• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Śmiertelny Nokturn > Knajpa "Biała Wiwerna" > Bordowa sofa w kącie
Bordowa sofa w kącie
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
31-05-2025, 15:45

Bordowa sofa w kącie
W jednym z bardziej spokojnych kątów stoi jedyna w lokalu sofa, która zdecydowanie wyróżnia się na tle licznych, twardych krzeseł i wąskich ław rozstawionych bez większego ładu po całej sali. Jej bordowy materiał, choć kiedyś zapewne bardziej schludny, teraz jest mocno wyblakły i poprzecierany, a na poduszkach wyraźnie widać odgniecenia, jakby wiele osób szukało tu wcześniej miejsca na chwilę samotności. Tkanina miejscami przetarła się, ukazując wełnę, a przy siadaniu mebel wyraźnie skrzypi, najpewniej najlepsze lata mając już dawno za sobą. Ten kawałek przestrzeni nie cieszy się dużą popularnością – większość gości unika sofy, wybierając twarde ławy, choć wielu z nich podejmuje najpierw próbę ułożenia się na sofie. Warto dodać, że miejsce to znajduje się dość blisko pulsującego ciepłem kominka, co zdaje się niwelować część niewygody związanej z przebywaniem na bordowej sofie, ale wciąż nie jest to ulubiony zakątek tutejszych bywalców.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
normal is an illusion. what is normal for the spider is chaos for the fly.
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
03-02-2026, 19:11
Manon szczyciła się swoim wyuczonym stoicyzmem, umiejętnością trzymania emocji na krótkiej smyczy. Nie pozwalała sobie zresztą na przesadną rozwiązłość emocjonalną, uznając ją za niepotrzebną dystrakcję w drodze do celu. Czasem jednak emocje, będąc w głowie panny Baudelaire podobnymi do psów, próbowały wierzgać się, szarpać za ową smycz, wreszcie — zrywały się z niej, uciekając w sobie tylko znanym kierunku. Tak było również tym razem. Zjawiła się na Nokturnie robić interesy. To miała być krótka i praktyczna wycieczka — przyjść, załatwić, wyjść. Natrętny kelner może tylko trochę pokrzyżował jej plany, ale miał być wyłącznie muchą, latającą jej nad głową i brzęczącą jakieś głupotki, których nie miała ochoty słuchać. Wystarczyło jednak rozpoznać w nim cień lat dawno minionych, aby uderzyły ją obrazy zupełnie do Nokturnu niepasujące.
Soczysta zieleń trawy, której źdźbła łaskotały skórę przez cienkie ubranie letniego, dziecięcego stroju.
Radosny śmiech, który dźwięczał w uszach wcale nie gorzej niż godzinę po tym, jak wybrzmiał po raz pierwszy.
Czemu tak trudno było być obojętną siedzącemu obok mężczyźnie? Przecież nie dlatego, że po jego policzkach pociekły łzy. Te nie zmieniały niczego w strefie faktów, były wyłącznie narzędziem do wyrzucenia z siebie emocji: smutku, frustracji, złości, wszystkiego, co było zbyt trudne do wyjaśnienia słowami. Nie mogło to pochodzić również z tego, że się znali — kiedyś, gdzieś, w innym życiu. Żadne z nich nie przypominało dziecięcej wersji siebie. W zasadzie byli sobie obcymi ludźmi, mglista znajomość własnych personaliów, czy współdzielone wspomnienia z dalekiej przeszłości nic nie zmieniały. Bo nie mogły. A jednak ciało zareagowało pierwsze: wyciągnięciem dłoni, ułożeniem ich na dłoniach kelnera, starciem łzy z policzka, zawieszeniem w żołądku kobiety dziwnego ciężaru. Owinięciem jej samej w płaszcz uczucia, którego — wydawało jej się — do tej pory nie czuła wcale. Bo oto, gdy poświęcała uwagę na utrzymaniu w mocy największych, najczęściej karmionych przez siebie ogarów emocji, zupełnie zapomniała o najmniejszym ze stada. To on ruszył wolno, to on pociągnął ją w stronę Axela, nakazał wszystkie te nietypowe dla niej zachowania, to przez niego uśmiechała się teraz, szczerze, bez podszycia szyderą, bez oceniania, bez myśli o tym, że wszystko w ich świecie oznaczało transakcję, w której raz to ona była płatnikiem, innym razem ściągała należne sobie długi.
Najgorsze we współczuciu było to, że nie miała pojęcia, czy w ogóle potrafi komuś pomóc i ulżyć. Potrafiła krzywdzić, potrafiła krzyczeć, potrafiła niszczyć. Ale gdy pierwszy raz od dawna tak bardzo pragnęła pomóc, bała się, że w całym procesie skrzywdzi i Axela. Axela, który już na pierwszy rzut oka nie potrzebował dodatkowego ciężaru. Przeżyje to, mówił jeden z głosów w jej głowie, ten z rodzaju złych doradców. Słuchała jego podszeptów całkiem chętnie, ale teraz słyszała w głowie swój własny głos mówiący: Może przeżyje, ale nie chcę, by musiał.
Musiała wyrwać się z wiru własnych myśli, teraz przecież liczył się Axel. Podejdź do tego zdroworozsądkowo, mówiła sama sobie, raz jeszcze, umyślnie spychając nawet współczucie na bok. Będzie miała czas wszystko przemyśleć. Ułożyć plan. Tymczasem...
— Doskonale, panie Deveraux — słowa przepełnione ciepłem aprobaty wydostały się z jej ust równo z poklepaniem jego dłoni w geście wsparcia. — Nie zapominaj o tym, kim jesteś. Różne szumowiny będą chciały cię wdeptać w ziemię, nagiąć do swojej woli — ponownie ściszyła głos do ostrzegawczego szeptu. Jej zielone oczy skupiły się na twarzy tancerza—kelnera, chciała, aby zrozumiał, że mówi zupełnie poważnie. — Ale tylko ty jesteś panem swojego losu. Jeżeli pozwolisz im myśleć, że jesteś nic nie wart, tak właśnie będzie. Nie jest ważne, czy przeciwnik jest od ciebie większy, silniejszy, bo raczej właśnie tak będzie. To ty musisz być panem sytuacji — zabawne, mężczyźnie na nokturnowym wygnaniu dawała takie same rady jakie dawał jej jej własny ojciec, gdy dopiero zaczynała maczać palce w zakazanych arkanach magii. Rady, które prowadziły ją przez życie w zdominowanym przez mężczyzn świecie konserwatywnych kręgów rodzin orbitujących wokół elit tego kraju. Zastanawiała się, jak wielkim szokiem było dla Axela utracenie uprzywilejowanej pozycji. Cokolwiek wydarzyło się między nim a ojcem, musiało być olbrzymim skandalem. Ale miał odwagę podjąć decyzje w zgodzie z sobą. Lub odwagę żyć z konsekwencjami, które przewidział dla niego ktoś inny. Co stało za tajemniczym wygnaniem było doskonałym tematem na rozmowę w jej mieszkaniu.
Uśmiechnęła się szerzej, gdy zażartował, że ubierze się porządniej. Doskonale, że miał w sobie jeszcze odrobinę humoru. Nie mogłaby mu pomóc, gdyby był już zupełnie zrezygnowany.
— Do zobaczenia zatem. Wypij moje wino, przyda ci się — na stole zabrzęczały monety w odliczonej kwocie na wino, które zamówiła, ale jeszcze nie miała okazji wypić. Powstała z niewygodnej kanapy, ledwie powstrzymując się przed przeciągnięciem się; może była przewrażliwiona, ale nawet na takie gesty nie było miejsca na Nokturnie, zrobi to dopiero na Pokątnej. Wyszła zza ławy, przeszła przez całą salę, nie spoglądając po drodze na nikogo. Gdy z trudem pchnęła ciężkie drzwi, obejrzała się tylko raz przez ramię.
Aby posłać Axelowi ostatni tego dnia, ciepły uśmiech. Obietnicę bez słów.

| z/t x2
by the pricking of my thumbs, something wicked this way comes
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:03 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.