„I po raz pierwszy od początku wieczoru Iris nie czuła już zapachu dymu po pożarze. Czuła coś ostrzejszego. Nie chaos. Nie rozpacz. Początek cichej wojny, która nie będzie toczyła się krzykiem - lecz decyzjami.”
„Uniosła wzrok na twarz Amodeusa - tym razem nie było w nim ostrości. Było coś bardziej kruchego. Przez chwilę milczała, a potem dodała, ciszej: — Boję się, braciszku...”
„(...)Boję się. Moja matka nigdy nie... nie poświęciła... — Urwała, przełykając ciężko wzbierającą się gulę w gardle. Ten temat okazywał się jeszcze cięższy niż przypuszczała. — Nigdy nie powiedziała jak być dobrą żoną. A dobra żona daje potomka.”
„Odwróciła się w stronę Amodeusa. Poczuła jak krew odpływa z jej twarzy i wiedziała, że brat domyśli się, że coś jest nie tak. Dlatego zamrugała parokrotnie powiekami i odchrząknęła, chwytając brzeg tiulowej spódnicy.
— Okropnie tu duszno — Kłamstwo. Ale mimo to zdecydowała się posłać bratu krótkie spojrzenie. — Chodźmy dać Lucindzie prezent. Jestem okropnie głodna, a nie wypada rzucać się na jedzenie przed oficjalnym powitaniem gospodyni.”
„(...)Bez zawahania wzięła jego rękę, nie bacząc na to, czy był zajęty. Wnętrze jego dłoni przyłożyła do swojego czoła, z uporem maniaka świdrując go swoimi jasnymi tęczówkami. — Widzisz coś? Widzisz?!”
„Przez chwilę patrzyła na jezioro, pozwalając, by cisza zrobiła to, czego nie potrafiły zrobić słowa przez ostatnie dni. Myśli, które zwykle domagały się uwagi, tym razem odsunęły się na bok - nie zniknęły, lecz przestały być najważniejsze.”
w toku
| Gracz zgłasza: MG akceptuje:
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.