- Och, Nathanielu. - Spojrzałem na niego ze zdziwieniem, bo ostatnią osobą, jaką spodziewałem się tu spotkać, był kuzyn. - Wyrwałeś się na świąteczną przerwę z Hogwartu? - zapytałem, po czym mrugnąwszy kilka razy, uzupełniłem: - To znaczy z uczelni, oczywiście. Urwałeś sie z uczelni?
- W przyszłym tygodniu wybieram się do Francji. Będziemy domykać jakieś umowy o transporcie miotlarskim nad Kanałem LaManche, ale zamierzam zabawić tam nieco dłużej w bardziej prywatnych sprawach. - Uśmiechnąłem się wymownie, aby brat nie miał wątpliwości, że o wiele bardziej pociąga mnie ta prywata niż urzędowe interesy.
Gdybym się dłużej zastanowił, może sam odnalazłbym rozwiązanie zagadki, na które od kilku minut próbowałem uzyskać odpowiedź. - Szczerze zresztą wątpię, by ta zgoda obejmowała też bezczelność w unikaniu odpowiedzi na pytania zadawane przez gospodarza tego miejsca.
Nie teraz, Crouch, powstrzymałem sam siebie, na ten deser jeszcze długo poczekasz. - Masz na myśli coś konkretnego? - zapytałem, mimowolnie zaciągając się jeszcze jednym oddechem przez usta. Alkohol nie zdążył jeszcze całkowicie opanować moich zmysłów, mogłem więc opanować sam siebie i zignorować mrowiące rozproszenie, które zachęcało do tego, aby mu się poddać.
Czy to dziś miałem przestać udawać, że nie znam zasad rozgrywki, którą podjąłem przeciw – albo wobec – Lysanderowi? Czy dziś była właściwa chwila, by przejść od półsłówek i niedopowiedzeń do bezpośrednich gestów i spojrzeń, które pozostawały na dłużej zawieszone na jego ustach?
Tak przynajmniej było do czasu, gdy w swojej wizji awansu i świętego spokoju postanowiłem zmienić departament, a wraz z nim zmieniłem też urzędnicze wpływy, które niewiele już miały wspólnego z zainteresowaniami starego dilera i znacznie zmniejszyły częstotliwość naszych spotkań i ochłodziły temperaturę relacji.
Potem niezręczność ustąpiła ekscytacji, gdy w końcu wyłowiłem wyczekiwaną sylwetkę i twarz, która w jaśniejszym, dziennym świetle prezentowała się nieco inaczej niż zapamiętałem. Tak, wciąż był podobny to Thobiasa, ale gdybym po raz pierwszy spotkał go właśnie teraz, nigdy nie uznałbym go za niego.