• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Zamek (Dover)
Zamek (Dover)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 23:07

Zamek (Dover)
To imponująca średniowieczna twierdza położona na klifach nad kanałem La Manche, uznawana za jedną z najpotężniejszych warowni w Anglii. Zbudowany w XII wieku przez króla Henryka II, przez stulecia pełnił strategiczną rolę w obronie kraju – od średniowiecza po dzień dzisiejszy. W jego murach znajdują się świetnie zachowane wieże, bramy i kaplica św. Marii, a z zamkowego wzgórza rozciąga się panoramiczny widok na morze i białe klify Dover. W podziemiach twierdzy można zwiedzać tunele wojenne, które służyły jako centrum dowodzenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Leopold Flint
Śmierciożercy
To diabeł nas pociąga, dzierżąc nici końce, że w rzeczach wstrętnych dziwne widzimy uroki
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
Wczoraj, 15:17
Kobieca dłoń pod palcami nie ciąży jak jeden z tych przykrych obowiązków, którym musiał sprostać, by udowodnić nie tylko rodzinie, ale przede wszystkim samemu sobie, że jest warte tyle, co nazwisko, jakie nosi. Jest nieco chłodniejsza od temperatury jego odpowiedniczki i miękka, jak alabaster, lub marmur, którego biel razi go w oczy, gdy wpatruje się przez chwile w kamienną wnękę oświetloną przez ostre promienie popołudniowego słońca.
Pomimo iż czuje na sobie ciężar jej spojrzenia, mruży oczy, uparcie wpatrując się plamy światła, jakby w obawie przed tą konfrontacją, lecz źródło leku, jaki zakradł się pod skórę i zatopił w trzewiach, tkwi w nim, nie w niej - jest piętnem wstydliwego sekretu i słabości, jak blizna po oparzeniu, która przecina skórę jego ramienia, bezlitośnie przypominająca mu o porażce, którą doświadczył w chłodzie norweskiej nocy.
- Wydaje ci się, że doskonałość znajduje się w zasięgu ludzkich rąk? - uśmiech, który dotychczas figurował na jego wargach, nieco przygasa, jakby wokół nich zaczęły zbierać się czarne chmury smutku, a mimo to lekkie napięcie, wciąż wyczuwalne powietrzu, nie gęstnieje; jest takie jak wcześniej - czuwa nad przebiegiem ich rozmowy, jak surowe przypomnienie o obowiązku, który na nich ciąży; jak granica, której nie warto przekroczyć. - Nie zawsze to, co chcemy ocalić, jest warte ocalenia - zauważa na ułamki sekund zamkniętych w dwóch uderzeniach serca, przypominając sobie rozpacz, jaka zerknęła do spojrzenia ojca, gdy stracił coś, co wydawało mu się nietykalną świętością - Czasem, ulegając temu błędnemu przekonaniu, tracimy z oczu to, co było naprawdę ważne, a co wcześniej sprawiało wrażenie, przynajmniej w naszym mniemaniu, czegoś równie trwałego, jak mury tego zamku.
Iris ma coś, co chce chronić za wszelką cenę? Coś, bez czego nie wyobraża sobie dalszej egzystencji? Coś, co jest jej równie niezbędne do życia, co organ w ciele? Dla Leopolda kimś takim jest jego siostra. To, co do niej czuje, te chore przywiązanie, wrażenie, że ich dusze scaliły się w jedno jeszcze w ciele matki. a teraz szukają się rozpaczliwie, jakby nie mogły żyć bez siebie, spragnione swojego istnienia. Dla nie był gotowy na każdy rodzaj okrucieństwa. I przez myśl o tym, że niedługo jej bezpieczeństwo przekaże w ręce kogoś, komu złoży małżeńskie śluby, czasem znajdował się na pograniczu histerii. Iris będzie tą, która uratuje go przed zanurzeniem się w jej odmętach? Będzie tą, która złapie go za rękę i nie puści nawet, jeśli będzie warczeć i wbijać płytki paznokci w jej miękką, stworzona do kartkowania wiekowych ksiąg skórę?
Wydawało mu się, przed tym spotkaniem, że wszystko od jej dotyku po spojrzenie będzie mu wstrętne, lecz nie jest takie, co sprawia, że czuje się tym wszystkim bardziej przytłoczony.
Ich oczy spotykają się dopiero wówczas, gdy mówi o sobie, o swoim życiu, wsłuchuje się w jej głos, chociaż pierwsze kilka słów wydobywa się z oddali, jakby spod powierzchni wody. Czując jak jej palce owijają się mocniej wokół jego dłoni - jakby szukała w nim oparcia. Odwzajemnia ten gest, chociaż przez długość jednego spojrzenia walczy sam ze sobą, aby nie ścisnąć ją nieco mocniej i przetestować granicy jej bólu.
- Nie sądzisz, że uczucia, zwłaszcza te wielkie, które wymagają poświęcenia, stają się słabością?
Leopold dorastał w przeświadczeniu, że miłość - i jakiekolwiek jej przejawy - są niczym więcej jak oznaką słabości, podobnie jak uzależniające przywiązanie, które czuł względem własnej siostry. Iris stanie się lekarstwem na tę dolegliwości, czy przekleństwem - a może jednym i drugim?
Jeżeli czegoś się uczyl, bywając na salonach, do tego, że małżonkowie powinni być swoimi sprzymierzeńcami, nie wrogami, dlatego też nie chce rozpatrywać jej egzystencji w kategorii przeszkody, która wyrosła na jego drodze, jak twierdza nie do zdobycia.
- Flintowie rodzą się po to, aby odnieść zwycięstwo. Każda porażka, jakiej doświadczają po drodze do tego celu, stanowi przypomnienie, że wielkość nie jest tylko przywilejem, ale czymś, na co trzeba sobie zasłużyć - mówi, a swój wzrok zatrzymuje na ćmie zaplątanej w pajęczej sieci. Obserwuje jak te małe, kruche żyjątko kona powoli, desperacko poruszając swoim skrzydłami - najpierw gwałtownie, a potem, z sekundy na sekundę- z coraz mniejszym zapałem, każdym drżeniem przybliżając się do własnego końca. - Przeze mnie przemawiają te same ambicje - dobywa głosu w chwili, kiedy ćma zamiera bezruchu; widzi w tym pewnym alegorię ich losów splątanych ze sobą nieoczekiwanie w supeł zależności. - Chcę na to zasłużyć. Chcę przynieść chlubę swojemu nazwisku i chcę, zupełnie jak ty, wznieść na fundamencie lojalności i zaufania więź, jaką zbuduje wspólnie z kobietą, która wkrótce stanie się moją żoną.
Z tobą, Iris, dopowiada jego spojrzenie, gdy sięga nim najpierw jej ust w kolorze herbacianego różu, potem jej oczu, które kolorem przywodzą na myśl morze tuż przed sztormem - w momencie, w którym błękit przechodzi w szarość.
Trzymajac pewnie jej dłoń w swoich stwardniałych palcach, unosi ją na wysokość ust i dotyka delikatnie ich brzegiem wierzchu jej dłoni, spoglądając jej w oczy.
Dystans, który ich dzieli, przestaje być nagle przepaścią, staje się odległością mierzoną w kilkunastu krokach.
- Wygląda na to, że pozostawiliśmy pierwszy krok na drodze do wzajemnego zrozumienia, panno Nott.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Iris Nott
Czarodzieje
jesienne róże, róże smutne herbaciane; jesienne róże są jak usta twe kochane
Wiek
25
Zawód
historyk; badacz starożytnych run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
3
Siła
Wyt.
Szybkość
5
12
6
Brak karty postaci
Wczoraj, 19:02
Kamień pod ich stopami był chłodny, nasiąknięty wilgocią dnia, który nie potrafił zdecydować się między światłem a cieniem. Wysokie mury zamku wznosiły się wokół nich ciężko i spokojnie. Światło wpadające przez wąskie prześwity przecinało przestrzeń ostrymi smugami, rozbijając półmrok na fragmenty - złoto i cień, ciepło i chłód.
Iris pozwoliła, by cisza po jego słowach wybrzmiała do końca. Nie cofnęła dłoni. Ich palce wciąż były splecione - jego pewne, jej chłodniejsze, ale nie wycofane. Przez moment patrzyła na miejsce, w którym ich dłonie się stykały; na miejsce, w którym jego usta musnęły jej skórę. Miała wrażenie, że jej twarz wyraża więcej niż by sobie życzyła. Że po raz pierwszy nie trzyma w sobie emocji, tylko pozwala im w pełni wybrzmieć.
Dopiero potem ruszyła. Powoli. Nie oglądając się, nie pytając - jakby oczywiste było, że pójdzie za nią.
Kamienne ściany prowadziły ich wzdłuż wąskiego krużganka, gdzie echo kroków odbijało się cicho i miękko, tłumione przez wiekową strukturę murów. Z zewnątrz dochodził odległy szum wiatru, który ocierał się o blanki, jakby próbował wedrzeć się do środka i zostać tu na dłużej. — Zwycięstwo… — Powtórzyła może nieco rozmarzonym tonem. Nie zatrzymała się, a słowo zawisło między nimi, jakby wypowiedziane przez nią nabrało innego znaczenia.
Jej spojrzenie przesunęło się po murach - po pęknięciach, po miejscach, gdzie kamień był gładszy, jakby przez lata dotykano go częściej niż innych fragmentów. — Jest to równie godne podziwu co przekonanie mojej rodziny, że przechowywane przez nas księgi są niezwykłe i unikatowe. Choć, trzeba im przyznać, faktycznie są — Szerszy uśmiech rozświetlił jej twarz, błysk w oku mignął w jego kierunku. — Nie będzie to dla ciebie zaskoczeniem, gdy powiem, że byłam ciekawa Twojej rodziny. Ograniczyłam jednak poszukiwania do tego, co mogłam znaleźć w przeszłości — Ciągnęła dalej i niemal nieświadomie przeciągnęła kciukiem po jego dłoni, całkowicie pogrążona we wnioskach, którymi chciałaby się z nim podzielić. Ruch, który wydawał się być naturalny. — Ilość osiągnięć w dziedzinach sportowych jest zapierająca wdech, a determinacja i upór w osiągnięciu postawionych sobie celów nie równa się z żadną inną rodziną, której historię przyszło mi studiować — Zatrzymali się w komnacie, która najpewniej niegdyś służyła za jadalnię. — Nie wiem czy miałeś kiedyś możliwość zapoznania się z małżeństwem naszych przodków, Eleanory Nott i Magnusa Flint. Ich małżeństwo było definicją siły, determinacji i wzajemnej pomocy. Prawdopodobnie właśnie dzięki nim przetrwały archiwa mojej rodziny. Coś, co dla Eleanory miało największe znaczenie.
Poprowadziła go dalej, ukradkiem spoglądając w jego stronę i badając reakcję - czy oczekiwała dostrzec w nim zadowolenie na zadany sobie trud zrozumienia z jakie rodziny pochodził? Być może. Jednak o wiele bardziej interesowało ją czy ta krótka wzmianka o małżeństwie zawartym w siedemnastym wieku, obudzi w nim refleksję, która ją uderzyła. Ich przodkowie zawarli sojusz, który później przekuli w zgodne i dobre małżeństwo. Czy dzielili uczucie? Tego nie wiedziała.
Ich kroki zwolniły, gdy przestrzeń nieco się otworzyła. Przed nimi rozciągał się fragment dziedzińca - pusty o tej porze, z nieruchomą powierzchnią kamiennych płyt i cieniem rzucanym przez wysoką wieżę. Światło było tu inne - rozproszone, bardziej miękkie. Iris zatrzymała się dopiero wtedy. Odwróciła się ku niemu. Powoli. Jej spojrzenie było spokojne, ale nie obojętne. Nie unikała jego oczu - przeciwnie, zatrzymała się w nich na moment dłużej, jakby świadomie pozwalała tej chwili trwać.
— Uczucia nie osłabiają — Oznajmiła tonem twardo stojącym na swoim. Jeśli w to nie wierzył, to być może ona miała być tą, która to zmieni. — Zmieniają, ale na pewno nie osłabiają. Co więcej, uważam, że można przekuć je w siłę.
Jej palce poruszyły się nieznacznie w jego dłoni - ledwie dostrzegalnie, jakby ten gest był dopowiedzeniem, którego nie ubrała w słowa. Wiatr przesunął się gdzieś wyżej, między kamieniami, niosąc ze sobą chłód, który na moment dotknął jej twarzy. Nie drgnęła, tylko lekko uniosła podbródek. Przez chwilę nic nie mówiła. Miała wrażenie, że ich oddechy wyrównały się niemal niezauważalnie.
Pamięć jest jedyną formą władzy, której naprawdę się boję.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.