• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Reading, Rezydencja Scamanderów > Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-02-2026, 22:11

Salon
Przytulne pomieszczenie, którego ściany w większość zastawiają regały z książkami. Stolik kawowy przysunięto do sporej wielkości skórzanej kanapy. Ciepłe światło sączy się z magicznych lamp, które zasilają świecące kamienie. Kominek zastawiony jest parawanem i wyglada na nieużywany od lat.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
10-02-2026, 11:31
10 maja 1962 r.

Malownicze Reading przycupnięte nad Tamizą znajdowało się około godziny drogi koleją z centrum Londynu. Miasteczko samo w sobie było urocze, osiemnasto i dziewiętnastowieczne zabudowania tworzyły otoczenie, które mogło dawać wrażenie zatrzymanego w czasie. Schludne ulice i brak tłoku był zdecydowanie kontrastowy w porównaniu do Londyńskiego centrum. Do domu Scamandera droga nie była trudna, wiodła z dworca wzdłuż parku i kierowała się w kierunku widocznych z miasteczka jezior. W podróży na pewno pomocna była obecność samego gospodarza, który zjawił się na dworcu, aby odebrać Moirę, a potem przejechali ten kawałek autobusem, który jechał w stronę Oksfordu.
Samo domostwo znajdowało się nad brzegiem jednego z jezior w otoczeniu parku przechodzącego w dziki las. Szum wiatru poruszał soczyście zielona szata zieleni, zapach wiosny, kwiecia i wody był odświeżający i tak bardzo inny od tego, który panował w Londynie, że można było doznać zawrotu głowy. Dom, nazywany hucznie Rezydencją Scamanderów był nieregularną bryłą zbudowaną z czerwonej cegły i pokrytą czarnym dachem. Po ścianach budynku wspinał się bluszcz okalając większość ich powierzchni, okna były duże by wpuścić do środka jak najwiecej światła. Ogrody wokół budynku wyglądały na odrobinę zdziczałe, chociaż nie odejmowało im to uroku sprawiając, że całość miała bardzo melancholijny i romantyczny odbiór.
Dom wewnątrz nie do końca wyglądał zwyczajnie, jak to wśród czarodziejów bywało. Widać było, że przechodził z pokolenia na pokolenie i mial już swoje lata, a aktualny gospodarz wydawał się bardzo pasować do tego miejsca. Ilość książek znajdująca się we wnętrzu z powodzeniem wystarczyłaby na wybudowanie drugiego domu, gdyby używać ich jako cegły. Mocny związek z historią i lingwistyką również był widoczny, ilość literatury historycznej oraz słowników przeważała. Samej magii nie było tutaj przesadnie dużo, urządzenia w kuchni same nie pracowały w tej chwili, nie było tez tutaj wielu magicznych przedmiotów i wiele wskazywało na samodzielność Gethena. W całym domu przy oknach wisiały ciężkie zasłony, które zapewne były zasuwane, kiedy atakowała go migrena.
Scamander wyglądał na odrobinę zestresowanego, lecz to było normą, kiedy miał gości i to takich, którzy przyjeżdżali do niego pierwszy raz. Zaprosił Moirę do salonu, przeprosił ją na chwilę by przygotować poczęstunek i wrócił lewitując przed soba tacę z herbatą, talerzykami, łyżeczkami i słodkim poczęstunkiem. Jego różdżka wyglądała podobnie jak w zamku, skrzat się jak złote pióro w jego dłoni.
- Mam nadzieję, że droga nie była męcząca. Studenci potrafią być czasami utrapieniem, kiedy są głośno. - Gethen wskazał różdżką na stolik, gdzie z tacy spłynęły wszystkie elementy na niej ustawione, potem odfrunęła w stronę kuchni. Następnie bez magii już zabrał się za rozlewanie herbaty. W skupieniu rozlewał napar do filiżanek, a w powietrzu czuć było intensywny zapach herbaty i owoców. W kuchni Scamandera można było zauważyć, że ma on zamiłowanie do herbat i bardzo dba o sposób parzenia i podania w zależności od rodzaju serwowanej herbaty.
Podał filiżankę Moirze spoglądając na nią z zaciekawieniem, od momentu, kiedy ją zaprosił, intrygowało go, jak zareaguje na to miejsce i jak bardzo stwierdzi, że jest lekkomyślny, ze faktycznie mieszka tutaj sam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
Wczoraj, 12:38
To chyba najdłuższa podróż na jaką zdecydowała się w przeciągu ostatnich miesięcy. Do trzeciego przystanku swojej kolejowej przygody nie była właściwie pewna czy jest w stanie usiedzieć tak długo w jednym miejscu – co chwilę oglądając się po ludziach, którzy pozostawali dużo skutecznie zatraceni w swoich sprawach.
Ostatecznie i ona zdecydowała się na wyjęcie z torby teczki ze sprawozdaniami, ostatecznie i ona zdołała spisać listy niezbędnych do pracy zamówień. Ostatecznie odnalazła się w roli podróżniczki, znalazła odpowiednią koncentrację na wypełnianych pobocznie obowiązkach i ostatecznie niemal ominęła odpowiednią stację. Gdy opuściła wagon w pośpiechu, ganiąc konduktora za zbyt szybkie zamykanie drzwi wyjściowych i zbyt ciche odczytanie nazwy stacji (ten nie zrobił nic źle, ale zestresowała się…), wiosenny wiatr niemal zwiał jej z głowy kapelusz.
– Południowy wiatr – ciepły – powiedział uśmiechający się do niej emeryt siedzący na stacji, a mijany w momencie, w którym wreszcie wyznaczyła swoim krokom odpowiedni cel. Cieszy się, że Scamander był już na miejscu. Mógł posiadać jej sympatię, jednak nawet ona nie wyleczy poczucia marnowania własnego czasu. Chyba uzależniła się już od funkcjonowania w niedoczasie. Chyba podróż pociągiem, a potem autobusem… I tak była sporym gestem i objawem wyjścia poza własną strefę komfortu.
Dom Gethena był miłym miejscem, a znając już rąbek jego usposobienia, mogła zrozumieć czemu był w stanie znosić niedogodności płynące z odleglejszej lokalizacji. Chyba rozumie, że człowiek taki jak on – brodzący w meandrach przeszłości – nie opuściłą miejsca niosącego w sobie odpowiednią porcję rodzinnej historii. Dom nie był wyposażony w wiele magicznych udogodnień, ale nie budziło to jej zdziwienia – Sanderson zna w końcu jego przypadłości.
Gdy Scamander stresuje się i pojawia się na miejscu z poczęstunkiem – Sanderson bez oporów zajmuje miejsce na kanapie. Dopiero podnosząc spojrzenie na jego nieco zatroskaną twarz (zauważała już schematy jego mimiki, a katalog składał się głównie ze speszenia i niepokojów – kolekcjonowanych w czterech ścianach świętego Munga), marszczy brwi i prostuje się na siedzisku. Czy zrobiła coś nie tak? A może dziś nie było jednak dobrym dniem na spotkanie?
– Pracuję w szpitalu, Gethenie, przywykłam do gwaru – odpowiada, w pokrętny sposób nakazując mu zachowanie troski o jej dobrobyt na inny moment. – Ale droga była męcząca, nie będę mydlić ci oczu. Nie myślałeś może nad połączeniem kominka do sieci? Sam nie skorzystasz, ale inni… – to propozycja rozwiązania czy malkontenctwo? A może i jedno, i drugie? – Rozumiem jednak, jeżeli twój dom jest twoim bastionem i wolisz kiedy gość musi zawalczyć i okazać się determinacją w zdobywaniu go – kokietuje, sięgając po filiżankę i stawiając ją na kolanie. Ciepłe denko styka się z materiałem spodni, a Sanderson przez chwilę wpatruje się w półprzezroczystą ciecz o urzekająco przyjemnym zapachu.
– Pokażesz mi później resztę domu? – nie opanowuje dociekliwości. Angielskie budownictwo często cuchnęło wilgocią i pleśnią. Sama mieszkała w budynku dość nowym – w dzielnicy dość młodej i drogiej. Zakładała, że jej mieszkanie, chociaż pewnie ponad dwa razy mniejsze – musiało być warte podobną kwotę. – Mogę pochwalić go już teraz, jesteś dobrym panem domu i poczułam się zaopiekowana, ale skoro reklamowałeś go ogrodami… Chyba też je pokażesz, prawda? – dobiera słowa tak, by być może go ośmielić. Nie wierzy jednak, że próbuje uzyskać ten efekt… W czyimś domu. – Chyba sama też powinnam kiedyś przenieść się w bardziej… Zielone miejsce. Albo chociaż na parter z ogrodem. Nie wiem kto by o niego dbał, ale pewnie poradziłabym sobie z tym kosztem. Jakoś – wyrosła już ze spodni zwanych biedą. Teraz większość czynności dało się kupić, nie wykonać. – Ostatnio skończyłam w mieszkaniu z kilkoma ropuchami. To nie przenośnia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
Wczoraj, 18:49
Kilkanaście lat skutecznie nauczyło Scamandera cierpliwości, poza tym wykorzystywał czas w pociągu na lekturę i nie miał poczucia zmarnowanego czasu. Czasami bywało głośno, znosił to skupiając się tym bardziej na książce, czasami obserwował obraz przemykający za oknem, obserwując jak miejskie zabudowania ustępują powoli sielskim widokom. Czasami jak męczyła go migrena, wtedy każdy szmer pociągu bywał okrutnie głośny i rezonował z każdym skrzyknięciem, puknięciem i słowem wypowiedzianym w otoczeniu. Przywykł do tego, wiedząc że za dużo ryzykuje, jeśli miałby używać kominka albo odkurzyć zdolności teleportacyjne.
Pojawił się na dworcu kilka minut przed czasem, z niecierpliwością spoglądając w kierunku, skąd mial nadjechać pociąg. Już dawno nie czuł takiej ekscytacji, chyba ostatni raz, jak ktoś ze znajomych pierwszy raz mial go tutaj odwiedzić. A było to już lata temu. Było to miłe uczucie, oczekiwać gościa i posiadać perspektywę wspólne spędzonego czasu. Moira zaprzątała coraz częściej myśli Scamandera, od kolacji na początku kwietnia na jej myśl pojawiało się ciepło umiejscowione na wysokości serca, które zaczynało szybciej bić. Nie zwracał na to większej uwagi, nie było to przecież niepokojące, ale może powinien przejść się na badania rutynowe, przecież już nie był wcale taki młody.
Dotarli do domostwa bez przeszkód i Moira mogla w końcu odpocząć po podróży. Potem mial plan zaprosić ją na spacer po ogrodach. Kiedy wchodzi do salonu, Moira unosi się na kanapie i spogląda na niego czujnie. Scamander uniósł lekko brew łapiąc z nią kontakt wzrokowy, nie wyglądał na zagniewanego, ot typowy gospodarski stres, kiedy pojawiał się gość. A tych gości Gethen nie mial wielu, a jeśli już tutaj ktoś przyjedzał, to traktował to miejsce jakby był u siebie.
- To prawda, tam rzeczywiście bywa gwarno. - Uśmiechnął się z rozbawieniem z własnego gapiostwa.
- Przykro mi, mam nadzieje, że wizyta tutaj wynagrodzi ci ten trud. - Wspomnienie, że droga była męcząca odrobine jednak spłyca ten uśmiech i Gethen zaciska usta w cienką linię. Fakt, dostać się tutaj to była jednak wyprawa, może nie długa, ale jak ktoś nie przebył wcześniej tej trasy, no to mógł mieć problem. Wspomnienie o kominku sprawiło, że Scamander spojrzał w stronę dawno temu wygaszonego paleniska. Poczuł lekki dreszcz, kiedy wyobraźnia podpowiedziała umysłowi obraz płomieni i odwrócił prędko wzrok od tego miejsca. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz korzystał z kominka, chyba jeszcze za czasów dzieciństwa, jak jego ojciec żył. Potem magiczne płomienie bardzo go odstręczały od tej formy podróży i migrena dokładała swoje. W domu od lat nie palił ognia, nie robił tego ze względu na fobię, wiedząc, że spowodowałoby to więcej szkód. Podłączenie pod sieć kominka w salonie nie miało racji bytu, stres zapewne by go zadręczył i widok języków ognia, nawet jeśli magicznych mógłby bardzo uprzykrzyć mu życie. Przez chwile rozważał propozycję Moiry i kiwnął głową, zgadzając się z nią. Po chwili Moira dodała żartobliwym tonem kilka słów, porównując jego dom do bastionu. To na pewno rozluźniło spięte mięśnie twarzy Scamandera i tez pokręcił głową.
- Jestem odludkiem, to fakt, ale jednak to mile uczucie, kiedy ktoś mnie odwiedza. Poza tym, nie tylko salon ma faktyczny kominek, jest kilka pokoi, które by się do tego nadawały. - Zamyślił się przenosząc spojrzenie na Morię. Nie musiał się chwalić wielu osobom, że jego dom stałby się bardziej skomunikowany z magicznym światem. Dla Gethena wystarczyłoby, aby dosłownie dwie - trzy osoby o tym wiedziały.  - To faktycznie dobry pomysł. Zwłaszcza, jeśli dzięki temu chętniej i częściej byś była moim gościem. - Zatrzymał na niej spojrzenie, nie będąc pewnym, jak zareaguje na jego słowa. W jego myślach pojawiło się to pragnienie, by spędzać więcej czasu w towarzystwie Moiry.
Pytanie o pokaz reszty domu sprawił, że Scamander z chęcią pokiwał głową. Pasował do tego miejsca, był tutaj zdecydowanie swobodniejszy i spokojniejszy. A obecność gościa już coraz mniej go stresowała.
- Oczywiście. Jest tutaj pare ciekawych miejsc, chociaż sam korzystam tylko z kilku pokoi. - Scamander nie zmieniał wielu rzeczy w domu od kiedy został tutaj sam. A pracownia ojca stala nienaruszona od ponad dwudziestu lat, biblioteka matki również była jak kapsuła czasu, chociaż tam Gethen zaglądał częściej, przeglądając i pielęgnując ulubione zbiory, w których zaczytywała się jego matka.
- Ogrody rozbudzają się z zimowego snu, kwiaty piękne kwitną, kasztany się zabieliły, magnolie są w tym roku bardzo efektowne. Na pewno nie mógłbym sobie wybaczyć, gdybym nie pokazał ci tego miejsca. - Pochwała jego umiejętności jako gospodarz na pewno była miłym komplementem, Scamander starał się jak potrafił, by Moira dobrze czuła się w tym miejscu. - Proponuje wypić herbatę i możemy ruszyć na zwiedzanie, co ty na to? - Uśmiechnął się zachęcony.
- Zawsze można wynająć ogrodnika, myślałem o tym pare razy. Ale przyciąć trawnik to nie jest wielki wysiłek od czasu do czasu i porzuciłem ten pomysł. Podoba mi się, że ogród żyje własnym życiem. Czasami tylko muszę cos przyciąć albo posprzątać liście i opadłe gałęzie. Przy mojej pracy i hobby raczej nie powinienem unikać odrobiny ruchu. - Scamander nie był zbyt majętny, aby zatrudniać kogoś do ogrodu. Proste zajęcia wykonywał sam, chociaż ekspertem w tym był żadnym.
- Ropuchami? - Zdziwienie sprawiło, że na czole Scamandera pojawiły się zmarszczki a spontaniczny uśmiech zadomowił się na jego twarzy. - Co cie podkusiło? Czy ktoś ci je podrzucił? - Zaintrygowany dopytywał podejmując temat ropuch.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:32 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.