• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff Bay > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
02-08-2025, 21:31

Salon
W centralnej części pomieszczenia stoi duża, wygodna kanapa otoczona fotelami, a na podłodze leży stary, lecz dobrze utrzymany dywan, który dodaje wnętrzu charakteru. Nad kominkiem, w którym pali się ogień, znajduje się półka z mini replikami statków – drobiazgami, które świadczą o pasji właściciela. W drewnianej komodzie, nieco ukryte, znajdują się kolejne modele, starannie wykonane, jakby ktoś poświęcał każdą chwilę, by stworzyć małe arcydzieła. Ściany zdobią marynistyczne obrazy, a okna wpuszczają ciepłe światło, które odbija się od jasnych, nieco sfatygowanych mebli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
27-01-2026, 23:26
Oczekiwałam najgorszego. Nie spodziewałam się tego. Nie takiej reakcji. Patrzyłam na niego zaskoczona jak wstawał z kanapy. Zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc co się dzieje i gdzie idzie. Nie oddalił się jednak za daleko, bez słowa podszedł do kominka. Zaczął układać drewno, czemu towarzyszyło moje ciche odetchnięcie. Ogarnęła mnie dziwna ulga. Nie był zły, nie kazał mi odejść. Po prostu był. Nadal obok. Nadal spokojny. Stały w swoich emocjach. Cicha inkantacja, salon został oświetlony ogniem z kominka. Dosięgło mnie ciepło, a przyjemny dźwięk palącego się drewna wypełnił ciszę. Kenneth usiadł na podłodze, zaprosił mnie do siebie. Nie zwlekałam, podniosłam się z kanapy ciągnąć za sobą koc. Usiadłam tuż obok, tam gdzie poklepał miejsce. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić to Kenneth przejął inicjatywę. Sięgnął po naszyjnik, trzymał go w palcach tym samym mnie zmuszając, abym zwróciła się w jego stronę. Patrzyłam na niego uważnie, chłonęłam jego słowa z niemałym zdziwieniem. Rozchyliłam lekko usta, próbując zrozumieć słowa, którymi mnie obdarzał. Jego głos był pewny, a słowa ostre jak brzytwa, które wbijały się we mnie swoim znaczeniem. Naszyjnik nie był tylko ozdobą, ani oznaczeniem mnie jako jego własności. Miał również drugie, głębsze dno, którego wcześniej nie dostrzegłam. Wziął mnie pod swoje skrzydła, chciał otoczyć opieką, był miała w nim oparcie. Bym czuła się bezpiecznie. Bym była bezpieczna. Aby nikt mnie nie tknął, nikt nie ważył się skrzywdzić. To był układ, to prawda. Oszalałam na jego punkcie, gdy zobaczyłam go po raz pierwszy. Szalałam za nim mimo upływu lat. Czy mogłam liczyć z jego strony na coś więcej? Raczej nie. Czy dostałam więcej niż kiedykolwiek śmiałam marzyć? Zdecydowanie. Wyłożyłam wszystkie karty na stół. Odsłoniłam się ze swoimi emocjami, uczuciami, problemami jakie miałam i jakie nagle powstały. Nie broniłam się, cichym płaczem nie chciałam wymusić reakcji, litości czy współczucia. Wiem, że swoimi słowami pokazałam, że nie gram na dwa fronty. Byłam szczera do bólu. Kolej była na niego. Trzymał mój naszyjnik i zamiast go ściągnąć z mojej szyi utwierdzał mnie w przekonaniu, że wciąż należę do niego. Ale to bycie jego było czymś głębszym, czymś więcej niż mi się wydawało.
Ujął mój podbródek zmuszając, abym nie odwróciła wzroku. Zadrżała mi dolna warga gdy pytanie zawisło pomiędzy nami. Tak bardzo się go bałam. Nastała cisza, przerywana jedynie trzaskiem drewna. Jego spojrzenie było przeszywające, czułam się przy nim całkowicie naga, pozbawiona zewnętrznej skorupy, zbroi, która dotychczas stanowiła moją ochronę. A jednocześnie, mimo wszystko, czułam się niezwykle bezpiecznie. Nie śmiałam odwrócić wzroku, milczałam próbując zebrać myśli. To trwało ledwie chwilę, a miałam wrażenie, że całą wieczność.
- Jestem twoja, to się nie zmieniło - zaczęłam cicho, trochę nieśmiało. Wypowiedzenie tego po raz pierwszy na głos w takiej formie było kojące. - Chcę być…
Nazywałam Kennetha różnie, gdy opowiadałam o tym co się między nami wydarzyło. Był moim mężczyzną. Był moim kapitanem. Jego kobietą nazywałam się tylko w myślach. Byliśmy swoi, bo nie wiedziałam kto kogo tak naprawdę wybrał. On mnie. Czy ja jego. Wziął za mnie odpowiedzialność, gdy ja obiecałam mu bycie ostoją. Chronił mnie od złego, gdy ja miałam być jego miejscem odpoczynku i ciepła po długiej podróży. Układ, obopólna korzyść. Głębsza niż mogłam się tego spodziewać. Myślałam, że będę tylko kochanką. Kobietą, którą będzie chciał mieć tylko w łóżku. Dodatkiem w ciągu dnia. A byłam czymś więcej, nie rzeczą. Widział we mnie osobę, widział moje uczucia i wziął i za nie odpowiedzialność.
- Co do Keitha… dam mu czas, a potem... - wzruszyłam lekko ramionami, łzy ponownie zatańczyły w kącikach oczu. - Zobaczę co będę miała do wyboru. Jest dla mnie ważny, tego nie wymażę. Jestem jego przyjaciółką, cokolwiek się stało i nią będę, jeśli tylko będzie tego chciał.
Kenneth nie mógł wymazać mojej przeszłości. Miałam swoją historię, swoje wzloty i upadki. Lepsze i gorsze momenty, a także problemy, z którymi musiałam się zmierzyć. Mógł być dla mnie wsparciem, pomocą w trudnej chwili. Ale nie mógł kazać mi zapomnieć o najbliższych. Byłam w stanie zrobić dla niego wiele, co myślę, że zdążyłam już udowodnić. Ale były pewne granice. Keith był dla mnie bardzo ważny, był częścią mojego życia. Kenneth mógł wziąć mnie całą, mogłam być tylko jego. Ale ze wszystkim. Tą przeszłością, dobrymi i złymi cechami, problemami. Wszystkim. Czułam, że to rozumie. Czułam, że akceptuje. A przynajmniej tak mi się wydawało. Taką miałam nadzieję.
Dopiero teraz pozwoliłam sobie na odwrócenie wzroku. Na zabranie brody z jego palców. Odwróciłam się w stronę kominka, bawiąc się naszyjnikiem i wpatrując w ogień. Sen dzisiejszej nocy nie przyjdzie, ale ciepło i dźwięk trzeszczącego drewna było mi wystarczające.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
28-01-2026, 09:58
Gdyby był młodszy o dziesięć lat, złość wybuchłaby pierwsza, szybka i głośna, podszyta urażoną dumą. Może pojawiłoby się też rozczarowanie, karmione przekonaniem, że powinien być tym jedynym, centralnym punktem jej świata. Że jeśli ktoś decyduje się na niego, to bez cieni, bez historii pobocznych, bez emocjonalnych pęknięć. Kiedyś łatwo było mu myśleć w takich kategoriach. Z czasem jednak, wraz z przebytymi milami morskimi, z portami, z których się nie wracało takim samym, nauczył się jednego. Życie nie składa się z jednej linii ani jednej decyzji. To zbiór scen, momentów i zbiegów okoliczności, na które nie ma się wpływu, nawet jeśli bardzo by się chciało. A najmniejszy wpływ ma się na ludzkie emocje. One nie pytają o pozwolenie, nie układają się w logiczne ciągi, nie respektują zasad, które tak dobrze sprawdzają się na mapach i w umowach. Dlatego złość w tej chwili niczego by nie zmieniła. Była bezużyteczna. Zamiast niej wybrał to, co zawsze pomagało mu myśleć jasno. Proste czynności. Słuchanie bez natychmiastowej reakcji. Dopiero wtedy dotarło do niego coś jeszcze. Riven sama nie rozumiała wszystkiego do końca. Poruszała się po omacku, podejmując decyzje najlepiej, jak potrafiła w danym momencie. Dopiero gdy mówił o naszyjniku, zobaczył to wyraźnie. O tym, że nie był tylko ozdobą ani emocjonalnym symbolem. Oznaczał jego odpowiedzialność. Jego słowo. Ostrzeżenie dla innych, że przekroczenie tej granicy nie pozostanie bez odpowiedzi. Zobaczył jej reakcję, rozchylone usta, szczere zdziwienie, które nie było grą ani udawaniem. Wtedy zrozumiał, że teraz już wie.
Czekał na jej odpowiedź, na to jak zacznie się zastanawiać jak to wszystko uporządkować. Nie spodziewał się, że będzie miała od razu gotowy plan działania, ale chciał by zaczęła myśleć na przód niż pogrążać się w rozpaczy. Zwłaszcza, że zależało jej na Keithcie, co do tego nie miał wątpliwości. Nazywała go przyjacielem, a na samo wspomnienie jego imienia w kącikach oczu znów zbierały się łzy. Zranił ją, a ona brała całą winę na siebie. Zapewne ona zraniła jego, podejrzewał, że padły słowa, których obydwoje żałowali. Czy to znaczyło, że miał zamiar się wycofać? Bynajmniej. Była jego Syreną, kochanką, spokojną przystanią, choć teraz targaną burzą i sztormem emocji, na których musiał się utrzymać jak statek na wzburzonych falach. Nie spodziewał się tego, nie sądził, że przyjdzie mu się mierzyć z takimi emocjami i to tak szybko. Podejrzewał, że za jakiś czas dziewczyna oznajmi mu, że się zakochała, że nie wie co z tym zrobić i chciałaby odejść, uwolnić się z umowy jaką zawarła z kapitanem. Nadal chciała być jego, co przyjął z cieniem uśmiechu na ustach, a być może była to gra światła od bijącego ognia? To oznaczało, że odpowiedzialność nadal trwała. Kiedy się odwróciła on oparł się plecami o mebel za nim by znaleźć lepszą pozycję. -Dobrze. - Skomentował krótko. Nie pytał jeszcze o pełen plan, bo nie istniał. Nie mógł zaistnieć, ale ważne, że został zakotwiczony w jej umyśle. Wyciągnął teraz dopiero do niej dłoń, zachęcając, aby zanurzyła się ramionach kapitana. -Nie wiem czy opowiadałem ci o tym jak przybyliśmy na wyspy Galapagos, a bosman Brown odkrył w sobie żyłkę zielarza. - Zmienił płynnie temat, bo poprzedni na ten moment uważał za zakończony i nie było sensu go drążyć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
28-01-2026, 14:27
Jak mogłabym się wycofać? Dałam słowo, dla mnie ono było ważniejsze niż wszystko inne. Słowo podparte uczuciami, które były głębokie i stałe od lat, chociaż w pewnym momencie zapomniane. Odkąd pierwszy raz do zobaczyłam, to wiedziałam, że to musi być ten. Głupie przeczucie, które nie raz i nie dwa formowało się bez wizji, bez obrazów. Było chwilowe, ale spowodowało fascynację, szaleństwo. Najpierw jego brawurą, historiami i opowieściami. Jego pewnością siebie, tym jak bardzo był przystojny. Oczami wyobraźni widziałam siebie u jego boku, chociaż byłam wtedy jeszcze gówniarą, na którą mało kto patrzył tak naprawdę. Starałam się. Czekałam. Potem odpuściłam myśląc, że mi się po prostu wydawało. Byłam dobra w zakopywaniu emocji, chowaniu ich głęboko w sercu i zapominaniu. Przecież robiłam to nie raz. Ale to nie oznaczało, że one zniknęły. Więc jak mogłabym się wycofać?
Poznawałam go na nowo. Nie tego Kennetha na pokaz, skorego do bójki, śpiewania szant i wyrywania każdej nocy innej panny. Poznawałam Kennetha spokojnego, stanowczego, pewnego swoich działań i takiego, który nie boi się wziąć na siebie odpowiedzialności. Mógł zrobić wszystko, a jednak zdecydował się mi pomóc, pokierować, uspokoić i pokazać, że to co dzisiaj jest dramatem jutro, jeżeli tylko będę mieć plan, może zmienić się w sukces. Byłam jak burza nad oceanem, sztormem na głębokiej wodzie. On nie zawrócił, nie wycofał się chociaż mógł. Był prawdziwym kapitanem. Moim kapitanem.
Nie krytykował tego pomysłu, jakikolwiek by on nie był. Nie podjął się analizy, nie zachęcał do ustalania kolejnych kroków. To wystarczyło. Przytaknął bez cienia zadowolenia, ale i złości. Przyjął do wiadomości. A mi wypowiedzenie tych słów tak bardzo dużo dało. Miałam plan, który chciałam zrealizować. Jeszcze nie wiedziałam jak. Ale było do czego dążyć.
Odwróciłam się, gdy poczułam jego dłoń zapraszającą mnie w objęcia. Całe napięcie jakie we mnie było opadło. Poczułam jak automatycznie rozluźniły się moje ramiona. Przesunęłam się bliżej niego i owinięta w koc wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Wpatrywałam się w ogień myśląc, że tu sobie tak tylko posiedzimy i pooglądamy palące się kawałki drewna. Kenneth jednak zdecydował się płynnie zmienić temat, zaproponować opowieść, której jeszcze nie słyszałam. Uniosłam na niego swoje spojrzenie i przez krótką chwilę wpatrywałam się w jego profil z czułością.
- Opowiedz mi - mruknęłam cicho, ponownie skupiając spojrzenie na ogniu w kominku.
Uwielbiałam słuchać jego opowieści. Gdy snuł historie otwierał mi bramę na świat. To dzięki nim wiedziałam jak wyglądają inne miejsca, kultury i jak przebiegało życie w innych rejonach kuli ziemskiej. Nawet jeżeli te opowiadania nie były zawsze do końca prawdziwe, czasem mniej lub bardziej podkoloryzowane, nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Zanurzałam się w nich, wyobraźnią odkrywając nowe miejsca. Nie ważne czy to był Madagaskar, Kolumbia czy właśnie wyspy Galapagos. Gdy Kenneth opowiadał mi o historii bosmana Brown’a ja starałam się z całych sił nie zasnąć. Jego głos był taki spokojny i stateczny, ciepło bijące z kominka otulało moje ciało, a jego klatka piersiowa unosiła się rytmicznie. Walczyłam z zamykającymi się powiekami, które stawały się cięższe i cięższe. Unosiłam się gwałtownie kilka razy czując, że odpływam, a ja tak bardzo chciałam dosłuchać do końca, jak skończyła się historia bosmana zielarza.
Pozwoliłam sobie zamknąć oczy ledwie na chwilę. To miało być tylko dłuższe mrugnięcie, ale nie dałam rady już ich otworzyć. Płynęłam statkiem, ku ujściu z portu w Cardiff. Szum wiatru, znajomych zapach rozgrzanego od słońca drewna i soli. Cichy oddech mężczyzny przy moim karku. Ciepło słońca ogrzewało moją twarz. Bym po chwili, jako wrona, wzbiła się w powietrze i leciała dalej. Ku morzom i oceanom. I tym wyspom Galapagos.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
28-01-2026, 15:13
Na razie nie wiedział, co zrobić z tym wyznaniem. Z informacją, że za nim szalała od dłuższego czasu. Przyjął to do wiadomości, odłożył gdzieś w myślach, ale nie potrafił ani nie chciał jeszcze do tego wracać. To nie był moment na rozbieranie takich słów na części, na szukanie w nich znaczeń, które mogłyby ich oboje zaprowadzić w miejsce, na które nie byli gotowi. Riven mu się podobała, to wiedział od dawna. Miał do niej słabość, wyraźną, choć rzadko analizowaną. Ujmowała go swoją osobowością, uporem, sposobem, w jaki potrafiła być jednocześnie krucha i zaskakująco twarda. Ale to, co do niej czuł, nie było płonnym uczuciem ani nagłym uniesieniem. Nie było czymś, co wymagało natychmiastowej deklaracji. Raczej stałą obecnością, którą uznawał za fakt. Uznał, że może być idealną kochanką i bezwstydnie zaproponował układ, na który poszła bardzo chętnie. Dlatego nie podjął tego wątku. Ta rozmowa dotyczyła czegoś innego. Granic, konsekwencji, decyzji, które już zapadły i tych, które dopiero miały zostać podjęte. Skupianie się teraz na jej wyznaniu tylko zaciemniłoby obraz, przesunęło akcenty w niewłaściwą stronę. A on nie miał w zwyczaju mieszać spraw, zwłaszcza gdy stawka była wysoka. Wyznanie zostało wysłuchane, zapamiętane, odłożone na później. I na ten moment to musiało wystarczyć.
Męskie ramiona owinęły się wokół skulonej dziewczyny, zamykając w ciasnym, ale bezpiecznym kokonie. -Kiedy dobiliśmy do Galapagos i zarządzona została przerwa na zebranie zapasów, odpoczynek i podreperowanie Łani, bosman Brown został przeze mnie przyłapany z prowizorycznym aparatem destylacyjnym. - Rozpoczął snucie swojej opowieści, głos miał spokojny, miarowy niczym fale, które leniwie kołyszą łajbą na morzu. -Sklecony z garnka, miedzianej rurki i czegoś, co kiedyś było częścią astrolabium. Brown twierdził z pełną powagą, że bada lokalną florę. - Kontynuował opowieść z cichym rozbawieniem w głosie na samo wspomnienie tamtych wydarzeń. -Zapytałem go wtedy, czemu te badania bulgoczą i pachną jak najgorszy bimber z Cardiff to odpowiedział, że “to proces kapitanie”. - Opowiadał dalej, jak bosman znikał wieczorami z notatnikiem, w którym zamiast zapisków botanicznych były krzywe rysunki liści i bardzo szczegółowe uwagi o tym, „po ilu liściach bananowca człowiek przestaje widzieć podwójnie”. Jak próbował destylować coś z kaktusa, co sprawiło, że przez dwa dni załoga śmiała się bez powodu, a papugi na brzegu zaczęły unikać statku. Jak w końcu Brown z dumą przyniósł kubek mętnej cieczy, twierdząc, że to eliksir zdrowia, a po jednym łyku pierwszy oficer ogłosił, że został żółwiem i próbował zejść na ląd na czworakach. Skończył opowieść tym, jak kazał Brownowi wylać całą zawartość „zielarskiego dorobku” do morza, a bosman stał nad burtą i żegnał się z nim jak z bliskim krewnym.
Dostrzegał jak momentami Riven już przysypiała, wybudzała się w gwałtownych dragniach, ale zaraz znów opadała na jego pierś. On zaś mówił dalej, pozwalając jej zasnąć. Zmęczenie zrobiło swoje i potrzebowała tego odpoczynku. Kiedy upewnił się, że odpłynęła w senne marzenia podniósł się powoli z ziemi wraz z Riven na rękach. Zdaje się, że przebudziła się na moment zaskoczona nagłą zmianą pozycji, ale zaraz znów zapadła w sen. Powoli wszedł po schodach i ułożył ją do łóżka upewniając się, że jest dobrze okryta. Jeszcze przez chwilę przyglądał się jej śpiącej twarzy, pogładził palcami po policzku i bezszelestnie wyszedł z pomieszczenia. Miał parę spraw do załatwienia.

|zt x 2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 23:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.