• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Łazienka chłopców
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-10-2025, 13:44

Łazienka chłopców
Łazienka chłopców na czwartym piętrze rzadko bywa naprawdę cicha. Kamienne ściany odbijają głosy, śmiech i plusk wody, tworząc wrażenie, jakby pomieszczenie żyło własnym echem. Rzędy metalowych kranów chrzęszczą przy każdym dotknięciu, a stara instalacja często syczy i bulgocze, jakby w rurach mieszkały drobne psotne stwory. Nad umywalkami wiszą krzywo zawieszone lustra, w których odbicia czasem drgają bez powodu – niektórzy twierdzą, że to efekt dawnego żartu zaklęciowego. Zapach mydła miesza się z chłodem wilgotnego kamienia, a w zakamarkach lęgnie się para, jakby pomieszczenie oddychało. Choć to tylko szkolna łazienka, nie brak w niej śladów magii i nieposkromionej młodości, które czynią ją miejscem pełnym codziennych tajemnic.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
21-11-2025, 14:41
30,04.1962

Szum wody odbijał się cichym echem w opustoszałej łazience szkolnej. Augustus dumał chwilę nad działaniem szkolnego systemu kanalizacji. Jego dziadek wspominał niedawno, że pamiętał czasy, gdy łaźnie wyglądały zupełnie inaczej. Mniej cywilizowanie.
- To musiał być jakiś genialny czarodziej - mruknął pod nosem Augustus, Myjąc dłonie pod ciepłym strumieniem jednej z marmurowych umywalek. - Czarodziej czystej krwi - doprecyzował dla jasności, tak po prostu, mimowolnie. Dłonie osuszył strumieniem powietrza z różdżki i energicznym krokiem skierował się do wyjścia, otwierając drzwi z taką energią, jakby zamierzał je co najmniej wyważyć.
Bez dłuższego zastanowienia skręcił w prawo, a dostrzegłszy doskonale znaną mu twarz Namiestnika Suffolk w towarzystwie innych sztywniaków, poczuł, że może być tam potrzebny. W geście przyjacielskiej życzliwości uwolnił Macnaira z tej niezręczności kilkoma gładkimi kłamstewkami i kilka minut później kroczyli już obaj pustym korytarzem. Tak jak czynili to przed laty, łażąc bez celu i powodu, czasami szukając chwili prywatności dla wielkich planów na przyszłość, innym razem chcąc uniknąć trafienia niewybrednych żartów do niepożądanych uszu.
Nie tylko znajome widoki przywodziły na myśl wspomnienia, ale i nad wyraz żywe przypomnienie o egzaminach, najmniej przyjemnej części edukacji w życiu młodego człowieka.
- A dajże spokój, wszystko to ustawione, pewnie wygra ktoś z zagranicy, mówię ci. W ramach politycznych gierek, rozumiesz - odparował natychmiast Augustus, zapytany o to jak mu poszło w olimpiadzie naukowej; gestykulował przy tym żywo, dając do zrozumienia, że szkoda o tym gadać, naprawdę nie ma co. Dłoń w pewnym momencie odruchowo sięgnęła po papierosa, ale powstrzymał się. - Tak jak ten niedawny mecz. Na pewno słyszałeś. Kto by nie słyszał? To była sprawka... - pochylił się ku przyjacielowi, żeby wyszeptać mu kilka słów. - ... Nobby'ego Leacha, rozumiesz. Szlamolub teraz potrzebuje zjednać sobie wszystkie mniejszości społeczne. Będzie chciał jednoczyć innych zdrajców krwi i te wiedźmy w spodniach. Nadążasz? Teraz Harpie z Holyhead będą faworyzowane, bo grają tam same kobiety. Cała Wielka Brytania będzie klaskała na samo ich pojawienie się. Nobby Leach o to zadbał. Takie jest moje zdanie, jeśli mnie pytasz. Jastrzębie na pewno klaskały. Łbami Harpii o swoje tłuczki - opowiadał Drew przejętym tonem, znów żywo przy tym gestykulując, rozemocjonowany wciąż niedawnym skandalem, który dotyczył jego ulubionej drużyny. Zaprzeczal jednocześnie jakoby miał niezdrową obsesję na punkcie rozgrywek quidditcha. - Grali jak zwykle - powiedział rozmarzony. - Brutalnie, subtelnie jak ta Burke'ówna, która użyła Bombarda Maxima na turnieju pojedynków. Słyszałeś już? - wtrącił rozbawiony, uchwycając spojrzenie Drew, ale prędko wrócił do kontynuowania relacji z meczu. - Sędzia zgubił albo okulary, albo przytomność. Przymykał oko na każde wykroczenie tych lisic, a Jastrzębie karał za najmniejsze smocze łajno - rozgoryczenie wkradło się pomiędzy głoski - Widziałeś jak ta ruda cizia próbowała pozować rzucając kafla, przekonana, że fotoreporterzy za nią nadążają? - zakpił. - Mam nadzieję, że uchwycili na zdjęciu moment, kiedy dostaje kaflem w tę wymalowaną buźkę - stwierdził z przekąsem i zaśmiał się pod nosem do własnych wspomnień. - Najgorsze było jednak to, że w szukającego wleciały całą chmarą, jak szarańcza albo modliszki, a sędzia nie widział, że....
Relację Augustusa przerwało pojawienie się Irytka. Miał dziwny sentyment do tego poltergeista, którego lękał się może na pierwszym, maksymalnie na drugim roku. Później nawet go rozumiał.
- A gdzie się ten uczeń tak śpiewy? Do toalety?!- zaskrzeczał Irytek i zarechotał złośliwie. Nie zatrzymywał się jednak, przejęty rolą uprzykrzania życia jak największej liczbie gości, pognał siać chaos dalej.
Augustus nie odpowiedział, łazienka była przecież w drugą stronę, ale z poltergeistem nie warto było wchodzić w zbędne dyskusje. Poczuł jednak, że coś jest nie tak; w pewnym momencie, gdy chciał zrobić kolejny krok - poczuł opór. A gdy postawił stopę na ziemi, rozległ się głośny, mlaszczący dźwięk, jakby Irytek sprawił, że ich eleganckie buty oblepiała smoła.
- To brzmi jak... - zastanowił się Augustus, a jednocześnie rozejrzał wokoło, upewniając się, że nikogo nie ma wokoło. - Nos Rinehearta gdy go łamałem. Dokładnie tak mlaszczała ta miazga - wyrzekł cicho, pochylony ku Macnairowi, jeszcze nieprzejęty smołą na butach. - Myślę jednak, że uczyniłem mu przysługę i powinien mi wtedy podziękować. Po wyglądał lepiej - zakpił, wysuwając różdżkę z rękawa - którego zaklęcia powinien był użyć, by pozbyć się smoły?

kość zdarzeń
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
22-12-2025, 23:28
Znudzony sztucznymi zachwytami oraz równie wyuczonymi grzecznościami traciłem powoli nadzieję, że uda mi się wyswobodzić z politycznych macek i powrócić do Wielkiej Sali, gdzie pozostawiłem szklankę ognistej. Ni to z wielkiej chęci, ni zaangażowania wylądowałem na korytarzu, gdzie przyprowadzono mnie na rzekomo dwa słowa z ważną personą, którą – co najzabawniejsze – rzekomo musiałem poznać. Imienia mościpana nie zapamiętałem, podobnie jak prawionych przez niego kwestii, bowiem gdy tylko zaczął wychwalać piastującego urząd Ministra Magii skupiłem swą uwagę na złotej ramie obrazu, gdzie wywracał oczami jeden z goszczących w nim mężczyzn. Czułem, że prędzej z nim odnalazłbym porozumienie, niżeli z nowopoznanym czarodziejem lub chociażby uchroniłbym się od tego czczego bełkotu, z jakim nie tylko niemożliwym było się zgodzić, ale przede wszystkim w ogóle go słuchać.
-Tak w ogóle żona woła cię na cytrynową babeczkę?- zerknąłem na Augustusa z ukosa nie wierząc, że ze wszystkich kłamstw na świecie sięgnął akurat po to. Byłem mu jednak wdzięczny za ratunek, ponieważ ledwie chwila dzieliła mnie od chwycenia za orzechowe drewno, by skutecznie uciszyć tego świra. Wybryk ten nie skończyłby się wyłącznie na nauczycielskim dywaniku – konsekwencje byłby znacznie drastyczniejsze i najpewniej uciecha z wygodnej oraz wpływowej posady zawisłaby na włosku wszak zwłaszcza za rządów Leach’a zagraniczni goście traktowani byli z najwyższymi honorami. Cóż – wchodzenie w dupę wychodziło mu niezmiennie najlepiej.
-Jak przesadzałeś mandragory tłuczkiem, to wcale się nie dziwie, że odpadłeś po pierwszej rundzie- mruknąłem nieco rozbawiony jego złością, choć nie sposób było się z nim nie zgodzić. Od samego początku odnosiłem wrażenie, że cały ten zjazd został fikcyjnie ubrany w sukces i stał się niejako politycznym hołdem obecnej głowy czarodziejskiego społeczeństwa, co już na samym początku zakomunikowałem Lucindzie. -Frywolność i miałkość. Frazesy o bezpieczeństwie zapewne równie pieczołowicie zapewnionym, jak na zaprzysiężeniu. Uwaga, jego własnym. Nie ukrywam, że zaskoczyła mnie frekwencja- zaśmiałem się pod nosem, choć na próżno było szukać w tym zażenowania – bardziej złość, która kiełkowała, odkąd moje stopy przekroczyły próg Wielkiej Sali. -Tak to teraz będzie wyglądać. Wszystko dla atencji, wszystko dla pozoru. Jak się tak patrzy na to z boku to nawet ognista przestaje smakować- dodałem wsuwając dłonie w kieszenie eleganckich, czarnych spodni. Zapewne gdyby nie zawodowa powinność i namowy żony właśnie zajmowałbym się stosem runicznych manuskryptów zamiast słuchaniem kolejnych pochwał i zachwytów.
Ze sportem zupełnie nie było mi po drodze – nie śledziłem rozgrywek quidditcha, nie znałem mniej popularnych drużyn, podobnie jak nazwisk grających w nich zawodników, ale jednocześnie wiedziałem, iż Augustus miał do tego zapał. Być może była to kwestia krótkiego, acz niezwykle bujnego rozdziału w jego historii, może zaś słabość do hazardu, który kwitnął przed każdym meczem. Nauczyłem się jednak, aby w jego towarzystwie wychwalać Jastrzębie z Falmouth, bo kiedyś – gdy ewidentnie kibicowałem tłuczkowi, a nie im – o mało nie straciłem kilku zębów. Każdy miał jakieś fanaberie, ale on to i syna sprzedałby za mistrzostwo tej zgrai. -Z pewnością taki ma plan. Przekonać niezdecydowanych i otoczyć ochroną wyrzutków, wspomniane przez ciebie mniejszości- zgodziłem się z przyjacielem. -Splunąć pod nogi to mało- dodałem wzruszając lekko ramionami. Póki co mieliśmy związane ręce; pozostała nam obserwacja i drążenie skały – kropla po kropli.
-Oby oszczędzili tę blondynę na pozycji szukającego. Szkoda takiej buźki- zaśmiałem się pod nosem zastanawiając się, czy faktycznie Rookwood mógł mieć rację i Nobby pociągał za sznurki nawet w sportowym półświatku. -Może czas potrząsnąć Jastrzębiami, skoro dostają łomot od pań zamiast doszukiwać się tam polityki?- spytałem mając świadomość, jak na grząski grunt wkroczyłem, jednakże co do kobiet oraz ich pozycji w społeczeństwie mieliśmy skrajne opinie. Doskonale o tym wiedział.
-Co?- ściągnąłem brwi słysząc rewelacje o pojedynku. -Rzuciła Bombardę?- zacisnąłem wargi starając się nie roześmiać. -Szkoda, że nie omsknęła jej się różdżka i nie trafiła w stół Leach’a i jego świty- wygiąłem wargi w ironicznym wyrazie, po czym sięgnąłem do wewnętrznej kieszeni marynarki, gdzie znajdowała się piersiówka. Oddaliliśmy się już od towarzystwa na tyle, aby w spokoju móc upić kilka łyków i czym prędzej zapomnieć o jakże ciekawej rozmowie.
-Chcesz?- zerknąłem na kolegę, a następnie na metalowy pojemnik, z którego upiłem kilka łyków. -Następnym razem pójdę z tobą na mecz, naprawdę. Będziemy głośno gwizdać i jak sędzia okaże się równie niemrawy to pokażemy mu, gdzie jest jego miejsce- odparłem nie mając pojęcia o czym mówił wszak nie widziałem tego starcia, a tym bardziej nie czytałem żadnej relacji. -A spadła chociaż z miotły? Czy od razu ruszył jej na pomoc, a drugiej wręczył złoty znicz?- spytałem, niby na poważnie, choć Augustus bez większego wysiłku mógł wyczuć, że robiłem sobie z niego żarty.
Obróciłem się przez ramię słysząc znajomy głos i westchnąłem cicho po nosem. Irytek, a któżby inny. Niby męczący, niby złośliwy, choć w istocie najczęściej dogryzał szlamom i szkolnym popychadłom, więc nie miałem z nim szczególnych zgrzytów wszak prześmiewczy komentarz nie czynił z niego wroga.
Na szczęście zniknął równie szybko jak się pojawił, ale zaraz po tym usłyszałem mlask – jeden i kolejny dochodzący z podłogi. Zerknąłem na swoje buty i mruknąłem pod nosem kilka przekleństw. Paskudna maź oblepiała całą skórę. -Czyli nadal ci nie podziękował? A powinien, zgodzę się-[b] złośliwy uśmiech pojawił się na ustach. [b]-Za co ty właściwie go trafiłeś? Zjadł twoją porcję racuchów?- uniosłem pytająco brew. Zapewne mówił mi już o tym kilka razy, a najpewniej sam oczekiwałem przybliżenia okoliczności tejże jednostronnej walki, ale wciąż zapominałem. Musiał mi wybaczyć. -Nie widziałem go dzisiaj, może obawiał się powtórki z rozrywki- wzruszyłem lekko ramionami, po czym sięgnąłem po orzechowe drewno pragnąć pozbyć się smoły. -Tergeo- rzuciłem licząc, że ta prosta inkantacja wystarczy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
17-03-2026, 18:40
- Jeszcze nie mam żony - sprostował, choć Drew doskonale o tym wiedział. - To się może niebawem zmienić - westchnął przy tym, jakby wizja obrączki na własnym palcu nie cieszyła go wcale i w ogóle. - Wiesz, a propos tej ruskiej wariatki, o której ci pisałem... Sprawy się trochę pozmieniały. Obawiam się, że zamiast deportacji będzie trzeba popracować nad angielskim obywatelstwem - wyjawił mu niespodziewanie, a ton jego głosu pozostawał dziwnie poważny i nic nie wskazywało na to, aby znowu stroił sobie z Macnaira żarty.
Cóż, tylko krowa nie zmieniała zdania.
- A ty w ogóle próbowałeś, hmm? - żachnął się. Pewnie nie, bo z izby lordów wynosił takie ciężkie sakiewki, że te sto galeonów nie było dla niego wcale atrakcyjne. Mógłby jednak postawić się w sytuacji Rookwooda - choć nie narzekał na zarobki, to nie cieszył się tak dobrą sytuacją finansową. Sprawa z pewnością wyglądałaby inaczej, gdyby wciąż grał w Jastrzębiach z Falmouth. Po tylu latach, z jego talentem i pracą jaką wówczas wkładał w treningi, pewnie byłby jeszcze bogatszy od Macnaira (tak sobie to wyobrażał), do tego byłby otoczony wianuszkiem fanek i nie spacerowałby sobie korytarzami Hogwartu tak spokojnie, lecz cóż... Winę za to ponosił oczywiście zarząd klubu. Gdyby nie ci idioci w zarządzie, którzy z gumochłonami na łby się pozamieniali, to nie musiałby brać udziału w czymś takim jak durna olimpiada naukowa... tymczasem nie mógł przepuścić podobnej okazji. Pieniądz nie śmierdział, nawet jeśli był to wymysł promugolskiego rządu, to przecież nalezał do magicznego społeczeństwa. Leach i inne szlamoluby tymczasowo sprawowali nad majątkiem publicznym kontrolę. Do czasu.
A do tego, że jedynie, co mu się powiodło, gdy przyszło do egzaminów z zielarstwa, to poszatkowanie chińskiej kąsającej kapusty nie zamierzał się przyznawać.
- Same pierdolety, tak jak na zaprzysiężeniu, ci gamonie nie potrafią nic sensownego powiedzieć. Same populistyczne hasełka, które mają odwrócić uwagę od prawdziwego problemu - skomentował Augustus tonem znawcy, jakby skończył co najmniej studia na Evershire College na nieistniejącym kierunku politologii. Nie miał wykształcenia, które pozwoliłoby mu ocenić obiektywnie działania obecnego rządu, lecz to wcale nie powstrzymywało go od wymądrzania się. Uważnie czytał wszystko, co wypisywał Prorok Codzienny i nadstawiał ucha, zarówno przy Drew, jak i innych znajomych, którzy mieli posady lub powiązania w Ministerstwie Magii, a i we własnym pubie mógł sporo usłyszeć. - Niby przestaje, ale skoro już jest, to nie może się zmarnować - stwierdził, wzruszając przy tym ramionami, bo ognistej whisky nie zamierzał sobie tego wieczoru żałować. Skoro mieli już świętować na koszt rządu, to niech i zaboli po kieszeni. Później pierwszy by im wypomniał marnotrawienie funduszu i wspieranie rozpijania brytyjskiego społeczeństwa.
- Dokładnie tak. Tylko mu splunąć pod nogi i cisnąć w niego właściwe zaklęcie... A wiesz, że znam kilka takich, które by się nadały... i ty też - podjął Rookwood z entuzjazmem, choć słowa te wypowiedział ciszej, pochylając się ku Namiestnikowi Suffolk. Zamiłowanie do zakazanych sztuk magicznych nie było czymś, czym powinni byli chwalić się głośno, a w Hogwarcie ściany miały oczy i uszy. Dosłownie - większość ścian obwieszona była w portretach. Równie dobrze mógł jednak mówić o bardziej brutalnych i złośliwych urokach. - Buźka niezła, ale to żadna tarcza. - Harpia mogła być równie dobrze i półwilą, ale jeśli zdecydowała się na grę w quidditcha - to musiała być przygotowana na to, że to gra brutalna i obfitowała w kontuzję. Wcale by jej nie żałował. Uroda graczek schodziła na dalszy plan, gdy chodziło o wyniki Jastrzębi. One były dla Augustusa najważniejsze, dlatego aż przystanął, kiedy Drew wyraził się o nich mało pochlebnie i wycelował w niego oskarżycielsko palcem. - Lepiej nie zaczynaj, Macnair - zagroził mu takim tonem, jakby mógł się posunąć do uczynienia mu prawdziwej krzywdy, jeśli usłyszy jeszcze jedną obelgę pod adresem ukochanej drużyny. Jeden żart mógł mu darować, ze względu na długoletnią przyjaźń i świadomość natury czarnoksiężnika, skłonnej do złośliwości - ale nie więcej. Nikt nie mógł obrażać Jastrzębi z Falmouth w jego obecności.
Na całe szczęście (dla Drew) zmienili temat.
- Otóż tak - przytaknął Augustus, wtórując Macnairowi śmiechem, na samo wspomnienie rzuconej Bomardy, której niestety nie był świadkiem, ale przebywał w pobliżu - i słyszał ten huk. Sala z arena pojedynków musiała być jednak zaczarowana, bo poza nią próżno szukać skutków rzuconego zaklęcia. - Młoda siksa, pewnie jej się wydawało, że zrobi na wszystkich wrażenie - wyzłośliwiał się dalej. Jemu wcale nie poszło dobrze. Żona Macnaira nie dała mu szans, choć oczywiście zamierzał się upierać, że dał jej fory, bo w życiu nie skrzywdziłby małżonki przyjaciela. To pominął milczeniem.
Skinął głową i odebrał od niego piersiówkę, z której pociągnął - i to wcale nie łyka, a kilka solidnych. Trunek smakował zdecydowanie lepiej niż to serwowali na Zjeździe. Z zadowoleniem zaakceptował propozycję Drew, że pójdzie z nim na mecz; zazwyczaj udawał, ze nie zauważa jego sportowej ignorancji, dlatego był rad, że kumpel poszedł wreszcie po rozum do głowy i zainteresował się tym, czym należało - poza polityką i czarną magią, to i quidditchem. - Lucinda cię puści? - spytał kąśliwie.
Irytek sądził, że spłata im psikusa, lecz byli na to stanowczo zbyt starzy i za wiele umieli, żeby mógł pokrzyżować im plany. Augustus westchnął z irytacją, bo nie zamierzał się uganiać za głupawym poltergeistem. Z rękawa wysunął różdżkę i powtórzył ruch Drew, podobnym zaklęciem uwalniając stopy z głupawej pułapki; dziwna ciecz pozostała na jego butach i wykrzywił usta w grymasie.
- Za fakt istnienia - odparował Augustus, w odpowiedzi na pytanie o powód przyłożenia Rineheartowi.
Czy musiał być jakiś powód? Był nadętym gnojkiem, który myślał, że jest lepszy, bo ma dobre oceny, a tak naprawdę był lizusem i podlizywał się nauczycielom, to wszystko. Do tego był półkrwi, więc za samą tę brudną skazę mu się należało. - Nie musiałem mieć szczególnego powodu, wystarczy, że pojawił się w pobliżu, a zaczynało cuchnąć szlamem - stwierdził złośliwie, jakby znowu miał lat piętnaście i pstro w głowie. Właściwie nie pamiętał dokładnie tego całego zajścia. Nie pamiętał powodu uderzenia, które wymierzył Vincentowi. - Lepiej dla niego, żeby nie pokazywał się tutaj, ani nigdzie indziej. Pewnie żebrze gdzieś na mugolskiej ulicy, albo nie wiem... W ogóle nie żyje - zastanawiał się na głos. Nie obchodziło go to szczególnie, ale właściwie.... - Zabawnie byłoby jednak złamać mu coś jeszcze. Do tego też znam parę czarów... - wyrzekł cicho, śmiejąc się przy tym pod nosem, nieświadom, że ów gnojek ostrzył sobie zęby na kobietę, która należała do niego.
O ironio losu.
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:58 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.