• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Bute Park
Bute Park
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-06-2025, 16:00

Bute Park
Rozległy, zielony i gęsto zarośnięty – Bute Park rozciąga się wzdłuż rzeki Taff i kryje w sobie ciszę, jakiej próżno szukać w innym zakątku walijskiej stolicy. Alejki wiją się wśród starych drzew, czasem prowadząc donikąd, czasem wracając do miejsca, z którego się wyszło. Wzdłuż jednej z nich stoi rząd kasztanowców, miejsce uwielbiane przez najmłodszych odwiedzających.  W głębi parku, za rzeką, stoi stary, kamienny mur. Nie do końca jasne jest dla historyków i architektów jego przeznaczenie, ale nikt nie ośmielił się go ruszyć. Latem oferuje on cień i wygodne miejsce odpoczynku nad ułożonych w okolicy ławkach. Odpoczywający goście chętnie zanurzają oczy w widoku przesuwającej się powoli rzeki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
04-03-2026, 19:28
Miałaby może zbyt wiele do dodania w kwestii tego, jak niewdzięczni bywali rodzice i jak podły los potrafili zafundować własnym dzieciom. Ugryzła się jednak w język, ostatecznie tylko słuchając w skupieniu tych kilku uwag. Uznawała wyznanie Jaspera za kluczowe, być może niesamowicie istotne w sprawie jego zaginionej siostry. Rozmyślając o tej dziewczynie, wyobrażając sobie, jak wiele upokorzenia i krzywdy musiało ją spotkać przez osoby, które zapewne przez całe swoje życie uznawała za bliskie, pomyślała, że naprawdę jej współczuła i… tak właściwie to przestawała się dziewczynie dziwić. Tego jednak głośno nie mówiła, być może obawiając się, że Jasper nie przyjmie tych wniosków najlepiej. Bywała raczej bezpośrednia, ale temat nagle wkroczył na grząski grunt. Jako sierota całe życie wyklinała swój los. Dorastała niczemu winna, skazana przez kogoś, nosząca ciężary czyjegoś zaniedbania i czyjegoś braku… odpowiedzialności. Tak też sobie myślała o tych, którzy ją porzucili dwadzieścia lat temu.
- Nie masz pewności, co przeżyła i jak wielki ślad w niej to zostawiło – wskazała głośno. Nie należało o tym zapominać i nie należało tego lekceważyć. Prince wydawał jej się raczej tym troskliwym, zainteresowanym siostrzanym losem bratem, ale to też nie usypiało całkowicie jej czujności. Brała od niego te informacje, które sam jej wyłożył, te fakty, które sam teraz dla niej wybierał. Jego punkt widzenia i jego emocje. Mógł kreować historie zgodnie z osobistymi odczuciami, a to niekiedy zakrzywiało obraz. Ale stała po jego stronie i obiecała mu pomóc. Nie zaszkodziło zbadać sprawę swoimi sprawdzonymi sposobami, choć nie przesadzała z szansą dla przyszłości tej opowieści.
- Lepiej późno niż wcale – skomentowała, pozostając cierpliwym i dociekliwym świadkiem jego małej demonstracji. – No to go zabij, jak już go znajdziesz. Ale czy to zmieni jej los? Odwróci bieg wydarzeń? – dywagowała głośno, kręcąc przy tym głową w lekkiej dezaprobacie. Oczywiście, że mógł wszystko, ale na razie tkwił w jednym miejscu i nie wiedział nawet, jaki kierunek obrać, która z dróg w ogóle prowadzi do rozwiązania tej sprawy. Nie miał najmniejszego śladu. A jednak gniew zdawał się rozdzierać go od środka. – Sam musisz ustalić, co z tym zrobić, ale podejrzewam, że dopóki jego lub jej nie znajdziesz, to się tego nie dowiesz. Nie wybierzesz. Możesz stać przez lustrem i wyobrażać sobie przyszłość, ale dopiero stojąc z nią oko w oko, przekonujesz się, co naprawdę się w tobie kotłuje – mówiła, dzieląc się głośno pewną refleksją. Znała ją aż za dobrze z własnego poletka. – Z mugolami? Tak, Jasperze. W dzielnicy robotniczej nie obrócisz się bez mijania mugola. Wszędzie łażą, zaczepiają, szukają uwagi. Chcąc nie chcąc są tu przez cały czas – mruknęła zobojętniałym raczej tonem. To oni, czarodzieje, trwali jako mniejszość. W tak tłocznych częściach miasta, w zapracowanym i ruchliwym porcie, trudno byłoby ich nie zauważyć i nie mieć z nimi do czynienia. Nie widziała niczego nadzwyczajnego w jego pytaniu, była bystra i poniekąd rozumiała jego ciekawość, ale też nie ukrywała tego, gdzie żyła i jak ten świat wokół naprawdę wyglądał.
- Nie zapędzaj się, doktorku – zareagowała żywo i na koniec podarowała mu odrobinę niecny uśmiech. – Przyjaciół mam dużo, żebyś się któregoś dnia nie zdziwił.. – ostrzegła go raczej ze znikomą ilością powagi. Mimo wszystko ową ofertę przyjmowała za hojną i godną zachowania na przyszłość. W razie katastrofy przecież warto mieć znajomości wśród magicznych medyków.
Później zacmokała, doszukując się w nim sztywniaka ze zbyt mocno zawiązanym przy szyi krawacikiem. Nie jej typ, pozbawiony luzu i przemawiający niekiedy zbyt przejmująco i poważnie, ale… tak po prawdzie, czy właśnie ten jej typ nie zachowywał się w podobny sposób? Nieważne. Gdyby była facetem, dobrym kumplem Prince’a zapewne rzuciłaby teraz jakimś durnym tekstem i poklepałaby go dziarsko po ramieniu. Była jednak Philippą. – Daj znać, jeśli potrzebujesz poćwiczyć. Coś wymyślę. Pielęgniarki w Mungu będą zachwycone, jak pozwolisz sobie na więcej… luzu, Prince – podrzuciła mu pewną sugestię. Nie byłby pierwszym chłopem łapiącym się na kilka cennych lekcji od panny Moss.
- W życiu mało rzeczy toczy się zgodnie z naszą wolą – podsumowała trzeźwo, być może trochę brutalnie targając jego nadzieję. Te słowa wygłaszała zapatrzona w poszarzałą panoramę portowego światka. – Nie trzeba. To mój rewir, pójdę swoją drogą. Niedługo pogadamy. Postaraj się o tym nie myśleć, a ja pokręcę się i poczaruję. Może się czegoś dowiem. Do zobaczenia, Jasperze – pożegnała się, raz jeszcze ofiarowując mu swoje zaangażowanie. Odeszła, a wiatr ponownie rozwiał kawałki rozpiętej szaty, chętnie sprawdzając, co znajdowało się pod jej materiałem. Cardiff szybko miało zapomnieć o twarzy pewnego medyka. A może właśnie nie?


zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:22 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.