Podświadomie naprawdę chciałem, aby zderzyła się z tym widokiem - roześmianego dziecka unoszącego się nad mężczyzną leżącym przy brzegu, jakby przez krótką chwilę naprawdę potrafiło latać. Trzymał je wysoko na dłoniach, a promienie słońca padały na krótkie, kruczoczarne loczki i migoczącą taflę jeziora. Wyglądała na szczęśliwą, on także.
-Już zawsze będziesz mieć krew na rękach- odparłem spokojnie i wymownie uniosłem whiskaczówkę. -Pozostaje pytanie czy potraktujesz to jako powód do toastu, czy jednak dalszego pogrążania się w echu dokonanych wyborów- zamilkłem na moment pragnąc dać mu przestrzeń do krótkiego namysłu.
-No i co mam niby napisać?- wtrąciłem. -Antonia tu była? Czy może nasze inicjały w serduszku?- zaśmiałem się pod nosem sięgając po orzechowe drewno – jakbym naprawdę był gotów to uczynić.
-Ostrożni, ale przede wszystkim konsekwentni- dodałem zerkając na nią z ukosa, gdy minęliśmy progi Przeklętej Warowni. Czas na wątpliwości dobiegł końca. Na złudzenia i nadzieję względem sprawy z przegranej również.
Skalne przejście uchyliło rąbka tajemnicy i w samym sercu okrągłej komnaty, na niewielkim wniesieniu, naszym oczom ukazała się podłużna, kamienna figurka. Złożone wzdłuż korpusu ramiona przylegały nienaturalnie ciasno do ciała, jakby wyrzeźbiono je w chwili, gdy coś próbowało wyrwać się na zewnątrz – i nie zdołało. Jej twarz była wygładzona i pozbawiona rys, a jednak nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że patrzała wprost na nas. Kamień był spękany, przecięty drobnymi żyłami ciemniejszego minerału, które układały się w kształty przypominające rozchylone w niemym krzyku usta. Dziewięć drobnych pęknięć biegło wzdłuż jej torsu, każde inne, każde jakby zastygłe w innym wyrazie - szeptu, bólu, błagania.
2, 3, 4, 5
-Leach ma swoje pięć minut- szepnąłem na ucho Lucindzie, gdy wspólnie przekraczaliśmy progi Wielkiej Sali. -Pewnie pomiędzy zalotnymi uśmiechami do tej francuskiej delegatki rozprawiał się nad tym, na jak fantastyczny pomysł wpadło Ministerstwo Magii pod jego rządami- wygiąłem wargi w kpiącym wyrazie.