• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Sowiarnia
Sowiarnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
16-10-2025, 00:01

Sowiarnia
Sowiarnia mieści się w najwyższej wieży zamku, skąd rozciąga się widok na błonia, las i jezioro. To chłodne, kamienne pomieszczenie, wypełnione szelestem skrzydeł i cichym pohukiwaniem dziesiątek sów. Powietrze jest przesycone zapachem piór, siana i pergaminu, a z otwartych okien wpadają podmuchy wiatru niosące echo przestworzy. Drewniane belki pod sufitem służą jako żerdzie, a podłogę pokrywa cienka warstwa piór i listów, które spadły w pośpiechu. O świcie sowy wylatują z wieży w stadach, niosąc wiadomości w każdy zakątek świata czarodziejów. Jest to sam środek i serce szkolnej komunikacji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
14-01-2026, 22:21
Wszystko to wygląda jak farsa, zabawa, gra podjęta dla zabicia czasu na paskudnie nudnym zjeździe. Och, gdybym faktycznie mógł usprawiedliwiać się nudą! Zewsząd czyhają na mnie jednak mary przeszłości, z którą nie udało mi się uporać. Każdy korytarz naszpikowany jest wspomnieniami związanymi nierozłącznie z żalem i poczuciem osamotnienia. Każda ławka, każdy zawijas schodów, każdy obraz… wszystko. Wszystko przypomina mi, że Kyros nie wróci w asyście tamtych beztroskich dni. Pozostał w przeszłości jak i wiele innych reliktów świadczących o moim zagubieniu. Upadłem kiedy zmarł mój bliźniak, upadłem, gdy zostawiłem Fran, upadłem też wtedy gdy bez zastanowienia spędzałem chwile z Mayą. Upadam i teraz dając się ponieść fanaberii wybujałego ego. Los chce, że trafiam na podatny grunt, bo panna Crouch ma głowę równie mocno pogrążoną w sprawach przeszłych. Trzyma się ich kurczowo, bo są dla niej tlenem. Wypełniają kruche płuca i pozwalają żyć dalej, szkicować z pamięci pejzaże tak odległe, że ciężko już stwierdzić czy to nie produkt sennych wizji.
Nie pozwala mi odejść ot tak… Szybko dociera do mnie echo kroków wpasowanych w me własne.
— Nie znam ciebie, a ty mnie. — Rzucam to przez ramię, bez spoglądania w jej oczy. Nie patrzę nawet na kontur postaci. Idę dalej, nie jest w stanie wytrącić mnie z równowagi swoją decyzją. Jeszcze kilka kroków i przejdę przez granicę Sowiarni. A tam czeka jedynie gardziel schodów ciągnących się w nieskończoność.
Chcę się zaśmiać, ale realnie jest mi nie do śmiechu. Rozbawienie zamarza i staje się ciężkie niczym ołów, który opada w głąb ciała i dopiero to, niczym buty z betonu, przykuwa stopy do zimnego podłoża. Na zgubę w morskich odmętach.
Czuje ból, realny, zakrawający o szaleństwo, którego źródła nie umiem pojąć. Moje serce zdaje się być zbyt opieszałe, a może zwyczajnie zupełnie już znieczulone? Jak? Jak można po tylu latach czuć tak bardzo? Tak mocno? Skoro nawet ułamek czasu nie był wtedy „nasz”. Jak tęsknić, kiedy nie było nas wcale? Potrząsam głową, oszołomiony.
Oszołomiony.
Nie dostrzegam nawet, kiedy i jak wyrasta przede mną, blokując dalszą drogę. Jest niebezpieczna, pierwotna furia zdaje się buzować pod jej skórą — zaróżowione policzki wskazują na to jak wiele wysiłku wkłada w tę chwilę i słowa płynące z ust. Ocenia mnie, nie… to sąd. Mówi dobitnie, stawia w opozycji powagę własnych odczuć do mojej gry. Ma rację, mówi cholerną prawdę, a ja nie jestem gotów przyznać się do tego, co właśnie ma miejsce. Odwracam twarz, jednoznacznie wskazując na swoją słabość. Nie. Nie powiem, że w istocie gram chwilą, żyję tym, co przynosi ulotny kaprys bez zamartwiania się o konsekwencje. Coś mnie jednak boli. Nadal. Tak samo jak w momencie, gdy mówiłem jej o rzekomej odwadze i upojeniu przeszłością. Gdy zdecydowałem się, że pora odejść.
Ból. Złość. Ogromna złość. Nogi same mnie niosą. Dzieli nas zaledwie cal, może półtora. Mogę sięgnąć, tak jak i ona.
— Nic nie wiesz… — Pełen wyrzutu szept jest jedynym na co mnie teraz stać. — Tak bardzo polaryzujesz to, co czujesz ty, a co robię ja — rzucam. — A sama wchodzisz na cienki lód.Z premedytacją. Sama się bawisz. Może wbrew sobie i może wbrew uczuciu, które cię rozrywa. A jednak. — Uśmiecham się triumfalnie. — Ten dzień, ta noc. Nie sposób oczekiwać po niej czegoś więcej niż gry i zabawy ludzi pogrążonych we wspomnieniach. — Nie ma nic więcej. Może jutro. Może za miesiąc. Dzisiaj żadna decyzja nie będzie dobra. — Jeśli tak bardzo tego pragniesz, to weź to, co potrzebne dziś twemu sercu i przestań… — Oczy mam zmrużone. — Przestań… — Resztki alkoholu wyraźnie mieszają zmysły. Czuję dreszcz chłodu, następnie szczypiące ciepło na policzkach. Odsuwam się znów. Opieram plecami o chłodne kamienie.
— Nie chcę, żebyś wspominała ten dzień jak koszmar. — Po kilku oddechach udaje mi się przywrócić zdrowy rozsądek. Albo jego cień. Patrzę przed siebie na niebo upstrzone pojedynczymi gwiazdami przebijającymi spomiędzy chmur. — Czułbym się naprawdę źle mając poczucie, że to obrało taki kurs. Z jakichś powodów tu wylądowaliśmy. I ty i ja. Cokolwiek to było, Mayu… — Wzruszam ramionami. — Może nie powinniśmy dzisiaj o tym rozprawiać. Może powinniśmy — nie kończę. Czy należy to ciągnąć?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
17-01-2026, 21:08
Czuła zbyt wiele. Byli sobie obcy, rozdzieleni nakładającymi się na siebie historiami, ogromem zakrzepniętego czasu. I nawet z tą wiedzą czuła się w obowiązku go zatrzymać, być może spojrzeć w oczy po raz ostatni. W trakcie burzliwego pożegnania po zakończeniu szkoły próbowała zapamiętać wszystko, co mogło mieć znaczenie i zachować każdy szczegół po to, żeby oddać go dokładnie na pustej kartce w szkicowniki. Wtedy chciała pamiętać. Przynajmniej przez moment, bo z miesiąca na miesiąc fascynacja przeszłością odpłynęła i stała się jedynie bladym widmem. Patrząc na niego dziś wieczorem, kiedy blask księżyca bawił się cieniami na jego twarzy i tworzył srebrne refleksy w głębi tęczówek, wolała wydrzeć go z siebie i zapomnieć. Parkiet obleczony kryzą pierzastych chmur i roziskrzonym światłem gwiazd był bolesnym przypomnieniem o tym, jak bardzo magia zakrzywiała obraz rzeczywistości. Nawet nie drgnęła, gdy znalazł się jeszcze bliżej, tak, jakby chciał przypieczętować los ich obojga. Trzymała prawdę w sobie i to dzięki niej mogła się odnaleźć, choć teraz to przez nią składała się z kruchych słabości.
Lysander łapczywie zagarniał je dla siebie i miażdżył. Delektował się zadawanym przez to bólem.
— Niewiarygodne — odparła pozbawiona tchu. Przyćmiona rozchodzącymi się wzdłuż mięśni falami gniewu nie podniosła głosu, zostając przy brzmieniu niewiele głośniejszym od szeptu i zduszonym tak bardzo, że niemal nie przypominała w nim siebie. W ogólnej perspektywie czuła się jak ktoś obcy we własnym ciele - w kilka godzin przepoczwarzyła się w stworzenie karmione niedoskonałym pięknem pamięci. — Masz rację. Masz rację, bo naprawdę nie wiem, co się z tobą dzieje. A to nie oznacza, że jesteśmy do siebie podobni i bawię się kimś dla zasady. Mogę być nadęta, napuszona i wyniosła zarazem, jeśli pasuje Ci to do narracji, ale nie jestem okrutna. To nie w moim stylu — uwaga przypisana jej domniemanym motywacjom szarpnęła sercem i narzuciła mu bolesny, tkliwy rytm. Uśmieszek plączący się po jego twarzy tylko pogłębił to poczucie, pozwolił, by przeraźliwy chłód osiadł pod skórą i zaczął przesuwać się coraz bliżej serca. Mógł tłumaczyć jej zachowanie magią przepływającą przez Hogwart, sensualną grą masek lub samym tańcem, w którym oprócz dobrego wyczucia nie było żadnego czaru. — Więc to ty przestań, Lys.
Płonęła. Ogień zaryczał z wściekłości, gdy z powrotem odsunął się i pozostawił pomiędzy nimi dystans wypełniony zimnym powietrzem. Nie słyszała prawie niczego - szelestu ocierających się o siebie sowich skrzydeł, stłumionej melodii z Wielkiej Sali i podmuchów uderzających o kamienne ściany. A zwłaszcza rozsądku, który pozornie wyrósł w jego postawie. Przez cały wieczór to nie ona dopytywała się, czy przyszedł tu w towarzystwie, a potem próbowała odwrócić się plecami w geście pustej troski, tłumacząc się potrzebą zachowania formalności. Zbliżyła się i ułożyła dłonie na jego chłodnych policzkach, ale daleko było temu do czułości. Nie ze wzrokiem pełnym gorzkiego żalu i nienawiści, choć tą żywiła głównie do siebie. Nie zamierzała pozostawić mu nawet złudnego poczucia komfortu, choć miało to trwać zaledwie chwilę.
— Żaden powód nie jest wystarczająco dobry, by okłamywać się i zmuszać do mówienia czegoś, w co się nie wierzy.
Uśmiechnęła się ze smutkiem. Z lekkim ociąganiem, jakby wbrew zaprzeczeniu czerpała z tego jakąś przyjemność, puściła go wolno i odsunęła się na bezpieczną odległość. Nie patrząc już na Lysandra podążyła do miejsca, w którym to wszystko się zaczęło - do żeliwnej balustrady, zza której rozpościerał się zapierający dech w piersi widok na gąszcz lasu i lśniącą taflę jeziora.
Może właśnie tego potrzebowała, by w końcu zapomnieć i odejść.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
18-01-2026, 21:52
Mam ochotę śmiać się. Głośno, bardzo głośno. Jej słowa tną niczym ostrza. Przesycone goryczą nad przedstawieniem, które sami sobie zgotowaliśmy. A ja pragnę okryć ciało tarczą rozbawienia, równie cierpkiego, nie mającego nic wspólnego z beztroską. Boli mnie prawda zaszyta głęboko pod jej słowami, sama może nie zdawać sobie z tego sprawy lecz ja czuję dokładnie każdy wymierzony atak i rozsiewane wątpliwości. Obrona upada niczym domek z kart, brakuje mi jednak zgody na tak odważne stawianie nas na przeciwnych krańcach kontinuum. To, że w ogóle jesteśmy w dystansie. Może mówić, że nie jest wyrachowana, okruta, nie wątpię w to. Dlaczego jednak określenia owe przykleja do moich piersi? Być może byłem zbyt natarczywie ciekawy, być może… tylko być może. Rozbudziłem coś, co przygasło pozornie, dmuchnąłem w suchy, chłodny popiół, aby zapaliły się pod nim węgielki porzuconej pasji, byłem bardzo nieostrożny lecz nie w sposób, który miałby uczynić jej krzywdę. Sama ciągnęła słowa, gesty, spojrzenia, godząc się na rzucone wyzwanie. Teraz wycofuje się i pozostawia mnie w roli oprawcy, zgniata uczucia, przedstawia niesprawiedliwy osąd. I choć chcę odrobinę złagodzić powstałe zmarszczki, nie próbuje nawet przyjąć pokory.
Zagryzam wargi, choć na końcu języka skrapla się protest. Nie wypowiadam go jednak. Daruję sobie. Opuszczam ramiona w geście poddania. Opada z nich kamienny ciężar napięcia. Powinienem wyjść, a raczej usunąć się w cień. Nogi nie są mistrzami posłuszeństwa i jak trwały, tak trwają w bezruchu. Czekam na coś, co nie nastąpi. Będziemy przerzucać się słowami o braku zrozumienia, o zupełnym braku poszanowania dla kontekstu, o tym, które jest bardziej bezwzględne… Czy to ma jednak jakikolwiek sens?
Dotyka moich policzków, ma przeraźliwie chłodne dłonie. Otwieram szeroko oczy bo nie mam podstaw by sądzić, że kryje się w owym geście choć odrobina szczerej czułości. Palce przypominają pręty klatki lub imadło w objęciach którego można jedynie dokonać żywota. Jest jednak w tym jeszcze coś… Coś co sprawia, że serce rusza niespokojne. Wybijany takt jest rwany, trochę w panice, trochę pod wpływem sprzecznych uczuć płynących z ciała. Masz ochotę wyrwać się, a jednocześnie elektryzujące dreszcze przetaczające się po plecach niosą coś w rodzaju bolesnej rozkoszy. Czujesz słabość i w obliczu tej słabości nikniesz z lubością.
Ostatnie zdanie przeszywa na wylot. Ma rację? Nie. Nie. Od tego często zależy moje życie. Nie rozumie. Nie wie. Nie może rozumieć i nie może wiedzieć.
— Mogę być i kłamcą w twoich oczach. Mogę być nieszczery w intencjach. Tego nie zmienię. Nie tu i nie teraz. Oddaj jednak sprawiedliwość, ty również za tę sytuację odpowiadasz. Jesteś tak samo winna. — Stoi do mnie tyłem, nie patrzy już. Zatapia się w krajobrazie nocy. — Nie jesteśmy już dziećmi, niewinność pogrzebaliśmy lata temu. Zachowujmy się więc jak dorośli. — Ostatni moment, wycofuję się krok za krokiem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
23-01-2026, 17:12
Głos Lysandra brzęczał nieznośnie w pustej przestrzeni. Przypominał o położeniu, w jakim znalazła się ze względu na żywioną wobec niego słabość i przez to, że cień jego osoby kroczył za nią niemal wszędzie. W tym była jej wina. Poddała się, pozwoliła mu chwycić za sznurki przywiązane do kończyn i poruszać nimi w zabawie, która tego wieczoru zamieniła się w koszmar. Wcześniej był chociaż niewidoczny, wspominany tylko wtedy, gdy sen nie nadchodził wystarczająco szybko. Teraz odsuwał od siebie żywą prawdę, choć pozwolił jej wyrosnąć i zapuścić korzenie - szeptał i pytał, przesuwał opuszki palców po spragnionej ciepła skórze, układał kroki tańca w oparciu o wybrzmiałe pomiędzy nimi napięcie. Nie powinna mu tak ulegać, ale ten plan przed wejściem na parkiet nie wyglądał tak źle. Nie zakładał, że po wszystkich zechce wypalić się do cna.
— Czym zawiniłam, Lys? Tym, że od lat nie potrafię o tobie zapomnieć i wyrzucić Cię z głowy na dobre? — teraz nawet te wyblakłe obrazy przypominały przekleństwo. Zachowane w nich odczucia nie należały do zbyt jaskrawych i wyraźnych, ale i tak paliły w niej wszystko żywym ogniem. Była pewna, że łaknące życia płomienie przedostaną się przez skórę i zwęglą tiul sukni, a po niej nie samej nie zostanie nic poza ulatującym w noc popiołem. Głaszczące ją podmuchy wiatru przypominały o czekającym na nią wyzwoleniu, gdyby tylko zdołała wznieść się nad głupotą serca i zostawiła go za sobą, puściła wolno bure wspomnienia. Zamiast tego zachwiała się na palcach i niespokojnie zacisnęła palce na barierce, nie mogąc odnieść się do jego słów z podobną obojętnością co wcześniej. Odwróciła ku niemu głowę i prychnęła z lekceważeniem, zauważając, jak bardzo zbliżył się do wyjścia z sowiarni. — A ty... Masz czelność prosić o to, żebym zachowywała się jak należy. Co z tobą? Ciebie to nie dotyczy, albo dotyczy tylko wtedy, gdy uważasz za słuszne? Przy którym z kolei pytaniu o to, czy jestem tu sama, czułeś się jak dorosły? A może kiedy pytałeś o to, czy jeszcze rysuję? — gniew pełzał na krawędzi każdego zdania, szlifował je jak ostrze i ciął nimi powietrze. Patrzyła na Lysandra walcząc z grzęznącym w piersi oddechem - płuca mozolnie unosiły się i opadały, a mimo to nie potrafiła odnaleźć w czerpaniu powietrza ulgi. Wszystko to, co ją otaczało, było zatrute. Stopniowo odpływała w nicość bólu rozwarstwiającego się w każdej części ciała. Zwróciła matowe spojrzenie z powrotem ku spokojnej tafli jeziora, choć bliska obecność wody nie mogła już ukoić plującego krwią serca. Chciała, żeby w końcu zebrał się na odwagę i wyszedł, tak, jak zamierzał, byle nie musiała na niego patrzeć.
Zgarbiła się pod ciężarem palącego się wewnątrz niej ognia. Szum trzaskających płomieni zagłuszył dochodzą z oddali muzykę, ciche pohukiwania sów czy świst powietrza. Wiedziała, że nic takiego nie ma miejsca i to wina przepływającej w żyłach krwi, ale przesuwająca się skaza cierpienia wyglądała tak bardzo realnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
24-01-2026, 16:32
Nie ma miejsca i czasu na to, aby osiągnąć jakikolwiek konsensus. Możemy i do samego poranka przerzucać się złością, bo żadne nie uzna swojej winy oraz tego, że może popełniać najgorszy na świecie błąd jątrząc stare rany. Dzisiaj Hogwart przestaje być przychylnym miejscem, staje się krwawą areną, na której mają upaść wszelkie nadzieje. Jeśli sądziła, jeśli sądziliśmy, że wyjdziemy stąd cało, musimy przełknąć gorycz porażki. Czuję, że nie mam ochoty więcej podtapiać się w morzu goryczy, które próbuje na mnie wylać.
Patrzę jeszcze raz na przesiąknięte chłodem filary, puszące się ptaki i iskrzący księżyc ponad głowami. W powietrzu czuć nieśmiałą świeżość wiosny, możnaby rzec, że niesie ona perspektywę zmiany, obietnicę na otrząśnięcie się z letargu i wejście w nowy miesiąc z wysoko uniesioną głową. Nie czuję jednak tego. Zamiast radości ogarnia mnie poczucie, że nic nie dzieje się bez późniejszego ponoszenia kosztów i że choć człowiek często stara się uciec przed przeszłością, to ta w końcu go dopadnie. Sztuką jest zaś nauczyć się z tym żyć, bez ciągłego zaklinania rzeczywistości.
Lepiej byłoby zapewne, gdybyśmy nie poddali się chwili i zamiast tego każde udało się w swoją stronę.
Słucham jej mimo wszystko bez lekceważenia; każde z słów trafia w czuły punkt, cudem jest, że jeszcze tu stoję. Zaciskam pięści, mocno, do momentu, w którym kości bieleją pod skórą. Przypominam sobie nasz taniec i to, jak wtedy się zachowywała. Czy jest zupełnie ślepa?
— Mógłbym zapytać o to samo. — Dlaczego tak bardzo mnie nienawidziła? Czy tylko dlatego, że lata temu nie potrafiłem dać jej tego, czego oczekiwała? Nie bawiłem się jej uczuciami wtedy ani przez moment. Teraz… teraz jesteśmy w innym miejscu. Teraz próbuje doszukać się we mnie na nowo złej woli. Może to jedyny sposób, by wreszcie pogrzebała zamierzchłe czasy? Musi odciąć je zdecydowanym ruchem, czysto, choć wcale nie mniej boleśnie. Ale ból bywa oczyszczający. — Nie zamierzam cię dłużej przekonywać do wiary w niewinność moich słów i czynów. Może faktycznie byłoby lepiej, gdyby przeszłość stała obudowana w obłe kształty wspomnień znikających z pamięci. — Po co cierpieć bardziej niż to konieczne. — Panno Crouch, obawiam się, że na mnie już czas, życzę miłego wieczoru. — Kłaniam się jej dwornie, zapewne w sposób zupełnie przesadzony. — Wino samo się nie wypije… — mruczę pod nosem, a następnie odwracam się na pięcie. Nie wiem jeszcze, jak spędzę resztę wieczoru, najchętniej wróciłbym natychmiast na Pokątną. Odchodzę bez słowa, krętymi schodami, które ciągną się i ciągną, a podróż nimi przypomina powolne przemierzanie wężowych wnętrzności.


ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:03 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.