• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Edynburg > Calton Hill
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 20:17

Calton Hill
Położone na wschodnim krańcu centrum Edynburga Calton Hill oferuje jedne z najpiękniejszych widoków na miasto. Na wzgórzu można spotkać spacerowiczów, studentów i pary, które siadają na trawie, patrząc w stronę Firth of Forth i wstęg ulic ciągnących się ku Staremu Miastu. Na szczycie stoją monumentalne budowle: niedokończony National Monument, przypominający grecką ruinę, i Nelson Monument, z którego sygnał czasowy dociera do portu w Leith.
W dni pochmurne wzgórze spowija mgła, a wiatr od morza niesie zapach soli i dymu z kominków. Miejsce to słynie z melancholii i cichej siły – nikt tu nie mówi głośno, jakby same kamienie wymagały szacunku. Choć leży blisko głównych ulic, Calton Hill wydaje się być osobnym światem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Evander Crouch
Akolici
You don’t become a monster. You discover you always were one.
Wiek
35
Zawód
urzędnik SAW
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
10
3
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
9
Brak karty postaci
31-03-2026, 21:56
12 czerwca

Czerwcowe słońce świeciło wysoko, prażąc skórę i barwiąc ją złotem, powietrze było ciężkie od gorąca i zapachu kwiatów, a wiatr, typowy dla tej cześci kraju, odpuścił, nie poruszając choćby źdźbłem trawy. Mijał ludzi elegancko ubranych, w specjalnie wynajętych na tę okazję uśmiechach, szczodrych i życzliwych - i gdyby nie znał ich twarzy z ministerialnych korytarzy być może dałby się nabrać na tę farsę. Dziś każdy składał hojne datki na potrzebujące dzieci, wymieniał uprzejmości ze znienawidzonymi przedstawicielami opozycji, lub zwyczajnie afiszował się w towarzystwie co wyżej postawionych polityków, byleby zyskać rozgłos, byleby wytrzeć sobie twarz cudzym nazwiskiem, byleby piąć się wyżej i wyżej po drabinie władzy, aż do koryta, przy którym siedzieli nieliczni. I choć jego obecność czyniła go częścią przedstawienia, sam nie brał w nim udziału, bo nie smakowała mu rola klakiera. Przyszedł jako obserwator, jak samotny wilk, który okrążał teren z daleka, przyglądając się czujnie migrującym owcom. Festyn próżności pełen był mięsa i krwi opakowanej w satyny, hafty i jedwabie. To tutaj zawiązywały się kruche sojusze pieczętowane judaszowymi pocałunkami, to tutaj padały obietnice kruche jak szkło. Dla większości urodziny wysoko postawionego polityka były targowiskiem lojalności, dla niego - areną doświadczalną. Czuł się lepszy od nich, to na pewno. Rozpasał tym własne ego, które rosło w ciszy, karmione przekonaniem szerokiego widzenia. Spisywał swoje kredo o wyższości bez wyrzutów sumienia, nie łudząc się własną pokorą. Wiedział dokąd prowadziła go ta ścieżka, brnął już przez nią wystarczająco długo, by jego oczy przyzwyczaiły się do mroku, w którym rozsmakowywał się coraz zachłanniej, jeszcze nie będąc pewnym, dokąd go to zaprowadzi. Porzucił strach; było tylko konsekwentne działanie, a to czyniło go niebezpiecznym.
Niektórzy ludzie mieli dopiero zapamiętać jego imię.
Lawirował między namiotami rozstawionymi na wzgórzu niespiesznie, siląc się na oszczędne uśmiechy i krótkie uściski dłoni. Córki zostawił pod opieką mamki, w namiocie przeznaczonym na dziecięce zabawy - osiemdziesiąty ósmy jubileusz Aloysiusa Fudge’a był piknikiem rodzinnym, na którym pojawiali się wszyscy ci, którzy cokolwiek znaczyli lub chcieli znaczyć. Krótki program artystyczny, długie przemowy, trochę polityki, szczypta charytatywności, pamiątkowe zdjęcie i stoły uginające się od tradycyjnych przekąsek. Stał właśnie przy kontuarze ustawionym pod szerokim, białym baldachimem, zamawiając kieliszek wytrawnego szampana, kiedy nieznajomy, niepoprawnie pogodny głos wdarł się w jego przestrzeń, a wraz z nim gęsty, siwiejący wąs i jego właściciel, który zdawał się dosłownie wyrosnąć spod ziemii.
- Piękna z państwa para, proszę zobaczyć - nieznajomy zamachał mu czymś przed nosem, a zanim spostrzegł, co to było, wyłowił wzrokiem ciężki aparat powisający u jego boku na skórzanym pasku. Musiał się odsunąć, żeby obejrzeć - jak się domyślił - fotografię, i gdyby nie nachalność wąsacza, byłby przekonany, że to nie on stanowił adresata jego słów. Ale na ruchomym, czarno-białym obrazku rzeczywiście był on. On i kobieta, która bynajmniej nie była jego partnerką, ale której tożsamość natychmiast rozpoznał. Jej babka pozostawała jedną z tych historii, o których w rodzinie rozmawiano z pewną kontrowersją. Z jego perspektywy ta aberracja była trudna do pogodzenia z doktryną czystości i ciągłości krwi. Najbardziej wyrafinowane piękno nie stanowiło wartości jeśli niosło ze sobą tak oczywiste konsekwencje. Nie wiedział, czy o decyzji wuja przeważył instynkt, czy może jakiś urok, i nigdy nie zgłębiał tego tematu; oceniał go jedynie za słabość i brak rozsądku. A sędzią był surowym - i w pracy, i w życiu.
Powoli odwrócił głowę, zauważając, że panna Black rzeczywiście stała obok niego. - Pomylił się pan. Nie jesteśmy parą - wyjaśnił chłodno, bez szczególnych emocji, jakby obwieszczał prawdy oczywiste, jak deszcz, czy to, że Nobby Leach jest słabym Ministrem Magii.
- Nic nie szkodzi, proszę zachować zdjęcie - wąsaty fotograf uśmiechnął się szeroko, z niepokojącą łatwością człowieka, który nie bierze pod uwagę odmowy, po czym dziarsko ruszył dalej, jakby nic nie mogło zakłócić jego dobrego nastroju.
Crouchowi nie spodobało się to rozstawienie planszy, na jakie został wrzucony przez nieznajomego. Przywykł raczej do tego, że to on rozstawiał wszystkie figury, to on był mistrzem gry. Nie tym razem. Ukuła go ta utrata inicjatywy - nie na tyle, by zdradził się spojrzeniem czy gestem, ale ta obojętność nie przyszła bez wysiłku. Czuł to w sztywności karku i krótkim ucisku w okolicy mostka, które trzymał w ryzach, nie pozwalając się im rozlać głębiej w ciele.
- Najmocniej panią przepraszam. Proszę się tym nie przejmować - wyuczona uprzejmość zamknęła klamrą całe zajście, a gładkie zapewnienie miało go pozbawić jakiegokolwiek znaczenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:34 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.