• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Zamek Dunnottar (Kincardineshire)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-06-2025, 12:14

Zamek Dunnottar (Kincardineshire)
Dziś pozostały już tylko ruiny posiadłości, która niegdyś stanowiła istotny punkt na mapie Szkocji. Mimo tego kamienne mury wciąż dumnie wznoszą się nad klifem, roztrzaskując fale Morza Północnego. W kruszącym się wnętrzu czuć echa burzliwych wieków – wilgoć chłodzi powietrze, a w ciszy ograbionych korytarzy pobrzmiewają dawne legendy. Nad brzegiem, przy starym dziedzińcu, wystaje postawny cis, który z pewnością pamięta historię pierwszych mieszkańców. Przez wszechobecne szczeliny wpada srebrzyste światło. Zapach jodu miesza się z rozrastającymi się odważnie krzewami dzikiej róży. Czasem na piaszczystych alejkach wokół ruin wyłapać można ślady ludzkich stóp. W zakamarkach słychać szmery: kruki, wiatr i najcichszy głos zamkowych duchów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Morty Dunham
Akolici
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
25-03-2026, 01:21
28 maja 1962

sen
Zgliszcza to jedyna pamiątka, jaką po sobie pozostawi.
Myśl, która nie opuszczała go nawet przez chwile, odkąd zawitała do niego zeszłego poranka, zaraz po tym, jak obudził się ze snu.
Nie mógł sobie wybaczyć, że w emocjonalnym amoku, z umysłem zamglonym przez wątpliwości, złapał za pióro i nakreślił list do Fran. Wstydził się słow, które atramentem wgryzł się w cienki pergamin. I, gdy Sybill zniknęła mu z oczu, pożałował tego występku.
Napotkał wzrokiem odpowiedź, która przyszła tego samego dnia. Odwaga, by skonfrontować się z jej treścią, nie nadeszła, stłumiona przez lęk usiłujący mu odebrać władzę nad oddechem. Raz czy dwa chciał kolejny raz ująć pióro w dłoń i zapełnić skrawek papieru krótkim: Zapomnij co wczoraj napisałem. Majaczyłem, miałem gorączkę, ale wiedział, że Francesca nie będzie zdolna przymknąć na to oko.
Przyjrzał się swojej dłoni. Po jej wewnętrznej stronie dostrzegł cienki, odznaczający się na skórze pasek świeżej blizny. Przejechał po jej krawędzi opuszkiem palca, krzywiąc się odrobinę, gdy zapiekła bólem. Jeszcze niedawno - kilka godzin temu – krwawiła obicie i z trudem je stłumił. Pamiątkę po tym incydencie stanowiła czerwone plamy, jak wsiąkła w materiał białego podkoszulka i którego wciąż nie zdjął.
To wszystko przez szepty.
Obudził się przed trzecią nad ranem. Nie płakał, nie krzyczał, nie szlochał. Przyszła po niego bezsenność, zgarnęła go w swoje czułe objęcia, wyszeptała mu do ucha, że tej nocy nie zazna spokoju.
Od wczoraj był niespokojny. Od kiedy, we śnie, spacerując po korytarzach obcej rezydencji, natknął się na kolejny ślepy zaułek, tym razem zwieńczony pokrytym pajęczynami lustrem. Omiótł je ręka, by przyjrzeć się swojemu nieco zniekształconemu przez pęknięcie odbiciu.
To nie był on. Karykatura uśmiechu, jaka wykrzywiła atrapę jego wizerunku, zmroziła mu krew w żyłach. Szaleństwo, jakie dostrzegł w tamtym spojrzeniu, odebrało mu mowę. I tymczasowo władzę na ciałem.
To ty, Morty, ty, ty, ty, słyszał stłumione, roześmiane głosy wypowiadane przez kilkanaście gardeł – znajome, nienawistne.
Ty, ty, ty niosło się echem od sklepienia czaszki, wbijało ostrze bólu w obie skronie.
Jak pierwszy łyk trucizny, którą wypijasz świadomie, by się uodpornić, inny znajomy, ale bardziej ochrypły tembr przebił się przez kakofonie dźwięków. Ujrzał, jak na szyi swojego lustrzanego odbicia uwydatnia się sieć wijących się pod skórą żył, a pod własnym językiem poczuł metaliczny posmak krwi.
Po raz pierwszy to coś, tkwiące głęboko w nim, dało mu odczuć, ze ścieżka, jaką obrał, mogła nie być właściwa, chociaż dotychczas sądził, że jest jedyną słuszną, jaką mógł wybrać.
Obudził się w ciszy, w mroku pokoju i własnych myśli; w samotności, która natychmiast oplątał go, zaciskając się na jego klatce piersiowej z siłą imadła. I tęsknocie za ramieniem kochanka.
Czuł suchość w ustach. Zaschło mu w gardło. Musiał się napić. Odległość, jaka dzieliła go od kuchni, pokonał, licząc głośne bicia swojego serca. Jedno uderzenie, drugie, trzeci, czwarta.
Wody wymamrotał na w poły nieprzytomnie. Potrzebował wody. Nalał ja do szklanki i już krawędź naczynia znajdowała się na wysokości jego warg, gdy go ujrzał, a zimny dreszcz przebiegł wzdłuż linii kręgosłupa.
Stał tam. Pośród ciemności. Z twarz przyklejoną do szyby. Z ustami wykrzywionym w makabryczną imitacje uśmiechu. Szklanka wymknęła się spod klatki palców, roztrzaskała się o podłogę, a jej zawartość rozprysnęła dookoła.
Cofnął się o krok, a gdy znowu wzrok skierował w stronę okna, znajoma, upiorna twarz wyparowała, a jemu nie pozostało nic więcej jak oddać ciche głębokie westchnienie ciszy.
Pochylił się, aby pozbierać rozbite szkło. Ręce mu drżały, jeden z odłamków skorzystał z tej okazji i przeciął skórę.Ból, który przyszedł, obudził go, przynajmniej na moment,z koszmaru.

Ruiny, to jedyne, co po nim pozostanie.
Myśl ta zawitała pod kopułę czaszki Dunhama, gdy pierwszy akordy zalały przestrzeń. Czasem - bardzo rzadko - zdarzało mu się grać w plenerze. Szczególnie upodobał sobie stare, omszałe mury zamku Dunnottar; budziły kojarzenia przeszłości, która minęła. Przymknął powieki, a melodia skrzypiec wybrzmiała jeszcze z większą stanowczością.
Noc przechodziła stopniowo w dzień; kolory świtu zalewały niebo, przeganiając ciemność, chociaż to tylko kwestia czasu, kiedy słońce będzie walczyło o dominacje ze wzbierającymi się nad głową chmurami.
Grał dalej, jakby to była kwestia życia i śmierci, jakby znane partykuły stanowiły jedyne remedium na bolączki jego umysłu; jakby chciał pozbyć się tych wszystkich niechcianych fragmentów duszy, które spychały go bezlitośnie w toń.
Poczuł go, zanim jeszcze go usłyszał. Jego obecność przyszła wraz z tym specyficznym dreszczem, który spacerował płytko pod skórę w chwili, w której Cassius oparł na jego karku ciężar natarczywego spojrzenie. Dreszczem, które informowało, że w okolicy zjawiło się zagrożenie, które nie sposób bagatelizować.
- Jak myślisz, co wiesz o śmierci? - zapytał, nie przerywając gry; smyczek nadal szarpał za struny, one szarpały z jego serce, jakby chciały rozszarpać go na kawałki; czerpał z tego niezdrową przyjemność, zdolną do nakreślenia na ustach parabolę półuśmiech.- Też czujesz to samo, co ja? Też czujesz, że jesteś martwy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:21 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.