• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff, Compass Road 7/12 > Salon i kuchnia
Salon i kuchnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
28-08-2025, 18:45

Salon i kuchnia
Po otworzeniu drzwi do wynajmowanego mieszkania można się znaleźć w mało przestronnym, ale wciąż całkiem przyzwoitym pokoju. Metraż nie jest zbyt duży, więc kuchnia i salon zostały wciśnięte w jedno, z małym aneksem kuchennym, który zapewnia podstawowe miejsce do gotowania i przechowywania niewielkich zapasów. W salonie znajduje się jeden stół, porysowany od wcześniejszych prac i lokatorów - w okolicy jest również kanapa, która widziała o wiele lepsze dni. Mieszkanie nie jest pierwszej świeżości, ale Thalia doprowadziła je do jako takiego stanu, w którym nie jest piękne, ale przynajmniej nie ma pleśni. Okna wychodzą w stronę portu i widać z nich odpływające statki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Thalia Wellers
Zwolennicy Dumbledore’a
We gotta get lost, cut loose, and lose our way There ain't no fun in holdin' back, babe
Wiek
32
Zawód
żeglarka, przemytniczka
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
10
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
13
7
Brak karty postaci
01-01-2026, 23:49
Thalia miała wrażenie, że nie umiała jednak ukryć swojego przywiązania do fizycznego kontaktu. Oczywiście, zależało to od osoby, bo nie każdą relację ceniła sobie na tyle, by pozwolić komuś zbliżyć się do siebie – a blizny na jej twarzy były niemal niemym świadectwem tego, że jej zdolności i charakter bywały destrukcyjne do tego stopnia, że szkodziła sama sobie. Była niczym feniks, jedynie ze znacznie mniejszą ilością gracji oraz czymś, co po samospaleniu wcale się nie odradzało. Mimo to, bywały pewne ostoje spokoju i Lysander dla niej właśnie taką był, a że jej upartość w relacjach międzyludzkich mało kiedy znosiła niewypowiedziany sprzeciw, pozwalała sobie na okazywanie siostrzanej czułości między nimi, aby pozwolić mu przyzwyczaić się do siebie. Może właśnie tak się przyzwyczajało do siebie Lynsandra kiedy było się jego upartą siostrą.
Nie oczekiwała tym bardziej żadnej wdzięczności, może dlatego, że sama obecność jego w tym mieszkaniu znaczyła dla niej bardzo wiele. Był gotów tu przyjść, pojawić się i porozmawiać z nią o tym, co było dla niego problemem. Nawet jeżeli sekrety dalej wisiały pomiędzy nimi niczym zawiła wyplatanka, przynajmniej częściowe zaufanie wystarczało jej, przynajmniej na ten moment.
Przymknęła oczy, zarówno w zmęczeniu jak i dając mu chwilę na zebranie myśli. Ciepło koca, przyjemna obecność drugiej osoby oraz spokój, który czuła od momentu, kiedy dzisiejszy dzień się zaczął, sprawiała, że zmęczone ciało żądało w końcu odpoczynku, nawet jeżeli umysł walczył o to, aby dać sobie radę i przeprowadzić tę rozmowę na bardziej trzeźwo.
- Hm, może nie będę typową sobą kiedy to powiem, ale cieszę się z tego faktu. Pamiętaj, ktoś z dzieci tej rodziny powinien być nieco bardziej porządny, a ja to już jestem straconą sprawą – skwitowała zdanie ziewnięciem, przyglądając się parującej herbacie która stała na stole, póki co siedząc zbyt wygodnie aby sięgnąć po swój napój.
- Mam nadzieję, że jeżeli kiedykolwiek stracę jakąś kończynę, być może w wypadku na statku, który na pewno będzie wyjątkowo epicki, to przygotujesz mi coś ze zniżką rodzinną. Najlepiej coś, co strzela płomieniami, tak aby było nieco fajniejsze! – Cieszyła się oczywiście, że Lys znalazł coś dla siebie. Pasja była niczym morze (a czasem nawet była morzem), kiedy wciągała cię to szło w niej utonąć, ale to był ten najprzyjemniejszy rodzaj tonięcia.
- Wiem, nigdy nie twierdziłam, że nie potrafisz sobie poradzić. Ale czasem lubię czuć się przydatna jako starsza siostra. – Szturchnęła go lekko, ale zaraz jednak złapała go pod ramię, pozwalając aby jej burza rudych loków spłynęła po jego ramieniu, łaskocząc go lekko w policzek. – Odwiedzę cię w takim razie. A ty, możesz tu przenocować… - stwierdziła, nawet nie potrafiąc przygotować się na moment kiedy po prostu odpłynęła w sen. Czy został na noc, czy jednak ulotnił się za dnia, nie pamiętała dobrze, ale jego obecność wystarczała, aby przynieść jej czasowy spokój.

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Thalia Wellers
Zwolennicy Dumbledore’a
We gotta get lost, cut loose, and lose our way There ain't no fun in holdin' back, babe
Wiek
32
Zawód
żeglarka, przemytniczka
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
10
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
13
7
Brak karty postaci
02-01-2026, 12:18
16.03.1962

Miło było, że Keith pamiętał o jej propozycji, dlatego nie zamierzała mu odmówić kiedy zapowiedział się na lekcje. Gdzieś w niej było zdenerwowanie, bo mało kiedy miała okazję stanąć w roli nauczyciela (no, tak w zasadzie to nigdy), a jeżeli kogoś nie chciała zawieść, to na pewno osoby, która ufała jej w temacie tak bliskim, jak własna genetyka. Dla niej to było narzędzie, dzięki któremu mogła prawdziwie żyć, dlatego warto by było, aby razem z jej dawnym towarzystwem spróbowali odnaleźć, czym właściwie to było dla Keitha.
Zdecydowała się nawet posprzątać mieszkanie, co nie było jakoś wybitnie zaskakujące na nią, bo za brudem nie przepadała, ale zaczęła zastanawiać się, czy tutaj i tutaj nie powinno być więcej miejsca, czy ten kompas na pewno powinien leżeć i czy nie będzie im przeszkadzać, czy ten stolik na pewno nie skończy się to na tym, że przypadkiem na niego wpadną (tak jakby nauka metamorfomagii miała polegać na tańczeniu taranteli dookoła pokoju), dlatego skończyło się na tym, że od rana biegała po pomieszczeniu, co rusz przestawiając kolejne rzeczy, tak jakby sama królowa zamierzała odwiedzić jej mieszkanie.
Pukanie do drzwi zaskoczyło ją kiedy akurat postanowiła przestawić kanapę, dlatego Keith zza drzwi mógł usłyszeć dźwięk przesuwanego mebla, upadek na ziemię czegoś ciężkiego i przekleństwo, które poprzedziły dźwięk stóp zbliżających się do drzwi. Kiedy w końcu otworzyła drzwi z białą bluzką z podciągniętymi rękawami, burzą rudych loków otaczających jej głowę w nieładzie i szelmowskim uśmiechem, od razu sięgnęła przez próg, wciskając się w objęcia Keitha, czy tego się spodziewał czy nie.
- Cudnie cię widzieć! Się zdziwiłam na list, oczywiście pozytywnie, ale bardzo mi miło, że zechciałeś wpaść. Wchodź wchodź, coś do picia? Może herbatę? Albo…e…na pewno gdzieś w szafce jest jakimś alkohol, ale nawet nie wiem, jaki dokładnie. – Zazwyczaj po prostu miała coś pod ręką, albo wyciągając coś darmowego z knajpy matki (znaczy, adopcyjnej, nie oryginalnej, jej relacje z ludźmi były równie skomplikowane co jej własne życie emocjonalne) kiedy ta nie patrzyła.
- Co tam dobrego przyniosłeś? – Cieszyła się za każdym razem, kiedy postanowił przynieść coś na ich spotkanie z restauracji, w której pracował, ale nie spodziewała się, że zaraz zacznie znosić jej dzienne obiady. Ot, co jakiś czas dobrze było móc się nacieszyć obiadem za darmo kiedy w inne dni za niego płaciła.
- No dobrze, zanim zaczniemy, to po pierwsze, co tam u ciebie? Po drugie, coś spowodowało, że potrzebujesz lekcji, czy inspiracja tak cię naszła? I po trzecie, jak tam idzie ci przemiana? – Nie musiała znać szczegółów, ale wiedza od tego, od czego warto zacząć, na pewno będzie pomocna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
03-01-2026, 15:43
Ucieszył się na list zwrotny od Thalii. Początkowo podejrzewał, że może być akurat gdzieś w morzu i będzie musiał długo czekać na ich spotkanie. Wellers była jedyną znaną mu osobą, która dzieliła ten sam dar, więc nie miał nikogo innego, do kogo mógłby się zwrócić o pomoc. W szkole próbował coś na własną rękę, ale kompletnie mu to nie szło. Jedyne co udało mu się opanować to to, że nie zmieniał się bez własnej wiedzy w momentach najmniej pożądanych. Z czasem jednak poddał się kiedy nie udało mu się zmienić nic innego niż włosy i kolor oczu. W zasadzie do tej pory nie przykładał do tego wszystkiego tak dużo uwagi, bo nie potrzebował za bardzo z tego daru korzystać. Teraz jednak, po spotkaniu z innymi Akolitami dotarło do niego, że gdyby tylko miał to opanowane w większym stopniu to może byłby z niego większy pożytek.
Po tym jak skończył zmianę w restauracji od razu przeszedł do kuchni. Obiecał przynieść coś dobrego, więc pod czujnym okiem kucharza przygotował dwie porcje zupy Pho z wołowiną i dwie porcje krewetek w sosie słodko kwaśnym z ryżem. Wszystkie dania odpowiednio zapakował i zabezpieczył, po czym szybko skoczył na górę by się przebrać, wrzucił do kasy odpowiednią ilość pieniędzy i ruszył już w kierunku mieszkania Thalii. Na całe szczęście znał drogę, bo raz czy dwa udało mu się przekimać u niej na kanapie po jednym z ich wieczornych wyjść i nie miał siły wracać do siebie. Spacer do jej mieszkania zajął mu jakieś pół godziny, ale w końcu stanął pod jej drzwiami i zapukał. Odgłosy, które dotarły do jego uszu zza drzwi były co najmniej dziwne. Zaczął się zastanawiać czy czasami nie przyszedł w nieodpowiednim momencie, ale kiedy po chwili stanęła przed nim uśmiechnął się szeroko.
- Walczyłaś z goblinami przed chwilą czy co? - spytał z rozbawieniem obejmując ją na powitanie, po czym na spokojnie ściągnął buty i wszedł głębiej do mieszkania - Zawsze chętnie wpadam kiedy jest czas. - puścił jej oczko - Może być na razie herbata skoro proponujesz. - dodał unosząc reklamówkę z jedzeniem - Zupa i drugie danie razy dwa proszę cię szanownej pani. Sam robiłem, pod pilnym okiem kucharza więc jest jak najbardziej zjadliwe. - uśmiechnął się zadowolony z siebie wyciągając pudełka na stół - Najpierw jedzenie, potem inne rzeczy. - dodał kierując się do szuflady ze sztućcami i wyciągając z niej dwie łyżki i dwa widelce - Nie brałem pałeczek, bo nie mogę patrzeć jak koślawo się nimi posługujesz. - zaśmiał się siadając przy stole.
Odczekał aż do niego dołączy, po czym zabrał się za jedzenie. Dopóki nie zjadł pierwszego kęsa nie zdawał sobie sprawy, że był w ogóle głodny. W pracy był spory ruch więc w sumie oprócz śniadania nic nie jadł. Nie mógł w pełni odpowiedzieć jej na pytanie. To czemu zdecydował się znów spróbować zwiększyć zasięg swoich umiejętności łączyło się mocno z interesami Akolitów, a on nie mógł tak otwarcie o tym mówić.
- U mnie? W sumie nic nowego, żyje sobie z dnia na dzień, pracuje, a wieczorami imprezuje. Chociaż w sumie mogę ci się pochwalić, że znalazłem nauczyciela od magii leczniczej, chcę się rozwijać w tym temacie. - wyszczerzył do niej zęby - A wiesz, pomyślałem, że jestem już w takim wieku, że przydałoby się jednak umieć coś więcej. Nadal zatrzymałem się na włosach i oczach. Zmiana koloru i długości włosów to dla mnie żaden problem, podobnie jak kolor oczu, ale inne rzeczy to już są w tym momencie poza moim zasięgiem. - pokręcił głową.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Thalia Wellers
Zwolennicy Dumbledore’a
We gotta get lost, cut loose, and lose our way There ain't no fun in holdin' back, babe
Wiek
32
Zawód
żeglarka, przemytniczka
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
10
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
13
7
Brak karty postaci
05-01-2026, 18:32
Dla Keitha talent był dopiero początkiem i pewnym rozpoczęciem tego, co miało być – przynajmniej w sprawie słusznej jego sumieniu. Dla samej Thalii bycie metamorfomagiem było jednak częścią jej osobowości, bo niczym demimoz zmieniała się, kamuflując się z otoczeniem. Czasami były to statki, na których przyszło jej pływać jako mężczyźnie. Czasami chodziło o szemrane przestrzenie, w których potrzeba było nieznanych dla jej przyjaciół twarzy. A czasem chodziło o zrobienie komuś żartu i siedzenie w okolicy, w obserwacji na efekty. Nie miała wiele w porównaniu dla innych – ani pieniędzy, ani przyszłościowego zawodu, ani tak naprawdę dobrej opinii. Dlatego z perspektywy Wellers metamorfomagia była jej jedyną kartą przetargową która mogła jej pomóc przeżyć.
A czasem chodziło o wspólne spędzanie czasu, tak jak tutaj. Keith ostatecznie został uwolniony z jej ciasnych objęć, pozwoliła mu poruszać się swobodnie po całym mieszkaniu, kiedy to sama wyłuskiwała z szafki odpowiednie filiżanki i krytycznie przyglądając się im, aby ocenić stan ich czystości. Machnięcie różdżką w międzyczasie sprawiło, że czajnik przeleciał do zlewu, napełniając się wodą i wracając na palnik, powoli zagotowując wodę na wybrany przez Keitha napój.
- Z samą akromantulą, mierzmy wysoko! – Puściła oko w jego stronę, siadając na jednym z krzeseł przy stole i machając dłonią, aby Croft również zajął wybrane przez siebie miejsce. Wykorzystała okazję, aby przyjrzeć się Keithowi nieco dokładniej, próbując dociec, czy nie wpadł ostatnio w żadne kłopoty, albo czy nie dzieje się coś co uprzykrzałoby mu to życie. Martwiła się o wszystkich swoich przyjaciół, a wiedziała z własnego doświadczenia, że nie zawsze dzielą się faktem, że coś w ich życiu nie wychodzi.
- Hmmm, wiesz, jeżeli planujesz kogoś otruć to nie powinieneś mówić tej osobie o tym z wyprzedzeniem. Zazwyczaj to działa lepiej. – Mrugnęła do niego, szybko obracając się aby uderzyć go (lekko) w ramię, kiedy skomentował jej umiejętności posługiwania się innymi sztućcami niż te tradycyjne. – Na pewno umiem robić to lepiej niż większość ludzi których widzisz w twoim życiu. – Pokręciła jeszcze głową, sięgając najpierw po zupę aby nie marnować tego, że była jeszcze ciepła.
Mimo jej zapowiedzi, absolutnie nie narzekała ani nie wahała się przed sięgnięciem po jedzenie. Znała uczucie głodu i doceniała absolutnie jakiekolwiek jedzenie, które zostało jej podarowane, zwłaszcza jeżeli Keith sam je ugotował. Drobne gesty, które pozwalały jej na cieszenie się ludzką uprzejmością, nie były czymś na co kiedykolwiek zamierzałaby narzekać.
- Ah, imprezy, to ten dobry wiek na to. Wy, młodzi, musicie się przecież wyszaleć. – Machnęła ręką, zupełnie jakby ubolewała nad stanem dzisiejszej młodzieży. Podniosła się jeszcze z miejsca aby zalać herbaciane fusy wodą, stawiając jedną z filiżanek przed swoim towarzyszem zanim sama znów nie usiadła przy stole. – A inne mniejsze elementy? Dłonie, brwi, blizny? – Coś, co nie wymagało długiego ćwiczenia, ale było kolejnym etapem na polu rozwoju metamorfomagii. – Tak, rzeczywiście wypada abyś umiał już nieco więcej – stwierdziła z uśmiechem, dźgając go lekko pomiędzy żebra.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
08-01-2026, 14:40
Pamiętał nadal jak pierwszy raz poznał Thalię i dowiedział się o tym, że podobnie jak on jest metamorfomafiem. Zaprezentowała mu swoje umiejętności w tym zakresie, a on siedział jak oczarowany i gapił się na nią z otwartymi ze zdumienia ustami. Może mało elegancko, ale tak właśnie było. Był w ciężkim szoku, a jednocześnie niesamowicie jej zazdrościł. Zastanawiał się jakim sposobem tak doskonale panowała nad przemianami, jak udawało jej się tak długo utrzymywać ich efekt. Już wtedy był gotowy prosić ją o pomoc w tej kwestii, ale był tak onieśmielony tym czego był świadkiem, że jedyne na co się zdobył na zachwycanie się jej umiejętnościami. Teraz jednak sytuacja była inna. Minęło już sporo czasu, szok minął i był w stanie wystosować do niej prośbę. W jego oczach była tak naprawdę jedyną osobą, która mogła go tego wszystkiego nauczyć. Był gotowy na wszystko. Nawet jeśli za każdym razem na ich lekcje miały przynosić jedzenie, to dla niego była to żadna cena tak naprawdę.
- Uuu z akromantulą, no to nie, w takim razie czapki z głów szanowna pani. Akromantula to zdecydowanie bardziej wymagający przeciwnik niż gobliny. - powiedział z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
Chociaż jego ulubionym przedmiotem w szkole było zielarstwo, to na opiece nad magicznymi stworzeniami również uważał. Może nie był orłem w tej dziedzinie, ale jednak wolał wiedzieć do jakich magicznych stworzeń można się zbliżyć, a które lepiej omijać szerokim łukiem. I nawet jeśli w tym momencie jedynie żartowali, to wiedział, że gdyby stanął oko w oko z wielgaśnym pająkiem pierwsze co by zrobił to wziął nogi za pas i nawet nie próbował z tym walczyć. Jaki byłby finał takiej potyczki doskonale wiedział i wolał o tym nie myśleć.
Czując na sobie pilny wzrok kobiety uśmiechnął się do niej łagodnie. Wiedział, że miała niezłe zdolności z czytania z ludzi, jednak w tym momencie on nie miał specjalnie przed nią nic do ukrycia, więc nie musiał się niczego obawiać.
- A właśnie nie koniecznie. - pokręcił głową z uśmiechem - Czy gdybym powiedział ci, że jedzenie jest zatrute nie wzięłabyś tego za żart i zjadła mimo wszystko? - uniósł brew ku górze - Moje umiejętności w gotowaniu zdecydowanie się poprawiły odkąd zacząłem pracować w restauracji i czasami Qiang pozwala mi nawet ugotować coś co idzie do klientów. Jeszcze nie słyszałem aby ktoś narzekał. - uśmiechnął się zadowolony z siebie sięgając po swoje pałeczki i zabierając się za zawartość miski, by po chwili zaśmiać się - To prawda, idzie ci i tak lepiej niż co poniektórym. - puścił jej oczko wciągając makaron.
Gdy pojawił się w Krewetce umiał co najwyżej zrobić herbatę i kanapkę, z czasem jednak zaczynał się czuć w kuchni coraz swobodniej. Qiang otworzył przed nim nowy świat kulinariów i chociaż był wymagającym nauczycielem i czasami dostał po plecach albo głowie szmatą za źle przygotowany posiłek, Keith wiele się przy nim nauczył i teraz już był sam w stanie przygotować nawet średnio zaawansowane dania z karty.
- Normalnie brzmisz jak moja siostra. - przewrócił oczyma, ale po chwili uśmiechnął się łagodnie - Młodość rządzi się swoimi prawami, a po za tym bez przesady, nie jesteś przecież stara aby tak gadać. - pokręcił głową, jednak po chwili lekko się spiął kiedy zapytała go o inne zmiany w jego ciele - Kiedyś próbowałem z bliznami, ale szło mi to co najmniej opornie. Kolor brwi to nie problem, z kształtem już gorzej. Dłonie niestety nigdy się nie zmieniły. W szkole kombinowałem z kształtem oczu, ale była to jedynie katastrofa. - westchnął, po czym wyprostował się i na moment skupił.
Po chwili jego słowy z naturalnego, ciemnego brązu zmieniły się na jasny blond, jednocześnie zmieniając ich długość do ramion. Zamknął również na moment oczy, a gdy je otworzył ich kolor przybrał głęboki błękit.
- To mam opanowane do perfekcji, efekty mogę utrzymywać nawet cały dzień jeśli chce. - odparł i potrząsnął głową by wszystko wróciło do normy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Thalia Wellers
Zwolennicy Dumbledore’a
We gotta get lost, cut loose, and lose our way There ain't no fun in holdin' back, babe
Wiek
32
Zawód
żeglarka, przemytniczka
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
10
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
13
7
Brak karty postaci
08-01-2026, 22:33
Dla niej to Keith był zaskoczeniem kiedy wydawał się unikać albo nie do końca panować nad swoim talentem. Możliwe że to dlatego, że po prostu podejrzewała że przychodzi to z łatwością, zwłaszcza że ludzie byli przeważnie o wiele bardziej utalentowani od niej. Fakt, że ktoś nie był do tego tak przystosowany, zaskoczył ją ale kiedy poprosił ją o pomoc, czuła się zaszczycona. Coś, co potrafiła, mogło pomóc komuś innemu.
- Widzisz to, Keith? – Naprężyła mięśnie, mrugając do niego niczym pozujący siłacz. – Czysta siła, z czym bym miała sobie nie poradzić? – Zaśmiała się jeszcze, szturchając go na dodatkowe powitanie. Lubiła droczyć się z nim jak z młodszym bratem i wiedziała, że nie ma nic przeciwko temu, oczywiście dopóki się zachowywała.
Thalia w szkole nie sprawdzała się za bardzo w większej ilości przedmiotów. Transmutacja jej podpasowała, ale wydawała się naturalnym przedłużeniem talentu który już posiadała, więc dla niej było to niemal jak oszustwo w tym zakresie. Astronomia również ją wciągnęła, bardziej kiedy wiedziała co chce zrobić po szkole.
Keith wyglądał się trzymać cały i zdrowy, widocznie więc zrelaksowała się wobec jego zachowania. Nie szukała jego sekretów, ale chciała upewnić się, że nic innego (albo nikt inny) mu nie grozi.
- Pewnie tak, znasz mnie, lubię tę odrobinę ryzyka. – Gdyby ktoś jej powiedział, że mogłaby spróbować trucizny i nie umrzeć od niej, sięgnęłaby po tę okazję, zupełnie ciekawa smaku. – Myślisz, aby na razie tam zostać, czy rozglądasz się za czymś innym? – Wiedziała że ludzie bardzo często trzymają się razem, ale nie wiedziała, czy rozglądał się za czymś innym czy na razie było mu dobrze tam gdzie był.
- No właśnie, proszę mi tu nic nie wypominać. – Machnęła w jego stronę łyżką, nieco chlapiąc jego własną zupą, szybko wycierając rękawem to, co znalazło się na stole.
Po prawdzie zazdrościła Keithowi że tak mocno wczuł się w poznawanie swojego zawodu. Może dlatego, że jej cierpliwość ograniczona była naprawdę do pewnych zainteresowań, dlatego kiedy po raz kolejny danie, które zrobiła, nie wychodziło tak jak zamierzała, po prostu jadła je w upartości, ale przez kolejne dni stołowała się gdzieś po różnych knajpach. Nic dziwnego, że tak łatwo przyszło jej poznać Keitha, skoro Krewetka była jej nieco bardziej podrzędnym domem.
- Wypraszam sobie, ktoś musi! W końcu nagle wszyscy w okolicy są jakoś znacznie młodsi, to absolutnie nie nastraja do wielu rzeczy. – Machnęła ręką. Gdyby jednak ktoś ją zapytał, absolutnie przyznałaby że młodość to czas na przyswojenie swoich wszystkich błędów i wyciągnięcie z nich nauczki, ale zdecydowanie na pozwolenie sobie na odrobinę szaleństwa. Ona w wieku poszkolnym zaciągnęła się na statek w przebraniu, więc pracowanie w knajpce wydawało się w tym momencie wybitnie rozsądną inwestycją na przyszłość.
Przyjrzała się mu uważnie kiedy opisywał jej swoje możliwości i to, w czym czuł się najpewniej jeżeli chodzi o metamorfomagię, a kiedy przemieniał się przed nią aby pokazać jej w czasie rzeczywistym, delikatnie uchwyciła jego twarz aby obejrzeć go z każdej ze stron, pozwalając aby światło padało na niego pod różnymi kątami kiedy oceniała dokładność przemiany.
- A dłużej niż jeden dzień, zdarzało ci się utrzymać? I czy czujesz, że masz jakiś limit? – Kiedy człowiek nie skupiał się jeszcze na ilości rzeczy, zdarzało mu się zapominać o jednym efekcie który na sobie przywołał na rzecz innego, co mogło zdradzić metamorfomaga w trakcie rozmowy albo przemiany.
- Masz coś konkretnego, co chcesz poćwiczyć? Zaczęłabym od blizn, skoro masz już w tym jakieś próby za sobą, może ci to lepiej pójść. I masz doskonały wzór do odwzorowania. – Łyżką machnęła w stronę swoich blizn na twarzy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
13-01-2026, 18:49
Widząc jak pręży muskuły mimowolnie roześmiał się wesoło. Chociaż wychodził z złożenia, że to właśnie Leonie jest dla niego jak starsza siostra, która postanowiła go zaadoptować jeszcze kiedy chodzili do Hogwartu, to kiedy przebywał w towarzystwie Thali czasami również odczuwał podobną zależność. Była od niego nie tylko zdecydowanie starsza, ale również miała o wiele większe doświadczenie w wielu aspektach życia. Kiedy on chciał się bawić, korzystać z życia i miał do niektórych kwestii może czasami naiwne i dziecinne podejście, ona jawiła mu sie jako ta dojrzała. Oczywiście w niczym to nie przeszkadzało, że zawsze potrafiła go rozśmieszyć, wygłupiać się z nim, przez co często zapominał o dzielącej ich różnicy wieku.
- Nie masz sobie równych to prawda. - pokiwał głową z rozbawieniem, po czym jeszcze zjadł trochę zupy - Oj tak, ryzyko ci nie straszne. - dodał z uśmiechem - Wiesz co na razie nie. Dobrze mi w restauracji, to stała praca, nie zarabiam może kokosów, ale jednak wypłata zawsze jest na czas, a ja też nie mam jakoś specjalnie dużych wymagań co do życia. Spokój i brak kłopotów mi wystarcza. Ale z ciekawostek to mogę ci powiedzieć, że znalazłem nauczyciela, który będzie mnie uczył sztuki uzdrawiania. Chcę się temu teraz poświęcić. Pomagam pani Lian w jej aptece, robię maści i łatwiejsze eliksiry lecznicze, znam też te proste zaklęcia uzdrawiające, ale chciałbym umieć więcej. Dostałem namiary na uzdrowiciela, który zgodził się udzielać mi lekcji. - uśmiechnął się szeroko niezwykle z siebie zadowolony.
Magia lecznicza chodziła mu po głowie od momentu kiedy zmarł mu ojciec. Chciał pomagać ludziom, aby nie musieli cierpieć tak jak jego ojciec, oraz ich bliskim aby nie musieli przechodzić tego co on. Cały czas to odkładał, bo najpierw wylądował na ulicy, a potem musiał się odnaleźć w nowej rzeczywistości, w nowej pracy i w ogóle. Teraz jednak, kiedy jego sytuacja była stabilna w końcu wziął się za siebie i udało mu się znaleźć nauczyciela. Człowieka, którego podziwiał za wiedze i doświadczenie w tym zakresie, a dodatkowo również oboje należeli do grona Akolitów, więc przyświecał im ten sam cel, co pozwoliło im dość szybko znaleźć wspólny język.
- No nie wszyscy bez przesady. Jest taki Kenneth, on chyba jest w twoim wieku, powinniście się dogadywać pod tym względem, chociaż czasami jak się z nim spotykam na kielicha to mam wrażenie, że ma mniej lat ode mnie. - zaśmiał się na myśl o kumplu.
Kapitan zawsze miał ciekawe historie do opowiadania po powrocie ze swoich rejsów i kiedy czasami go słuchał to się zastanawiał czy nie brakuje mu czasem siódmej klepki. Wszystkie jego opowieści były ciekawe, czasami aż nie do uwierzenia było, że Kenny podejmował takie, a nie inne decyzje. Zdecydowanie coś albo ktoś nad nim czuwał, że zawsze wracał do portu cały i zdrowy, a jedynie Łania dostawała w kość.
Kiedy złapała go za twarz dał jej się dokładnie wszystkiemu przyjrzeć. Przemian przeważnie wykonywał przed lustrem aby ocenić czy mu odpowiadają czy nie, więc widział czy coś się bardziej odznacz czy coś powinien zmienić. Thalia jednak mogła teraz sprawdzić wszystko swoim fachowym okiem, więc dał jej to zrobić.
- Hm…a wiesz, że nie zwróciłem nigdy na to uwagi. - pokręcił głową po chwili namysłu - W sensie jak rano coś zmienię, czy to włosy czy oczy to w sumie się na tym nie skupiam za bardzo, a efekt utrzymuje się mimo wszystko do wieczora, no chyba, że w ciągu dnia postanowię jednak coś zmienić. - odparł spokojnie kończąc swoją zupę wypijając z miski część płynną - No myślę, że blizny będą dobrym pomysłem. Zaczynać z grubej rury nie ma co, bo pewnie i tak mi nie wyjdzie. - odparł odkładając pałeczki na stół - No właśnie, zawsze mnie to zastanawiało. Nigdy tych blizn nie zmieniasz prawda? - uniósł brew ku górze zaciekawiony - Masz jakieś wskazówki, jak powinienem to zrobić? Na czym się najbardziej skupić?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Thalia Wellers
Zwolennicy Dumbledore’a
We gotta get lost, cut loose, and lose our way There ain't no fun in holdin' back, babe
Wiek
32
Zawód
żeglarka, przemytniczka
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
10
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
13
7
Brak karty postaci
29-01-2026, 11:27
Nie wiedziała nawet, czemu sama z siebie doszukiwała się w ludziach tej odrobiny ciepła aby nawiązać znajomość w której kończyła niczym starsza siostra – upierdliwa ale gotowa pomóc w każdej sytuacji. Może to czasy dzieciństwa, kiedy tak trudno było nawiązać jej znajomość w świecie, gdzie magia nie istniała a z nią coś wyraźnie było nie tak. A może to fakt, że jej własne adoptowane rodzeństwo dawało jej tyle wsparcia, że chciała przekazać cząstkę tego innym osobom. Tak czy inaczej, Keith został już jej młodszym bratem, co oznaczało, że zamierzała bronić go przed kimkolwiek, kto nawet spojrzałby na niego w krzywy sposób, co też oznaczałoby, że nieustanie będzie go męczyć, drażnić i naruszać jego przestrzeń osobistą dopóki nie powie jej tego wprost. Pewnie nawet trzepnęłaby go w głowę gdyby usłyszała słowo „dojrzała” pod swoim adresem.
- No wiem, dlatego muszę uważać, jeszcze spróbujesz się mnie pozbyć i zajmiesz moje miejsce – i nawet się nie domyślą jak podrasujesz swoje przemiany. – Przez chwilę dłonie ułożyła na biodrach, jakby gotowa była do przekonania się co potrafi już i teraz, zaraz jednak wróciła do jedzenia. Do przemian mimo wszystko potrzeba było cierpliwości, a jedzenie czekać nie będzie. Czy też raczej wystygnie do czasu aż przegadają ostatecznie, co przyda się aby Keith przećwiczył na dzisiejszej lekcji.
- To dobrze. Nie wiem, czy trzeba wam czasem pomocy, ale jeżeli tak, to wiesz gdzie mnie znaleźć. Znaczy…przeważnie wiesz, gdzie mnie znaleźć. – Była spora szansa na to, że pewnego dnia po prostu zniknie, zajmując się własnymi, nieco mniej legalnymi sprawami, aby pewnego dnia po prostu na nowo pojawić się w porcie jakby nic się do tej pory nie wydarzyło. – Ooohh, zdradź kogo tam spotkałeś. I czy to piękna uzdrowicielka, którą będę mogła odwiedzać i chwalić przed tą osobą ciebie? – Nie miała pojęcia, o kim dokładnie byłą mowa, ale skoro pojawiła się okazja do dokuczenia Keithowi i pewnie nie chodziło tu o panią Lian.
Sięgnęła jeszcze po herbatę, zamierając w geście kiedy wspomniał Kennetha. Doprawdy, życie bywało okrutnie przewrotne i jak widać, nie dana była jej łaska zostawienia przeszłości za sobą. Przez chwilę trwała w zawieszeniu, dopiero moment później sięgając dalej i upijając łyka, odchrząkając cicho i skupiając się na własnej zupie, przez chwilę nie zaszczycając swojego rozmówcy spojrzeniem w jego stronę.
- Nie. – Prosta i krótka odpowiedź była czymś, nad czym wyraźnie nie zamierzała się pochylać, dla Keitha była również sygnałem, że nie zamierzała ciągnąć tej rozmowy, nawet jeżeli będzie chciał dopytać. Nie wątpiła, że Kenneth na pewno uchyli rąbka tajemnicy, a także że przedstawi wydarzenia prawdziwie, co absolutnie nie oznaczało, że Thalia wyjdzie w tej sytuacji dobrze. I musiała na to być gotowa.
Dopiero temat metamorfomagii sprowadził ją na ziemię i pozwolił jej się skupić, dokańczając oględziny jego wyglądu. Na pewno będzie ciekawie stawić mu większe wyzwania, zwłaszcza zmiany płci, ale w metamorfomagi jak niemal w większości rzeczy na tym świecie, najpierw trzeba było mieć solidne podstawy zanim można było szaleć.
- Staraj się myśleć o tym, ile dokładnie ci schodzi na utrzymanie danego efektu. Im dłużej jesteś w stanie coś utrzymać, tym łatwiej ci potem będzie mieć parę zmian na raz. – Odsunęła puste naczynia, pozwalając aby pomiędzy nimi powstała przestrzeń. Przyda im się miejsce aby móc łatwiej sięgać w swoją stronę i nie wylądować łokciem w misce po zupie.
- Oh, często zmieniam blizny. Nie zawsze….chcę z nimi wyglądać. Jeżeli wiesz o co chodzi. – Ciężko było być dumnym z czegoś, co ludzie notorycznie wytykali i komentowali gdy tylko czuli się na siłach aby jej dopiec. – Najważniejsze jednak to poznać fakturę. Nie zawsze będzie to możliwe, ale musisz wyczuć jak dokładnie wygląda blizna. Inaczej równie dobrze mógłbyś ją sobie namalować na twarzy. Niektóre są wklęsłe, inne wypukłe, musisz więc dociec, jak chcesz aby wyglądała. Po czym ma to być blizna? Te po oparzeniu będą wyglądały inaczej niż po rozcięciu na twarzy. Zacznij od zmimikowania moich.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
06-02-2026, 11:32
Miał taki moment w swoim życiu, że pomimo iz był wdzięczny, że ludzi stają w jego obronie, z czasem zaczęło mu to przeszkadzać. Owszem, w szkole miał problemy aby się dostosować, jego wygląd odstępował od innych uczniów, przez co był egzotyczną ciekawostką. Jednak nie zyskał takiej popularności jakiej by sobie życył. Padał ofiarą żartów, kpin i chociaż początkowo myślał, że może dzięki temu zostanie zaakceptowany, z czasem zaczęło mu to uwierać. Pojawiło się wtedy kilka osób, które postanowiły go wziąć pod swoje skrzydła i naprawdę był im za to wdzięczny. Mimo wszystko jednak był mężczyzną i fakt, że w większości przypadków osobami go broniącymi były dziewczyny, zdecydownie bodła go w ego, które i tak wtedy było dośc kruche. W tym momencie jednak, kiedy cofał się do tamtych chwil myślami, wiedział, że one wszystkie chciały dla niego dobrze. Minęły jednak lata od tamtych wydarzeń i nabrał już pewności siebie, był odważniejszy i już praktycznie w ogóle nie przejmował się tym co myślą o nim inni ludzie. Nadal jednak z przyjemnością spędzał czas z osobami, które pomogły mu w szkole, nie ważne, że czasami nadal one myślały, że jest tym samym chłopcem, którego poznały w Hogwarckich murach.
- Miałbym zająć twoje miejsce? – uniósł brew ku górze z rozbawieniem widocznym na twarzy – Nie sądzę aby to było kiedykolwiek możliwe. Raz, nie mam takich aspiracji, dwa umiejętności, a trzy, choroba morska bardzo szybko by mnie zdemaskowała. – roześmiał się kręcąc głową.
Widząc jak zajada to co przyniósł pokiwał głową z zadowoloną miną. Lubił się dzielić z innymi jeśli miał taką możliwość, a jeśli w ogóle mógł dla nich coś ugotować, to miał z tego jeszcze większą frajdę. Kiedyś nawet nie myślał o tym, że mógłby się nauczyć gotować, teraz w zasadzie nie wyobrażał sobie, że gotować by nie umiał. Kiedy miał wolne schodził do kuchni w restauracji i żeby nie zawracać głowy kucharzowi sam robił swoje jedzenie.
- No na sali mamy komplet jak na ten moment ale gdyby była potrzebna pomoc w czymś innym, to jakoś cię znajdę. – puścił jej oczko, a po chwili zaśmiał się cicho – Nie, nie jest to żadn uzdrowicielka, to mężczyzna. Pracuje w Mungu od lat, w zasadzie to jest toksykologiem przede wszystkim, ale zna się na magi lecznicej. – uśmiechnął się łagodnie.
Przewidywał, że dobrze mu się będzie pracować z Jasperem. Jak na razie spotkali się tylko raz, a potem wzięli razem udział w spotkaniu, które odbyło się w domu pani Oriany, ale to mu wystarczyło aby podejrzewać, że to będzie bardzo owocna współpraca. Może nie miał nie wiadomo jak wielkich oczekiwań co do tego wszystkiego, bo jednak jego wiedza jak na razie była ograniczona, ale nie zmieniało to jednak faktu, że zamierzał się naprawdę przykładać do nauki. W końcu znalazł jakiś cel w swoim życiu i nie chciał się tak łatwo poddać.
Widząc jej reakcję ne wspomnienie o Kenneth’cie, przez moment milczał patrząc na nią uważnie. Po jej minie doszedł do wniosku, że Thalia nie chce na temat kapitana rozmawiać, a on nie miał zamiaru naciskać. To była jej sprawa, a on z zasady nie wciskał nosa w nie swoje sprawy. Mimo wszystko był jednak lekko zaskoczony, że tak zareagowała. Pokiwał jednak w końcu lekko głową, nie wracając już do tematu i dopił na spokojnie swoją herbatę.
- Dobrze, postaram się w takim razie zwracać na to uwagę. Ale jak mówię, jeśli chodzi o włosy i oczy, to te dwie zmiany na raz nie są dla mnie problemem. – odparł spokojnie, wyciągając z reklamówki dwa nowe pudełka, które zawierły ich drugie danie.
Słuchał jej uważnie, kiedy mówiła o tym, że nie zawsze chce pokazywać swoje blizny, a potem podsuwała mu wskazówki co do blizn. Miała racje, blizny miały różne faktury, doskonale to wiedział, bo widział je nie raz. Życie w porcie sprawiło, że miał do czynienia z różnymi ludźmi, więc gama blizn, które było mu dane obserwować była duża.
- Okey... – pokiwał lekko głową, po czym przez dłuższą chwilę przyglądał się dokładnie bliznom Thali.
Nie wiedział czy chce je na twarzy czy może jednak na dłoni, ale finalnie stwierdził, że woli je widziec. Wyciągnął przed siebie dłoń i skupił się na jej wierzchu. Zerkał co jakiś czas na kobietę, starając się dokładnie wyobrazić sobie ślady z jej twarzy na swojej ręce. Wziął głęboki wdech i skupił się na darze drzemiącym w jego ciele od urodzenia. Kilka długich sekund trwał w milczeniu, skupiając się na skórze, aż w końcu, powoli zaczęły się na niej pojawiać ślady. Może nie idealnie odwzorowujące to co miała Thalia, ale wyglądało to nie najgorzej.
- I jak? – spytał lekko spiety pokazując Wllers wynik.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:11 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.