• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Powderham Castle (Devon)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 23:04

Powderham Castle (Devon)
Położony jest w hrabstwie Devon nad rzeką Exe, to historyczna rezydencja otoczona rozległym parkiem i ogrodami. Zamek ma charakter kamiennego dworu z elementami obronnymi, choć w większości pełni funkcję reprezentacyjną i mieszkalną. Fasada budowli jest symetryczna, z wieżyczkami i dużymi oknami, co nadaje jej spokojny, dostojny wygląd, typowy dla rezydencji angielskiej z XVI–XVII wieku. Wnętrza Powderham Castle są przestronne, z dużymi salami reprezentacyjnymi, biblioteką i apartamentami mieszkalnymi, urządzone w tradycyjnym stylu historycznym. Otoczenie zamku obejmuje rozległe trawniki, formalne ogrody, fragmenty naturalnego krajobrazu oraz nadbrzeżne tereny nad rzeką, co nadaje posiadłości elegancki i sielski charakter.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-02-2026, 01:03
18 maja

Ciepłe, majowe popołudnie sprzyjało aktywnościom na świeżym powietrzu. Miasto tętniło rozedrganą energią, a fala zauroczonych przechodniów przelewała się przez brukowane ulice oraz wąskie alejki prowadzące do pobliskich parków, pomników przyrody, interesujących restauracji z przydrożnym ogródkiem. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, znikało za niezbyt strzelistymi budynkami, nadając ów miejscu złocistej i tajemniczej aury. Anastasiya Trubetskoy miała dziś kilka ulotnych godzin tylko i wyłącznie dla siebie. Ukochany syn znalazł opiekę w ramionach wieloletniej, zagranicznej przyjaciółki, która zgodziła się zaopiekować się nim podczas jej nieobecności. Przyjechała do Anglii kilka dni temu, aby zatrzymać się tylko na chwilę i załatwić najpilniejsze rodzinne sprawunki. Nie zapomniała również o blond gospodyni, która niespełna miesiąc temu świętowała swoje urodziny. Oprócz francuskich smakołyków i wytrawnego wina, kobieta otrzymała bon podarunkowy do jednego z angielskich butików, znajdujących się na samym końcu ulicy pokątnej. Anastasiya nie czekała na odpowiedni moment, chcąc skorzystać z prezentu jak najszybciej.

Po drugiej stronie miasta,w jednej z zaprzyjaźnionych, rodowych rezydencji, elegancki i wystawny Amodeus Nott, przedstawiał wyniki swych ostatnich, runicznych badań,pochodzących ze zlecenia jednego z braci samego Nestora. Wykwintny obiad i kieliszek dobrego wina, rozluźnił mężczyznę, który wykorzystywał swe umiejętności perswazji oraz czystej charyzmy. Wnioski były precyzyjne i satysfakcjonujące. Runy, które badał, miały służyć zabezpieczeniu istotnych przedmiotów rodowych, ukrywanych w jednej z niedostępnych komnat. Gdy spotkanie chyliło się ku końcowi, mężczyźni przeszli do dużego, reprezentacyjnego salonu, w którym znajdował się kominek podłączony pod sieć Fiuu. Amodeus rozsiadając się na atłasowej kanapie, rozglądał się po pomieszczeniu, racząc się smakiem dobrej jakości wina. Dopiero po chwili coś przyciągnęło jego uwagę. Najpierw zapach, słodkawy, otulający, osiadający na odkrytej skórze. Potem dźwięk: enigmatyczny, magnetyczny, przypominający pole z burzowymi wyładowaniami. Pochodził tuż ze środka kominka. Zielone iskry tańczyły w jego wnętrzu. Mężczyzna postanowił to sprawdzić: przykucnął przy kamiennym obiekcie nachylając się niebezpiecznie. Magia transportowej sieci zaczęła działać od razu, wciągając go do środka.

W tym samym czasie piękna blondynka, zdążyła znaleźć się wewnątrz sklepu. Oddelegowana ekspedientka od razu zajęła się jej obsługą. Przyniosła szlafrok i ciepłe kapcie, zaproponowała słodką przekąskę i kieliszek szampana. Kobiety wybrały kilka kreacji gotowych do przymierzalni. Gdy Anastasiya przygotowywała się do założenia wieczorowej, błyszczącej sukienki, dziwny dźwięk zwrócił jej uwagę. Poczuła ten sam słodkawy, hipnotyzujący zapach, osiadający na skórze. Bez zawahania obróciła kotarę, kierując się na boczną część sklepu. Kominek podłączony do sieci Fiuu znajdował się na końcu pomieszczenia. Kobieta podeszła bliżej, próbując rozeznać się w sytuacji. Zapach oraz burzowe trzaski przyciągnęły do wnętrza kominka, który po chwili pochłonął ją całą. Amodeus jak i Anastasiya wypadli z kominka, jedno po drugim, lądując obok siebie, a może nawet na sobie? Znaleźli się w jednej z dawnych angielskich rezydencji, historycznym zamku, który mógł być przecież chroniony.

Zadanie jest precyzyjne
: awaria Sieci Fiuu oraz dziwne anomalie przeniosły was w nieznane dotąd miejsce. Waszym zadaniem będzie podjęcie próby naprawienia kominka znajdującego się w rezydencji, lub znalezienia alternatywnej drogi wyjścia i powrotu. Uważajcie jednak na pewne zabezpieczenia.

pułapki
Każde z was musi rzucić kością 1k6 na początku każdej kolejki. Wylosowane zdarzenie, będzie waszą przeszkodą podczas poszukiwanej drogi ucieczki.

1. Zatrzaskujące się drzwi - gdy przechodzicie przez drzwi w rezydencji, po kilku krokach, drzwi zamykają się za wami i znikają, nie dając szansy powrotu.

2. Schody prowadzące donikąd – schody, na które postanowiliście wejść, zapętlają się i sprowadzają was w to samo miejsce. Możecie pokonać ten efekt, rzucając odpowiednie zaklęcie.

3. Runy na podłodze reagujące na ciężar - przy złym kroku podłoga unieruchamia nogi lub wywołuje chwilowy paraliż.

4. Portrety alarmujące ochronę i magiczną policję - obrazy zaczynają krzyczeć, gdy wykryją obcą aurę. Ich zawiadomienie podnosi automatyczny alarm i przyzywa służby. Czas na ucieczkę, lub ukrycie staje się ograniczony.

5. Zbroja strzegąca holu - zbroja ożywa, gdy ktoś próbuje otworzyć główne drzwi.Uzbrojony strażnik idzie w waszą stronę. Możecie go zatrzymać, lub zawalczyć.

6. Głos w ścianach podający sprzeczne wskazówki - od czasu do czasu słyszycie głos,charakterystyczne szepty podpowiadające wskazówki oraz drogę. Dom testuje wasze decyzje, celowo wprowadza was w błąd.

Mistrz Gry nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Miłej zabawy! Vincent Rineheart
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Anastasiya Trubetskoy
Czarodzieje
si tu n'existais pas déjà
je t'inventerais
Wiek
29
Zawód
utrzymanka i matka
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
5
10
Brak karty postaci
11-03-2026, 23:59
Bardzo podobały jej się tamte pantofelki. Skórzane, w brązowym odcieniu, na pięciocentymetrowym obcasie; łypały na nią nęcąco zza szklanej witryny, kusząc niewielkim grzeszkiem, kusząc bladą i błahą chętką, niepotrzebnie tylko wzmożoną wiosennym napływem majowego ciepła. Dobrze jednak wiedziała, że chwilowy apetyt wreszcie minie, ustępując miejsca rozsądkowi, a portfel widniejący pustką miał być tego najdobitniejszym prowodyrem.
Tak by było, już nie pierwszy raz, gdyby tylko nie dostała wyjątkowego prezentu; tak by było, już nie pierwszy raz, gdyby w murach jej mieszkania nie zawidniała przyjazna twarz Madeleine, odwiedzająca Londyn na chwilę, przejazdem ― i zarazem chętna do nadrobienia zaległości, które wykwitły przez lata skąpane w milczeniu. Opowiedziała jej wszystko o mistycznym Zjeździe Absolwentów, spacerując z nią i Charlim po parku, po Pokątnej, wreszcie ― chłonąc promienie słońca w zachodnich zakamarkach stolicy; wysłuchała jednocześnie o jej własnych rozterkach, żywcem wyciągniętych z kobiecej, paryskiej codzienności nowej dekady. Gdzieś pomiędzy pojawiły się podarki i niewinna propozycja; gdzieś pomiędzy wykiełkował pomysł.
I w jego toku zapragnęła najsampierw wybrać się na łyżwy, choć myśl tę zmyła z piedestału prędko, w trosce o nowe życie rozwijające się cicho pod jej własnym sercem; zamiast niego postanowiła więc tak nienachalnie przejść się jednak na zakupy ― wykorzystać ten uroczy prezent od koleżanki, zgarnąć z wystawy tamte pantofelki, wreszcie odziewając się i być może w koronkowy gorset, który wpadł jej od razu w oko.
Tak też, w bliskości miękkiej tkaniny białego szlafroka, w wygodnych kapciach i z szampanem, którego wypiła bardziej entuzjastycznie, niż być może jej wypadało, uległa jednej jeszcze sugestii ekspedientki; w palcach zastygła więc wkrótce tkanina zdobnej, wieczorowe sukni, w uszach zadźwięczało jednak coś alarmującego ― i może to przyzwyczajenie do towarzystwa małego, figlarnego Charliego nakazało sprawdzić źródło hałasu, a może jakaś inna, instynktowna przezorność, utkana jednocześnie z ciekawości ― więc krok powiódł ją w jego stronę.
Kominek trzeszczał, kominek grzmiał, ale nie było czasu do tego, by uciec w przeciwną stronę; płynąca z jego wnętrza siła wciągnęła ją doń mimowolnie, najpierw to mamiąc błędnik brakiem jednoznacznej formy, potem zaś ― wyrzucając na coś twardawego.
Twardego, żywego, pulsującego; pachnącego ładnymi perfumami, wijącego się pod nią, ale przy tym układającego całkiem poradnie, jakby los chciał sprawdzić kompatybilność tych dwóch, konkretnych puzzli. Powieki rozwarły się szerzej, palce machinalnie rozpoznały męski tors, ostentacyjny oddech ― wzruszył blond kosmykiem włosów, zasłaniającym lewe oko i łaskoczącym pewnie brodę umocowaną do tego drugiego ciała.
― Och ― westchnęła tylko przeciągle, spod rzęs oceniając kanty położonej niebezpiecznie blisko twarzy; skądś ją kojarzyła, ale nie potrafiła chyba dokładnie tego stwierdzić ― ani przypisać jej żadnego imienia czy nazwiska; odezwała się więc cicho: ― Zostałabym tu dłużej, by sprawdzić, czy jest pan równie wymagający w rozmowie, co... sztywny w objęciach ― przeciągnęła zgoła kokieteryjnie te ostatnie zgłoski, ale tylko dla zabawy, tylko w figlarnym geście. ―...ale obawiam się, że mój gorset wciąż czeka na mnie za witryną, a ja nie znoszę kazać na siebie czekać temu, co tak dobrze na mnie leży. Poda mi pan dłoń, czy zamierza pan dalej badać grawitację w moim towarzystwie? ― sprowokowała, unosząc brew do góry, choć jej ton, tak po prawdzie, brzmiał bardzo lekko; bo już zaraz opadła na własne plecy, tuż obok Amodeusa, jakby celowo szukała w tym niewinnym spotkaniu jakiejś dodatkowej, błahej rozrywki.
Bo czego oczy Augustusa nie widzą, tego im przecież nie żal?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
17-03-2026, 23:58
Jeszcze chwilę wcześniej znajdował się przecież w zupełnie innym miejscu — w jednej z rodowych rezydencji, której gospodarze należeli do grona ludzi, z którymi Nott utrzymywał nie tyle przyjaźń, co raczej wygodną i obustronnie korzystną znajomość. Spotkanie przebiegało spokojnie, niemal ceremonialnie; pergaminy z runicznymi zapisami spoczywały na stole pomiędzy kieliszkami wina, a on sam, opierając się wygodnie o wysokie oparcie krzesła, przedstawiał wyniki badań nad starymi znakami zabezpieczającymi. Runy, które analizował na zlecenie jednego z braci Nestora, miały chronić przedmioty o znacznie większej wartości niż ta, którą można by zmierzyć zwykłym złotem — dlatego wymagały precyzji, cierpliwości i doświadczenia. Rozmowa płynęła bez pośpiechu, przechodząc od naukowej analizy do bardziej ogólnych rozważań o bezpieczeństwie rodowych skarbców, a później — jak to zwykle bywa przy dobrym jedzeniu i jeszcze lepszym winie — do tematów znacznie lżejszych.
To właśnie w tej atmosferze, rozluźnionej, lecz wciąż eleganckiej, przenieśli się do reprezentacyjnego salonu z kominkiem podłączonym do sieci Fiuu. Amodeus pozwolił sobie wtedy na chwilę odpoczynku, rozsiadając się na miękkiej, atłasowej kanapie i powoli sącząc kolejne łyki czerwonego wina, którego smak pozostawiał na języku wyraźny, lekko pieprzny ślad. Wzrok wędrował po wnętrzu bez większego zainteresowania — po ciężkich zasłonach, portretach przodków i połyskującej w półmroku karafce — aż w końcu coś subtelnie zmieniło charakter całej przestrzeni.
Najpierw pojawił się zapach — słodkawy, niepokojąco intensywny, jakby powietrze w pobliżu kominka nagle zgęstniało i zaczęło osiadać na odkrytej skórze. Zaraz potem rozległ się dźwięk, głębszy i bardziej szorstki niż zwyczajny syk zielonych płomieni. Amodeus odstawił kieliszek i wstał z kanapy z tą spokojną czujnością, która była wynikiem lat obcowania z magią nie zawsze działającą tak, jak powinna; kiedy przykucnął przy kamiennym obramowaniu kominka i nachylił się, aby przyjrzeć się bliżej wirującym w jego wnętrzu iskrom, magia zareagowała natychmiast.
Płomienie pochwyciły go gwałtownie, jakby ktoś po drugiej stronie kominka pociągnął za niewidzialną linę, wciągając go w wir zielonych smug, a świat zamienił się w chaotyczny tunel światła i popiołu, który po kilku uderzeniach serca zakończył się równie nagle, jak się zaczął.
Lądowanie było twarde; powietrze uciekło z jego płuc w krótkim, urwanym wydechu, a ciężar własnego ciała przez moment przytrzymał go przy podłodze — lecz niemal natychmiast pojawiło się coś jeszcze: ciepło, nacisk i delikatny ciężar drugiego ciała, które spadło na niego niemal równocześnie.
Brwi Amodeusa zmarszczyły się lekko, kiedy jego dłonie, instynktownie próbujące odzyskać równowagę, natrafiły nie na chłodny kamień, lecz na miękką tkaninę i linię kobiecej talii. Dopiero wtedy otworzył oczy; blond kosmyk włosów opadł mu na policzek, łaskocząc skórę przy brodzie, gdy kobieta poruszyła się nieznacznie nad nim. Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu, próbując uporządkować zarówno własne myśli, jak i absurdalność sytuacji, w której się znaleźli, a jej twarz wydała mu się znajoma — nie jako konkretne wspomnienie, lecz raczej echo obecności z tych samych, zamkniętych kręgów, w których przypadki zdarzały się rzadziej, niż chciano w to wierzyć.
Jej słowa wywołały w nim ledwie zauważalne uniesienie jednego kącika ust.
— Proszę wybaczyć — odezwał się spokojnie — niecodziennie bywam wyciągany z cudzych salonów przez kominek i zmuszany do lądowania w tak osobliwym towarzystwie.
Uniósł się płynnie, jedną ręką podpierając się o posadzkę, drugą wyciągając w jej stronę w geście naturalnym, pozbawionym ostentacji. Uchwyt był pewny i krótki — wystarczający, by pomóc jej odzyskać równowagę, lecz nie na tyle długi, by można było przypisać mu jakiekolwiek znaczenie wykraczające poza funkcjonalność — i gdy tylko stanęli obok siebie, puścił jej dłoń bez zawahania.
Nie spojrzał na nią od razu. Strzepnął z rękawa drobiny kurzu, które osiadły na ciemnym materiale marynarki, po czym przesunął dłonią po ramieniu, jakby upewniał się, że nic poza chwilowym nieładem nie zostało naruszone; ruch był spokojny, niemal mechaniczny — bardziej nawyk niż potrzeba.
Dopiero wtedy podniósł wzrok.
Pomieszczenie było stare — nie tylko w sensie architektury, ale w tym trudnym do uchwycenia odczuciu, które pojawia się w miejscach, gdzie czas zdaje się osiadać warstwami; kamienne ściany, wysokie okna, ciężkie proporcje wnętrza i kominek — ten sam, który przed chwilą wyrzucił ich na posadzkę. Amodeus zmrużył lekko oczy, przyglądając się jego wnętrzu, gdzie resztki zielonych iskier gasły powoli, jakby magia dopiero teraz wygasała, pozostawiając po sobie ślad, który nie pasował do żadnej znanej mu anomalii.
Przez chwilę nie odrywał od niego wzroku, jakby to właśnie w nim próbował odnaleźć odpowiedź na pytanie, którego jeszcze nie zadał na głos; dopiero potem jego spojrzenie przesunęło się niżej, zatrzymując się na miękkiej linii tkaniny, która nijak nie pasowała do podobnych miejsc i okoliczności.
— Jeśli dobrze pamiętam własne zamiary sprzed kilku minut, nie planowałem opuszczać rezydencji Rosierów w tak… bezpośredni sposób— odezwał się spokojnie, po czym, nieznacznie unosząc spojrzenie, zwrócił się do nieznajomej — biorąc pod uwagę Pani obecny strój, zakładam, że Pani również nie wybrała tej destynacji.
Krótka pauza przecięła przestrzeń między nimi, lecz nie była niezręczna — raczej kontrolowana.
— A to oznacza, że albo ktoś ingerował w trasę, albo mamy do czynienia z anomalią… bądź wyjątkowo nietrafionym poczuciem humoru.
Odsunął się nieznacznie, ustawiając się tak, by mieć w zasięgu wzroku zarówno kominek, jak i większą część pomieszczenia.
— W obu przypadkach wątpię, by właściciel tej posiadłości uznał naszą obecność za szczególnie pożądaną — dodał spokojnie, po czym, jakby domykając własny tok myślenia, rzucił już ciszej: — Powinniśmy znaleźć wyjście, zanim przyjdzie nam wyjaśniać okoliczności naszej wizyty, które trudno będzie uznać za wiarygodne.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Anastasiya Trubetskoy
Czarodzieje
si tu n'existais pas déjà
je t'inventerais
Wiek
29
Zawód
utrzymanka i matka
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
5
10
Brak karty postaci
02-04-2026, 19:53
Nie omieszkała omieść wzrokiem jego twarzy, decydując się przy tym na skromny, niesięgający oczu, uśmiech; żuchwa swoją ostrością przypominała niemalże kanciasty diament, migdałowe oczy w kolorze zielonkawego brązu prawie że przeszywały ją na wskroś, ale pełne usta, choć piękne, jakże soczyste jak na mężczyznę, wyrażały niemą konsternację.
Tak było przez moment, gdy na nim bezwstydnie leżała, łaskocząc włosami oliwkowy ton tej drugiej cery; tak było przez chwilę, nim nie wyszeptała tych kilkunastu słów prowokacji, nim jej plecy nie dotknęły w końcu ostentacyjnie podłogi. Potem czar prysł, nawet jeśli w jej żyłach ― i jego najpewniej też ― dalej krążyła magia zdradliwego pyłku; potem czar prysł, bo jego zmieszanie, niepewność, w końcu też bliżej nienazwana niezręczność nakazały mu zerkać gdziekolwiek, byle nie na nią ― i w duchu nawet się z tego powodu zaśmiała, tym samym oskarżając go o jakąś uroczą nieśmiałość.
Lecz jego słowa nie były bynajmniej wcale takie powściągliwe; już te pierwsze, gdzie proszę wybaczyć stało obok osobliwego towarzystwa, co oburzyło ją dość wyraźnie ― na tyle, że rysy ubrała w bezgłosy grymas. A wraz z nim bezgłośnie wyrosła w jej głowie ta krótka potrzeba zagrania mu za to na nosie, tego metaforycznego uszczypnięcia go w ramię ― tak dla zasady, w geście jej kaprysu i potrzebującej podobnych manifestacji osobowości. Wprawdzie nie pozwalała sobie na podobne występki nazbyt często, zwłaszcza teraz, gdy zaręczynowy pierścionek ― prawdziwy, otrzymany w prezencie i deklaracji od ukochanego ― zdobił w końcu jej palec; niegdyś czyniła to jednak dla zabawy, dla korzyści, dla podbudowania własnego ego albo złudnego poczucia bezpieczeństwa. Dziś nie miało być inaczej, nawet jeśli wcale nie życzyła sobie jego dotyku; niezmiennie kochała Augustusa i to jego zachwyt liczył się dla niej najbardziej ― ale temu, napotkanemu z przypadku i ewidentnie niezadowolonemu z racji tego przypadku, mężczyźnie chciała dać skromny pokaz własnej siły.
I tylko w tenże sposób mogła ją tutaj zaznaczyć; tylko w tymże parszywym występku mogła ją nakreślić. Bo nie godziła się na obojętność, bo jako ta rzekoma spadkobierczyni korony, od dziecka mianowana księżniczką, musiała błyszczeć najsilniej.
Powstała więc trochę bardziej ospale, niż prawdopodobnie by sobie tego życzył; więc pozwoliła szlafrokowi zsunąć się nieznacznie z nagiego ramienia, eksponując lewą stronę napiętego obojczyka; więc pozwoliła sobie musnąć czerwonym paznokciem po wnętrzu jego dłoni, pozostawiając na nim subtelną rysę. A potem już tylko słuchała, nienachalnie poprawiając włosy i roznosząc po pomieszczeniu wyrazisty zapach mocnych perfum o głowie paczuli; słuchała, słuchała, słuchała, raz po raz co najwyżej potakując głową i rozglądając się po pokoiku. W końcu westchnęła przeciągle, podeszła bliżej niego, opuszkiem palców strzepnęła ślady kurzu albo popiołu, nie sposób powiedzieć, z wierzchu jego marynarki, by dopowiedzieć do tego:
― Straszliwy z pana fatalista... ― I racjonalista, chciałoby się dopowiedzieć, ale w jej słowniku brzmiało to jakoś kiepsko; wolała spontaniczność, lubowała się w adrenalinie, więc ją samą podniecała nawet myśl bycia ukrytą przed całym światem w tym zaniedbanym kąciku cudzej rezydencji. Gdyby tylko nie miała narzeczonego i dziecka pod opieką koleżanki, naciskałaby pewnie na to, by zostali tu dłużej. ― No ale skoro tak się panu spieszy... ― dodała z błyszczącymi oczami, z mimiką zbitego psa i ciałem napiętym w obecności tego należącego do niego; a potem uczyniła kilka tych stanowczych kroków w stronę niedalekich drzwi, gotowa pociągnąć za klamkę, ale w tym przeszkodziła jej zaczarowana zbroja, nagle żywa i zawzięcie strzegąca wyjścia. Pisnęła cicho, zadrżała i wyszeptała miękko, bardziej w charakterze zalotnej prośby niźli strachliwego błagania:
― Chyba nie zostawi pan damy w opałach sam na sam z tym... kanciastym dżentelmenem? ― I najpewniej rzuciłaby mu wyczekujące, prowokujące spojrzenie, gdyby nie fakt, że pierwotne zaskoczenie nakazało się wycofać ― znowuż wprost w jego ramiona.

rzut na pułapkę
1x k100 (urok wili):
48
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 17:19 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.