbyt wiele obaw; odwaga była tylko pozorem, zwykle wywołanym środkami, po które tym razem jeszcze nie zdążyłem sięgnąć. A jednak już czułem w powietrzu dym palonych liści dymorośli - tak cudownie poprawiających nastrój, tak niezawodnie rozluźniających… i wszystko na nic. Wzdrygnąłem się, słysząc kobiecy krzyk. Czy wizje mogły być aż tak realne? Musiałem się upewnić.
-Teraz ty powiedz mi szczerze. Widać po mnie?- wskazałem swoje tęczówki, które chyba – póki co – jako jedyne mogły być dowodem zażycia czegoś więcej, jak rakiji wuja Vladislava.
Jakbym bał się, że jeśli tego nie zrobię, zaraz zniknie - rozpłynie się jak każdy inny moment, który próbowałem zatrzymać. Nie chciałem, żeby to się kończyło, bo po raz pierwszy od bardzo dawna nie czułem tej pustki, która zwykle wracała szybciej niż cokolwiek innego.
zakończone
| ✔
Riven, Loretta, Igor, Augustus | Złoty dzban | 20.04
Kolejno: 2, 3, 4, 5
Pamiętam jedynie błysk gniewu i to nagłe poczucie, że ktoś przekroczył granicę, której przekraczać nie wolno zupełnie nikomu. Bez względu wiek, ciężkość sakwy czy stan upojenia. Dopiero potem dotarło do mnie, że w tej obronie sam stałem się kimś, kogo zwykle bym potępił - i to chyba przerażało najbardziej.
2,
3,
4,
5
Pozostało mi jedynie lekko wzruszyć ramionami na jej słowa, a temu gestowi było daleko do lekceważenia - po prostu nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Nigdy nie miałem partnerki, nie chodziłem na randki, nie czułem nawet zauroczenia, o miłości nie wspominając, dlatego trudno było mi ubrać w słowa coś, czego właściwie nie znałem.
2 , 3 , 4 , 5
Wystarczyła ledwie chwila nieuwagi – choć nieśmiało zrzuciłbym to na karb rosnącego napięcia – i wylądowała wprost w moich ramionach. Czar wcale nie prysnął, choć cienka granica przypadkowo została przekroczona, przynosząc swego rodzaju otrzeźwienie. W pierwszym momencie chwyciłem ją nieco mocniej i dopiero, kiedy upewniłem się, że nic poważnego się nie stało, odsunąłem ledwie o krok.