• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff Bay > Gabinet
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
02-08-2025, 22:32

Gabinet
Ściany zdobią mapy, niektóre już lekko pożółkłe, przedstawiające wybrzeża i porty, które odwiedził właściciel, a obok nich stoją dwa globusy, jeden z wyraźnymi śladami użytkowania, drugi nowszy, ale również świadczący o pasji podróżnika. Na biurku piętrzą się stosy dokumentów – listy, zapiski i mapy, które czekają na uporządkowanie, ale nic nie zdaje się tu być przypadkowe. W każdym kącie pokoju widać pamiątki z różnych podróży: muszle, skrzyneczki, figurki, czy fiolki, obrazki, kamienie, które przypominają o egzotycznych miejscach. Meble są solidne, z drewna, ale lekko wyblakłe od lat.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
22-03-2026, 22:42
| 11 maja 1962

Dzisiaj miałam na popołudniową zmianę więc pozwoliłam sobie pospać. Słońce już wnikało do sypialni i promienie łaskotały mnie po policzku próbując obudzić. Obróciłam się na drugi bok, ale kiedy świadomość już zaistniała, nie było szans abym ponownie oddała się objęciom Morfeusza. Przeciągnęłam się niechętnie odkopując z pościeli i ze zdziwieniem stwierdziłam, że w łóżku jestem sama. Zmarszczyłam nosek zastanawiając się która jest godzina. Rzadko kiedy budziłam się w łóżku samotnie, a najczęściej budziłam się jednak pierwsza. Uniosłam się, zaczesując włosy za ucho i przez krótką chwilę siedziałam nasłuchując jakichkolwiek odgłosów. Ale w domu było dziwnie cicho, może Kenneth poszedł do portu? W końcu niedługo wypływa w kolejny rejs. Przygryzłam wargę.
Zsunęłam się z łóżka, na nagie ciało narzuciłam tylko domową sukienkę na ramiączkach, która sięgała mi do kolan i była w kremowym kolorze. Wyszłam z sypialni i pierwsze kroki skierowałam w stronę łazienki, poranne siku było przecież bardzo ważne. W końcu ruszyłam w stronę salonu i kuchni, nie mogłam się doczekać smaku kawy siedząc w otwartym oknie i obserwując życie toczące się na ulicach portu. Kroki po schodkach stawiałam ostrożnie, po ostatnim przewróceniu się trochę nie miałam do nich zaufania. Na szczęście po siniaku na czole nie było już śladu. I po moim dramacie również, a przynajmniej nie dawałam sobie za bardzo poznać, że coś mnie momentami trapi. Czasami moje myśli uciekały w kierunku mojego przyjaciela, łapałam się na tym, że w tawernie wyglądałam jego przyjścia. Zastanawiałam się jak się czuje i jak sobie radzi. Wiedziałam jednak, że potrzebujemy czasu, ja i on, więc starałam się żyć dalej. Miałam pewne zobowiązania, których nie mogłam zaniedbywać. Kenneth był cierpliwy wobec mnie, ale nie chciałam tej cierpliwości nadwyrężać.
Gdy szłam przez salon nie spodziewałam się Kennetha w domu, dlatego mimo uchylonych drzwi do gabinetu i jego wyraźniej sylwetki siedzącej za biurkiem z początku go nie zauważyłam. Zdążyłam już wejść do kuchni, otworzyć szafkę i sięgnąć po puszkę z kawą kiedy coś mnie tknęło. Odstawiłam puszkę na kuchenny blat i cofnęłam się wsuwając głowę pomiędzy drzwi a framugę, sprawdzając czy miałam zwidy, czy naprawdę siedział za biurkiem.
No był tam. Gdy go zobaczyłam, mimowolnie uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Otworzyłam szerzej drzwi, aby wygodniej oprzeć się o drewnianą framugę i spoglądałam na niego z zaciekawieniem. Lubiłam go obserwować przy pracy. Nie mieszkałam z nim długo, ale gdy miałam taką okazję to z chęcią zaglądałam do gabinetu kiedy był pogrążony w swoich zapiskach. Tylko na chwilę, by krótko popatrzeć, ponieważ zazwyczaj starałam się mu jednak nie przeszkadzać. Widziałam, że przygotowania do wyruszenia na kolejny rejs były w mocno zaawansowanym stanie, wymagało to najwyraźniej wcześniejszego wstawania i zajmowania się papierzyskami od samego rana.
- Będę robić sobie kawę, chcesz? - Zapytałam.
O śniadanie nie pytałam. Nie byłam w stanie jeść śniadań od razu po przebudzeniu, najpierw kawa, papieros i śniadanie może wleci za parę godzin jak mi się przypomni. Teoretycznie powinnam się teraz ruszyć i wrócić do kuchni, nastawić wodę i faktycznie zrobić sobie tę kawę, jednak zainteresowała mnie pewna rzecz. Kenneth nie siedział pochylony nad dokumentami, a nad mapą. Uniosłam lekko brwi ku górze, tak jak kąciki ust.
- Co robisz? - Zapytałam z zaciekawieniem.
Weszłam do środka, o bosych stopach przeszłam przez gabinet i stanęłam przy biurku spoglądając z zainteresowaniem. Kapitan Fernsby pozwalał mi tu wchodzić, miałam tylko nie ruszać i nie przestawiać niczego na biurku. I o ile na początku byłam lekko niepewna tego na ile faktycznie mogę sobie pozwolić i czy przypadkiem “możesz tu wchodzić” nie było wypowiedziane tylko i wyłącznie z grzeczności. Jednak im dłużej tu mieszkałam, tym pewniej się czułam i już wchodziłam do gabinetu bez zaproszenia. Oczywiście nic nie ruszałam, dwa razy nie trzeba było mi powtarzać.
- Trasa kolejnego rejsu? - Przeniosłam spojrzenie na mężczyznę lekko przechylając głowę.
Lubiłam oglądać mapy, dawno nie miałam ku temu okazji, aby móc się nad nimi pochylić na dłużej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
30-03-2026, 19:41
Obudził się jeszcze zanim noc zdążyła ustąpić miejsca świtowi, jakby morze, choć na chwilę uwięzione w porcie wraz ze Złotą Łanią, i tak wołało go do siebie. Leżał nieruchomo przez krótką chwilę, wsłuchując się w spokojny, równy oddech Riven, który wypełniał ciszę sypialni miękkim, niemal kojącym rytmem. Było w tym coś kruchego, coś, co nie należało do świata, w którym na co dzień funkcjonował, więc pozwolił sobie na tę jedną chwilę zawieszenia. Potem jednak powoli, ostrożnie, jakby nie chciał zburzyć tej ciszy, wyślizgnął się z łóżka. Narzucił na siebie niedbale ubranie i zszedł na dół, gdzie chłód domu przywitał go równie znajomo jak skrzypienie schodów pod stopami. Kroki skierowały go od razu do gabinetu. Tam, na jednym z wyższych regałów, Zefir uchylił jedno oko, zarejestrował obecność kapitana i, upewniwszy się, że wszystko jest na swoim miejscu, wsunął głowę głębiej w pióra, wracając do snu, jakby noc wcale jeszcze się nie skończyła. -Korzystaj ze snu, póki możesz. Czeka nas wiele pracy. - Zwrócił się do pierzastego towarzysza, który udawał, że nie słyszy jego słów.
Najpierw sięgnął po stertę dokumentów, które czekały na niego od poprzedniego wieczoru i zaczął je przeglądać jeden po drugim. Listy przewozowe, wykazy załogi, rachunki i notatki od pośredników przesuwały się pod jego dłonią w szybkim, pewnym rytmie. Część z nich opatrzył krótkimi adnotacjami, inne złożył starannie, przycisnął pieczęcią i odłożył do metalowego koszyka stojącego na półce, gdzie czekały już rzeczy gotowe do wysłania lub dalszego obiegu. Kiedy stos papierów wyraźnie zmalał, sięgnął po dziennik kapitański. Skórzana oprawa zaskrzypiała cicho, gdy go otworzył, a stalówka pióra szybko zaczęła sunąć po kartach, zapisując kolejne informacje o przygotowaniach do rejsu, stanie zapasów i ludziach, którym miał powierzyć odpowiedzialność na morzu. Pisał krótko, rzeczowo, jak zawsze, zostawiając na papierze tylko to, co konieczne. Gdy zamknął dziennik, bez chwili zwłoki sięgnął po czystą kartę i nakreślił list, tym razem wolniej, z większą uwagą. Szelest pergaminu i drapanie pióra obudziły Zefira, który uniósł głowę i zamrugał ciężko, jakby niechętnie wracał do świata. Kenneth złożył wiadomość, przymocował ją do ptasiej nogi i podszedł do małego okna. Gdy je uchylił, do środka wdarło się chłodne powietrze niosące zapowiedź świtu. Sowa nie potrzebowała zachęty, jednym płynnym ruchem wzbiła się w powietrze i zniknęła w półmroku, niosąc ze sobą korespondencję tam, gdzie należało.
Przez chwilę stał jeszcze przy uchylonym oknie, wpatrując się w ciemniejące niebo, w którym sylwetka Zefira szybko rozpłynęła się w półmroku. Pozwolił sobie na ten krótki bezruch, zawieszony gdzieś pomiędzy jednym obowiązkiem a kolejnym, jakby łapał oddech zanim znów zanurzy się w pracy. W ciszy domu nasłuchiwał, czy Riven się przebudziła, ale wszystko pozostawało niezmienne. Było jeszcze za wcześnie. Zamknął więc okno, odcinając się od chłodu świtu, i wrócił do biurka. Rozłożył mapy, które zaszeleściły cicho pod jego dłońmi, i pochylił się nad nimi z pełnym skupieniem. Trasa musiała być dopięta na ostatni guzik, z uwzględnieniem prądów, portów i miejsc, gdzie Złota Łania będzie mogła bezpiecznie przybić, a także tych, których należało unikać. Przesuwał palcami po liniach wybrzeży, zaznaczał punkty, poprawiał wcześniejsze założenia, aż świat wokół niego skurczył się do pergaminu i atramentu. Czas rozpłynął się niezauważenie, dopóki z kuchni nie dobiegł go charakterystyczny szczęk puszki. Podniósł głowę, i dopiero wtedy sięgnął po zegarek. Riven była już na nogach. Uświadomił sobie przy tym coś jeszcze, prostego i niemal absurdalnego w obliczu całej tej pracy — nie wypił jeszcze kawy. Doszedł go jej głos. Stała w progu. Od jak dawna? Tego nie potrafił określić. Obejrzał się na kobietę przez ramię. -Tak. Dziękuję. - Posłał jej wdzięczne spojrzenie i wrócił znów do mapy. Kiedy stanęła obok niego uniósł na nią niebieskie spojrzenie. Po czym wrócił do mapy. -Pierwszy punkt postojowy. - Odezwał się spokojnym głosem. -Port bezpieczny, ale zatłoczony. Jeśli wypłyniemy o złej godzinie, stracimy pół dnia na manewrowaniu.
Palec przesunął się dalej, wzdłuż wybrzeża, gdzie cienka linia trasy przecinała się z kilkoma drobniejszymi oznaczeniami. - Tu mamy dwie opcje. Krótsza trasa, ale przechodzimy przez wody, gdzie ostatnio widywano przemytników. Wiozę towar dla Bradforda Bulstrode. Nie mogę pozwolić sobie na takie ryzyko przy pierwszym rejsie. - Zatrzymał się na chwilę, jakby ważył to słowo. - Możemy obejść szerzej. Dłużej, spokojniej, ale stracimy na czasie i zapasach. - Spojrzał na nią przelotnie, jakby nie tyle oczekiwał odpowiedzi, co sprawdzał, czy nadąża za jego tokiem myślenia. Potem znów wrócił do mapy. -Tu musimy przybić, niezależnie od wariantu. Uzupełnić wodę, sprawdzić olinowanie. - Stuknął lekko palcem w zaznaczony port. -Nie ufam temu miejscu, ale nie mamy lepszej alternatywy na tej długości trasy.
Wyprostował się i przeczesał dłonią ciemne włosy z cichym westchnieniem -Mogę wybrać trasę przez tereny trytonów licząc, że nie biją się z selkie i nie będziemy mieć problemów. - Ponownie pochylił się nad biurkiem. -Najgorsze będą te odcinki - dodał ciszej, wskazując fragment bez żadnych oznaczeń. -Puste wody. Bez schronienia. Jeśli pogoda się załamie albo coś pójdzie nie tak, jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. - Oparł dłonie o blat biurka i spojrzał na Riven wzrokiem człowieka, który bije się z myślami. -Możemy pójść w pełne zanurzenie, co znacznie przyspieszy podróż, ale szybciej rzadko znaczy bezpieczniej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
31-03-2026, 20:08
W sumie to nie sądziłam, że faktycznie zacznie opowiadać mi o tym nad czym pracował. Wyglądał na bardzo zajętego, bardzo skupionego i myślałam, że mogę mu bardziej przeszkadzać. W końcu z rozmowy ze mną nie miałby większego pożytku, a przynajmniej mógł tak myśleć. Nie miał okazji by się dowiedzieć, że całkiem dobrze znam się na mapach. Chociaż nigdy nie pływałam, to kreśliłam po nich linie równie sprawnie co inni nawigatorzy. Z tą różnicą, że oni znali te miejsca naprawdę, a ja jedynie w teorii. Mogłam sobie dywagować o wyższości jednej trasy nad drugą, ale nie miałam pojęcia jak te trasy wyglądają naprawdę. To co na papierze wyglądało dobrze, w praktyce może być drogą na samo dno.
Gdy jednak jego spojrzenie spoczęło na mnie, a potem wrócił do mapy i zaczął mi opowiadać - dokładnie śledziłam jego ruchy. Pokazywał mi punkt za punktem, wodził palcem od jednego do drugiego miejsca. Tłumaczył dlaczego może wybrać taką, a nie inną trasę, a dla mnie… dla mnie było to fascynujące. Nie musiał sprawdzać czy nadążam, czy rozumiem. Myślę, że moje spojrzenie było na tyle skupione, co jego jeszcze przed paroma minutami. Nie było w nich pustki, zdziwienia, niezrozumienia. Dokładnie wiedziałam o czym do mnie mówi, co mi pokazuje i co to są za miejsca. Nie oczekiwał ode mnie odpowiedzi, nie w trakcie wyjaśniania mi trasy, ale kiedy skończył. Cóż. Mogłam dorzucić przecież swoje pięć knutów, prawda? Tym bardziej, gdy spojrzał na mnie zmartwionym wzrokiem. Sama zacisnęłam usta, bo sytuacja faktycznie nie była najciekawsza. Wyłapałam też, że to pierwszy rejs dla kogoś ważnego, więc zdecydowanie Kenneth nie powinien ryzykować. Zależało mu na dostarczeniu ładunku szybko i bezpiecznie. Nie tylko bezpiecznie dla samej przewożonej rzeczy, czy cokolwiek to było, ale także dla jego ludzi.
Dotychczas stałam obok, ale teraz przesunęłam się lekko, aby stanąć na wprost mapy i pochyliłam się nad biurkiem. Zgarnęłam włosy na jedno ramię, tak aby nie zasłaniały nam widoku mapy. Cicho mruknęłam, stawiając palec na port w Cardiff.
- Zawsze słyszę, że w tym rejonie wody są spokojne - sunęłam palcem w stronę pierwszego punktu. - Jeśli popłyniecie tędy, to jest duża szansa, że dopłyniecie o czasie, prawda? Grunt, byście też z Cardiff wypłynęli punktualnie. Tutaj - sunęłam palcem dalej w stronę miejsca, gdzie widziano przemytników - na twoim miejscu poszłabym szerzej. Masz rację, że stracicie trochę czasu i zapasów, ale jeśli ładunek od pana Bulstrode jest cenny, to z dwojga złego, lepiej dostarczyć go z lekkim opóźnieniem niż całkowicie stracić. Też słyszałam o przemytnikach, ponoć kapitan Szmaragdowej Mgły się na nich naciął - zatrzymałam palec na porcie, do którego koniecznie musieli przybić. - Czy jeśli będziecie mieć opóźnienie, da radę stąd wyruszyć szybciej, aby nadrobić? - Spojrzałam na niego z zaciekawieniem, by po chwili znów zacząć poruszać palcem wskazującym niemal idealnie odzwierciedlając to, co przed chwilą pokazał mi Kenneth. - Pełne zanurzenie jest mocno męczące dla twoich ludzi, prawda? Ale mając do wyboru sztorm, a pełne zanurzenie? Które z nich będzie bardziej ryzykowne? - Wyprostowałam się i spojrzałam na mężczyznę. - Miałam zrobić kawę.
Cofnęłam się, obróciłam plecami i wyszłam z gabinetu w stronę kuchni na chwilę zostawiając Kennetha ze swoimi pytaniami. Wodę udało mi się zagotować dość szybko, do szklanek rozsypałam kawę, by po chwili ją zalać i wymieszać tak, aby wszystkie fusy opadły na dno. Już wiedziałam co gdzie jest w tym pomieszczeniu. Gdzie szukać kubków, talerzy czy jakiegoś jedzenia. W salonie zdążyłam dokładnie obejrzeć biblioteczkę, w sypialni moje rzeczy miały swoje miejsce, a w łazience dokładnie wiedziałam jak odkręcić kran, by woda była przyjemnie ciepła podczas wieczornego prysznica. Zdążyłam też zrobić tu trochę swoich porządków, chociaż nie wiedziałam, czy mój kapitan je zarejestrował. Pozbyłam się jakiejś nie swojej, za to z pewnością kobiecej, szczotki do włosów, pończoch rzuconych pod komodę czy szminki na parapecie w łazience.
Wróciłam do gabinetu niosąc dwa kubki. Jeden swój, z którego po drodze upiłam już kilka łyków. Drugi, pełny, ustawiłam delikatnie tuż przed Kennethem. Na tyle daleko, aby przypadkiem nie pobrudzić mapy. Mapy były cenne, trzeba było o nie dbać. Bardzo dobrze o tym wiedziałam.
- Co będziesz wiózł? - Zapytałam z ciekawości, ponownie zaglądając na mapę i zastanawiając się który port będzie tym docelowym.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
Wczoraj, 13:59
Zawsze słuchała opowieści i doskonale wiedziała o jakim regionie mówił. Zauważył to jakiś czas temu. Jego Syrena miała mapę świata w głowie, pomimo tego, że na morzu nigdy nie była, to nawet rysując na ladzie baru potrafiła dobrze określić położenie danego miejsca, o którym mówiono. Nigdy jej nie zapytał czy studiuje mapy, nie było to istotne, ale widział jak czasami wchodziła do jego gabinetu i patrzyła na mapy. Zgodnie z jego prośbą niczego nie przestawiała, ale jej obecność była wyraźna. Jak nie widział, to czuł delikatny zapach jej perfum lub szamponu gdy była świeżo po kąpieli. Zdawało mu się, że poczyniła jakieś swoje ustawienia w reszcie domu. Nie przeszkadzały mu. Nie sprawiały, że czuł się obco we własnych czterech ścianach. Odnajdywała się w przestrzeni już swobodnie. Doskonale wiedziała gdzie co się znajduje, ale nadal szukała swojego miejsca. Czasami kanapa, innym razem fotel, albo kąt przy kominku. On miał swój fotel obok okna wychodzącego na ulicę. Na parapecie najczęściej odstawiał swój kubek i tam też była popielniczka i zapasowa zapalniczka kiedy nie chciał odpalać od różdżki papierosa. Kręcił nosem na wymysły mugoli, ale zapalniczka przypadła mu do gustu.
Ustąpił jej miejsca kiedy zbliżyła się do mapy, zaintrygowany czego szuka i co chce właśnie zrobić. Słuchał jej uważnie, nie przerywając ani razu, choć widać było, że z każdym jej słowem coś w nim pracuje. Nie był przyzwyczajony do tego, by ktoś nad mapą mówił jego językiem tak pewnie. Kiedy skończyła, przez chwilę jeszcze patrzył na pergamin, jakby układał jej uwagi obok własnych kalkulacji. -Spokojne bywają, i to właśnie może być zgubne. Za dużo statków ufa tej opinii. - Powtórzył za nią przesuwając palcem po wskazanym przez nią odcinku. -Jeśli wypłyniemy z Cardiff bez opóźnień, mamy dobrą szansę trzymać tempo. To prawda. - Przytaknął lekko. - Ale tylko pod warunkiem, że nic nas nie zatrzyma po drodze. A coś zawsze próbuje.
Gdy wspomniała o przemytnikach, jego szczęka napięła się ledwie zauważalnie.-Szmaragdowa Mgła straciła nie tylko ładunek - mruknął. -Ludzi też. Znam tego kapitana. Nie popełnia głupich błędów. - Przesunął dłoń dalej, tam gdzie sugerowała obejście. Uniósł spojrzenie na moment, krótko, bez uśmiechu, ale nie było w sprzeciwu czy oburzenia, a raczej ciche uznanie. -Szerzej znaczy bezpieczniej, ale też bardziej przewidywalnie. - Zatrzymał palec na mapie. -A przewidywalność działa w dwie strony. Jeśli ktoś będzie chciał nas znaleźć, łatwiej to zrobi na dłuższej trasie.- Na pytanie o port pokręcił lekko głową. -Możemy nadrobić, tylko to będą koszty. - Oparł się jedną dłonią o blat. -Duża ilość magii, sporo zabezpieczeń, żeby unikać mugolskich statków, a tych jest coraz więcej. Fortel ze statkiem szkoleniowym często przechodzi, ale wielu też pyta jaki statek, jaki armator. - Postukał palcem w mapę. -Pełne zanurzenie daje nam swobodę i pozwala uniknąć tych pytań, ale za to musimy mieć aktualizację sond mugolskich. - Zawahał się na ułamek sekundy, po czym spojrzał na nią już bezpośrednio. - Jeśli mam wybierać, wybiorę zanurzenie.
Kenneth odsunął się od mapy tylko na krok, jakby chciał spojrzeć na całość z dystansu. - Masz rację w jednym - dodał po chwili. -Ten ładunek jest zbyt cenny, żeby ryzykować dla kilku godzin. - Spojrzał na trasę, a potem na Riven. -Pójdziemy szerzej. Nawet jeśli mnie to spowolni.
Decyzja zapadła w momencie kiedy oznajmiła, że miała przecież zrobić kawę. Odprowadził ją wzrokiem, a potem znów spojrzał na mapę, na którą zaczął nanosić odpowiednie znaki i punkty, które później przekaże do nawigatora.
Przyjemny zapach kawy dotarł do gabinetu sprawiając, że znów się odwrócił akurat w momencie jak wkraczała do gabinetu. -Nawozy, paszę oraz specjalne sadzonki do rezerwatu. Wymagają specjalistycznego przewozu więc musimy ładownie dostosować pod nie. - Wyjaśnił i w tym momencie rozległo się energiczne pukanie do drzwi wejściowych, a do okna w gabinecie zaczął dobijać się Zefir. -Wpuścisz go? - Wskazał czarownicy sowę, która dziobem skubała framugę, a Kenneth skierował swoje kroki do drzwi.
-Kapitanie! - Dało się słyszeć męski głos.
-Panie Ashcroft - padło nazwisko Pierwszego na Łani. -Co tu robisz?
-Mamy wiadomości z Przylądka o nowym towarze, który się szykuje do cumowanie w Glasson Dock - w głowie marynarza dało się wyczuć lekkie poddenerwowanie. -Ten sam zleceniodawca, którego towar znalazłeś wraz z panem Blackiem.
Kenneth trwał w dłuższej ciszy.
-Kiedy? - w głosie Kennetha było wyraźne napięcie.
-W trakcie rejsu dla Bulstrode.
-Cholera. - Przeczesał dłonią ciemne włosy. -Wołaj Wynthorpe’a oraz Greymark, macie być w kajucie kapitańskiej po piątej. I nie, nie obchodzi mnie, że Greymark odsypia kawalerski. Mógł tak nie chlać przez trzy dni.
-Aye, sir! - Pierwszy zasalutował i opuścił dom Kennetha. Kiedy ten zamknął skobel trwał chwilę w ciszy analizując wiadomości jakie właśnie otrzymał.
W tym czasie Zefir jak został wpuszczony przez Riven usiadł na swojej żerdzi i podał list, który był wyraźnie pisany w pośpiechu. Fernsby po chwili wrócił do gabinetu. -Wiedziałem, że orientujesz się w mapach, ale nie wiedziałam, że tak dużo wiesz o szlakach i portach. Jak u ciebie z kartografią? - Zapytał chwytając za kubek, który stał na biurku.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
Wczoraj, 16:14
Dobrze mnie w tym porcie wszystkiego nauczyli. Z biegiem czasu zdałam sobie sprawę, że nie Hogwart był podstawą mojej wiedzy, a to co udało mi się przyswoić w Cardiff. Potrafiłam przyciągnąć ku sobie ludzi, jako że od najmłodszych lat biegałam po porcie i kręciłam się między stolikami dla wielu byłam stałym elementem tego miejsca. Nawet jak znikałam na dziesięć miesięcy w Hogwarcie. A gdy wracałam, uczyli mnie wszystkiego czego nie uczą w szkole. Jak wyszorować blat, by nie kleił się od piwa, które naczynie jest do jakiego alkoholu, jak używać kompasu, w jaki sposób na mapach oznacza się mielizny i głębokość zbiornika wodnego. Wielu marynarzy było moimi wujami, części kapitanów się bałam, ale gdy chcieli opowiedzieć mi historię, to słuchałam zapominając o strachu. Gdy ktoś opowiadał co dzieje się w konkretnym porcie, to akurat blat stolika obok bardzo wymagał wyszorowania. Za tę dobroć się odwdzięczałam, czy to dobrym słowem, większą porcją piwa (pod karcącym spojrzeniem ciotki), czy zasłyszaną plotką, która mogła ich zainteresować. Czasem odwdzięczałam się także śpiewem czy tańcem na środku tawerny. Nie wiem czy wśród stałych bywalców był ktoś, komu moje towarzystwo byłoby niemiłe. A potem byłam Pod Mewą i Księżycem już cały czas. Przed wypłynięciem opowiadali mi o swojej trasie, gdy wrócili opowiadali co poszło nie tak lub co się zmieniło. Czasem jakaś mapa wpadła w moje ręce. Siedziałam nocami w porcie patrząc w niebo i analizując układ gwiazd, to jedno z Hogwartu faktycznie mi się przydało w moim aktualnym życiu. Wszystko co jednak wiedziałam było mieszanką usłyszanych historii, plotek i teoretycznej wiedzy zdobytej od kapitanów lub z przeczytanych książek.
Dlatego tak dobrze wiedziałam o czym mówi do mnie Kenneth. Zawsze wiedziałam. Odkąd tylko po raz pierwszy pojawił się w tawernie, gdy rysowałam palcem trasę po blacie. I chociaż nigdy w tych miejscach nie byłam i wiedziałam też, że nigdy nie będę, to linię brzegową wręcz znałam na pamięć. To był jednak pierwszy raz kiedy tak świadomie wspólnie rozmawialiśmy o trasie. Gdy pozwoliłam sobie podzielić się z nim swoją wiedzą i pomysłami. Może nie były w pełni idealne, oparte na pogłoskach i bardzo teoretyczne, ale jeśli dzięki mnie mógł inaczej spojrzeć na daną sytuację, to chyba i tak mogłam powiedzieć, że się przydałam?
Słuchałam uważnie, gdy opowiadał na moje słowa. Całą tę trasę jeszcze raz przejechaliśmy po mapie, Kenneth zwracał uwagę mi na to, że potencjalnie bezpieczniejsza trasa nie zawsze taka jest. Ja tego nie czułam tak dobrze, oczywiście brakowało mi w tym doświadczenia. Głównie też zawsze słuchałam, a nie dzieliłam się swoimi przemyśleniami.
- Sond mugolskich? - Spojrzałam na niego lekko marszcząc nosek. Nie miałam pojęcia co to jest.
Decyzja została podjęta, lepiej bezpieczniej i trochę wolniej, ale z ładunkiem do celu. To się liczyło. Idąc po kawę czułam pewnego rodzaju satysfakcję, Kenneth mi przyznał rację. Nawet jeśli to nie dotyczyło stricte trasy.
Zapach kawy szybko rozniósł się po gabinecie. Mój kapitan zdecydowanie zasługiwał na to, aby wypić ją w spokoju. Pracował od rana i każdemu przyda się przecież chwila przerwy. Nawet jemu. A byłam przekonana, że dziesięć czy piętnaście minut go nie zbawi. Uniosłam lekko brew słysząc co to za ładunek, nie spodziewałam się roślinek. Ale skoro płacą, to co za różnica. A skoro to Bulstrode, to pewnie płacą całkiem dobrze. W takiej sytuacji, jeśli ktoś by mi zapłacił, to i puste worki był pewnie przewiozła. Bo co za różnica.
- Mhm - mruknęłam, podchodząc do okna.
W tym samym momencie Kenneth ruszył w stronę drzwi wejściowych, bo tam też się ktoś dobijał. Zefira wpuściłam otwierając okno, szybko jej jednak zamknęłam, gdy tylko ptak w całości znalazł się w gabinecie. Ja za to oparłam się pośladkami o biurko i popijając swoją kawę skupiłam się na słowach, które doskonale mogłam usłyszeć z drugiego pomieszczenia. Uśmiechnęłam się lekko na wspomnienie o kawalerskim, zdążyłam już usłyszeć co to się na nim nie działo. Gdy Kenneth wrócił brałam akurat kolejny łyk kawy, pytanie które mi zadał lekko mnie zaskoczyło, po chwili uśmiechnęłam się szeroko.
- A bo ty jeszcze całkiem dużo o mnie nie wiesz - zgrywałam się przez chwilę dumnie wypinając klatkę piersiową do przodu. - Hm… Umiem rozpoznawać różne mapy. Wiem, które są nawigacyjne i po czym rozpoznać, na przykład, starą kupiecką mapę. Są też mapy pokazujące prądy morskie, ale te widziałam rzadko. Umiem odczytać z map mielizny, rafy, głębokości… O to ci chodzi?
Zerknęłam na niego niepewnie, a potem odepchnęłam się pośladkami od biurka i obróciłam do Kennetha plecami, tak by znów zawisnąć nad mapą. Przez chwilę na nią patrzyłam w skupieniu, a potem przyłożyłam palec do papieru.
- Gdybyś płynął tędy, to trafiłbyś na mielizny, a tutaj morze nie ma odpowiedniej głębokości więc byś nie zrobił pełnego zanurzenia. Gdybyś chciał się całkowicie schować musiałbyś opłynąć tę wyspę dookoła i dopiero wtedy trafiłbyś na odpowiedni rejon. Ale - upiłam łyk kawy - to i tak nie w kierunku w którym będziesz płynąć.
Wzruszyłam lekko ramionami, nie odrywając jednak spojrzenia od mapy. Była piękna i bardzo dokładna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.