• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Dolina Dunlewey (Donegal)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-08-2025, 20:53

Dolina Dunlewey
Na północnym zachodzie Donegalu, otoczona górami Errigal i Muckish, leży Dolina Dunlewey – spokojna i melancholijna kraina, w której jezioro lśni jak obsydian. Na jego brzegu stoi opuszczony kościół, którego kamienne mury porasta mech, a okna pozbawione są szyb. Legendy mówią, że dolinę nawiedzają duchy przodków, a nocą słychać tu pieśni w języku, którego nikt już nie rozumie. Woda jeziora jest tak ciemna, że wydaje się bez dna, a jej powierzchnia drży przy każdym podmuchu wiatru. Miejsce to wydaje się oderwane od reszty świata – każdy krok w Dunlewey jest jak wejście w czyjś sen.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
Wczoraj, 16:24
4 kwietnia '62

Czasami zadziwiała ją ludzka złośliwość. Sama nie określiłaby siebie tym mianem. Była pragmatyczna - owszem. Wybierała rozwiązania dalekie od moralnych, ale zwykle stał za nimi konkretny powód, podszyty równie konkretnymi emocjami. Nie była aż tak zepsuta, by fundować piekło tym, którzy sobie na nie nie zasłużyli. A może była - tylko łatwiej było naklejać na siebie inne etykiety. Łatwiej zawsze znaleźć uzasadnienie. Łatwiej wmówić sobie, że zemsta ma sens. Ludzie, którzy trafiali do niej po odpowiednie przekleństwo, nigdy nie przychodzili bez motywacji. Na początku bywali niepewni, wycofani, unikający jasnych deklaracji. Nie mówili wprost o intencjach, jakby samo ich nazwanie miało nadać im ciężar. Wystarczyło jednak nacisnąć we właściwym miejscu rozmowy, zadać jedno pytanie za dużo i otwierali się niemal automatycznie. Wylewali żal, rozgoryczenie, złość. A powód znajdował się sam.
Czasem chodziło o klątwę na miejsce - gdy porzucona kochanka nie chciała, by jej niewierny wybranek budował szczęście gdzie indziej. Czasem o przekleństwo rzucone na przedmiot, gdy rozczarowany spadkiem arystokrata wolał, by nikt więcej nie mógł z niego skorzystać. Innym razem celem był konkretny człowiek - by nie zaznał spokoju, by jego życie wypełniło się trudem i cierpieniem. Każdy nosił w sobie wystarczająco dużo nikczemności, by zgotować drugiemu taki los. O tym już zdążyła się przekonać. I właściwie powód przestał robić dla niej różnicę. Praca była pracą. Galeony - galeonami. A ludzie, jeśli nie u niej to znaleźliby to gdzie indziej. Ktoś inny by im to dał. W tym wszystkim nie widziała utraty własnego człowieczeństwa. Widziała jedynie transakcję.
Więc gdy list od kolejnej czarownicy zawitał na jej parapet, wcale nie była zaskoczona. Lakoniczne informacje, kilka ostrożnych sformułowań i wyraźna potrzeba umiejętności zakańczania konfliktów. Antonia doskonale wiedziała, o jakie umiejętności chodzi.
Spotkały się w mokrym i zimnym parku. Rozpoznać czarownicę nie było trudno - stała niczym przyłapana na czymś, czego jeszcze nie zrobiła, przebierając niepewnie nogami i oglądając się przez ramię, jakby już żałowała, że tu przyszła. Takich ludzi nie lubiła. Niby decydują się na coś, niby szukają pomocy osoby trzeciej, a gdy przychodzi moment nazwania rzeczy po imieniu, zaczynają drżeć nad własną decyzją. - Usiądźmy - zawyrokowała, wskazując dłonią ławkę. Zamieniła się w słuch.
Kobieta - uzdrowicielka, wielka marzycielka, wybitna specjalistka. A jednak udręczona. Przez własne demony i przez demony systemu, który potrafił być cichy, ale konsekwentny w podcinaniu skrzydeł. Czuła, że wszystkie działania, których się podjęła, były umniejszane, że jej osiągnięcia stawały się przypisem do cudzych nazwisk. Jako ofiara nie mogła oczekiwać, że nadejdzie dzień, w którym będzie traktowana na równi - ani przez męża, ani przez profesorów, którym z widocznym trudem przychodziło akceptowanie jej obecności w naukowym świecie. Antonia potrafiła zrozumieć tę część kobiecej natury, która rodziła się z poczucia głębokiej niesprawiedliwości. Ten świat dla płci pięknej nie był łaskawy. Nigdy nie był. Wiele kobiet mogło czuć się właśnie w ten sposób - przygaszone, podważane, wciąż zmuszane do udowadniania własnej wartości. A jednak w jej myślach pojawiła się rysa. Czy to wszystko rzeczywiście spadało na tę kobietę? Czy może była ubrana w paranoję tak idealnie skrojoną, że na pierwszy rzut oka wyglądała jak racjonalny gniew? Antonia patrzyła na nią uważnie. Bo między krzywdą a wyobrażeniem krzywdy bywała cienka, niemal niewidoczna granica.
- Więc czego pani oczekuje? - zapytała w końcu, karcąc się w myślach, że nie powinna debatować nad powodem, bo ten przecież nie powinien jej obchodzić. I wtedy kobieta na nowo rozbłysła swoim żalem. Chciała od Antonii, by przeklęła pióro należące do głównego profesora - tego, który najczęściej podważał jej zdania, który zbywał jej pomysły lub przypisywał zespołowi to, co należało wyłącznie do niej. Wychodziła z założenia, że bez jego wpływu na pewno udałoby się jej przekonać innych profesorów do swojej racji, że mogłaby wyraźniej zaznaczyć swoją obecność w świecie nauki. - A jaki ma to być rodzaj przekleństwa? - zapytała, gdy kobieta sięgnęła do kieszeni płaszcza i wyciągnęła ukradzione pióro, na którym widniały inicjały A.P. To pytanie zawsze było dla ludzi najtrudniejsze, bo właśnie ono zdradzało ich prawdziwą naturę. Niektórzy mówili wprost, że dana osoba ma cierpieć, że ma umrzeć, choć wciąż oddychać. Inni ubierali swoje intencje w piękne eufemizmy, choć prawda pozostawała ta sama.
- Niech ma problemy z pamięcią - zaczęła w końcu kobieta. - Niech popełnia błędy. Niech stanie się powodem do kpin, niech ludzie zaczną w niego wątpić. Niech to będzie subtelne, jakby nagle starość się o niego upomniała, a nie tak, żeby ktoś podejrzewał jakiekolwiek działania… niepożądane. - wybrzmiało wreszcie to, co miała na końcu języka. To, co miało przynieść jej ukojenie i nadać sens jej pracy i wszystkiemu, co robiła.
Wsłuchała się w oczekiwania kobiety i już w jej myślach zaczęły układać się odpowiednie runy. Z kieszeni płaszcza wyciągnęła małą fiolkę, a po chwili chwyciła ją za palec i jednym, szybkim ukłuciem igły wydobyła kilka kropli krwi. - Czasem nie wystarczy krew zaklinacza, lecz także tej osoby, której intencją jest nałożenie klątwy - odparła spokojnie, gdy tamta, wyraźnie przestraszona, przyglądała się jej poczynaniom. Zakręciła fiolkę i schowała ją z powrotem do kieszeni. - Zapłaci mi pani teraz. Przeklęty przedmiot otrzyma pani jutro sową. Proszę go nie wyjmować z materiału i odłożyć na miejsce również przez materiał, chyba że to pani chce stracić pamięć - dodała, jakby mówiła o czymś zupełnie zwyczajnym.

z.t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 15:12 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.