• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Grota Morskiego Smoka (Pembrokeshire)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
19-06-2025, 16:49

Grota Morskiego Smoka (Pembrokeshire)
Tam, gdzie klify toną w morzu, a fale biją z gniewem o skaliste brzegi, znajduje się grota, której wejście widać tylko przy odpływie. Nazywana jest Grotą Morskiego Smoka — nie wiadomo, czy z powodu kształtu wnętrza, czy opowieści, które przekazują rybacy. W środku tego schronienia powietrze pachnie solą i kadzidłem. Z głębi dochodzi bulgot, jakby coś tam oddychało. Rzekomo smok — nie ciałem, lecz echem pradawnej istoty. Wiadome jest, że dziś groty nie zamieszkuje już żadna bestia. Czy oby na pewno? Powiada się, że naprawdę bardzo dawno temu czarodzieje składali w tym miejscu ofiary z bursztynu, wrzucając je do podziemnego jeziora. Być może cenne minerały spoczywają dziś na dnie zbiornika. Wiadomym jest, że obecnie miejsce to przyciąga samotników, alchemików i poszukiwaczy przygód. Ale nie każdy wraca z tej groty taki sam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-02-2026, 01:01
18 maja '62

Komunikat z Ministerstwa Magii pojawił się tego samego dnia rano i brzmiał jak wiele podobnych ostrzeżeń: ze względu na gwałtowne burze oraz chwilowe zakłócenia w sieci świstoklików zaleca się ostrożność. Część punktów transportowych może działać niestabilnie.
Zamiast bezpiecznego punktu docelowego Varya Borgin i Leopold Flint trafili do wnętrza jaskini - chłodnej, wilgotnej, rozświetlonej jedynie rozproszonym, mlecznym światłem odbijającym się od kamiennych ścian. Z zewnątrz dochodził jedynie stłumiony szum - wody albo wiatru, trudno było to ocenić.
Pierwsze próby użycia magii nie przyniosły oczekiwanego efektu. Zaklęcia opuszczały różdżkę, ale ich efekt był trudny do przewidzenia. Dźwięki odbijały się z opóźnieniem. Ruchy wydawały się przesunięte w czasie. Zmysły zaczęły płatać figle: to, co jedno widziało, drugie słyszało; to, co powinno być zimne, wydawało się ciepłe.
Dość szybko stało się jasne, że nie odbierają tego miejsca w ten sam sposób. Żeby ruszyć dalej, musieli polegać na sobie. Opisywać to, co widzą, słyszą albo czują. Sprawdzać każdy krok. Uzgadniać kierunek. Czasem jedno prowadziło, czasem drugie - w zależności od tego, czyj zmysł akurat okazywał się bardziej wiarygodny. Musieli sobie zaufać.
Głębiej w grocie rosły kępy Floraconiuncta, przywierające do skał w miejscach, gdzie ścieżka zwężała się na tyle, że trzeba było iść blisko, czasem niemal dotykając ramionami. Zapach kwiatu był subtelny, ale w zamkniętej przestrzeni stawał się wyraźniejszy. Sprawiał, że słowa przychodziły szybciej. Że opisy stawały się bardziej dokładne i osobiste, niż było to konieczne. Że dłoń wyciągnięta w ciemności znajdowała drugą bez wahania.
Im dalej szli, tym bardziej oczywiste było, że wyjście z jaskini nie zależy od jednego poprawnego zaklęcia czy udanej teleportacji. Trzeba było zsynchronizować kroki, zaufać cudzym zmysłom, pozwolić drugiej osobie prowadzić. Oddać kontrolę komuś niemal obcemu.

Zadanie jest precyzyjne: wyjście z groty wymaga polegania na sobie nawzajem, ponieważ magia miejsca zakłóca odbiór rzeczywistości. Każde z was doświadcza przestrzeni inaczej: inne dźwięki, inne odległości, inne pojęcie przestrzeni. Żeby odnaleźć drogę, musicie opisywać sobie nawzajem to, co postrzegacie, uzgadniać kierunek i tempo marszu, a w kluczowych momentach pozwolić jednemu prowadzić drugiego - nawet wtedy, gdy własne zmysły podpowiadają coś innego. Kwiat rosnący w grocie sprawia, że komunikacja staje się bardziej bezpośrednia, a cisza trudniejsza do utrzymania.

LISTA PYTAŃ
Poniżej znajduje się lista pytań, które pod wpływem działania Floraconiuncta potrafią wyrwać się na głos, zanim zdążycie je zatrzymać. Nie są wypowiadane celowo ani z premedytacją - po prostu padają, wplecione w marsz, ciszę lub chwilę zawahania. Możecie wylosować pytanie, wybrać je świadomie, zmodyfikować jego brzmienie albo rozwinąć je o własne słowa. To, w jaki sposób zostanie zadane - półgłosem, nagle, nieporadnie lub z pozorną obojętnością - zależy wyłącznie od was.

Lista pytań:
1. „Czy komuś już kiedyś tak zaufałeś/zaufałaś?”
2. „Co robisz, kiedy boisz się bardziej niż chcesz przyznać?”
3. „Jest coś, czego żałujesz, że nie powiedziałeś komuś wcześniej?”
4. „Czy łatwo oddać ci kontrolę?”
5. „Co sprawia, że czujesz się bezpiecznie przy drugiej osobie?”
6. „Czy wolisz prowadzić… czy być prowadzonym?
7. „Co robisz, kiedy ktoś jest zbyt blisko?”
8. „Czy kiedykolwiek pomyliłeś potrzebę z pragnieniem?”
9. „Czy łatwo ci być szczerym?”
10. „Gdybyśmy nie musieli się stąd wydostać… co byś zrobił/zrobiła?”
11. „Czy myślisz czasem, że niektóre spotkania są… nieprzypadkowe?”
12. „Zawsze tak uważnie słuchasz, czy tylko teraz?”
13. „Czy cisza bardziej cię uspokaja, czy niepokoi?”
14. „Czy często pozwalasz innym decydować za siebie?”
15. „Czy trudno ci przyznać, że możesz się mylić?”
16. „Czy ktoś kiedyś zawiódł twoje zaufanie?”
17. „Jest coś, czego boisz się powiedzieć na głos?”
18. „Czy zdarza ci się udawać, że coś jest ci obojętne?”
19. „Czy dotyk pomaga ci się skupić… czy raczej rozprasza?”
20. „Czy wolałbyś/wolałabyś iść sam/sama, czy razem nawet wolniej?”
21. „Czy bliskość zawsze musi coś znaczyć?”
22. „Czy zdarza ci się myśleć o tym, co by było, gdyby…”
23. „Czy łatwiej ci iść dalej, kiedy ktoś idzie obok?”

Mistrz Gry nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Miłej zabawy! Lucinda Macnair
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Varya Borgin
Czarodzieje
Wiek
22
Zawód
łowczyni
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
4
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
19
13
Brak karty postaci
29-03-2026, 19:55
Burza zazwyczaj przynosiła destrukcję, namolnie domagała się uwagi, zostawiała ślady niemożliwe do przeoczenia. Od wczoraj ponad ziemią w Hampshire i wieloma innymi regionami wygłaszała swój wymowny manifest, niwecząc wszelkie plany. Wiedziałam, że siły żywiołu nigdy nie należało lekceważyć. Ojciec uwielbiał podrzucać nas do lasu, byśmy w lawinie piorunów potrafili przetrwać i odnaleźć drogę do domu. To miała być cenna lekcja. Wiele razy się bałam, aż w końcu te ponure praktyki wypleniły obawę przed mocą błyszczącego żywiołu. Bo już umiałam przetrwać. Bo już nie mogła odebrać mi tego, co sobie wymyśliłam. On chciał, byśmy umieli nad tym zapanować, byśmy nigdy nie dali się jej pokonać. Gdy więc inni chowali się w ciepłych jamach, ja wychodziłam z suchych kryjówek, gotowa znieść każde jej poturbowanie.
Teraz również pozwalałam, by zalewała mnie swym gniewem i iskrzyła się ponad mokrą kurtyną mojej peleryny. Ja się nie zatrzymywałam, mnie nie raziły żadne ostrzeżenia. Urodziłam się Borginem, urodziłam się siłą, nie drżałam spłoszona w kącie. Lecz magia żywiołu tego dnia, czego nie mogłam wiedzieć, wezbrała, szykując dla mnie upiorną pułapkę. Porzucony pod starą wierzbą przyrdzewiały garnek miał przenieść mnie daleko stąd, lecz wciąż prosto w ramiona burzy. Gdy w jednej chwili dotykałam przedmiotu w deszczu błyskawic, w drugiej leżałam brutalnie porzucona na twardych kamiennych posadzkach. Coś się stało.
Moje ciało uderzyło o ziemię, zostało brutalnie porzucone: mokre, niby ociężałe od wypitych przez tkaniny porcji wody. Krople spływały po porzuconych głazach – niektóre z kamieni boleśnie zderzyły się z moimi kończynami w chwili upadku. W moich uszach coś nienormalnie poszurało, a gdy dotknęłam skały, ta wydała się niespodziewanie gorąca i absurdalnie miękka. Szarpnęłam ciałem, by podnieść się i wreszcie zorientować, gdzie się znalazłam i co się właściwie działo. Gdy badałam obce wnętrze, obrazy przed oczami raz po raz zdawały się migotać. Przetarłam powieki. Gdy spojrzałam ponownie, ujrzałam kawałek dalej znajomą postać. Tak sądziłam. Czy dziwaczne figle moich własnych zmysłów wydawały się bardziej niespodziewane od jego obecności?
– Musimy się stąd wydostać – Mój głos porwać miał milczenie tych ścian na strzępy, lecz przede wszystkim odróżnić prawdę od iluzji. Dlatego mówiłam po norwesku – jeśli nie był złudzeniem, zrozumie i odpowie. Bo wie jak. Jeśli nie był sobą, nie poszuka sensownych słów, nie rozpozna moich. Podeszłam więc bliżej, po drodze orientując się, że z mojej różdżki mimo wyraźnej intencji nie wydostało się nawet drobne światło. Unosząca się pod wilgotnym sklepieniem poświata pozwalała nam brodzić w dostatecznej toni. Powinno wystarczyć, by znaleźć wyjście. Zbliżałam się bardziej, drepcząc bezszelestnie po ciemnych odciskach piasku, szukając pewności, szukając realizmu wśród morza zwodniczych znaków. Chodź podążałam w niezmiennym rytmie cichych kroków, te co jakiś czas głośno dudniły w moich uszach. A gdy stanęłam przed nim, tysiące spostrzeżeń i odczuć zaczynało rwać moje wizje i każdy plan, który mogłam w tej niezrozumiałej sytuacji skonstruować. Czułam to, choć tak naprawdę wciąż nie zgłębiłam wiele. – Jesteś prawdziwy – wymówiłam cicho, ni to pytając, ni to twierdząc, a za tropem słów podążyła dłoń wyciągająca się do majaczącej tuż przede mną postaci. Przecież już kiedyś miałam taki sen. Woda kapała na kamieniste posadzki, moje włosy kleiły się w nieładzie, trwałam pozbawiona swoich najlepszych broni. Lecz musiałam najpierw mieć pewność. Musiałam od czegoś zacząć. Nie byłam nawet przekonana, czy mój głos wybrzmiał, bo poruszającym się wargom towarzyszyło wrażenie rozpływających się bez echa głosek. Ale nie zamierzałam się poddawać. Nigdy nie wolno mi było się poddawać, nigdy nie wolno mi było się bać. Spróbowałam dotknąć jego ramienia, tam też pokierowałam spojrzenie, palce natrafiły na opór materiału. Zdawał się parzyć, zmuszając mnie do większego dystansu. Drażniący zapach załaskotał mnie w nos, ale zignorowałam to. Cały czas czekałam, aż coś powie, aż coś zrobi, aż odzyskam kontrolę i orientację w sytuacji. Gdzie jesteśmy? Nie mogłam tu zostać, lecz czułam, że nie mogłam też ruszyć bez niego.
Odpowiedz. Jesteś prawdziwy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Leopold Flint
Śmierciożercy
To diabeł nas pociąga, dzierżąc nici końce, że w rzeczach wstrętnych dziwne widzimy uroki
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
31-03-2026, 19:08
Burza nie budzi lęku, przemawia tym samym językiem co on - językiem gniewu, który, w zestawie z labiryntem żył, pulsuje pod pergaminem skóry. Teraz czuje go każdą komórką ciało, a kilka kroków za nim podąża otępienie, które, podążając za nim jak cień przyklejony do podeszw butów, w końcu znajduje miejsce za jego plecami, aby finalnie zatopić ostrze bólu w obu skroniach.
Mruży oczy, łudząc się, że dostrzeże coś w ciemności, jaka pożerała jego sylwetkę zaraz po tym, jak znalazł się w tej obcej, jakby zupełnie pozbawionej perspektyw przestrzeni. W pierwszej chwili budzi w nim skojarzenie lochów, które wiły się w podziemiach Instytutu, gdzie odczuł na własnej skórze metaliczny, obezwładniający smak hartującej ducha i ciało twardej dyscypliny.
Musisz iść, Leopoldzie, nieważne dokąd. Musisz iść, nie możesz pozostać w miejscu.
Więc idzie przed siebie, a drogowskazem Flinta jest upór, który przeniknął w jego strukturę. Kroki niosą się nienaturalnie głośnym echem po ścianach jaskini, płuca karmią się duchotą stęchłego powietrza, a gorąc, taki, jaki towarzyszy upalnym dniom, oblepia jego ciał. Rośnie w nim przekonanie, że pod wpływem tego ciepła skóra zaraz stopi się jak wosk, a on zniknie z powierzchni ziemi. To, że niebawem opadnie z sił, wydaje się być tylko kwestią czasu; może stanie się to wtedy, gdy uderzy w niego kolejna fala gorąca? Czy do tego czasu, odnajdzie wyjście? Czy może oto on - Leopold Flint, który kilka godzin temu uważał, że nic go nie złamie- doczeka kresu swoich dni właśnie tu, w miejscu, które okaże się zarówno jego więzieniem, jak i grobem wykopanym rękami własnej nieudolności?
Wydaje mu się, że na marginesie spojrzenia dostrzega ruch. Nie podąża za nim wzrokiem, nauczony doświadczeniem, że tam, gdzie mrok zdaje się gęstnieć, lęk przybiera niemal fizyczną postać, a jemu, mimo iż na ogół strach jest czymś zupełnie obcym, w tej wersji rzeczywistości, jakiej się znalazł, wydaje się być czymś namacalnym, jak skraplający się na karku i szyi pot. Zamiast podążać za tym, co ulotne, wybiera to, co materialne. Bada pod opuszkami chropowatą strukturę skalnej ściany - parzy go w dłoń, gdy dociska do niej palce, a w końcu, po tym, jak nie może już znieść bólu, wycofuje je z cichym, zdławionym w tunelu gardła sykiem.
Gdzie jest? To co za miejsce?
Echo tych pytań, odbijające się od sklepiania czaszki, burzy rytm jego oddechu, gdy przygląda się przez chwile swojej dłoni, szukając na skórze choćby najdrobniejszego śladu oparzenia, lecz ciemność, jaka zastała go w jaskini, nie służy kontemplacji. Sięga po różdżkę i szepcze ciche Lumos, lecz na jej krańcu nie pojawia się upragniony snop światła. Pieść paniki zaciska się na jego gardle. To nie może dziać się naprawdę.
Ciszę przerywa znajomy głos, który nachalnym krzykiem próbuje zwrócić na siebie jego uwagę i równie znajomy język - norweski w trzewiach jaskini tworzy pogłos podobny do tego, jaki przychodzi w raz z pierwszym gromem rozdzierającym niebo.
Wzdryga się, dopiero teraz dostrzegając plamę ludzkiego istnienia rysującą się na orbicie rzeczywistości, która majaczy niewyraźnie jak fatamorgana na pustyni – jakby nie była jej częścią, a jedynie czymś, co styka się nieśmiało z jej powłoką.
- Czemu krzyczysz, jakby ktoś obcierał cię żywcem ze skóry-? – pyta, podchodząc bliżej, do łuny światła, która teraz otacza jej sylwetkę, dzięki czemu jej tożsamość nabiera ludzkich kształtów. – Varyo?
Kobieta znajduje się w zasięgu jego dłoni. Jesteś prawdziwy zdaje się być pytaniem, niestwierdzeniem suchego faktu, jaki wynika z czystej logiki. Pojmuje, co jest źródłem jej zawahania. Czuje się tak samo niepewnie, jak ona. I ta niepewność, jaka wpycha się między szczeliny żeber, wymusza na nim desperackie odruchy, na które, w innych okolicznościach, nigdy by się nie zdobył.
Pewnym, lecz niecierpliwym krokiem podchodzi ku niej jeszcze bliżej i zamyka jej ramię w klatce swoich palców, z taką siłą, jakby chciał skruszyć pod tym dotykiem wadliwą konstrukcje kości.
- Boli? – głos ma chrapliwy, gardłowy, brzmi jak zwierzęcy pomruk wydobywający się z głębin gardła. – Jeśli boli, to znaczy, że jestem prawdziwy.
Jest sobą, prawda? Ludzką powłoką, workiem mięśni, skórą naciągniętą na stelaż kości? Jest, prawda?
Powiedz, Varyo, że istnieję na prawdę, mówi jego spojrzenie, lecz usta sięgają po inną sekwencje słów:
- Co tu robisz? Jak znalazłaś te miejsce, a może ono znalazło ciebie, jak – waha się przez chwile – mnie?
Nie, nie jest sobą. Czuje inaczej. Intensywniej. Jakby zanurzył się w końcu w otchłani własnej paranoi.
I to ciepło, które próbuje pożreć go żywcem, spopielić jego ciało do kości.
I ta błogość, jaka ogarnia jego zmysły.
I ten przyjemny chłód, jaki od niej bije.
To wszystko wydaje się takie nierzeczywiste, a jednocześnie staje się jednym punktem odniesienia, tym, co trzyma go na powierzchni rzeczywistości; czymś, dzięki czemu trwa,
- Zawsze tak uważnie słuchałaś, czy tylko teraz?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:34 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.