• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 15.09.1957 | Friends forever
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
23-02-2026, 22:26

15.09.1957 | Friends forever
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
23-02-2026, 22:27
Przebywał w Cardiff może ze dwa tygodnie, starał się jakoś zaaklimatyzować. Na pierwszy ogień jednak stawiał ogarnięcie tego co ma robić w pracy. Ojciec dał mu jasne wytyczne, wiedział czym ma się zajmować, czego pilnować i na co zwracać uwagę. To była jego pierwsza poważna praca i zamierzał dać z siebie sto procent. Na całe szczęście miał jeszcze na miejscu Marcusa, człowieka, który miał odejść niedługo na emeryturę i to on miał przejąć jego obowiązki. Spędzał z nim całe dnie, ucząc się tego co miał robić. Mężczyzna starał się przekazać mu całą swoją widzę, dać mu wskazówki, które miały mu w przyszłości ułatwić pracę. Był mu niezwykle wdzięczny za pomoc, bo początkowo wszystko go przytłaczało. Miał siedemnaście lat, raptem trzy miesiące wcześniej skończył szkołę, a teraz miał podjąć się odpowiedzialnego zadania pilnowania ojcowskiego hangaru w Cardiff. Przez te dwa tygodnie cały czas nie odstępował Marcusa na krok, robiąc notatki aby o niczym nie zapomnieć i starał się zapoznać z ludźmi, w którymi miał współpracować w przyszłości. Poznał kilka załóg statków, które pływały dla ojcowskiej firmy, ale nadal miał jeszcze problem z zapamiętaniem ich imion.
Tego wieczora Marcus postanowił zabrać go na miasto, nawet jeśli w jego mniemaniu wyjście na miasto równało się z odwiedzeniem kilku barów i tawern w porcie. Mężczyzna wyszedł jednak z założenia, że jeśli młody chce się naprawdę dobrze czuć w porcie, obowiązkowo musi poznać miejscówki, w których spotykają się okoliczni mieszkańcy. Zaliczyli dwa bary gdzie Keith wypił może łącznie trzy piwa, ale tyle wystarczyło aby dorobił się naprawdę wyśmienitego humoru. Nie miał mocnej głowy, wcześniej jedynie pijał kremowe piwo w Trzech Miotłach podczas wypadów do Hogsmede więc nie można tak naprawdę nazwać tego jakiś specjalnie wysoko procentowym alkoholem.
- O teraz młody pójdziemy do Pod Mewą i Księżycem, klasa lokal. - Marcus pokiwał głową z zadowoloną miną i poklepał go po ramieniu.
On już dla odmiany był nieźle wcięty. Szedł lekko chwiejnym krokiem, ale Keith podejrzewał, że potrzeba jeszcze dość sporej ilości alkoholu aby zwalić tego faceta z nóg. Z rozbawieniem obserwował go kiedy szli mokrym chodnikiem, a w oddali majaczył szyld tawerny, do której się kierowali. Już na zewnątrz słyszał wrzawę, która panowała w tawernie, a to jedynie sprawiło, że był jeszcze bardziej ciekaw tego miejsca. Nie rozczarował się. Kiedy weszli do środka od razu uderzył w niego hałas i przeróżna mieszanka zapachów. Spowodowało to jednak, że jedynie uśmiechnął się szerzej, a więc tak wyglądało prawdziwe portowe życie.
- Marcus sukinsynie! W końcu się pojawiłeś! - zawołał ktoś na widok mężczyzny.
- Tak, jestem, otrzyjcie łzy! Musicie mi wybaczyć moją ostatnią nieobecność. - zaśmiał się Marcus, po czym pchnął Keitha do przodu, prezentując go wszystkim - Panie i panowie, przedstawiam wam nowego zarządcę hangaru Croft Transport! Przyjmijcie go z otwartymi ramionami! Młokos będzie teraz z wami pracował i się bawił. - zawołał obwieszczając wszystkim zgromadzonym pojawienie się nowego członka portowej społeczności.
Keith początkowo jedynie uśmiechnął się nieśmiało patrząc po tych wszystkich mordach, ale po chwili Marcus pchnął go bardziej do środka i moment później już został wciągnięty przez grono jego znajomych. Został zwalony tona pytań, na które starał się odpowiadać na tyle na ile umożliwiał mu jego podpity stan, zwłaszcza, że moment później pojawiły się przed nim kieliszki z rumem i nie miał innego wyjścia jak tylko je wypić. Był naprawdę zaskoczony jak ciepło go przywitali, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego niecodzienny wygląd.
- Riven złotko! Kolejka dla naszego nowego kolegi! - zawołał Marcus w kierunku baru, na co Keith automatycznie skierował swoje spojrzenie w tamtym kierunku.
- Riven? - uniósł brew ku górze, a po chwili widząc doskonale znaną sobie sylwetkę i burzę blond włosów, uśmiechnął się szeroko - Riven!!! - zawołał zrywając się z krzesła z taką prędkością, że aż mu się w głowie zakręciło, a alkohol z całą pewnością nie ułatwiał mu utrzymania równowagi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
24-02-2026, 21:31
Nie spodziewałam się tylu atrakcji w ciągu właściwie dwóch dni. Wczorajszy dzień był niezwykle intensywny, pojawienie się ekipy “Brzasku” i świętowanie objęcia stanowiska pierwszego oficera przez Kennetha. Oh, jak ja bardzo nie mogłam go wybić sobie z głowy. Mężczyzna zrobił na mnie ogromne wrażenie, ciągle we wspomnieniach miałam nasz wczorajszy taniec, chodziłam cała w skowronkach. Właściwie sama nie wiedziałam dlaczego. Gdybym miała dzisiaj wolne, chyba bym pół dnia przeleżała w łóżku ściskając poduszkę i piszcząc w nią z ekscytacji, że taki mężczyzna pojawił się w porcie. Ale nie miałam wolnego, musiałam pojawić się w pracy i całe szczęście dużo się działo. Moje myśli były zajęte pracą. Czas mijał mi dość szybko na wykonywaniu standardowych czynności. Podawałam jedzenie i napoje, mniej lub bardziej procentowe, czasem trzeba było coś sprzątnąć, czasem sprawdzić zamówienie. Skoczyć na kuchnię albo na zaplecze by coś przynieść. Nic nadzwyczajnego. W głównej mierze jednak stałam za barem i pilnowałam, aby gościom nic nie brakowało. Im później było tym więcej ciekawych ludzi się pojawiało, takich z którymi można było porozmawiać. Wyciągnąć szalone opowieści, nauczyć się czegoś nowego. Byłam akurat w trakcie takiej rozmowy. Do tawerny zaszło paru marynarzy innego statku, który od paru dni cumował w porcie. Jutro mieli wypłynąć i właśnie opowiadali mi trasę podróży z dużą dokładnością, ponieważ na blacie rozłożoną mieli mapę. Dobrze wiedziałam gdzie co się znajduje i nawet bez pomocy magii, a jedynie podążając wzrokiem za ich palcem sunącym się po morzach i oceanach wiedziałam którędy i gdzie płyną. Byłabym dobra w te klocki, tak myślałam. Często panowie mnie chwalili za bystre oko i spostrzegawczość. A to łechtało moje ego.
Swoje imię usłyszałam dwa razy. Raz ktoś zawołał, abym podała kolejkę. Drugi raz ktoś zawołał ze zdziwieniem. A potem jeszcze raz z dziwną radością w głosie. Uniosłam głowę zdziwiona i spojrzałam w stronę grupki mężczyzn, która siedziała w jakiejś odległości ode mnie. Nie wiem czy bardziej zareagowałam na swoje imię czy może na rumor, który temu towarzyszył. Poleciały jakieś krzesła. Nawet marynarze, z którymi rozmawiałam się obejrzeli i zaczęli śmiać pełną piersią. Jakiś młody chłopak rozbijał się po tawernie.
Ale to nie był jakiś chłopak. Z początku myślałam, że umysł płata mi figle. Nie spodziewałam się go tu zobaczyć. Opuściłam Hogwart w zeszłym roku, pracowałam sobie w tawernie kiedy on jeszcze się uczył i kontakt mieliśmy ledwie listowny. Nie dostałam żadnej informacji, że ten o to Puchon ma się pojawić w Cardiff. Czy jego rodzina nie mieszkała przypadkiem w Londynie? Albo jakoś tak? Uniosłam wysoko brwi, a uśmiech szeroki pojawił się na moich ustach. Przepraszająco spojrzałam na swoich towarzyszy, ale oni domyślili się chyba, że rozmowa skończona, ponieważ mapa zniknęła z blatu. Wystrzeliłam zza baru i pobiegłam w stronę szkolnego przyjaciela.
- Keith! - Krzyknęłam równie ucieszona co on. - Keith, nic nie mówiłeś… co ty tu… co on tu robi? - Spojrzałam na Marcusa z pytaniem w oczach.
Potem przeniosłam spojrzenie na Keitha. Nie widziałam go chyba od roku. Stęskniłam się bardzo więc nic więcej nie mówiąc przytuliłam go mocno i ścisnęłam ile sił miałam w rękach. Może nie dużo, ale wystarczająco, aby poczuł. Cieszyłam się, że go widzę. Ale byłam na tyle pochłonięta rozmowami na temat podróży i mapy, że nie słyszałam nawet o czym rozmawiają. Ani jak długo tu właściwie siedzieli.
- Czy ty jesteś pewny, że chcesz alkoholu? - Zapytałam młodego Crofta rozbawiona, a potem spojrzenie przeniosłam ponownie na Marcusa. - Zaraz wam poleję, na mój koszt o ile pozwolicie mi go porwać?
Spojrzenie numer trzy, duże oczy, uroczy uśmiech, niewinna poza. Zawsze działało, kiedy chciałam coś dostać lub coś osiągnąć. Byłam pewna, że i tym razem podziała. A potem zabiorę go do baru, dam do picia coś innego i uchronię przed okropnym kacem jutrzejszego dnia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
25-02-2026, 20:41
Niby wiedział, że jest w Cardiff, niby wiedział gdzie pracuje. Przecież regularnie wymieniali listy kiedy ona skończyła szkołę. Była jego najbliższą przyjaciółką, ile to razem przeżyli razem w szkole?! Jak mógł zapomnieć ją poinformować o tak ważnym fakcie jak to, że sprowadza się właśnie do jej miasta? Odpowiedź była prosta, był tak zaaferowany nową pracą, nowymi obowiązkami, że wypadło mu to z głowy. Kiedy skończył szkołę nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Oceny miał ledwo co przyzwoite, nikt z takimi nie przyjąłby go na staż w ministerstwie, z resztą wiedział, że nigdy by się tam nie odnalazł. Ojciec nigdy go jakoś specjalnie nie przymuszał do nauki, nie wywierał na nim presji, że musi mieć najlepsze oceny, więc ich nie miał. Widział te krzywe spojrzenia macochy kiedy wracał do domu na wakacje i pokazywał swój spis ocen. Jej zdanie jednak już dawno przestało go interesować. Nigdy go nie lubiła, wyżywała się na nim, dlaczego miałby sie więc przejmować tym co ona myśli? Jednak kiedy opuścił mury Hogwartu, dotarło do niego, że zawalił sprawę. Nie dość, że sam nie miał na siebie żadnego pomysłu, to jeszcze nikt go nigdzie nie chciał przyjąć, nawet na staż. Dopiero ojciec przybył mu z odsieczą, dzięki Merlinowi. Co prawda praca miała być daleko od domu, ale trudno. Ważne, że w ogóle była. Początkowo bardzo się denerwował, nie wiedział czy sobie poradzi. No bo co on tak naprawdę wiedział o porcie i pracy w hangarze? Kompletnie nie. Na całe szczęście był Marcus, człowieka, który wziął sobie za punkt honoru, że wyszkoli młodego tak, że będzie obcykany ze wszystkim i wszystkimi. I jak na razie szło mu to świetnie. Keith spędzał całe dnie na poznawaniu tajników prowadzenia hangaru, uczeniu się nazw statków i nazwisk załóg, które pływały dla ojcowskiej firmy. Marcus pokazywał mu wszystkie rejestry i jak je prowadzić, jak przeprowadzać inwentaryzację w magazynie, jak katalogować znajdujący się w nim towar. Croft nie chciał zawieść zaufania ojca i bardzo się do tego wszystkiego przykładał. Dlatego zapomniał poinformować Riven, że jest na miejscu.
Teraz, kiedy ją zobaczył, szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy. Nie zrobił sobie nawet nic z tego, że przez swoje roztrzepanie i zdecydowanie stan upojenia alkoholowego, przewrócił kilka krzeseł, samemu o mało co nie wywracając się spektakularnie. Thorne wyściskała go z całych sił, a on odpowiedział jej tym samym.
- Chodziliśmy razem do szkoły! - poinformował wszystkich zgromadzonych przy stoliku, prezentując swoją koleżankę, chociaż przecież wszyscy doskonale wiedzieli kim jest.
- Ach znacie się…jak miło. - Marcus zaśmiał się patrząc na ich dwójkę - No słonko co ci mogę powiedzieć, młody obejmie niedługo moje stanowisko w ojcowskiej firmie. Zabrałem go dzisiaj żeby poznał tutejsze zwyczaje. - mężczyzna wyszczerzył się do Riven.
- Jeju…ale jaja! - Croft trzasnął się otwartą dłonią w czoło patrząc na Riven, trochę mocniej niż zamierzał, ale znieczulony, nie odczuł tego jakoś boleśnie - Kurde, zapomniałem ci napisać. Tyle się działo! Mam ci tyle do powiedzenia! - uśmiechnął się do niej szeroko.
Słysząc pytanie czy na pewno chce więcej alkoholu, najpierw spojrzał na swoich dotychczasowych towarzyszy. Chociaż dobrze mu się do tej pory z nimi siedziało, tak w tym momencie kompletnie stracił nimi zainteresowanie. Wróci w końcu wzrokiem do Riven i posłał jej spojrzenie, które nie raz posyłał jej w szkole, dając jej tym samym znać, że ma już chyba dość.
- Oh Riven, złotko, pani mojego serca, jak moglibyśmy ci odmówić. - odezwał sie jeden z mężczyzn, który wcześniej przedstawił się jako Kurt, robiąc słodkie oczka do blondynki.
- Młody, tylko nie wariuj, jutro ci wyleje wiadro wody na łeb jak nie wstaniesz rano. - Marcus posłał mu sugestywnie spojrzenie, na co Keith jedynie uśmiechnął się pod nosem i w tym momencie o wiele odważniejszy dzięki procentom we krwi pokazał mu środkowy palec, na co mężczyzna pokręcił głową z rozbawieniem - Wyrobi się. - pokiwał zadowolony głową.
- Prowadź! - Croft odwrócił się już do Riven nie mogąc się przestać uśmiechać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
03-03-2026, 18:38
Przez chwilę patrzyłam na Keitha marszcząc brwi, bo co ze mną było nie tak, że wszyscy o mnie zapominali? Albo zapominali mnie poinformować, że wyjeżdżają albo, że właśnie przyjeżdżają i będą teraz mieszkać w Cardiff. W końcu jednak odpuściłam, westchnęłam jedynie ciężko i pokręciłam głową z dezaprobatą. Posuszę mu o to głowę wtedy, kiedy będzie bardziej świadom, a mniej pod wpływem procentów. Croft zdawał się być mocno podekscytowany nową pracą, a Marcus wziął sobie za cel pokazać mu jej wszystkie aspekty. Nawet wszystkie bary w okolicy, chociaż tak naprawdę Keith ledwie parę miesięcy temu pił co najwyżej kremowe piwo. Uśmiechnęłam się szeroko do panów.
- W takim razie ja go porywam, już dzisiaj nie oddam, a zamówienie zaraz przyniosę. Chodź, wszystko mi opowiesz - pociągnęłam przyjaciela rozbawiona jego zachowaniem za ramię i posadziłam na krześle przed batem. - Daj mi chwilę.
Z tego miejsca Keith mógł spokojnie przyglądać się mojej pracy. Nigdy nie widział mnie za barem, nie miał przecież jak. A ja obsługiwałam klientów dłużej niż mogło mu się wydawać i po moich ruchach zdecydowanie było to widać. Jak pewnie jednym machnięciem różdżki ustawiałam przed sobą rzędy szklanych kufli, do każdego z nich nalewałam taką samą ilość piwa z nalewaka, a potem znowu machnięcie różdżki i wszystkie kufle unosiły się w powietrzu. A ja dostarczałam je do stolików, w międzyczasie z żadnego nie uroniłam chociażby kropli. Całkiem dobra byłam w te klocki.
- Wasze piwa, panowie - ostatnie ustawiłam przed Marcusem. - Bawcie się dobrze.
Wróciłam co przyjaciela, stanęłam za barem i dopiero wtedy mogłam mu się dokładnie przyjrzeć. I stwierdziłam, że właściwie to w ciągu roku praktycznie się nie zmienił. Bo ostatni raz widzieliśmy się przed wakacjami gdy kończyłam Hogwart, od tamtej pory żyliśmy na listach wysyłanych do siebie, jednak to zdecydowanie nie było to samo co normalna rozmowa. Ciekawe czy ja się w jego oczach zmieniłam. Na pewno ubiór miałam inny. Normalnie widywał mnie raczej z mundurku, a jeśli miałam na sobie coś innego, bardziej codziennego, to nie było to nic, za co mogłabym dostać szlaban czy stracić punkty. W tawernie nie było takich zasad. Śmiało nosiłam krótką spódniczkę, krótszą niż większość uważała, że powinnam. Na sobie miałam koszulę niedbale wsuniętą za pasek z podwiniętymi rękawami i rozpiętymi górnymi guzikami. Tylko koraliki na szyi się nie zmieniły, wciąż były te same. No i może trochę mi urosły włosy odkąd widzieliśmy się po raz ostatni.
- No, no, no, Keith. Ale żeś się ustawił - pokiwałam głową z uznaniem. - Będziesz ojcowski hangar ogarniać? Nie wiedziałam, że Marcus idzie na emeryturę. Nic się nie chwalił.
Spojrzałam w stronę mężczyzn, a potem po całej sali. Miałam chyba chwilę, żeby móc spokojnie sobie z chłopakiem pogadać, zanim ktoś zechce zakłócić nasz spokój i przyjść zamówić piwo albo jakieś jedzenie. Spojrzałam na Crofta i uśmiechnęłam się szeroko.
- Czy ty coś jadłeś czy pijesz na pusty żołądek? Poczekaj - dosłownie na parę minut zniknęłam za drzwiami, by wrócić do chłopaka z całym talerzem różnego rodzaju przekąsek. - Masz, jedz i opowiadaj. Tak się za tobą stęskniłam! O mamo, ale będzie fajnie! Będziesz mógł tu przychodzić po pracy i opowiadać mi co się działo, pokaże ci wszystkie fajne miejscówki. Mamy tu niezłe kluby taneczne, wiesz? Pokażę ci port po zmroku i tereny za miastem! Tak się cieszę!
Patrzyłam na przyjaciela z szerokim uśmiechem i bijącą ode mnie ekscytacją. Nie spodziewałam się go tutaj, a jak już się pojawił i zapowiadało się, że zostanie na dłużej. to nie mogłam wytrzymać z radości. Wręcz miałam ochotę skakać po ladzie z nadmiaru tych wszystkich emocji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
16-03-2026, 18:03
Widział jak kręci głową, ale w tym momencie nie połączył tego z tym, że zapomniał się z nią skontaktować. Potem pewnie to do niego dotrze i będzie mu głupio, ale teraz o tym nie myślał. Przecież normalnie była zawsze pierwszą osobą, której pisał o takich rzeczach, a teraz jeszcze dodatkowo chodziło o Riven, jego najlepszą przyjaciółkę. Po prostu to wszystko stało się tak nagle, że nie pomyślał, wyleciało mu to z głowy. Pewnie gdy wszystko by się uspokoiło to by uzmysłowił sobie swój błąd, ale w tym momencie już w zasadzie było za późno.
Z szerokim uśmiechem na twarzy ruszył za nią przez tłum gości do baru. Jego dotychczasowa ekipa na pewno nie będzie za nim tęsknić, a jeśli to nie specjalnie długo, w końcu siedzieli w dość sporej grupie i znali się zdecydowanie dłużej, z całą pewnością mają mnóstwo tematów, w których się za momencik pogrążą. Usadowił się więc wygodnie na stołku przy barze i obserwował Riven. Trochę zaczynało mu się kręcić w głowie, ale nie przejmował się tym za bardzo. Posiedzi trochę, napije się czegoś innego niż alkohol i z czasem mu przejdzie.
Był pod wrażeniem z jaką swobodą Thorne czuła się za barem. Wiedział, że pracuje jako kelnerka i barmanka, bo w końcu w zasadzie tydzień w tydzień wymieniali się listami kiedy opuściła szkołę, ale jednak widzieć ją w akcji to totalnie co innego. Obserwował jak bez problemu nalewa piwa do kufli, nie rozlewając nawet kropelki, a potem unosi je i zanosi do stolika, przy którym jeszcze przed chwilą siedział. W zasadzie nie odrywał od niej wzroku, ale dopiero po chwili jego pijany mózg zarejestrował, że w zasadzie nigdy nie widział jej w takim wydaniu. Zawsze widywał ją w szkolnym mundurku, ewentualnie kiedy wychodzili do Hogsmede to ubranej bardziej swobodnie, ale nigdy tak. Wyglądała inaczej, ale nadal świetnie jak zawsze. Chcąc nie chcąc, musiał przyznać, że w tym wydaniu mogła śmiało eksponować swoje wdzięki, które, nawet jeśli byli tylko przyjaciółmi, i on widział, bo przecież nie był ślepy, a po za tym był tez facetem. Nigdy jednak nie patrzył na nią w ten sposób, nie myślał o niej w innych kategoriach niż przyjaciółka. Jedyne co się nie zmieniło, to te charakterystyczne koraliki na jej szyi, które tak dobrze pamiętał.
On w zasadzie się nie zmienił w ogóle. Może częściej teraz, kiedy był poza domem, bawił się kolorem swoich włosów czy oczu, ale po za tym, to nadal był tym samym chłopakiem, którego pamiętała. No może bardziej pewnym siebie i znającym swoją wartość, ale poza tym to nie za bardzo się zmienił.
- Ogarniać to może za dużo powiedziane. - pokręcił głową z rozbawieniem - Nie wiedziałem co ze sobą zrobić po szkole i tata zaproponował mi, żebym zajął się hangarem. Akurat przy okazji zdarzyło się tak, że Marcu odchodzi na emeryturę, bo w zasadzie miałem mu tylko pomagać…taki był pierwotny plan. - uśmiechnął się wzruszając ramionami - No ale zobaczymy jak to będzie. - dodał po chwili mrugając do niej - Eee…jadłem śniadanie? - sam do końca nie wiedział czy odpowiada na jej pytanie czy sam pyta siebie.
W natłoku tej całej pracy zapominał ostatnio o takich podstawowych czynnościach jak jedzenie. Ostatnimi czasy zdarzało mu się dość często i pewnie to było powodem tego, że trochę schudł. Zauważył to po tym, że pasek musiał zdecydowanie mocniej zapinać żeby mu spodnie z tyłka nie spadały. Widząc jak burza blond włosów znika na zapleczu zaśmiał się cicho pod nosem. No tak, Riven nie da mu przecież głodować.
- Dzięki, jesteś wielka. - posłał jej szeroki uśmiech - A mogę też coś do picia? Bez alkoholu tym razem. W ogóle widzę, że za barem naprawdę czujesz się jak ryba w wodzie.- uniósł brew ku górze sięgając po pierwszą przekąskę i w całości wpakowując ją sobie do ust, dopiero teraz dotarło do niego, że naprawdę był głodny - No w zasadzie to liczę, że mi pokażesz. Na razie kręcę się tylko w okolicach hangaru, Marcus pokazuje mi wszystko co i jak. To cholera wcale nie jest takie proste, dużo nauki to ode mnie wymaga, a wiesz doskonale jak u mnie jest z nauką. - zaśmiał się sięgając po kolejną przekąskę - Kluby taneczne mówisz? Ale można się w nich pobawić, nie? Nie tak jak na Hogwarckich balach? - uniósł zaintrygowany brew ku górze.
Lubił tańczyć, zawsze się przy tym świetnie bawił. W szkole mieli bale, ale muzyka należała raczej do tych spokojnych, więc nie dało sie tak naprawdę za bardzo wyszaleć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
25-03-2026, 22:13
Czułam jak mnie obserwuje gdy siedział sobie wygodnie przy barze, a ja lałam piwo do kolejnych kufli. Nigdy nie widział mnie za barem, nie w takim ubraniu, nie w takim towarzystwie. W Hogwarcie mało co było dla mnie naturalne. Spódnica zbyt długa, koszula zapięta pod szyję i związane włosy. Sztywny plan dnia. Jedynie podczas wizyt w Hogsmeade mogłam pozwolić sobie na odrobinę luzu, jednak nie tyle ile bym chciała, przyłapana przez nauczyciela w zbyt krótkiej spódniczce mogłabym przypłacić to szlabanem. A dodatkowych nie potrzebowałam, miałam ich wystarczająco dużo w swojej szkolnej karierze. Tu, w Cardiff, byłam w swoim świecie. Mogłam się ubierać jak chciałam, używać języka jakiego chciałam. Tańczyć na stole, pić z marynarzami, a czasami imprezować do rana. A teraz, kiedy i Keith był w porcie, mogliśmy żyć sobie dalej razem, tak jak żyliśmy w Hogwarcie. Spędzać razem czas, rozmawiać godzinami. Może nawet pójść na jakąś imprezę!
- Śniadanie? - Zapytałam oburzona. - Jest wieczór - Keith mógł usłyszeć mój głos zza zaplecza.
Na talerzu, które przed nim postawiłam były same dobroci. Przekąski, kiełbaski, wędzone ryby, pokrojone warzywa. Większość poszło do dzisiejszego posiłku, który również tutaj serwowaliśmy, a pozostała część była na inny użytek. Wystarczyło parę machnięć różdżką, aby talerz został przygotowany, dlatego tak szybko wróciłam. Gdy Keith poprosił o coś do picia szybko podałam mu szklankę z syropem malinowym. To było pierwsze co wpadło mi do głowy i było w miarę pod ręką.
- Jak będziesz chciał więcej to mów, dzisiaj na mój koszt wszystko - zaczęłam z szerokim uśmiechem. - Keith, to jest zupełnie inna nauka niż ta w Hogwarcie. Jestem pewna, że szybko wszystko załapiesz. A co do klubów - nachyliłam się nad nim lekko. - Hogwarckie bale nijak mają się do tych zabaw tutaj. Głośna muzyka, tańce do białego rana. Szykuj się na piątek, akurat mam wcześniejszą zmianę i wieczór wolny, to cię porwę. Chcesz?
Nie podejrzewałam, że mi odmówi, więc nawet nie czekałam na jego odpowiedź. Mogłam nawet powiedzieć, że postawiłam go przed faktem dokonanym. A jeśli miał cokolwiek zaplanowane, to niestety, ale będzie musiał to przełożyć. Wolny piątkowy wieczór zdarza mi się rzadko, musiałam z tego skorzystać.
Naprawdę się cieszyłam z pojawienia się tu Crofta. Nie spodziewałam się tego, trochę się bałam, że nasza przyjaźń może nie przetrwać tego roku rozłąki. Niby do siebie pisaliśmy regularnie, ale ostatnio sowy latały po między nami zdecydowanie rzadziej. Teraz już przynajmniej wiedziałam dlaczego. Trochę zabolał mnie fakt, że jednak myśl o tym, aby dać mi znać, nie było pierwszą rzeczą, która przyszła mojemu przyjacielowi do głowy. Jednak nie mogłam się na niego zbyt długo gniewać. Szybko mi więc przeszło, teraz już się tylko cieszyłam. Patrzyłam więc na niego z szerokim uśmiechem, sięgnęłam po jedną przekąskę z talerza. Niestety pojawił się klient, który stanął przy barze i zaczął zamawiać. Niechętnie przerzuciłam na niego swoje spojrzenie, ale teraz byłam za barem sama więc nie mogłam oddelegować tego zadania komuś innemu. Keith niestety musiał poczekać, w tym momencie ja przyjmowałam zamówienia na kolejne szklanki whisky do dużego stolika stojącego z boku sali. Siedziało tam chyba z siedmiu mężczyzn, musiałam więc wszystko przygotować i im zanieść. Te typki mi się nie podobały, źle im z oczu patrzy. Nie mogłam jednak tego pokazać, więc podeszłam do nich z uśmiechem. Kiedy jednak wracałam, złapałam spojrzenie przyjaciela i wywróciłam oczami krzywiąc się przy okazji. Stanęłam znowu za barem i oparłam się o blat.
- Powiedz mi lepiej - zaczęłam zaciekawiona. - Gdzie ty właściwie teraz mieszkasz? Gdzie cię mogę znaleźć?
Przechyliłam lekko głowę czekając na odpowiedź. Byłam bardzo ciekawa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
30-03-2026, 18:29
Był ciekaw jak potoczy się jego życie w porcie. Nie było sensu ukrywać, ale jak dotąd prowadził raczej wygodny styl życia. Własny pokój, ciepłe posiłki trzy razy dziennie, dostała od ojca w zasadzie wszystko co tylko chciał, a często zdarzało się tak, że nawet nie musiał mówić aby dostać jakiś prezent. Nie był rozpieszczonym paniczem z dobrego domu, wiedział, że na jego barkach również ciążą obowiązki i nie może zadzierać nosa. W zasadzie nigdy tego nie robił, pierwsze lata szkoły nauczyły go bardzo dobrze tego, że nazwisko nie zawsze zapewnia ci pozycje. Odczuł to na własnej skórze. Jednak na myśl o nowym życiu i nowych wyzwaniach związanych z pracą w hangarze, czuł ekscytacje i strach jednocześnie. Wiedział, że będzie to od niego wymagało dużo cierpliwości i samozaparcia, ale chciał udowodnić ojcu, że jednak coś umie i można na nim polegać.
Siedząc tak w tej tawernie, obserwując tych wszystkich ludzi i swoją przyjaciółkę, czuł podskórnie, że mimo wszystko się tutaj odnajdzie. Marcus już mu wyjaśnił, że port rządzi się swoimi sprawami, powiedział mu mniej więcej gdzie lepiej się na razie nie zapuszczać, w każdym razie do czasu aż nie pozna tutejszych zwyczajów i przede wszystkim ludzi. Był starym wyjadaczem więc wszystko co mówił, Croft brał sobie do serca i zapamiętywał każde słowo.
- No wieeem…tak jakoś wyszło. - uśmiechnął się do niej niewinnie kiedy wróciła z kuchni z talerzem pełnym dobroci.
Zjadł dwie kiełbaski palcami, po czym upił trochę syropu, który mu podała. Chociaż do tej pory nie zdawał sobie sprawy,że jest głodny, to w tym momencie te kiełbaski to było najlepsze co miał w gębie od kilku dni. Po chwili sięgnął po widelec i nabił na niego kawałek gotowanej marchewki i ziemniaka.
- Pychota. - pokiwał głową z lekko rozmarzoną miną - No tak, to inny rodzaj nauki. W sensie, no tutaj w zasadzie wszystko opiera się na praktyce, a ta zawsze szła mi zdecydowanie lepiej niż teoria. - wyszczerzył do niej zęby ponownie sięgając po szklankę z napojem, by po chwili tak jak ona do niego, nachylić się w jej stronę.
Oczy aż mu się zaświeciły na informacje, że w Cardiff imprezy wyglądały kompletnie inaczej niż w Hogwarcie. Nie narzekał na te balangi, które organizowała szkoła, ale jednak teraz, kiedy zaczął względnie dorosłe życie, a w zasadzie właśnie w nie wkraczał, oczekiwał czegoś więcej. Według tego co mówiła Riven miał sposobność przekonać się o tym na własnej skórze i to niedługo. Szeroki uśmiech pojawił się na jego ustach słysząc propozycje wyjścia w piątek.
- Pytasz dzika czy sra w lesie? No jasne, że w piątek wieczór jestem do twojej dyspozycji. - pokiwał ochoczo głową - Super będzie tak wyjść, wiesz, gdzieś gdzie cię nie znają. A powiedz mi…tak między nami, ludzie tu będą mieli problem z tym jak wyglądam? - spytał cicho unosząc brew ku górze.
Mimo całej pewności siebie jaką nagromadził przez ostatnie lata, nadal z tyłu głowy majaczyła mu myśl, że się wyróżnia. Azjatycka uroda odziedziczona po matce sprawiła, że bardzo często nie był brany za anglika, a przecież, jakby nie patrzeć urodził się na brytyjskiej ziemi jako, że Singapur był kolonią brytyjską. A po za tym, jego ojciec był anglikiem, on sam mieszkał tutaj odkąd skończył trzy lata. Czuł się Brytyjczykiem tak samo jak każdy inny obywatel. Jednak ludzie mimo wszystko patrzyli na niego przez to jak wygląda i nie interesowała go reszta.
Widząc mężczyznę przy barze, który zdecydowanie chciał złożyć zamówienie, uśmiechnął się do Riven i skinął głową. Była w końcu w pracy, a on nie chciał jej od niej odciągać. Kiedy więc zajęła się obsługą klienta, on na spokojnie podjadał to co mu przyniosła na talerzu. Czuł się trochę lepiej niż jeszcze kilka minut temu, chociaż nadal trochę kręciło mu się w głowie. Podejrzewał jednak, że jak żołądek dostanie trochę jedzenia, to albo poczuje się dobrze albo się porzyga. Jedno z dwojga.
Mimowolnie zaśmiał się cicho widząc jak Riven przewraca oczyma kiedy wracała od stolika, który przed chwilą obsłużyła. Znał doskonale tą jej minę.
- Mam pokój w hangarze na piętrze. Ciasny, ale własny. - uśmiechnął się do niej kiwając lekko głową - Więc jeśli kiedyś mnie będziesz szukać, to właśnie tam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:22 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.