• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Tawerna "Brudna Kotwica"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-07-2025, 21:53

Tawerna "Brudna Kotwica"
Ukryta między zniszczonymi składami a zapomnianym dźwigiem portowym, „Brudna Kotwica” to tawerna, którą zna każdy, kto choć jeden dzień pracował w obszarze doków przy Isle of Dogs. Elewacja z odłażącą farbą i wyblakłym szyldem przedstawiającym przekrzywioną kotwicę nie zachęca do wejścia. W środku panuje wieczny półmrok, a powietrze przesycone jest zapachem rozlanej whisky, mokrego płaszcza, starego dymu tytoniowego, zmieszanego z wonią zjełczałego oleju i flaków świeżej ryby. Podłoga trzeszczy pod ciężarem okutego buta, a krzywe stoły, lepią się od warstwy zaschniętego piwa, kurzu i starego jedzenia. Pełne nacięć wyszczerbionych noży, pamiętają niejedną bójkę i głośną szarpaninę. Za barem stoi zazwyczaj pani Maureen, wdowa po tutejszym marynarzu, kobieta o mocnym charakterze, silnych ramionach i spojrzeniu, które potrafi uciszyć niejednego awanturnika. Nikt nie ma odwagi wchodzić jej w drogę. „Kotwica” to miejsce, gdzie informacje są cenniejsze niż pieniądze. Podróżujący odkrywcy z chęcią podzielą się pewną wskazówką, czy istotnym faktem – tutaj liczą się złote, brzęczące monety. Legendy w ów miejscu żyją dłużej niż ludzie. Mówi się, że w jednej ze ścian zamurowano szkielet przemytnika, którego zdradził pewien zły człowiek. Inni twierdzą, iż w zawilgoconej piwnicy znajduje się wejście do starego tunelu, prowadzącego gdzieś pod Tamizą. Każdy zna opowiadane wieczorem opowieści, lecz nikt nie odważył się ich sprawdzić. Podpodłogowy szmer zagłuszony jest przez stukot ogromnych szklanic, pijacki bełkot, śpiew wielowzrotkowych szant, rozbrzmiewających na całą okolicę. Tawerna słynie jednak z taniego piwa i dobrej ryby.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Ned Rineheart
Akolici
composed of both good and evil
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
10-03-2026, 22:12
Kiedyś już tu był. Kojarzył ten szyld z przekrzywioną kotwicą. Smród zjełczałego oleju zmieszanego z odorem ryby unosił się mniej więcej w promieniu dwóch metrów od wejścia i jego też nie dało się pomylić z niczym innym. Kiedy to było? Trzy czy cztery lata temu? Wystarczająco dawno, żeby nie pamiętał szczegółów. Na pewno przyszedł tu przez pracę – z własnej nieprzymuszonej woli rzadko zapuszczał się do podobnych przybytków, chociaż widział w nich coś więcej niż tylko brud i hałas. Te miejsca naprawdę żyły, można było tu każdego spotkać i wszystko załatwić. Posiadanie znajomości w porcie było w jego zawodzie nieocenione, dlatego kiedyś nauczył się kluczyć pomiędzy polerami i cumami, żeby móc wsłuchiwać się w prowadzone tu rozmowy – nierzadko szeptem, ostrożnie, a czasem wręcz przeciwnie, wyjątkowo odważnie przez buzujący w żyłach alkohol. Nigdy nie osiągnął w tym biegłości, która tak naturalnie przychodziła osobom, które się tu wychowały lub pracowały, ale czuł się wystarczająco dobrze, żeby od razu nie nacisnąć komuś na odcisk.
Przekroczył próg Brudnej Kotwicy i wtedy przypomniał sobie po co tutaj przyszedł za pierwszym razem. Wnętrze zdawało się w ogóle nie zmienić przez te lata, w rogu dalej stał ten sam okrągły stolik z obłupaną nogą, przez którą blat niestabilnie przesuwał się w tę lub we w tę w zależności od tego który czarodziej mocniej się o niego oparł. Uznał to za znak i usiadł w tym samym miejscu, wspominając swoją ówczesną rozmówczynię, młodą dziewczynę, pracowniczkę tego miejsca, która pewnego dnia usłyszała odrobinę za dużo. Już pamiętał, że sprawa rozchodziła się o nielegalny transport magicznych stworzeń, które miały trafić gdzieś za ocean w ręce chciwych bogaczy. Tamta sprawa zakończyła się sukcesem, co w tym zawodzie wcale nie było takie oczywiste, i nawet wygrane mimo wszystko potrafiły nieść ze sobą nieszczęścia.
Zerknął na zegarek, ale jak zwykle przyszedł na miejsce kilka minut za wcześnie. Przemknęła mu przez głowę myśl, że Jesse może go wystawić i w ogóle się tutaj nie pojawić. Kto wie co robił przez ostatnie dwa lata i kim się stał pod wpływem tych doświadczeń? Wcale nie oczekiwał, że w progu pojawi się ta sama osoba – i właśnie to trochę go stresowało. Co i rusz zerkał w stronę drzwi wejściowych, aż w końcu doczekał się swojej zguby.
Na pierwszy rzut oka dużo się nie zmienił, ale w panującym tu półmroku nie dało się wiele zauważyć. Być może nie bez powodu Jesse postanowił spotkać się w porcie. Ned uniósł dłoń nad głowę, czujnie obserwując jak stary znajomy zbliża się do stolika. Spaczenie zawodowe czy faktycznie do końca mu nie ufał? Jeszcze sam nie wiedział. – Teraz tak łatwo cię stąd nie wypuszczę – odparł zamiast powitania, wskazując mu krzesło naprzeciwko. Przesłuchanie? Czemu nie, w końcu obaj byli w tym dobrzy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
15-03-2026, 21:15
Jego głowę najczęściej zaprząta ucieczka: przed przeszłością, przed tym, co trudne, czasami też przed własnymi myślami. Być może dlatego mało intuicyjne zdaje się to, co próbuje robić od kilku tygodni — na nowo poszukuje kontaktów w Londynie. Wychodzi jednak na to, że pogodził się już całkiem z własną dolą, ułożył w głowie scenariusz, gdzie Rosthwaite pozostawia daleko za sobą nie łudząc się, że nastroje wśród miejscowych cokolwiek się zmienią. Może to jakaś dziwna siła trzyma go wciąż przy wcześniejszym życiu; wielu spraw nie zakończył tak jak powinien i może właśnie to obecnie motywuje jego działania. Pielęgnuje w sobie wiele sprzecznych emocji: z jednej strony czując tęsknotę za towarzyszami, z drugiej wciąż przepełnia go gorycz i poczucie bycia zdradzonym. Próbując odnaleźć się w chaosie, myśli sobie, że spotkanie oko w oko przynajmniej z niektórymi, pozwoli mu wyczuć nastroje oraz własną tolerancję dla ich obecności. Ostatecznie, aby przetrwać potrzebuje tymczasem chwycić się tego, co nosi choćby znamiona pewności.
Do Neda pisze pod wpływem chwilowego przypływu nostalgii. Dopiero po otrzymaniu odpowiedzi nachodzi go refleksja — nie wie, o czym z nim będzie rozmawiać. Od czego zacznie? Jak przedstawi powód zniknięcia? A może przemilczy go całkiem, zignoruje, a pustkę braku odpowiedzi zapełni własnymi pytaniami? Nie szykuje się na żaden konkretny scenariusz.
W „Brudnej Kotwicy” nie bywał zbyt często. Ma jakieś mgliste wspomnienia na jej temat, a wybiera ów przybytek tylko i wyłącznie dlatego, że nie zamierza prowadzać się po bardziej popularnych miejscówkach. Póki co nie potrzebuje rozgłosu. Ma w planie jeszcze kilka wizyt w celu „odświeżenia” starych znajomości i woli, żeby jego powrót do Londynu nosił przynajmniej jeszcze przez jakiś czas znamiona poufności. Liczy więc, że Ned się nie wysypie. Albo raczej: że jeszcze tego nie zrobił. Ostatecznie nie ma żadnej pewności, choć zdrowy rozsądek nakazuje mu sądzić, że Rhinehart ma odrobinę oleju w głowie.
Naciąga kołnierz kurtki na policzki, choć szybko rezygnuje z głupiej ostrożności, gdy uderza w niego zaduch tawerny. Jest paskudnie, powietrze lepi się do pleców, a wyziewy stojących przy szynku klientów zdają się być tak wysycone alkoholem, że przyprawia go to o zawrót głowy. Zapomniał jaki jazgot potrafią w sobie zamykać podobne miejsca: przez ostatnie miesiące pijał głównie w samotności, a wyjścia do pubów nie zdarzały mu się praktycznie wcale. Potrzebuje momentu na osadzenie się w nowej rzeczywistości.
Ku swej radości, dość szybko dostrzega znajomą twarz. Nie myśli zbyt wiele, gdy pokonuje kilka dzielących ich kroków. Na głębszą analizę pozwoli sobie za jakiś czas, kiedy wreszcie minie pierwszy, niezręczny moment powitania. Śmieje się odruchowo, kiedy słyszy wypowiedź Neda. Groźba? Obietnica? Sam nie wie jeszcze czym jest zachęcająca wypowiedź aurora. Nie protestuje, nie opiera się w żadnym stopniu, chwyta dłonią oparcie krzesła, by zrobić sobie miejsce i spocząć przynajmniej w jakimś stopniu wygodnie. Zsuwa z siebie kurtkę, bo robi się gorąco. Czujne lustruje twarz towarzysza, a na jego ustach nadal widnieje odciśnięty uśmiech.
— Domyślam się, Ned — wyznaje. Gdyby było to coś, czego by nie chciał, nigdy list z propozycją spotkania nie opuściłby jego mieszkania. Wie na co się pisze. — Może najpierw napijemy się czegoś? — proponuje. To zawsze lekko rozluźnia atmosferę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 17:00 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.