• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Primrose Hill
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 15:55

Primrose Hill
Primrose Hill to zielone wzgórze na północ od centrum Londynu, popularne miejsce spacerów i odpoczynku dla mieszkańców miasta. Z jego szczytu roztacza się szeroka panorama miasta — od starych kamienic po fabryczne kominy na horyzoncie. Park otaczają przytulne kawiarnie i sklepy, które przyciągają studentów i artystów. W powietrzu unosi się mieszanka zapachów świeżej trawy, pieczonego chleba i parzonej kawy. To miejsce, gdzie można odpocząć od miejskiego zgiełku, usiąść na ławce i podziwiać zmieniające się światło nad Londynem, w ciszy, daleko od codziennych trosk.
Ścieżki wiją się między starymi drzewami, często spotkać tu można mieszkańców spacerujących ze swoimi psami. W sezonie kwitnienia park wypełnia się barwami takich kwiatów jak bzy, zawilce, dzikie tulipany oraz stokrotki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
07-03-2026, 23:58
|Przychodzimy stąd

-Nie pomyślałam o tym. - Powiedziała w cichej zadumie. Piekli pianki kiedy mieli ochotę, a ona taką miała w dniu urodzin, w czym rodzina jej nie przeszkadzała, a wręcz się dołączyła ciesząc się wspólnymi chwilami. -Jednak to nie stanowi żadnego problemu. - Zgodziła pogodnie z Bradfordem, gdyż miał rację. Wydarzenia rodzinne w Burke Manor zawsze były ciepłe i pogodne. Rodzina, która publicznie kojarzona była z czarnomagicznymi artefaktami, chłodem oraz dystansem, za zamkniętymi drzwiami posiadała dla siebie wiele ciepła. -Możliwe, że trochę… - Postanowiła się z nim podroczyć chwilę, a po tych słowach posłała uśmiech, który mógł być zaproszeniem na przyszłość. -Sądzę jednak, że kominki w Hethmere Keep nadadzą się do takiej aktywności.
Nie wiedziała czy w trakcie trwania pikniku przełknie cokolwiek, czy będzie w stanie jeść, ale sądziła, że będzie musiała czymś zająć dłonie kiedy pozostaną sami, nawet jeżeli w tle będą obecni inni ludzie. Na słowa mężczyzny zajrzała od razu kontrolnie do koszyka. -Sądzisz, że za dużo słodkiego? - Zapytała w roztargnieniu nie wyłapując znaczenia słów jakie padły, zbyt przejęta wyborami jakie miały zostać teraz podjęte. Te zaś szybko zajęły jej uwagę. Sery wylądowały w koszyku, podobnie jak owoce oraz puszka, wybranych przez nią ciasteczek. Muśnięcie dłoni, niby przypadkiem zelektryzowały ją całą. Poczuła jak zdradliwy gorąc rozlewa się po ciele, a myśli, nieprzystające do sytuacji objęły we władanie jej umysł. Skupiła się więc na lodach, dostrzegając kolejne, ukradkowe spojrzenia choć ją interesowało to jedno. To, które wyczuła na sobie kiedy krążyła po sklepie. Specjalnie wydłużała krok, spowalniała swoje ruchy jakby chciała, aby ta scena trwała jak najdłużej, aby wodził za nią wzrokiem. Łaknęła tej uwagi jak ziemia deszczu w słoneczny dzień. Nie mogła jednak przedłużać tej wyprawy, która zwieńczona została zakupieniem lodów.
Skinęła głową na zadane pytanie, po czym ujęła podane jej ramię, wcześniej ostrożnie odkładając bukiet kwiatów do koszyka piknikowego. -Bywałam tam latem, nigdy wiosną. - Przyznała kierując się z narzeczonym ku wspomnianym miejscu. Tego dnia na pewno nie byli jedynymi, którzy skorzystają z wolnego oraz pięknej pogody, zaś wspomnienie o ustronnych, na uboczu, miejscach sprawiło, że na jasnej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Nie była to jednak myśl nie miła. Wręcz przeciwnie, niebezpiecznie kusząca i aż chciała, aby było zbyt tłoczno i musieliby się udać do takiej właśnie lokacji. I wcale nie musieli rozmawiać. Dobrze, że nie słyszał jej myśli, ją samą one zaskakiwały w swojej śmiałości o jaką siebie nie podejrzewała. Wyrwało ją nagłe pytanie narzeczonego. Spojrzała na dzierżone przez nią w dłoni lody i bez wahania, wręcz bez sekundy namysłu podsunęła go w jego stronę. -Możesz sam spróbować. - Odpowiedziała na zadane pytanie zupełnie nie przejmując się tym, że ktoś może ich obserwować. Nie miała czego się wstydzić. Za paręnaście dni miała zostać jego żona, a teraz cieszyła się okresem narzeczeństwa, a takie gesty wręcz wydawały się jej oczywiste i naturalne w relacji w jakiej się znajdowali.
Kiedy wspinali się powoli ku szczytowi Primrose Hill, wiosna zdawała się otaczać ich ze wszystkich stron. Zawilce kołysały się lekko przy ścieżce, a w oddali słychać było śmiech dzieci i przytłumione rozmowy ludzi, którzy — tak jak oni — uznali ten majowy dzień za zbyt piękny, by spędzić go pod dachem. Na zboczu wzgórza rozkładały się już kolorowe koce. Kilka rodzin siedziało wśród trawy z koszami pełnymi jedzenia, ktoś nalewał herbatę do porcelanowych filiżanek, a para studentów leżała na plecach, wpatrując się w jasne niebo nad Londynem. Obok przebiegł pies, niosąc w pysku patyk, za którym z zadyszką biegł jego właściciel. Powietrze było świeże i miękkie, przesiąknięte zapachem wilgotnej ziemi, świeżo skoszonej trawy oraz kwitnących bzów, których ciężka, słodka woń unosiła się nad parkowymi alejkami. Tu i ówdzie w trawie jaśniały, drobne, białe główki stokrotek, a między nimi czerwieniły się dzikie tulipany, jakby ktoś rozsypał po zboczu garść barwnych płatków. -Zdaje się, że tam może być dobre miejsce? - Wskazała na rozłożysty krzew bzu, który dawał cień oraz budował naturalną ścianę, która mogła stanowić naturalną barierę od zewnętrznego świata.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
20-03-2026, 14:48
Bradford uniósł lekko brew, a uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, miał w sobie coś miększego, gdy pozwalał sobie na odrobinę mniej kontroli, niż zazwyczaj uznawał za rozsądną.
— W takim razie wygląda na to, że nie wszystko stracone — odparł z wyraźną nutą zadowolenia w głosie. Myśl o tym, że takie sceny — proste, ciepłe, pozbawione tej uporządkowanej powagi, do której przywykł — mogłyby wkrótce należeć także do niego, była zaskakująco przyjemna. — Muszę przyznać, że brzmi to jak coś, czego zdecydowanie mi brakowało — dodał nieco ciszej, a kącik jego ust uniósł się nieznacznie. — I coś, co chętnie nadrobię.
Krążąc wśród pieczywa przez ułamek sekundy sprawiał wrażenie, jakby chciał odpowiedzieć od razu, ale zasznurował tylko usta, kręcąc przecząco głową, jednocześnie zachowując kierunek myśli dla siebie.
— Nie. W sam raz — odparł z wyraźnym przekonaniem. — Na taki dzień trudno o przesadę. — Zauważył to. Nie tylko jej roztargnienie, ale sposób, w jaki poruszała się między półkami — odrobinę wolniej, z tą nieuchwytną, wcale nie przypadkową zmianą rytmu. Tyle wystarczyło, by jego własna uwaga jeszcze bardziej się wyostrzyła. Nie należał do ludzi, którzy łatwo pozwalają sobie na rozproszenie. Pełniony zawód, lata surowej nauki oraz doświadczenia wyrobiły w nim nawyk trzymania się na baczności, zarówno w pracy, wśród zwierząt, co przy śmietance towarzyskiej. Nie oznaczało to jednak, że wzbraniał się przed wszelkim niebezpieczeństwem, ryzykiem czy zabawą, a po prostu z większą świadomością wybierał momenty, w których, tak jak teraz, nie zamierzał z nim walczyć.
Na wysuniętą propozycję czarodziej przystanął na moment, kiedy podsunęła mu rożek, jakby sam gest zaskoczył go bardziej niż byłby skłonny przyznać. Nie odsunął się jednak, tylko pochylił nieznacznie bez żadnego pośpiechu. Zbliżył się na tyle, by poczuć chłód mięty jeszcze zanim jej skosztował, a potem spróbował lodów, ostrożnie, w obawie przed mało rozważnym ruchem, który skończyłby się mokrą plamą chodniku, czy — co gorsza — jedwabnym materiale koszuli. Przelotnie uniósł wzrok, natrafiając na spojrzenie Primrose, czując nagłe ukłucie, jakby został przyłapany nie tyle na samym geście, co na czymś, co pojawiło się dopiero ułamek sekundy później. Na pojedynczej, śmiałej myśli, rozlewającej się w jego głowie wyraźną świadomością, że w jednej chwili oboje odpłynęli w tym samym kierunku. W oczach czarodzieja pojawiło się coś ciemniejszego, bardziej skupionego — cień tej samej intensywności, która zgęstniała między nimi wcześniej, w zupełnie innych okolicznościach. Sam fakt, że ją pamiętał, nie był niepokojący, ale to, jak łatwo do niego wracał. Jak niewiele trzeba, by ta jedna chwila w ogrodzie przestała być wspomnieniem, a na powrót stała się czymś obecnym i niemal namacalnym. Na moment znów zapomniał o wszystkim poza nią — o ulicy, przechodniach, o tym, że powinni byli zachowywać się bardziej stosownie. Wzrok zsunął się bezwiednie na kobiece usta, zanim uświadomił sobie z zaskoczeniem, jak bardzo chciał pozwolić sobie na kolejny krok — i jak świadomie musiał się przed nim zatrzymać. — Zdecydowanie dobry wybór — powiedział nieco ciszej i wyprostował się powoli z lekkim uśmiechem. Nie cofnął się od razu, jeszcze przez chwilę pozostając na tyle blisko, by rozmowa wydawała się zbędna, aż uniósł kąciki w szerszym uśmiechu. — Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego nie miałaś wątpliwości.
Podążył spojrzeniem za kierunkiem, który wskazała. Krzew bzu rzeczywiście dawał przyjemny cień, a jego gałęzie tworzyły naturalną osłonę, wystarczającą, by odgrodzić ich od reszty wzgórza, nie odcinając całkiem od światła i powietrza. Zanim skinął głową, wychwycił jeszcze spacerowiczów na ścieżce, rodziny na kocach i linię drzew ponad nimi, upewniając się, że nikt nie zwraca na nich szczególnej uwagi. Postawił koszyk na trawie, z jego wnętrza wyjmując złożony materiał, który na pierwszy rzut oka wydawał się zbyt mały, by być praktycznym. Rozwinął go jednym płynnym ruchem i kraciasty koc rozłożył się na trawie, przybierając właściwe rozmiary, jakby nigdy nie był niczym innym. Bradford poprawił jego krawędź, wygładzając materiał dłonią, i usiadł pierwszy, opierając się lekko na jednej ręce, drugą wskazując jej miejsce obok.
— Wspominałem ostatnio dzień, w którym pojawiłaś się u podnóża Grasmoor. — Sięgnął do koszyka, wyjmując zeń dwa kieliszki z grubszego szkła, pozbawione wysokich nóżek, idealnie układały się w zgłębieniach miękkości trawy. — Sądziłem wtedy, że mam przed sobą kogoś, kogo należałoby jak najszybciej odesłać w bezpieczne miejsce. Najlepiej, zanim wpadnie na kolejny pomysł, który zmusi mnie do ratowania sytuacji. — Uniósł lekko brew, z wyraźnym rozbawieniem, po czym rozchylił butelkę i niespiesznie rozlał wino. — A potem z całkowitym spokojem, w samym środku miejsca, w którym większość rozsądnych ludzi zawróciłaby bez słowa, zaczęłaś opowiadać o runach. — Kącik jego ust drgnął wyżej. — Pamiętam, że próbowałem wtedy zdecydować, co jest bardziej niebezpieczne — to, gdzie jesteśmy, czy to, że zaczynam cię słuchać. Przyznaję, że nie przewidziałem, że na słuchaniu się nie skończy. — Uniósł oba kieliszki, jeden wręczając pannie Burke, wzrokiem sięgając jej oczu. — I że następnym razem, gdy będziesz robiła coś nierozsądnego, zamiast cię zatrzymywać, sprawdzę, dokąd to prowadzi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
22-03-2026, 18:33
Wizja beztroskiego czasu w posiadłości Bulstrode jawiła się teraz bardzo namacalnie. Już nie jako gość, jako ktoś kto bywa jedynie w odwiedzinach, a i tak nie częstych, tylko jako mieszkaniec. Ktoś to ma pozostać już tam na stałe mogąc wprowadzać swoje tradycje, zaznaczać swoją obecność. Nagle zapragnęła znów piec pianki, ale teraz w Hethmere Keep. Wizja ta jednak szybko została wyparta przez bieżące sprawy jakimi było zapełnienie koszyka na ich piknik. Krążąc między półkami nie dostrzegła spojrzeń jakie za nią wodziły. Dopiero po chwili do niej dotarło, że więcej niż jedna para oczu za nią podąża, choć ona chciała, aby były to zawsze te jedne.
Kiedy zamarła z gestem wyciągniętej ręki z lodowym rożkiem uświadomiła sobie, że może to przyciągać uwagę, a jednak nie cofnęła się, ponieważ z czystym zafascynowaniem obserwowała reakcję mężczyzny. Kiedy spróbował lodów, jej wzrok powędrował ku jego ustom. Ruch był powolny, ostrożny, jakby badał granice, jakby smakował nie tylko chłód mięty, ale coś więcej. Coś, co nagle zaczęło istnieć między nimi. I nie potrafiła już udawać, że tego nie widzi. Chciała odwrócić wzrok, ale wtedy on uniósł spojrzenie. To zaś zatrzymało ją w miejscu niemal natychmiast. W jego oczach było coś, co znała. Ten sam cień, który pojawił się wcześniej, tamtego dnia, w ogrodzie, kiedy przez jedną, zbyt krótką chwilę świat przestał istnieć, a oni zostali w nim sami. Jej palce zacisnęły się nieco mocniej na waflu, jakby potrzebowała czegoś, co utrzyma ją w rzeczywistości. Ale ciało już ją zdradzało. Świadomość jego bliskości rozlewała się po niej ciepłem, które nie miało nic wspólnego z wiosennym dniem. Zauważyła, jak jego wzrok zsuwa się niżej. Tym razem on patrzył na jej usta i zapragnęła, aby zrobił krok dalej nie bacząc na to ludzi wokół. Powietrze między nimi zgęstniało. Tęsknota za dotykiem była nagła i zaskakująco wyraźna. Ta uparta potrzeba, która pojawiła się bez zapowiedzi i nie zamierzała ustąpić. Przesunęła językiem po dolnej wardze ale zaraz po tym poczuła, jak ta drobna czynność nabiera znaczenia, którego nie była w stanie już cofnąć. Jakby każde, nawet najmniejsze poruszenie, stawało się częścią tej samej gry, której nie powinni byli zaczynać. -Uznaje, że najlepszy. - Odpowiedziała równie cicho, a kiedy wzięła głębszy oddech dodała już spokojniej i pewniej. -Wątpliwość była w tym przypadku całkowicie zbędna. - I przeczuwała, że wcale nie musieli rozmawiać o lodach.
Kawałek materiału zamienił się w szeroki koc, uśmiechnęła się pod nosem dostrzegając tę urokliwość magii. Zapominali czasami jak w codzienności ułatwiała im ona życie, jak sprawiała, że mogli przenosić wiele rzeczy na raz, jak nie musieli nieraz troszczyć się o transport czy inne drobnostki życia codziennego. Kiedy miejsce spoczynku było gotowe zajęła miejsce obok Bradforda nadal rozkoszując się smakiem lodów. Uniosła brwi w niemym zaskoczeniu kiedy nagle wspomniał jej wyprawę tropem starej mapy. Obserwowała jak wyciąga kieliszki i słuchała dalej, bo nie wiedziała do czego zmierza, a fizyczna bliskość sprawiała, że miała problem ze skupieniem myśli na słowach, bardziej podziwiając barwę głosu. -Miałeś minę, z której ciężko mi było wyczytać czy jesteś bardziej poirytowany, zaskoczony czy zły… - Dodała od siebie pomiędzy jednym a kolejnym kęsem lodów. Uderzyło ją sformułowanie - większość rozsądnych ludzi - uznała po chwili, że jest w tym sporo prawdy więc uznała, że nie będzie się z tym faktem kłócić. -Przyznaję, że było mi trochę głupio. - Mruknęła pod nosem dodając rożka, a wzrokiem szukała jakieś chusteczki, w którą mogłaby wytrzeć palce nim sięgnie po podany jej kieliszek.-Jednocześnie tak bardzo nie chciałam zostać odprawiona z kwitkiem, że podjęłam próbę przekonania ciebie, że danie mi możliwości sprawdzenia tropu będzie dobrym wyjściem. - Zaśmiała się cicho na wspomnienie tamtego dnia. -Raczej spodziewałeś się jakiegoś intruza, niekończenie z dobrymi zamiarami, a spotkałeś… mnie.
Ich spojrzenia się spotkały i na krótki moment straciła poczucia czasu. -Cieszy mnie to, że masz w sobie ducha przygody i nie boisz się wyzwań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:59 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.