• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Kensington High Street 30/10 > Stary gabinet
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
29-09-2025, 17:17

Stary gabinet
Stary gabinet, należący niegdyś do Adama Sandersona, to nieprzechodni pokój w którym wciąż znajduje się większość posiadanych przez małżeństwo ksiąg, notatek z badań i kosztowności w postaci dzieł sztuki czy fajansu. Pomieszczenie wypełnione jest antykami i zapachem starych ksiąg, ale obecnie umieszczono tu również rzeczy nowe - łóżeczko dla dziecka, drewnianego konika na biegunach czy pudła z zabawkami - zbierane tu od momentu narodzin synka Moiry.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Colette Rineheart
Czarodzieje
Peindre l'amour, Peindre la vie, Pleurer en couleur
Wiek
31
Zawód
malarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
9
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
8
12
Brak karty postaci
06-01-2026, 14:22
02.04.1962

Nie narzekała ostatnio na pracę, ale prywatne zlecenia, których miała co raz mniej ostatnimi czasy, przynosiły jej jednak więcej przyjemności niż ta sama praca. Kochała obydwa zajęcia, ale zaproszenia i możliwości pracy dla konkretnej osoby pozwalały jej na doświadczenie nowości, bowiem nigdy do końca nie wiedziała, czym dokładnie ktoś postanowi ją zaskoczyć. Jeszcze za czasów zwiedzania Montparnasse razem z matką widziała, jak jej sztuka znajdowała nowe horyzonty gdy tylko ktoś potrzebował jakiejś zmiany. Na całe szczęście, sztuka Colette była łatwa do zaobserwowania, gdy wystarczyło wybrać się do teatru aby zobaczyć tła które tworzyła dla innych.
Kiedy więc znajoma z Arkadii wspomniała, że pewnej eleganckiej pani przyda się pomoc z oszacowaniem wartości obrazu, Colette nie zamierzała przepuścić takiej okazji. Dzień został umówiony, godzina i data dopasowana do obydwu osób, dlatego Colette zrobiła to, co mogła zrobić najlepiej – przygotowała narzędzia pozwalające na analizę obrazu, a do torby spakowała również książkę o ostatnich przykładach w malarstwie, co pozwoliłoby jej już na miejscu dokładniej przybliżyć styl obrazu albo gdyby potrzebowała ilustracji do pokazania możliwości.
Skierowała się w stronę wskazanego adresu z szeroką czerwoną spódnicą, delikatnie wymalowaną tak, aby pod wpływem światła nowe symbole pojawiały się, w zależności od tego, jak się na to spoglądało. Czarny żakiet i złote dodatki i czuła, że mogła udać się na spotkanie z pewnością siebie, którą zawsze miała – a mimo to, lubiła wyglądać dobrze jako matka, nie pozwalając sobie na odpuszczenie dbania nad własnym wyglądem. Zwłaszcza jeżeli musiała się martwić o los męża przez większość czasu, kiedy wychodził do pracy.
Stając pod adresem zapukała do drzwi, czekając ze spokojem i rozglądając się po okolicy. Musiała przyznać, że dom sam w sobie wyglądał całkiem przyjemnie, w miłej okolicy która wydawała się spokojna. A jednak, dla osoby której udało wychować się w miejscu gdzie kolory rządziły życiem a winorośle powoli wspinały się do góry, musiała powiedzieć że nic nie było takie same.
Drzwi jednak się otworzyły, a piękna sylwetka stanęła w drzwiach, kobieta która mimo starszego wieku prezentowała się nienagannie. Była to przyjemna odmiana, gdzie nie wydawało się, że będzie to nieuprzejma wymiana, poprzedzona wobec uprzedzenia wobec jej wyglądu i zagranicznego pochodzenia.
- Pani Moira Sanderson? Colette Rineheart, jestem tu z polecenia. – Wyraźny francuski akcent przebił się w jej słowach, a na wyciągniętej dłoni widoczny był pierścionek zaręczynowy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
12-01-2026, 16:30
Czasami sztuka do nas przemawia. Czasami sztuka też do nas przemawia. Tak, akcent ma w tym wypadku znaczenie, bo od wczoraj Sanderson czuje się jakoś… Dziwnie. Od kiedy kieliszek z nóżką, ten odpowiedni do spożywania jajka na miękko odezwał się do niej przy wczorajszym śniadaniu, a ona sama machinalnie odpowiedziała mu pełnym powagi zdaniem.
Zanim zorientowała się, że coś tu nie gra – mały Harry już zaczął nabijać się z mamusi i wskazywać palcami na ozdobiony malunkiem kogucika przedmiot. Wszystko wydawało jej przez chwilę dziwacznym snem na jawie – jakby mogła obserwować swoje ciało, patrząc na nie zza własnych pleców.
Gadające naczynie było prawdziwe i mówiło do niej – przecież słyszała to, poznała na własne oczy i uszy. Zresztą jak wyjaśnić mówiącą do niej toaletkę, chwalącą jej pięknie zakręcone na wałkach włosy? Jak wyjaśnić ten cholerny obraz z trójką dyskutujących ze sobą ludzi, który chciała dziś wycenić, a który nie umiał zamknąć się nawet na chwilę.
Sanderson ubrała się na spotkanie odpowiednio elegancko, łącząc granat ze srebrem. Założyła synowi również jego ulubiony, grubo dziergany sweter i krótki, dziecięcy krawat.
Malutki Henry cieszył się z gości, szczególnie gdy ci mieli odwiedzać jego pokój – dawny gabinet przerobiony niegdyś naprędce na pokój dziecięcy młodego Sandersona. Wstawiono tam dziecięcy kojec, rozbudowywany w łóżeczko dla brzdąca (swoją drogą, wyrastającego z niego w zatrważającym tempie). Wstawiono tam zabawki i wstawiano tam oraz wystawiano stamtąd kolejne, potrzebne dziecku gadżety.
Wciąż pozostawiano tam jednak wszystkie dzieła sztuki, w których Sandersonowie zdeponowali swój wolny majątek. Doradzano im w tej kwestii, polecano im autorów zawsze modnych lub – w przypadku tych młodszych – noszących status wschodzących gwiazd.
Moira nie ukrywała, że nigdy nie miała serca do sztuki. Nie zauważyłaby prawdziwego klejnotu malarstwa, nawet gdyby ten wbił jej się w oko.
Na szczęście były na tym świecie kobiety bardziej światłe. I bardziej wrażliwe.
– Pani Rineheart, zapraszam – wita ją w drzwiach, wskazując do środka. Ściska jej dłoń. – Moira Sanderson, w rzeczy samej, dziękuję że znalazła pani czas.
Gdy przekroczyła próg, mogła momentalnie zauważyć na swojej drodze blond trzylatka. Chłopca wyciągającego dłoń do kobiety w geście powitania. Sanderson nigdy nie zabraniała synowi kontaktu z dorosłymi – nigdy nie odcinała go od rozmów, nigdy nie zasłaniała się też argumentem, jakoby to “była tylko sprawa mamusi”. Rozmowy przy których nie chciała widzieć dzieci prowadziła po prostu poza domem – w Evershire lub miejscach publicznych.
Sanderson odbiera odzienie wierzchnie i wieszając je w odpowiednim miejscu, kontynuuje:
– To mój syn Henry – przedstawia chłopca, głaszcząc go po jasnej główce. Trzylatek pozostaje wysoki jak na swój wiek i urzekająco podobny do ojca. Ojca, którego Colette niestety nie miała prawa poznać. – Pani nazwisko wydaje mi się znajome, nie jest pani może żoną Vincenta? – dopytuje, łącząc kropki. Gdy kilka lat temu poznała młodszego Rinehearta – znajdowali się na francuskiej ziemi, a prawdziwa Angielka… Nigdy nie pomyli tego akcentu z żadnym innym. Wyczulenie to płynęło jej we krwi.
– Napije się pani czegoś? Herbata? Kawa? Z mlekiem, z cukrem? – dopytuje, starając się zaopiekować “najętym” gościem. Przecież interesy nie mogą sprawić, że wizyta stanie się jałowa i pozbawiona jakichkolwiek znamion dobrego smaku. – W gabinecie mam do pokazania obraz, który kupiłam jeszcze kilka lat temu wraz z mężem. Nigdy nie miałam okazji wycenić go z pomocą wprawionego oka rzeczoznawczyni, może wskutek zapominalstwa, może z braku wolnego czasu…
Nim jednak poprowadzi kobietę w kierunku gabinetu wypełnionego przykładami wielu styli – chce przygotować jej napój. A mały Henry… Chyba chce zadać francuzce jakieś pytanie. Chyba jednak patrzy się jedynie na nią intensywnie, czekając, aż ta sama zwróci na niego uwagę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Colette Rineheart
Czarodzieje
Peindre l'amour, Peindre la vie, Pleurer en couleur
Wiek
31
Zawód
malarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
9
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
8
12
Brak karty postaci
29-01-2026, 23:33
Życie mówiło do niej w inny sposób niż do większości ludzi, bo dla niej muzyka była kolorami. Mogła przysiąc, że widziała je za każdym razem, kiedy dźwięki fortepianu, skrzypiec albo Jakiegokolwiek innego instrumentu, w powietrzu wybrzmiewały jej barwy, które po tym stanowiły dla niej inspiracje. Nie wiedziała nawet, czy Ned jej wierzył, kiedy o tym mówiła, ale nie przejmowała się tym zbytnio, pozwalając aby prawdziwa sztuka wybrzmiała nie tylko w jej słowach, ale również na płótnie. Co prawda cele, które odnośnie sztuki sobie postawiła, były poza jej zasięgiem, miała jednak nadzieję, że prędzej czy później uda jej się stworzyć to, dlaczego ostatnimi czasy tak gorąco dążyła.
- Dziękuję, przemiło panią postać. Muszę przyznać, że chociaż uwielbiam moją pracę w teatrze, prywatne zlecenia dają większe szanse na poznanie nowej sztuki. – Nie każdy musiał przepadać za obrazami, dlatego nigdy nie oceniała ludzi, którzy decydowali się na sprzedaż czegoś, co mogli upłynnić. Czasem dotyczyło to potrzeb gotówkowych, czasem chodziło o przykre wspomnienia. A czasem chodziło po prostu o to, by zrobić przestrzeń na coś nowego.
- Miło mi poznać, Henry. – Uśmiechnęła się w stronę chłopca, podchodząc do niego i pochylając się, aby nie górować, bo w tym wieku dla dzieci świat był zawsze znacznie większy, niż powinien. Jednocześnie wyciągnęła w jego stronę dłoń, gotowa mu się przedstawić tak, jak by zrobiła to z dorosłym. W końcu w tym wieku dzieci rozumiały naprawdę wiele, a chociaż nie miały najlepszego pojęcia, jak dokładnie powinny się zachować w każdej sytuacji, to nie należało ich traktować jakby byli głupsi. Jedynie mieli czas na dojrzenie do rzeczy. – Jesteś niemal tak duży jak mój Leon. Może traficie do szkoły w tym samym czasie? – Spojrzeniem tutaj uciekła w stronę Moiry. Nie kwestionowała tego, jak ktoś zamierzał wychowywać dzieci, a wiedziała, że wiele osób wybierało różnie i czasem wolało aby ich dzieci edukację pobierały w domu.
Zmieszała się nieco na to zapytanie, nie dlatego, że kobieta rozpoznała nazwisko, ale dlatego że nie miała jeszcze okazji poznać drugiego Rinehearta. Wiedziała, że relacje Neda z bratem były dość napięte, dlatego nie nalegała na to, mając jednak nadzieję, że zapoznanie z młodym Leonem złagodzi to napięcie. 
- Obawiam się, że nie, ale za to jestem żoną Edmunda. – Musiała się czasem łapać na to, aby nazywać męża pełnym imieniem przy obcych, tak aby wiedzieli w ogóle o kogo chodzi. Chociaż może przy kolegach Neda nie musiała, bo wszyscy znali go i tak pod skrótem imienia, tak ludzie spoza zawodu raczej nie kojarzyli go pod tym skrótem. 
- Kawa, jeżeli to nie problem. Wystarczy z cukrem. – Potrzebowała pobudzenia, a mocny i słodki napar z kofeiną mógł jej pomóc. Przyjrzała się jeszcze chłopcu, cierpliwie oczekując na jego pytanie albo wypowiedź, zanim nie odpowiedziała mu oraz swojej dzisiejszej gospodyni.
- Czy przygotowujemy wycenę pod prywatnego nabywcę, czy pod galerię? Niewielka to różnica jeżeli chodzi o sam proces, natomiast każde miejsce i osoba będą mieć swoje preferencje co artysty, więc będę mogła polecić konkretne osoby.  – O ile oczywiście kobieta zadecyduje się na sprzedaż, co również niekoniecznie musiało nastąpić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
06-02-2026, 14:48
Jako umiarkowanie dobra pani domu, Sanderson musi poświęcić krótszą chwilę na odnalezienie słoika z kawą. Przy pomocy różdżki otwiera jedną szafkę, potem drugą szafkę, zaś na sam koniec sięga po naczynie ustawione na blacie – sugestywnie, zaraz obok ekspresu francuskiego – mielona kawa trafia w odpowiednie miejsce, zaś woda gotuje się pod wpływem odpowiedniego zaklęcia.
– Jak sobie pani życzy – odpowiada na jej wolę, wyciągając z szafki dwie filiżaki na ozdobnych spodkach. – Proszę wykazać się dla mnie drobnym zrozumieniem, pani Rineheart, jeżeli jakość napoju nie będzie idealna. Nie jestem zaznajomiona ze sztuką parzenia kawy tak pysznej, jak można wypić we Francji czy południu Europy – żartuje zaczepnie, chociaż nie bez uznania dla narodów preferujących palone ziarna od suszonych liści. Przenosi wzrok na Harry’ego i stojącą w pokoju Colette, wrzucając do każdego naczynia po jednej kostce cukru. Oczywiście, że również pijała kawę – jej kubki smakowe były jednak na tyle plebejskie, by zadowolić mogła je byle lurą z wypalonego ziarna. – Co za zbieg okoliczności… – odpowiada w kontekście podobnego wieku ich synów – Moira nie przepada za rozmowami o dzieciach, chociażby ze względu na to, jak mała czasu spędza ze swoim własnym i jak nieświadoma pozostaje jego codzienności. Rozmowa o ich przyszłości wydaje się w jakiś sposób… Znośna. Chociażby ze względu na to, że uzdrowicielka doskonale już wiedziała kim powinien zostać jej syn – odpowiednia osoba do kontynuowania medycznego dziedzictwa rodziców, jak i całej rodziny zmarłego nieszczęśliwie ojca. Nie mogła pozwolić by syn Adama Sandersona został… Kim chciał. – Edmunda… Rozumiem. Przepraszam za pomyłkę – nie czuje się zbyt speszona. Zna i Edmunda, ale wcale nie chce się tym chwalić. Poznali się w warunkach… O których być może lepiej nie mówić nawet żonom. Sanderson nie wiedziała, jak wiele małżeństw pozostawało w tych czasach spójnych pod względem doktryny politycznej. – Wiecie już do jakiej szkoły chcielibyście państwo wysłać waszego syna? Oboje z mężem skończyliśmy Hogwart, na ten moment nie rozważałam nawet innej placówki, ale z każdym rokiem wybór ten się zbliża… Ma już trzy lata, a pamiętam, jak dopiero wstawiałam do gabinetu jego łóżeczko…
Podchodzi do stołu jadalnianego, na którym ustawia zalany, pachnący intensywnie napój. Gdy dłonią wskazuje na filiżanki, zapraszając panią Rineheart do skorzystania – Harry wreszcie zdobywa się na odwagę, by zadać kobiecie wyczekane pytanie. Chociaż chyba nie takie, jak początkowo założył. Chyba znalazł temat… Bardziej interesujący.
– Następnym razem przyjdzie pani do nas z Leonem? – uśmiecha się szeroko, jakby faktycznie na to liczył. Jakby myślał, że będzie kolejny raz… Sanderson unosi spojrzenie z błękitnych oczu syna, na twarz francuzki – chyba badając jej reakcję. Chyba wzrokiem sugerując, że wcale nie musi niczego obiecywać.
– Na ten moment zależy mi na tym, by poznać jego wartość. Cieszyłabym się, gdyby trafił pod opiekę galerii – pozbywam się go też ze względu na to, że sama z pewnością nie docenię go tak jak miłośnicy sztuki – wzdycha ciężko, głaszcząc syna po głowie. Ten chwyta jej dłoń własną, by poprowadzić ich trójkę do gabinetu – pomieszczenia zarzuconego jego zabawkami i pozostającego pomieszczeniem o wielu funkcjach. Po pierwsze – pokój jest zastawiony dookoła regałami z książkami. Po drugie – na biurku umieszczono wiele klaserów opisanych datami – wypełnionych notatkami. Po trzecie – obrazów jest tu więcej, chociaż ten jeden, interesujący ich w dniu dzisiejszym – umieszczony jest zaraz obok skrzyni z zabawkami.
Bo tak, to zarazem pokój dziecka. Może łatwiej byłoby przerobić pokój gościnny na pokój dla Harry’ego… Ale tym martwić będzie się kiedy wyrośnie z rozkładanego łóżka umieszczonego pod oknem.
– Przepraszam za dziecięcy bałagan – tego bałaganu wcale nie ma tu wiele – może pojedyncze przedmioty, może niezaścielone dokładnie łóżko, może maleńka koszula zawieszona na wieszaku o haczyku zaczepionym o oparcie krzesła. – Obraz przed nami. Podobno XIX wiek – zawsze lubiłam historię, ale nawet tego nie umiem stwierdzić z całą pewnością.
– Oczywiście, że XIX wiek. Co za ignorantka… – mówi ufryzowana kobieta na obrazie, naśmiewająca się do eleganckiego mężczyzny usadzonego tuż obok. Siedzieli przy kominku, pochodzili z ewidentnie wyższej klasy społecznej i mieli pulchne twarze. Trzecia postać ustawiona była plecami do obserwatora.
Sanderson irytuje się – obraz nie powinien mówić. I nie mówi do Colette – wydaje się, że komunikuje się tylko i wyłącznie z umysłem Moiry – bezpośrednio do niego.
Magimedyczka ustawia się obok wysokiej ramy.
– Przemawia do pani to dzieło, pani Rineheart? – pytanie jest… Złożone. Chodzi zarówno o jego jakość, treść, ale i o… I o to czy właściwie jako jedyna w tym pomieszczeniu oszalała?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:20 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.