Arkadia była jednym z wielu miejsc, które kojarzyło mu się z ojcem. Pamiętał, że początkowo, jeśli akurat zdarzyło mu się pojawić w Londynie, unikał ich jak ognia. Teraz jednak z chęcią do nich zaglądał, pozwalając aby miłe wspomnienia do niego wróciły. Kiedyś wywoływały u niego smutek, teraz jedynie lekki uśmiech. Lubił wracać do tych chwil, które były mu dane spędzić z ojcem i oczywiście, nadal było mu smutno z tym, że ojciec zmarł, ale w jakiś sposób się z tym już pogodził. Wiedział, że staruszek nie chciałby aby wiecznie żył w smutku. Potrzebował trochę czasu aby uporać się z tym wszystkim co się wydarzyło, wiele dobrego zawdzięczał ludziom, którzy otoczyli go opieką i dali dom nad głową. Może stracił jedną rodzinę, ale z całą pewnością zyskał nową i wiedział, że nie ważne co by się nie działo, zawsze stanie za nimi murem.
- Znaczy wiesz, poznać tyle co z widowni. - pokręcił głową z lekkim rozbawieniem puszczając jej oczko - Ale to mi zawsze wystarczało. - uśmiechnął się łagodnie patrząc na nią.
Ucieszył się, że ta wpadnie do niego. Co prawda Cardiff znajdowało się kawał drogi od Londynu i podejrzewał, że nie będzie jej się chciało specjalnie na obiad udawać do Cardiff, ale może przy okazji załatwiania jakiś spraw uda jej się zajrzeć. Tak jak robił to on, nie bywał w stolicy często, a jeśli już w ogóle to przeważnie żeby załatwić jakieś sprawy dla pana Hao, albo, bo był umówiony z jakimiś znajomymi.
- Chyba żadne z nas nie lubi martwić drugiej osoby, zwłaszcza bliskiej. - odparł spokojnie - Wiem, że ty i twój brat jesteście blisko. Wam obojgu zależy na szczęściu drugiego, ale tak to już jest. - posłał jej uśmiech, a słysząc jej pytanie na temat jego siostry, zmarszczył lekko nos - Dobrze, chodzi do szkoły. Jest na piątym roku właśnie, idzie jej nieźle, a w każdym razie lepiej niż szło mi. - zaśmiał się.
Tyle wiedział z listów, bo tylko tak się jednak komunikowali. Więc nie okłamał Almyry w żaden sposób, powiedział co wie i tyle. Miał nadzieję, że nie będzie go pytała jednak o nic więcej, bo wtedy trudno byłoby mu unikać prawdy. Panna Warren zawsze była tą uśmiechniętą, tą zarażającą dobrym humorem, nie chciał jej dać żadnych powodów do zmartwić kiedy spotkali się w końcu po kilku latach.
Słysząc jej propozycję uniósł zaskoczony brew ku górze. Pewnie w normalnych warunkach z przyjemnością zgodziłby się na jej propozycję, ale w tym momencie w oddali odezwał się Big Ben i Croft zdał sobie sprawę, że zdecydowanie za długo zamarudził w Londynie.
- Jeśli następnym razem nadarzy się okazja to z przyjemnością. - odparł uśmiechając się przepraszająco - Ale teraz nie mogę. W zasadzie to powinienem już wracać do Cardiff, bo pan Hao mnie prześwięci jak nie dostarczę mu tych wszystkich rzeczy. - poklepał torbę przewieszoną przez ramię - Może uda mi się jakoś wpaść na jakiś twój występ, będę śledził gazety. - puścił jej oczko - Wspaniale było cię znów zobaczyć, no i mam nadzieję, że niedługo zobaczymy się w Krewetce. - dodał jeszcze, po czym pożegnał się z nią i już w kierunku miejsca, z którego będzie mógł skorzystać z kominka i przenieść się do Cardiff.
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
18-01-2026, 22:54
Jakkolwiek dziwnie to mogło nie zabrzmieć, może to dobrze, że Warren nie miała wspomnień z rodzicami? Nie była pewna, jak mogłaby funkcjonować w takim świecie, gdzie możliwe, że na każym kroku coś by jej o nich przypominało... Już odrobinę bała się, co będzie gdy brat... Ale, nie zapeszajmy. Wszystko jest w porządku i na pewno będzie mogła jeszcze długo cieszyć się jego towarzystwem, ot co. - Mówiąc całkowicie szczerze, teatr ze sceny wygląda zupełnie inaczej niż z widowni... - powiedziała spokojnie, przymykając powieki i odetchnęła cicho.
Chyba do końca życia będzie pamiętać, gdy stanęła na deskach teatru po tej drugiej stronie. Oczywiście, wcześniej miewała recitale, swoje koncerty i występy, jednak... To nie było to samo, mówiąc szczerze, a przynajmniej ona to rozgraniczała. I było to piękne doświadczenie - na pewno długo długo dłuuuugo będzie je pielęgnować. - Cieszę się, że u niej jest w porządku. Pewno czujesz się jak mój brat, gdy musiał zostawić mnie w Hogwarcie - ale jestem pewna, że Twoja siostra, tak samo jak ja parę lat temu, radzi sobie wspaniale. Trzymam za nią kciuki! - no bo jakby nie patrzeć ona przecież też została bez brata na całe pięć lat, prawda? Z początku ciężko jej było w szkole bez niego, ale koniec końców dawała sobie radę. Nawet znalazła coś, co przecież dało jej siłę i popchnęło, by dalej starała się osiągnąć co chcę i co chciała - animagię. Może przy boku brata poszłoby jej to szybciej, ale nie mogła narzekać. Udało jej się nauczyć tej ciężkiej dziedziny magicznej i to napawało ją dumą. - Oh, faktycznie, jeśli masz mieć nieprzyjemności, to leć! Nie ma co przedłużać. - nie zależało jej by chłopak miał jakiekolwiek nieprzyjemności ze strony swojego pracodawcy czy kogokolwiek innego - ot, cieszyła się, że wpadła na Keitha, ale nie musiała niewiadomo długo z nim rozmawiać. Zobaczyła go, spotkała się z nim, porozmawiała... Widziała, że chłopak radzi sobie dobrze - a przynajmniej na to liczyła i chciała dla niego jak najlepiej. - Jeśli kiedykolwiek mogłabym Ci w czymś pomóc, daj znać! Miło było się spotkać. Do zobaczenia!
I gdy chłopak oddalił się od miejsca rozmowy, ona również ruszyła w stronę mieszkania, by odpocząć po tym cięższym dniu pracy.
/zt
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light