• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Wiltshire, Salisbury, La tenuta Medicea > Sypialnia Oriany
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
12-09-2025, 20:07

Sypialnia Oriany
Jedno z niewielu pomieszczeń, o które naprawdę w domostwie zadbano. Matka Oriany, mimo wyprowadzki córki na studia, dbała o czystość pomieszczenia i jego ład, zaś przed narodzinami i w trakcie edukacji córki, pokój jako jeden z niewielu był odrestaurowany, aby zapewnić dziewczynie jakość bytu. Pojedyncze obrazy są wspomnieniami dawnego majątku, książki zakrywające liczne regały to zbiór panny Medici, a duże łoże na środku daje ukojenie nie tylko im, ale i rzadko przybywającym gościom, którzy pod nieobecność panny Medici mogą tam nocować. Przy oknie, poza biurkiem, znajduje się też maleńka toaletka a obok niej przejście do wnęki, która niegdyś robiła za dziewczęcą garderobę, a teraz jest składzikiem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Francesca Goldsmith
Zwolennicy Dumbledore’a
As I watched them I knew I'd probably never be like that
Wiek
25
Zawód
Auror
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
20
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
02-11-2025, 19:13
29 marca 1962 roku

Déjà vu

Jakby widziała gdzieś już tą scenę, odgrywała już tą rolę. Przez mgłę, w oddali, lecz zarazem namacalnie blisko. Była w dwóch miejscach na raz – w Salisbury i w Londynie. Fizycznie ciałem znajdywała się w pokoju Oriany, ze wszystkimi wspomnieniami dzieciństwa krukonki. Ciepłym i zadbanym, zupełnie nie przypominającym ruin, które widziała, gdy zwiedziała rezydencje w czasie szkolnych wakacji. Zamykała oczy i to jej salon, jak pejzaż prezentował otoczenie. Z licznymi książkami, świecami i roślinami oraz głośnym, miejskim życiem za oknem. Otwiera oczy, Oriana z pewną nostalgią patrzy przez okno. W ręce trzyma kieliszek wina, czerwonego i z wyczuwalnym doznaniem taniny. Przypatruje się jej, dostojnej damie mieszkającej na zgliszczach dawnej wielkości. Kotara rzęs opada: hebanowe oczy, a w nich pewność i trwałość postanowienia, może czasem wkradał się niepostrzeżenie żal, lecz szybko stalowość decyzji zajmuje jego miejsce.
Odwraca wzrok, ponowne znajduje się w Salisbury. Poszukuje w swej jaźni odpowiednich słów, przełamania milczenia, lecz wszystkie zdają się nie pasować. Zbyt ostre, kłopotliwe, za słodkie – nieodpowiednie. Przełyka ślinę, już prawie głoski opuszczają jej krtań. Patrzy na swój kieliszek, prawie pusty i niepociesznie poświadczający o jej zakłopotaniu. Niech zaczną od początku, tam winny szukać odpowiedzi.
– To jak długo znacie się z Lestrange? – nigdy nie słyszała, aby Oriana o nim wspominała. Zapamiętałaby, on potrafił wydłutować się szlakiem w jej pamięci. Była wyczulona na jego zachowanie i gesty, cień, w którym skrywał swój wzrok. Gdyby tylko Medici raz odnotowała jego istnienie, zwróciłoby to jej uwagę. Personifikacji szefa nieprzejednanego, błękitnokrwistego pana, który tęsknił za swym lordostwem. Może wtedy już by zapytała: jak, gdzie, kiedy? Ze wszystkich mężczyzn tego kraju akurat ten, który był dla niej uosobieniem przeszkody, którą musiała pokonać, by w tym świecie istnieć.
Była to nowa relacja? Niedawny zew uczucia, który pogonił ich przed ślubny kobierzec? Długa i skryta czułość, o której nie miała pojęcia? A może było to stricte polityczne narzeczeństwo, obraz świata, którego nie rozumiała i nigdy nie miała dostępu?
– Kiedy się oświadczył ? – kolejne z dławiących ją pytań, choć może o mniejszej istotności. Czy było to ważne czy data była tegoroczna czy może nawet sięgająca ubiegłorocznego okresu? Chciała jednak ją usłyszeć, jej historie, która doprowadziła ich do tego momentu. To była najważniejsze, to był przecież jej moment, który zdefiniuje jej przyszłość. Była w tym scenariuszu najważniejsza, ona było tylko widzem.  – Uklęknął chociaż?
Wprowadza żart, sama się z niego śmieje. Miała nadzieje jednak, że się postarał. Pomimo wieku powinien przyłożyć się do tego aktu, będą o nim mówić latami. W pracy zawsze był niezwykle profesjonalny, prócz tych krótkich chwil, gdy maska opadała i pewne prawdziwe zdegustowanie jej istnieniem wydobywało się spod jarzma profesjonalizmu. Znała go tylko z tej strony, głośnego obserwatora i sędziego jej działań. Oriana znała innego człowieka, a może nawet gorzej – tego samego i takiego go chciała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Oriana Medici
Akolici
niepokorne myśli, niepokoje
Wiek
25
Zawód
magimedyczka, genetyczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
4
0
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
8
Brak karty postaci
02-11-2025, 20:25
Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, nieustannie doświadczała poczucia, że nikt jej nie rozumie. Nikt nie pojmował zawiłości tego kim była, po jakich stopniach musiała przejść i jak trudne było zrozumienie miejsca w społeczeństwie, w którym z każdej strony są oczekiwania, ale nigdzie niemalże nie ma pomocy. Domowe ognisko przypominało o trudach historii: tej kłamliwej, i tej prawdziwej, w której śmierć zacisnęła swoje łapska na życiach setek, w tym na tych, którzy tworzyli jej wersję kolebki jestestwa. Ród Medyceuszy, tych historycznych, istniał tyle lat w mugolskich historiach; czarodzieje, dzięki potędze, przetrwali dużo dłużej i teraz, w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym drugim, obumierali wraz z kobietą, która nosiła miano dziedziczki i miała zostać żoną, przybierając nazwisko znacznie silniejszego rodu.
O tym, że dziedziczyć po niej będą dzieci kuzynów, wiedziała od dawna. Postanowiła to wraz z pierwszym zauroczeniem, wraz ze zrozumieniem powagi sytuacji, gdy mimo setek słów, jej ojciec obstawiał przy dokumencie, w którym Oriana przejmuje wszystko, co z dziedzictwa Medicich zostało. Gorzkie łzy spłynęły wtedy wraz ze wściekłością; nie chciała tego, broniła się rękami i nogami przed niesioną odpowiedzialnością, ale na szesnastoletni umysł łatwo było wpłynąć. Przyjęła ten sztandar, przyjęła ten krzyż, który winna nieść całe swoje życie w uniżeniu wobec zmiany tradycji dla niej, dla kobiety.  Nawet jeśli odbierało jej to mowę.
Sączyła wino z poczuciem obowiązku. Sączyła wino załamana poczuciem, że ją rani i tak bardzo tego nie chciała, ale tak bardzo powinna sobie na to pozwolić. Na swoje dobro, bądź co bądź, bo choć Fran mogła widzieć w tym poczucie zdrady, to zdrada byłaby wtedy, gdyby nie chciała połączyć i zaakceptować dobra obu światów. Ale ona nie chciała jej krzywdy, nie chciała jej cierpienia; ani wtedy, gdy krytykowała Manon za jej zachowanie i mimo ich przyjaźni od dzieciństwa, opowiadała się po stronie Francesci; ani teraz, gdy mówiła Atticusowi otwarcie o tym, że Goldsmith jest jej przyjaciółką. To, co działo się w murach Ministerstwa było poza jej kontrolą, poza tym, na co miała wpływ — prawda była taka, że na Atticusa Lestrange'a nikt nie miał wpływu i chociaż kubeł zimnej głowy spłynął po jego głowie wraz z listem od głowy rodu, to on nigdy z niej nie rezygnował i zawsze, cholernie i uparcie, trzymał się tego, co postanowił. Jego zdanie zawsze było ostatnim, a ona — w dziwnym poczuciu, że tak winno być, że on po prostu tę rację ma — akceptowała to bez poczucia żalu, wiedząc, że zawsze mogłaby sprawić, by jej zdanie było jego zdaniem.
Ciężko przez gardło przechodziło określenie kocham, niekiedy było zbyt małe, kiedy indziej zbyt górnolotne, a jeszcze w innym momencie — zbędne. Nie potrzebowała wielkich słów, starczył podryg serca i tęsknota, która zradzała się od nowa, kiedy tępe spojrzenie wędrowało po pustej ścianie pokoju. Ale słowa Fran wymagały odpowiedzi; była jej to winna w przemilczeniu tylu lat.
— Nie przesłuchuj mnie, Fran... — zaczęła, aby odwrócić się do kobiety i usiąść na parapecie, przy tym sięgając po łyk wina na odwagę.
— Pamiętasz, gdy te trzy lata temu bałam się, że zaszłam w ciążę i mówiłam ci, że to najgorszy moment na to?
Nie musiała więcej mówić. Kręciła, mąciła i unikała spotkań. Nie mówiła o tym, że zawczasu przygotowała sobie Rue; milczała, że ich po prostu poniosło, a krążące w żyłach wino odebrało rozsądek. Nie mówiła, że znali się dłużej o kilka miesięcy, że dyskutowali o polityce, wspólnych poglądach a jej matka, gdy przedstawiała Orianie Atticusa, uśmiechała się perliście, by zniknąć momentalnie za murami uniwersyteckiej auli. Ale mówiła o przyjemności, o inteligencji, o tym, że świetnie ją rozumiał. I nikt nigdy nie traktował jej tak czule, nikt nie sprawił, że czuła się zaopiekowana, kiedy położyła głowę na unoszącej się w pośpiechu klatce. Wspomnienia chwili przyjemności, jednorazowego seksu, o którym nie mogła mówić głośno nikomu, nawet jej, aby nie zszargać opinii ani jego, ani swojej.
— Na początku po prostu... dogadywaliśmy się. Moja matka nas poznała, spotkaliśmy się na kawę i rozmawialiśmy... ale potem. Potem były dwa lata świetnego seksu, tajemnicy i zrozumienia. Próbowałam to skończyć, wielokrotnie, bo taka relacja nie miała przyszłości... ale nie potrafiłam, Fran, ilekroć chciałam dać sobie spokój, ile razy sypiałam z kimś innym i liczyłam, że go pokocham, po prostu... nie chciałam.
Ukróciliby ją o głowę. Niegodna, skażona, prymitywna. Gdyby ich romans wyszedł przed laty, byłaby kobietą zgorszoną. Nie tylko dlatego, że była rozwiązłą panną, ale i dlatego, że uwiodła starszego, bogatego mężczyznę. Taniec nad przepaścią — pociągający, piękny, ale obarczony ryzykiem, którego ciężar spoczywał zawsze na barkach i tak obarczonych trudnościami. W jego oczach istniała obietnica świata, której tyle kobiet pragnęło, do którego nie miała prawa wstępu, świata pełnego marmurowych sal i pozłacanych korytarzy. Dopóki widmo bycia razem było nierealnym, istną fatamorganą, było jej prościej. Wtedy ten dreszcz napięcia, twarz przylegająca do chłodnej ściany. Ręka zaciskająca się na ustach, niewinny uśmiech do sąsiadki, która z pogardą spoglądała na nią siedzącą na tarasie. Ale potem on orzekł to, czego ona nie potrafiła pojąć. Jak? Dlaczego?
— Niedawno, dwa tygodnie temu — w przybliżeniu, ale kolejne pytanie, z rozbawieniem, na które ona też sobie pozwoliła, z nonszalancją biorąc łyk wina i wykrzywiając usta w sztywnym uśmiechu i krótkim westchnięciu — Nie, nie klęknął, ale tej nocy przerżnął mnie tyle razy, że już nie potrzebowałam nic więcej.
I mogłaby się zatrzymać, mogłaby powiedzieć coś więcej, ale miast tego zaczęła krążyć po pokoju, kiwając kieliszkiem w sobie tylko znany rytm. Wino otaczało szklistą strukturę, rysowało zarys na ściankach i wprowadzane w ruch, przypominało kolejność napływających myśli. Musiała to z siebie wyrzucić.
— Jego rodzina musi się zgodzić, właściwie to głowa rodu i starszyzna... wiesz, muszę pokazać, że jestem godna — zaczęła, nagle przystając na środku. Bose stopy przyjęły chłód podłogi, koszulka nocna zawiesiła się na kobiecym ciele, podkreślając absolutne zaufanie wobec wieloletniej współlokatorki w dormitorium, która chyba jako pierwsza widziała jej nagi biust, szukając wpitego kleszcza i jako pierwsza trzymała jej włosy, gdy miodowa whisky na pusty żołądek była niezbyt dobrym pomysłem.
— Kurwa, Fran, mogłabym darzyć go uczuciem bez tego. Akceptować, że zawsze będę kurwą na boku, do której wraca, gdy wielka żona z wielkiego, sławnego rodu będzie sobie popijać herbatki w ich napompowanej rezydencji. Ale Franiu, on chce mnie, a ja... ja mogę mieć go, mogę mieć bezpieczeństwo, mogę mieć gwarant tego, że będę szczęśliwa i dzieci, których ode mnie wymagają, będą miały dostatnie życie. Tak czy owak, muszę być czyjąś żoną, mój ojciec gadał o tym, odkąd poszłam na studia i... jeśli mogę, to nie chcę być żoną nikogo innego, niż jego. Bo nawet, jakbym była z tym całym Zabinim, który prosił mojego ojca o zgodę, to nie miałabym gwarantu, że będę mogła być naukowcem... Atticus mi tego nie odbierze, nie odbierze mi całego sensu mojego życia.
Wypowiedziała na jednym tchu, odstawiając wino na stolik nocny, by położyć się obok niej, na plecach, podnosząc do góry ręce.
— Jak kraść to miliony, jak brać ślub to bogato.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Francesca Goldsmith
Zwolennicy Dumbledore’a
As I watched them I knew I'd probably never be like that
Wiek
25
Zawód
Auror
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
20
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
08-11-2025, 23:13
Odnajdywała dla niej zrozumienie.
Choć pochodziły z różnych środowisk, które wpływały na podejmowane przez nie decyzje i tłoczące się w ich umysłach analizy przyczonowo-skutkowego. Czasem przysłuchiwała się jej opowieścią o rodzie wielkim, lecz upadłym i o wymaganiach, które winna spełnić. Ciągłe litanie o zamążpójściu, odrodzeniu rodziny i odrestaurowaniu ich pozycji. Byciu dobrą córką, doskonałym posłuszeństwem i wiernością ideom rodu. Była Medici, dziedziczką swego nazwiska, które było zarówno klatką bez złota oraz prestiżem przynależności.
Oriana została wychowana na damę, która miała ich prowadzić. Francesca była jedyną córką wojskowego i ulepiono z niej żołnierza. Może nieświadomie, może wręcz przez przypadek w momencie, gdy ojciec zabierał ją na polowania i wprowadził w niej militarne usposobienie. Nie bała się przemocy, wykorzystana w odpowiedni sposób przynosiła wysoce korzystne rezultaty. Nie przypadkowa, nie chaotyczna rzeź, która wprowadza tylko ból i terror, lecz wysoce sprecyzowane ukazanie własnej siły i zdobycie argumentów nie do obalenia. Alianci nie wygrywaliby wojny, gdyby głaskali Niemców po głowie. Choć niektóre metody użyte pozbawione były wszelkiej finezji i były tylko brudną, zbrodniczą siłą.
Pomimo różnic, które płynęły w ich krwi, potrafiła częściowo zrozumieć to pragnienia odnalezienia szczęścia i bezpieczeństwa. Było to jakże ludzkie, ta potrzeba wręcz fundamentalna dla człowieczego współżycia społecznego. Nie była jej również winna opowieści o Atticusie Lestrange, personie zbudowanej z mitów i brutalnej rzeczywistości jednocześnie. Była Oriana i kawałek jej istnienia, który pozostawał zamknięty przed wścibskimi uwagi społeczeństwa. Miała dowiedzieć się tyle, ile życzyła sobie Medici i nawet nie chciała więcej.
Trzy lata, zdawało się całą wiecznością. Mniej więcej kiedy zaginęła Leonie, może trochę później. W ciągu tych ponad tysiąca dni musiała zdążyć go poznać, doświadczyć piękniejszego i lepszego obrazu niż wizja Francesci dotycząca urzędniczego przedstawiciela. Pamiętała tamto spotkanie, przerażenie, które kryło się w ciemnych tęczówkach. Strach przewijał się w wypowiedzi, ściskał gardło.

Są pewne metody, Oriano. Przecież wiesz

Czarodzieje byli nadal tacy anachroniczni w swych działaniach, potrafili usunąć, ale nie zapobiegali. Pomimo chorób wenerycznych, które rozchodziły się znanymi drogami, nie poświęcili się znalezieniu rozwiązania. Może to nadal ten wstyd trzymał ich w swych garściach? Mugole zaczynali głośno dyskutować o seksualnych rozterkach, czarodzieje nadal milczeli.
– On albo nikt? – podsumowała, gdy w końcu głoski zdołały przebić się przez zabezpieczenia chrząstek krtaniowych. Skrzywiła się lekko słysząc o zapoznaniu przez matkę, lecz szybko ujarzmiła swe własne odczucia i skryła je pod maską. Rodzicielka zapoznające młodą dziewczynę z wpływowym wdowcem, była w tym pewna perfidność wprowadzająca zakłopotanie w aurorskim umyśle. Ileż razy usłyszała podobne historie, gdy ostatecznie to zbrodnia odnajdywała swe miejsce w domu. Oriana mogła mieć prawie każdego mężczyznę, na ile ona go sama wybrała, a na ile była to decyzja jej matki? Nie podzieli się z nią tym, tymi krnąbrnymi wnioskami, które przyniosą tylko zgrzyt niezrozumienia. Zdecydowała się na dolewkę wina, które miała przez chwile zabrać jej myśli z tych spornych terenów. Uciszyć, zagiąć i sprawić, że nigdy nie opuszczą jej ust. Może powinny?

Nie, Francesca, opanuj się.

Prychnęła słysząc jej słowa, przewrócenie oczami nastąpiło zaraz po tym. Doceniała szczerość, lecz Medici najpierw nie szerzyła wieści o ich znajomości, a teraz zdradzała za dużo. Była to jednak dobra taktyka odwracająca uwagę, przez pewien czas to rozbawienie przejęło dowodzenia. Śledziła wzrokiem pochód Oriany, śledząc jej historie i zawirowania, jak wierny słuchacz oddany oratorowi. Godna niego czy jego nazwiska? W tamtym świecie trudno było o jednoznaczne rozłączenie tych dwóch kwestii.
– Jak się masz tą godnością wykazać? Posłuszeństwem? – w spokojnych tonie skryte była presja negatywnej opinii, która napierała i pragnęła się uzewnętrznić. Oriana była młoda, piękna i ze wspaniale zapowiadającą się karierą. Posiadała czystą krew, co zapewne było jej strategicznie najważniejszym atrybutem, nawet zapomniana wielkość nazwiska była warta uwagi. Czego więcej mogli od niej wymagać? – Mugolska rodzina królewska czasem nazywana jest firmą, gdyż funkcjonuje jak instytucja, a nie jak konglomerat krewnych. Gdy ktoś próbuje się sprzeciwić, zostaje usunięty. Elżbieta nie znosi sprzeciwu.
Wszyscy muszą klękać, nie ma wyjątków. Tego samego będą wymagać od Oriany i mimo, że prawi ona opowieści o dobrobycie i niezależności naukowej, którą będzie miała przy jego boku, Francesca nie była pewna czy wiedziała jak wygląda ten świat od środka. Złota klatka, która zapewni jej bezpieczeństwo i dostatek, prozę jedwabnego życia. Nadal była to klatka, w której ostateczne zdanie będzie miał głowa rodu i ona się będzie musiała mu podporządkować. Medici próbowała sprzedać jej najlepszą wersje zdarzeń, pełną miłości i zdroworozsądkowego podejścia. Gdy tak naprawdę była ona więźniem lat edukacji, który zmusił ją do wierzenia, że musi się poddać decyzji ojca i wyjść za mąż wedle jego uznania. Cóż groziło jej, gdyby się sprzeciwiła? Wydziedziczenie i utrata marnej ojcowizny rodu? Posiadała dobrze płatną pracę, która pozwalała jej na funkcjonowanie na odpowiednim poziomie. Upokorzenie? Utrata więzów z rodziną? Tak, to ostatnie byłoby najbardziej bolesne. Oriana nie była jedyna, większość jej znajomych z dobrych rodów zdawało się przekonana, że posiadała na sobie kajdany i nie miała możliwości pójścia inną ścieżką. Była to wyuczona bezradność, którą wprowadzili im we jaźń od dzieciństwa – w ten sposób ich kontrolowali.
Wtedy przybywa on, wybawca z dobrym sercem i łagodnym spojrzeniem – przedstawiony przez jej matkę. Ona go jednak kocha i to zmienia wszystko, nabiera sensu i może w pewien sposób miłość była najtrwalszą ze klatek. Myśli o Atticusie i pamięta o jego odrazie na jej widok, podejrzanej śmierci małżonki i wiecznej uwadze, uszczypliwości schowanej wśród profesjonalizmu. Kładzie się obok nie, pozwalając, by ich ramiona się stykały.
– Rozumiem, wiesz? Kochasz go i zasługujesz na bycie jego żoną, tą która stoi u jego boku. Zdaje się to pod wieloma względami najlepszym rozwiązaniem – naprawdę to zauważa, rozumie jej argumentacje, która wynika zarówno z wychowania, jak i pragnienia serca. Chwyta Orianę za dłoń, ściskając delikatnie. – Po prostu się martwię. Poznałaś go lepiej, ale naprawdę potrafi być … Eh, ciężki. Wiem, że nie pała do mnie sympatią i obydwie wiemy dlaczego. Zawsze się przygląda, jakby czekał aż popełnię błąd, aby się mnie pozbyć. Życie zawodowe to zupełnie inna sprawa, lecz powoduje, że podkreśla jego pewne przywary.
Jej skarga była krótka, właściwie postawiona dla formalności i spodziewała się, że nigdy więcej nie poruszona. To jak traktował ją w pracy miało najmniejsze znaczenie. Nieistotne, nie powinna tego nawet poruszać. Medici musiała doskonale zdawać sobie sprawę z jego poglądów i akceptować go w całości, kochać takiego jakim był. Ścisnęła mocniej jej dłoń.
– Powiedz, że dobrze Cię traktuje – poprosiła ją, nie spuszczając z niej wzroku. To było najważniejsze, nieprawdaż? Nic innego się nie liczyło, ona mogła odejść w zapomnienie, ale Oriana będzie w nowej klatce.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Oriana Medici
Akolici
niepokorne myśli, niepokoje
Wiek
25
Zawód
magimedyczka, genetyczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
4
0
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
8
Brak karty postaci
04-02-2026, 14:00
Kiedyś zastanawiała się, czy na miejscu Frani, nie wycofałaby się ze środowiska magicznego na stałe. Widziała spojrzenia, nawet własnej matki, gdy wspominała o nikomu nieznanym nazwisku — ewidentnie nieistotnym w środowisku magicznym. Z drugiej strony była też powodem rosnącego w kobiecie dysonansu, kiedy dojrzewała z myślą i niechęcią do mugoli, ale potem myślała o rodzicach Frani i tańczyłą do najnowszego zespołu — Beatelsów — w jej mieszkaniu, nie biorąc pod uwagę, że to wszystko było przesiąknięte mugolstwem i powinna to odrzucać. Czasem zazdrościła jej tej wolności, którą miała, a kiedy indziej czciła własną pozycję, w której nazwisko Medici nie rodziło wątpliwości.
— To tak nie do końca... — zaczęła, ale większość głosek została przesunięta wraz  z łykiem wina. W jej świecie takie mariaże były codziennością, każda czystokrwista kobieta miała świadomość, że głos rodziny był istotniejszy niż jej widzimisie; Frania nie potrzebowała nad tym myśleć, ale Oriana musiała — chociażby — bardziej niż mniej kryć swoje romanse i miłosne niesnaski.
— Muszę wyjść za mąż, jeśli nie pozwolą nam na ślub, to będę musiała wyjść za kogoś wybranego przez rodzinę... albo znaleźć kogoś godnego — godnego, bogatego, czystokrwistego. Półkrwi nie wchodziło w grę, niższy status majątkowy także, bo przecież nie po to hodowali sobie taką córkę.  Inaczej było z Atticusem. Dla wielu była idealna; czysta krew, wykształcenie, uroda i wiek, idealnie między młodością a dojrzałością. Umiała urządzać przyjęcia i grać w ich grę, ułożyć widelce i noże, dopasować biżuterię do sukienki. Wszystko było pasujące, ale do pewnego momentu. Od żony Atticusa wymagano więcej, czegoś, czego nie potrafiła zmienić i choć poświęcała powoli czas na sztukę drobnych niuansów. Może i nosiła w sobie spokój starej rodziny. Może i mówiła miękko, a jej słowa miały wagę; może i  uśmiechała się łagodnie, choć rozumiała więcej, niż ktokolwiek przypuszczał. Niczym dobrze napisana księga — nie krzyczała treścią, lecz ci, którzy umieli czytać między wierszami, wiedzieli, że kryje w sobie historię, dyscyplinę i nieprzeciętną inteligencję. Ale to zawsze było za mało, dopóki jej rodzina nie stała na piedestale szarych eminencji.
— Posłuszeństwem, reprezentatywnością i gotowością do bycia żoną i matką — nie tylko dla swoich dzieci, na co nieumyślnie się skrzywiła, ale także dla posiadanej już przez niego córki — Atticus ma córkę, więc po pierwsze potrzebuje dla niej opiekunki, a po drugie matki dla synów, których powinien mieć... co ja mam ci mówić Fran, najcenniejsze co teraz mam to regularną menstruację i szerokie biodra.
W całym naturalizmie był też brutalizm, choć nie mówiła tego bez grama prawdziwości, to nadal kryła się w tym pewna uszczypliwość. Była jednak pewna, że argument jej wieku będzie kluczowy w rozmowach o zaślubinach — Atticus miał już czterdzieści lat i dziecko, niewiele rodów zdecydowałoby się oddać mu młodą pannę, bo mimo jego pozycji, prędzej jego brat byłby pchany do ślubu z czarownicą błękitnej krwi — był wszakże bezdzietny i młodszy.
I w całej tej historii wcale nie chodziło o miłość, ale też nie o pieniądze. Chodziło o obowiązek, który spoczywał na dwójce z nich i uczucia, które dzielili, które mogły pozwolić im wytrwać z naciskiem zewnętrznym. To był po prostu dobry układ, rozsądny ze wszelkich stron, poza faktem jej czystej, lecz nie błękitnej krwi. Ale rozumiała też obawy Frani, która mówiła od serca a Oriana, aby nie wtrącić się nerwowością, upijała kolejny siorbnięcia wina. Spoglądała na przyjaciółkę ze zrozumieniem; znała wszakże poglądy Atticusa.  Bo wraz z decyzją o ich ślubie, zdecydowała o byciu lojalną, lecz nie ślepą. Oddaną, lecz nie naiwną. Wiedzieć, kiedy stać u boku męża jak filar, a kiedy pozwolić mu iść samemu, by nie umniejszać jego siły i nie ranić delikatnego, męskiego ego. Wiedziała to u jego boku naturalnie, od lat.
— To nie jest tak, że zgadzam się z jego poglądami bezmyślnie... on sam nie chce takiej żony. Czystość krwi jest dalej elementem dyskusji, tak samo podejście do pracy... ale wiem, że uczucia, którymi mnie darzy, pozwalają mi na niego wpłynąć. Wie, że nie może cię skrzywdzić, bo robiąc to, skrzywdzi mnie i uwierz mi, ale w naszym świecie, to jest rzadkość u mężczyzny i naprawdę daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Temat Francesci powracał, ale zawsze tłumiony był elementem emocjonalności. Czasami wydawało jej się, że podchodzi do emocji Oriany w pewien umniejszający sposób — jako widzimisię, nademocjonalność albo bezsensowne przywiązanie. Ale nie komentował tego i akceptował potrzebę Oriany do tej relacji, z drugiej strony ona sama nie mogła wpłynąć na to, jak podchodził do jej pochodzenia... a może po prostu to rozumiała, bo wszakże tak samo uważał jej ojciec, wuj i wielu innych członków jej rodziny.
— Jak boginię... jest inny niż mężczyźni w naszym wieku. Dojrzalszy w tym, co czuje i czego ode mnie oczekuje. To ja go zdradzałam, to ja zwykle uciekałam, a on czekał — i sama odrzucała od siebie myśl, jak bardzo niezdrowo to brzmiało. Jak jad sączący się z ust, bo ta relacja już u samego podłoża nie była zdrowa i normalna, same podwaliny ich świata to odrzucały. Jeśli do uczuć podchodzi się w sposób kalkulacyjny, jak można mówić o zdrowym behawiorze?
— Wiem, że się martwisz, ale wiesz, jak jest z mężczyznami... oni muszą bardziej kochać nas niż siebie, ale my zawsze musimy najbardziej kochać siebie same. Tutaj to tak działa i dlatego wiem, że gdyby świat stanął w ogniu, to on ratowałby mnie — a ja ratowałabym siebie.
I nie, nie chodziło tu o umniejszenie ich emocjom, bo wszakże bijące nerwowo serce słychać było w Londynie. Chodziło o konstrukcję świata, w którym żyły i w którym kobieta zawsze miała niższą rolę niż mężczyzna. Mężczyźni niszczą to, czego nie mogą kontrolować — w kwestii kobiet leżało to, aby utwierdzić mężczyzn z ich pozornym poddaństwie.
— Jeśli dojdzie do mojego ślubu, to wiedz, że na nim będziesz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Francesca Goldsmith
Zwolennicy Dumbledore’a
As I watched them I knew I'd probably never be like that
Wiek
25
Zawód
Auror
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
20
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
11
Brak karty postaci
Wczoraj, 22:11
Pochodziły z tak różnych światów, tak odległych od siebie, a przecież spędziły obok siebie jedne z najistotniejszych lat życia. W jednej szkole, w jednej sypialni, oddychając tym samym powietrzem. Oriana pochodziła jednak ze starej, sławetnej rodziny, która obecnie o swojej wielkości wspomina na kartach historii. Oddani byli tej tradycji, wizji tego co było. Pozostało z nich wiele ze włoskich przodków, nawet akcent Oriany zdradzał nieczystość jej brytyjskości. Sugerował, że była za jej pochodzeniem historia, opowieść do usłyszenia. Na wskroś czarodziejscy,  wręcz przesiąknięci magią. W porównaniu do nich rodzina Francesci była o wiele bardziej nowoczesna, ale zarazem standardowa dla swoich czasów i okoliczności. Niewierzący żydzi, z pieniądzem starym, lecz oddalonym od arystokracji – gdyż żydzi nie byli szlachtą. Byli bankierami, którzy udzielali pożyczki, handlarzami, którzy mieli kontakty, ale nigdy nie byli jednymi z nich. Doskonale wykształceni, przesiąknięci humanizmem i pewnym oddaniem wizji żyda-intelektualisty, robiący wszystko, by dopasować się do kraju, w którym żyją. Nic dziwnego, że wychowali ją na to kim była –  osobę zdolną zaadaptować się do wszystkich okoliczności, intelektualnie zachłanną, z silną wolą i upartością – przecież tylko tak mogli przetrwać.
Ten świat, o którym opowiadała Medici powinien dawno upaść, umrzeć wraz z wojną czarodziei. Zamiast tego słychać było orszak powrotny tego mitu, że dawne zwyczaje stanowiły istotę czarodziejskiej kultury.
– Jakie to ograniczające, wręcz upokarzające jak niewiele chcą dla kobiet – stwierdziła z lekkim prychnięciem, odrazą, która malowała się w jej ustach. Takie były czasy, wiedziała o tym, lecz jakże uderzające nadal potrafiło to być. Była to wizja świata, który wprowadzili jej do głowy, zamknęli w umysłowej klatce wierzeń, że to była jedyna droga. Ona to akceptowała, przecież chciała przynależeć do tego świata! Jeśli Oriana chciała w nim uczestniczyć, musiała grać w tę grę. Wtedy Atticus, którego przedstawiła jej matka stawał się nagle wybawicielem, najlepszą partii; pewnością, której tak wielce brakowało w jej życiu. 

Posłuszeństwem, reprezentatywnością i gotowością do bycia żoną i matką

Tym więc był ideał kobiety w ich oczach, nie spodziewała się niczego innego. Miała być grzeczna i ułożona, nie sprawiać kłopotów. Zapewnić przedłużenie rodu, gdyż krew w tym świecie była wszystkim. Zabawne, gdyż na swój sposób w kulturze jej przodków było podobnie, może nawet nadal było.
– Jesteś więc zdolna być posłuszna, reprezentatywna i gotowa do bycia żoną i matką? – spełnić ich oczekiwania? Być taką jaką sobie wymarzyli, by tylko dostąpić zaszczytu bycia wśród nich? Przez resztę swojego życia w ich towarzystwie, ale również z bezpieczeństwem, pieniądzem i rzekomą miłością przy boku. Oriana była jednak silna, głośna i zawsze posiadała swoje zdanie, Francesca nie mogła sobie wyobrazić jej sobie w ugrzecznionej wersji. Pozbawioną ostrości krawędzi, uciszoną, wręcz niemą. Wszystko była gotowa zrobić dla niego, przybrać nowe szaty. Mogła zrozumieć tą adaptacja, sama przecież musiała tego dokonać, by przetrwać w tym świecie. Obawiała się jednak, że Oriana wchodzi w pułapkę, z którą nigdy nie będzie mogła się uwolnić. Zdobywała pozycję, ale traciła całkowicie niezależność i możliwość wybrania swojej ścieżki. Oddawała swój los w ręce jego rodziny, lejce przeszły od jej ojca do nestora rodu. Czasem brzmiała nawet rozsądnie, gdy o tym opowiadała, nawet jeśli była kreaturą idei Medici i tego jak funkcjonuje ich świat.  Logicznie, chłodno, akceptująco – dojrzale. Tym razem jednak jej nie uwierzyła, delikatnie się uśmiechnęła.
–  Mną się nie przejmuj, poradzę sobie jak zawsze. Jestem za małą płotką, by nawet przejmował się dłużej moją osobą, zdaje się mieć o wiele większe cele. Jedynie mu przeszkadzam, nie pasuje do jego krajobrazu, którego pragnie – nie lubiła, gdy przypominał sobie o jej istnieniu. Ten moment, gdy jej ruchy były śledzone, preferowała samemu być obserwatorem. Stanowił dla niej zagrożenie pozycją, statusem i możliwością wpływania na politykę, lecz jego możliwości również były ograniczone. Była jednakże przekonana, że nawet miłość do Oriany nie powstrzymałaby Lestrange, jeśli chciałby wykorzystać swoje atuty. Nie był tego rodzaju osobą, która poddawała się dyktatowi sentymentu. Mógł traktować ją jak boginię, lecz zapewne oczekiwał również boskiego wybaczenia. Akceptuje jej opowieści, może nawet na swój sposób były uspokajające. Tak, oczywiście, że był inny niż mężczyźni w ich wieku – posiadał całe piętnaście lat doświadczenia więcej. Im więcej wiedziała o ich relacji, tym bardziej zawile brzmiała, toksycznie w całej swojej okazałości.
– Jego rodzina na to pozwoli? – utkwiła w niej spojrzenie, będzie to wtedy pierwszy test jak silne były wpływy Oriany na swego przyszłego męża. Szlama na ślubie błękitnokrwistego Pana, ciężko o większą kontrowersje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 16:49 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.