• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Restauracja “Sub porticibus”
Restauracja “Sub porticibus”
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-12-2025, 22:51

Restauracja “Sub porticibus”
Nazwa miejsca nie jest przypadkowa — wejście do restauracji skrywa się pod rzeczonymi arkadami. Bliskie sąsiedztwo Szpitala św. Munga sprawia, że lokal ten stał się naturalnym wyborem tych uzdrowicieli, którzy mogą pozwolić sobie na regularne bądź okazjonalne stołowanie się poza domem — restauracja nie należy bowiem do szczególnie tanich.
Wypełniona meblami w stylu secesyjnym, kolorowym szkłem oraz motywami kwiatowymi i orientalnymi - wychowanym w latach dwudziestych i trzydziestych przywodzi na myśl tandetę, młodszym zaś — świeżość i finezję.
Również serwowane tu potrawy i trunki igrają z tradycją. To miejsce, w którym klasyka spotyka się z nowoczesnością.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
13-01-2026, 18:39
Specyficzne zachowanie Moiry, acz dość naturalne przy tego typu spotkaniach sprawia, że Scamander nie czuje się aż tak niezręcznie jakby mógł. Jego przekonanie o tym, że nie tylko on czuje się w tych nowych okolicznościach nie na miejscu, wpływało na to, że było mu jakoś raźniej? Rzadko kiedy spotykał się z kobietami, chyba że była to rodzina, generalnie rzadko kiedy spotykał się z kimkolwiek prowadząc dość samotne życie. A od kilku dni jakoś tak mu ta samotność doskwierała bardziej, jakby obudziła się w nim nagle potrzeba bliskości kogoś obok, by móc się doń odezwać, porozmawiać o czymś blachym i po prostu poczuć ciepło obok siebie.
Sam Scamander nigdy nie był zakochany, nie przemawiały do niego kuszące spojrzenia i tak jakby po prostu pewne aspekty ludzkiego instynktu u niego nie działały. Bardziej zainteresowany tematami kultury, języków tych martwych i żywych wzbudzały w nim większe zainteresowanie, niż powłóczyste spojrzenia i gesty łamiące przestrzeń osobistą.
Przy tym spotkaniu był bardziej otwarty, tak jakby zapragnął przerwać granice niewiedzy na swój temat. Chociaż jego karta medyczna była bogata w wiele wiadomości, o których nawet nie wspominał, bo wystarczyło przekartkować tych kilkanaście stron historii medycznej niepozornego historyka. Poza tym nie przepadał za kłamstwem i chełpieniem się czymś, czego nie potrafił. Poza tym, istniało duże ryzyko, że kiedyś, być może przy kolejnym spotkaniu nawiedzi go wizja i nie chciałby, by Moira poczuła się w tej chwili po prostu niepewnie, żeby nie doszukiwała się w tej sytuacji alarmujących objawów.
Żartobliwy ton Moiry sprawia, że i Gethenowi udziela się jej humor.
- To brzmi bajecznie. - Przyznał donosząc się przede wszystkim do jego pecha i licznych wypadkow. - Będę wdzięczny losowi za chociażby ograniczenie tych incydentów, które kończą się zazwyczaj kontuzjami. - Westchnął pod nosem, często to go frustrowało, a starał się bardzo i cóż wychodziło, jak wychodziło. Wspomnienie o szczęściu i obserwatorze sprawiło, że Scamander rzeczywiście był skłonny uwierzyć w to zaklinanie czasu i losu. - Na zdrowie. - Dołączył się do toastu równie uroczyście.
Jego gest wywołał lekką konsternacje i zauważył reakcje Moiry, przez co lekko się spiął i był gotów wycofać swoja dłoń. Lecz słowo się rzekło, a gest dokonał. Swoim zachowaniem i tym, jak mówił mógł uchodzić za romantyka i człowieka skłonnego do pewnych gestów, które często wywoływały w kobietach zmieszanie i zakłopotanie. Jednak nie to było jego celem, nie mial zamiaru wykonywać wielkich gestów i kokietować Moiry. Chociaż nie mógł jej odmówić urody i figury, to jednak bardziej imponował mu jej przenikliwy umysł i to, jak potrafiła zachować profesjonalny ton, nie rozpraszać się i dostrzegał w niej kogoś, kto podobnie jak on, kierowała nią pasja i chęć odkrywania niewiadomego.
Po chwili jednak ich palce się dotknęły a Scamander nie wykonywał żadnych gestów w kierunku całowania, czy muskania jej dłoni. Zacisnął jedynie swoje palce delikatnie, nadając temu po proste znaczenie uścisku. Bo cóż, wydało mu się nieeleganckie tak sobie podawać rękę ponad stołem. Kiedy Moira cofnęła dłoń, on również zabrał swoją czując się odrobine zakłopotany. Dłonie Scamandera były jak na mężczyznę zadbane i nie spracowane fizyczną pracą, widać było, ze to dłonie pisarza oraz muzyka, co miało się za chwile okazać.
Po chwili słowa Moiry sprawiają, że na czole Scamandera pojawia się zmarszczka zastanowienia.
- Hmm... niewiele rozmawiamy... - Mruknął zamyślając się na chwilę, lecz nie za długo. Przypomina sobie o pewnej zagadce, która rozwiązał z pomocą nut. - Potrafię grac na fortepianie, czytać nuty i zapisywać je ze słuchu. - Wspomniał o swojej umiejętności muzycznej, bo o tym na pewno nigdy nikt nie wspomniał w jego dokumentacji medycznej.
I może byłoby tak dalej milo i niezobowiązująco, gdyby nie jego zbyt odważny gest i czujna reakcja Moiry. Scamander poczuł się tak, jakby na chwile utracił oddech i krew odpłynęła mu z twarzy. Najpierw pytanie o intencje związane z jego wypadkami, a teraz o intencje spotkania. W torbie leżały drobne przedmioty, które zaklął jakiś czas temu, o których totalnie zapomniał aż do tej chwili. Przełknął ślinę starając się wytrzymać spojrzenie Moiry i nie powiedzieć czegoś głupiego. Poczuł się odrobine zagubiony, a zwłaszcza, że otaczało go to dziwne poczucie ciepła i przyjemności w towarzystwie Moiry. A kiedy ich dłonie się spotkały, złapał się na tym, że pojawił się w jego myślach żal, że musi zabrać dłoń.
- M... moje intencje? - Poprawił się na swoim krześle powstrzymując gest, którym chciał poluzować kołnierzyk. Scamander nigdy nie nosił krawatów i muszek, co można było również i teraz zauważyć, że w jego eleganckim ubiorze brakowało tego elementu. - Jeśli któryś z moich gestów sprawił, ze poczułaś się urażona, Moiro. Nie mialem takiego zamiaru, wybacz. Nie jestem zbyt dobry w rozmowach i spotkaniach. - Opuścił spojrzenie i sięgnął do torby wyciągając samopiszące pióro, którego stalówka została pokryta drobnymi grawerami. Po chwili rownież wyciągnął niewielkie szkiełko, które otoczone było złota ramką, gdzie również znajdowały się grawery. - Zabrałem ze sobą kilka drobiazgów, o których wspominałem w gabinecie. Wybrałem takie, które mogłyby ci się spodobać i wydać praktyczne.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
14-01-2026, 20:06
Pewnie mogłaby poświęcić więcej czasu jego pasji do muzyki – pewnie mogłaby nawet wyrazić uznanie jako osoba niekiedy gubiąca rytm, gdyby nie skutek własnego, bezpośredniego pytania.
Gdy mężczyzna zająknął się krótko – Sanderson zdjęła nieco z intensywności swojego przenikliwego spojrzenia. Bo tak, przez lata pracy jako uzdrowicielka, nauczyła się przenikliwości nie tylko naukowej – nie tylko tej poszukującej odpowiedzi na nurtujące pytania z interesującej ją dziedziny – bo również tej dotyczącej ludzkich intencji i przede wszystkim – szczerości deklaracji. Pacjenci kłamali notorycznie, licząc na podwójną porcję wyjątkowo relaksującego leku czy nie przyznając się do własnej winy przy wyjątkowo nieszczęśliwych wypadkach z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Gethen był jej pacjentem i liczyła na to, że do tej pory nigdy jej nie okłamał. Liczyła, że nie kłamał i teraz.
Nie rozumiała jego gestu, ale po jego wyjaśnieniu wcale nie poczuła się oświecona. Odetchnęła krótko. Może te wszystkie… Gadające utensylia nieco namieszały jej w głowie i dopowiedziała sobie zbyt wiele do sytuacji, która nie miała nic wspólnego z intencjami, które dla niej założyła? To możliwe, przecież nie zawsze miała rację (szokujące) i nie miała prawa czytać bezbłędnie ludzi prywatnie niemal nieznajomych.
– Nie oczekuję, byś był uniwersalnie dobry w rozmowach i spotkaniach, Gethenie, wystarczy byś chciał prowadzić tę rozmowę ze mną – unosi brwi, nieco rozbawiona. Durne to przeprosiny z ust trzydziestoczterolatka, który powinien już dawno wyuczyć się społecznych schematów, ale naukowczyni pracuje z wieloma takimi jak on – ekspertami w swojej dziedzinie. Tylko, że dziedziną tą nigdy nie były kontakty międzyludzkie.
Scamander ma jednak szczęście rozmawiać z Moirą Sanderson – kobietą, która jednego dnia potrafiła nie powiedzieć ani słowa, byle ciszę przerwać wiązanką nieprzyjemnych, gromadzonych przez całą dobę komentarzy, które nagle ujrzeć musiały światło dzienne – bo ktoś akurat zapytał. Dla obcych była wręcz książkowo uprzejmą, elegancką kobietą. Dla pacjentów troskliwą, ale konkretną megimedyczką. Dla bliskich zaś, pozbawiona sztywnego gorsetu konwenansów… Można powiedzieć, że chyba za szybko przejmowała inicjatywę. I robiła to w sposób niekiedy okrutnie chłodny.
– Nic mnie nie uraziło – dodaje jeszcze, żeby uściślić. – Tylko źle zinterpretowałam twoje zachowanie, zapomnijmy o tym, dopiero się poznajemy – mówi, ale wcale o tym nie zapomni, chowając czerniejącą kuleczkę wstydu gdzieś pod wątrobą. Niech ta wyczyści jej organizm z toksyn niechcianych emocji.
Do ręki bierze w pierwszej kolejności szkło otoczone złotą ramą. Przejeżdża upierścienionymi palcami po nierównej, wygrawerowanej powierzchni.
– Na co właściwie patrzymy? – dopytuje. – Zapomniałam okularów, niestety nie jestem w stanie dojrzeć zapisów… – unosi spojrzenie z przedmiotu, na twarz mężczyzny. Ten nosił szkła grubością podobne do denek butelek – na pewno widział zapisy nawet w tak mizernym świetle, pewnie nawet znał je na pamięć – skoro je zapisał. – Zdarza ci się pracować w półmroku? To bardzo niezdrowe dla wzroku, tylko ostrzegam.
A ostrzega najpoważniejszym tonem, podsuwając mu przedmiot, co do którego ekspertyzy oczekiwała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
16-01-2026, 09:01
Widocznie rozmowa na temat muzyki musiała poczekać na swój czas, a być może potrzebny był instrument, by ta informacja nabrała rzeczywistej mocy. Gethen co prawda nie był zawodowcem na tym polu i aktualnie grał jedynie dla siebie, to starał się pielęgnować tą umiejętność. Wyczulony słuch, których najpewniej był wypadkową słabego wzroku był niezwykle pomocny w grze i słuchaniu.
Lecz chwila napięcia powstała pomiędzy historykiem a lekarką skutecznie zepchnęła temat muzyki na bok. Scamander się zestresował, czego nie potrafił ukryć. Moira przez tych dziesięć spotkań na pewno mogla zaliczyć Gethena do  tej nielicznej grupy szczerych pacjentów, którzy nie zatajali prawdy i faktycznie stosowali się do zaleceń. Gethen nigdy nie mial potrzeby kłamać, mial wrażenie, że kłamstwo było oznaką słabości i słabej woli. On sam potrafił być czasami do bólu szczery, zapominając się, że w rozmowie uczestniczy wrażliwa osoba i nawet mówiąc prawdę, sposób w jaki ubiera słowa może kogoś urazić. Te meandry społecznego życia często stawały na drodze Scamandera do komunikacji. Jego myśli potrafiły być zagmatwane i rozdzielone na wiele ścieżek, ale on po własnej mapie myśli poruszał się bezbłędnie, zapominając jedynie o tym czynniku ludzkim.
Każde kolejne spotkanie z Moirą w jakiś sposób otwierało Scmanadera na jej osobę, czuł się przy niej w pewien sposób bezpiecznie i ufał jej jako specjaliście. Okazywała mu empatię i wyrozumiałość, rozumiała jego przypadłości i dopasowywała do tego leczenie.  W tej chwili historyka napadła myśl, że prawie się nie znają, a jednak Moira wie na jego temat bardzo dużo i on sam zaczął być ciekawy jej osoby.
Dziś oboje mieli problem z emocjami, Moirę nawiedzały glosy wypowiadane przez zastawę stołową, a Scamander walczył z wewnętrzną potrzebą bliskości, odganiał przykre myśli o samotności i łapał się na tym, że chciałby aby to spotkanie nie kończyło się zbyt szybko. Co było wręcz absurdalne dla kogoś, kto raczej unikał ludzi i rozmów.
- Oczywiście, że chcę. - Faktycznie, durne były te przeprosiny, ta skrucha która objęła jego ciało, sprawiając że barki historyka lekko uniosły się wyrażając skrępowanie. Nawykły do przebywania sam na sam z własnymi myślami i zapisanymi słowami na kartach historii Scamander wydawał się oswajać z całą sytuacją, spotkaniem i drugą osobą. Nie byli w gabinecie, a przebywali właśnie w miejscu publicznym, gdzie ludzie spotykali się ze soba z różnych powodów.
Ulga spłynęła na postać Scamandera, który wyraźnie zdążył się zestresować swoim małym faux pas, o ile nawet takowym nie było. Zapomnieć o tym, to było najlepszym rozwiązaniem i po prostu iść dalej. Nie byli już najmłodsi, ani nie trzymały ich sztywne ryzy zasad takich spotkań, wiec po prostu mogli kontynuować to spotkanie. Chociaż myśli jeszcze nie raz wrócą do tych chwil i będą wciąż analizować każda sekundę.
- Masz rację, po prostu kontynuujmy. - Gethen uśmiechnął się już swobodniej.
Moira skupiła się na przedmiotach, które przyniósł ze soba Gethen. Zainteresowało ją szkiełko, które Scamander oprawił w złota obręcz i wygrawerował na nim odpowiednie znaki pełne magii.
- To jeden z moich eksperymentów. Nie jest jeszcze doskonale. - Dał znać Moirze, aby zatrzymała szkiełko w dłoni. Może i bez okularów nie mogla dostrzec drobniutkich grawerów, ale przez szkło widziała bez problemów. Gethen wyciągnął z torby książkę, na której charakterystyczne litery układały się w niemieckie słowo. - Znasz niemiecki, Moiro? - Zagadnął ja i korzystając z tego, że jeszcze ich zamowienie nie dotarło do stolika, Scamander położył przed kobieta na pustym miejscu książkę otwierając ją na losowej stronie. Niemieckie słowa prawiły na temat burzliwej historii Bawarii i Austrii w czasach XVIII wiecznych wojen mogolskich królów.
- Nakieruj szkiełko na tekst i spójrz przez nie. - Scamander zachęcił panią doktor by spojrzała na tekst przed sobą. A kiedy zerknęła, słowa przeistaczały się w angielskie odpowiedniki. Odrobine falowały i trochę się zmieniały przy najechaniu na dalsze części zdania, dopasowując do tłumaczenia z niemieckiego na angielski. - Język niemiecki ma inną składnię, wiec trudno jest tłumaczyć dosłownie, wychodzi w tedy bardzo często zlepek słów. Ale pracuje jeszcze nad tym, można to nazwać prototypem. - Uśmiechnął się lekko nerwowo, ale z wyraźną dumą nad swoim wynalazkiem.
- Poza tym oczywiście robię klasyczne umagicznienia, które oferuje wielu jubilerów i rzemieślników. Lubię od czasu do czasu coś zmienić, albo ulepszyć. - Obrócił w dłoni pióro, które leżało na środku stołu. Te lekko zabłysło i uniosło się w powietrzu, musiało to być samopiszące pióro.
- Zdarza. - Gethen skinął głową unosząc spojrzenie na Moirę. Kiedy pracował często zapominał o wielu rzeczach, a w tym i również o dobrym oświetleniu, czy prawidłowej pozycji siedzenia lub stania. - Tak, wiem. Przez wzgląd na i tak slaby wzrok powinienem o tym tym bardziej pamiętać. - Nie sięgał po wymówki, bo oboje doskonale wiedzieli jak jest. Człowiek niby wie, ale i tak robi sobie na złość.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
18-01-2026, 18:07
Obracając w dłoniach dzieło jego rąk, wcale nie oczekuje doskonałości – do tej dociera się, jednak nigdy się nie dotyka. Na pamięć zna już uczucie wiecznej ambicji i gonienia ideału, którego granice przesuwały się coraz dalej, i dalej, byle wciąż tkwić w niejednostajnym uczuciu postępu. Czuła, że być może i Gethen jest zdolny do odczuwania podobnie – skoro jest naukowcem skupionym na swojej pracy w sposób pożerający cały wolny czas, tak by zabrakło go niemal na spotkania towarzyskie (albo którego nie chciał na nie marnować). Ale to tylko uczucie – nie mogła mieć przecież pewności, poznając go wcześniej od niego innej strony.
– Trochę – przyznaje się. Umie nawiązać po niemiecku prostą rozmowę i zrozumieć odpowiedzi. Właściwie – jak każdy człowiek pozbawiony językowej praktyki – dużo więcej rozumie, niż powie, a treść pisaną pojmuje w jeszcze szerszym stopniu. Zakłada, że nie może nawet porównać się do Scamendera, być może i poligloty, który był w stanie przygotować przedmiot o tak przydatnym charakterze – jednak nie umniejsza sobie. Znajomość więcej niż jednego języka to w tych czasach i tak luksus.
Unosi brwi z uznaniem, bo chociaż może zrozumiałaby słowa zapisane po niemiecku, w życiu nie zrozumiałaby ich treści. Wojny mugolskie pozostają dla Moiry historią podobną do tej, które mugolskie dzieciaki wysłuchiwać miały o smokach; to wiedza bajkowa i nieujarzmiona. Przesuwa przedmiotem nad tekstem, przystając na końcu jednej z literowych alejek. Z ostrożnością łapie za kilka stron gobelinu, byle przerzucić kilka kartek i sprawdzić możliwości przedmiotu w innym miejscu – mimo woli upewniając się, że przedmiot nie ogranicza swojego zastosowania do jednej, konkretnej strony tekstu.
– Imponujące – komentuje, podnosząc spojrzenie na mężczyznę i uśmiechając się szeroko. – Chciałam powiedzieć, że nie wiesz pewnie jak ciężko znaleźć niektóre źródła w rodzimym tłumaczeniu, ale potraktowałabym cię niesprawiedliwie. Z pewnością to wiesz – skraca dzielący ich, niematerialny dystans, próbując porównać ich sytuacje i ich kariery. – Nigdy nie miałam talentu do francuskiego, a jak na złość – w pewnym momencie w dziejach wszyscy jakby zmówili się co do jego międzynarodowej istotności – mówi, nieco marudząc, ale chyba i torując sobie ścieżkę do kolejnej, oczywistej prośby. – Byłbyś w stanie wykonać podobny przedmiot jeszcze raz? – dopytuje, prostując się i nieumyślnie trącając kieliszek łokciem.
– Powinnaś mnie za to przeprosić – dopomina się cichutkim głosem. Sanderson bierze go jednak za nóżkę, byle opróżnić do zera. Gdy szkło dźwięczy odstawiane na drewniany blat.
– Tym razem odczarowując dla mnie złożoność języka zza Kanału Angielskiego? – no bo przecież, że nie zza La Manche. Nie upadła w swojej otwartości tak nisko. – Obiecuję wyposażyć cię w tym celu w jasno świecącą lampkę, Gethenie – mówi, a obietnica ta brzmi niemal jak groźba. W rzeczywistości jest tylko żartem. - Musisz tylko obiecać, że będziesz jej używać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
19-01-2026, 10:56
Łączyła ich pasja i badawcze zacięcie, chociaż dotyczyło całkowicie odmiennych dziedzin, to jednak zasady były te same. Dążenie do doskonałości, dążenie do odkrycia wszystkich tajemnic nieodkrytego i zrozumienie niewyjaśnionego. Godziny spędzone nad doszukiwaniem się informacji i wyciąganie wniosków, które potem prowadziły do czynów, do prób, do osiągnięć i porażek. To był ich chleb powszedni, stawianie czoła rzeczywistości, by nadać jej większy sens.
Poznając powoli Scamandera Moira mogla dostrzec w nim jak bardzo pasja i nauka go pochłaniały. Siedział przed nią nienajgorzej zadbany trzydziestoparolatek, bez obrączki, samotny, oczytany i twórczy, który władał językami, wiedział o historii i poezji więcej niż co najmniej tysiąc przypadkowo spotkanych osób. A kiedy rozpoczęli rozmowę na temat jego wytworu, aż zieleń w szarozielonych oczach Scamandera stała się bardziej widoczna, to z ekscytacji, to z przejęcia. Jego glos stal się pewny, gesty celowe i jąkanie zanikało, ożywał z każda chwilą, kiedy skupiali się na przedmiocie.
Odpowiedz Moiry na temat niemieckiego nie umyka Scamanderowi i ten spogląda na nią z widocznym uznaniem. Mało kto w tej części Europy znal ten język, kojarząc go głównie z wielkimi wojnami, z konfliktem światowym i tym, że Niemcy nie są zbyt lubiani poza granicami swojego kraju. A to, że Sanderson znała podstawy tego języka, było poniekąd zaskoczeniem dla Gethena.
Szkiełko spełniało swoje zadanie, tak jak mówił Scamander. Nie było zbyt szybkie i dokładne, ale pozwalało na odczytywanie sensu zdania i zrozumienie jego logiki. Na pewno była to szybsza forma tłumaczenia, niż mozolne siedzenie ze słownikiem. Scamander obserwował reakcje Moiry w napięciu, jakby to nie była tylko towarzyska rozmowa, a chociażby wizyta w biurze patentowym magicznych przedmiotów.
Słowo, które opuściło usta Moiry i brzmienie jej głosu oraz uśmiech, który rozpromienił jej twarz sprawiły, że na moment Scamanderowi zabrakło powietrza w płucach. To dziwaczne uczucie ciepła i potrzeby bliskości sprawiało, że nie potrafił pojąć własnych reakcji i kiedy normalnie raczej zachowałby umiarkowane poruszenie, tak teraz walczył sam ze soba. Odwzajemnił jej uśmiech łagodniejszą wersja, człowieka skromnego, głównie pracującego sam na sam.
- To prawda, wiem. - Kiwa głową ze zrozumieniem. - Zawsze lubiłem uczyć się języków, tych żywych i martwych. - Uniósł lekko brew, kiedy Moira wspomniała o francuskim.
- Francuski to kolejny z najpopularniejszych języków na świecie. Wszystko dzięki kolonialistom. - A zapytany o ponowne wykonanie szkiełka, skinął głową. - Oczywiście.
Gethen nie słyszał tego, co powiedział kieliszek, ale również nie zauważył tego, że Moria prawie go zrzuciła. W tym przytłumionym świetle Scamander widział jeszcze mniej niż normalnie, a jego spostrzegawczość nie była wybitna. Jego wzrok był slaby i szybko się męczył, Scamander borykał się z tym problemem od zawsze i już nawykł do tego, że słabo widział. Ale przy pracach z detalami mógł operować z precyzja, odpowiednio blisko przyglądając się przedmiotowi.
- Równie dobrze mógłbym tłumaczyć dla ciebie takie teksty, zachowując strukturę składni i ciagu logicznego. - Zaoferował swoje umiejętności poliglotyczne. - Co oczywiście nie stoi na przeszkodzie, abym usiadł nad skonstruowaniem takiego przedmiotu pod kątem języka francuskiego. - Dodał po chwili mitygując się w myślach, że znów jego intencje mogą zostać źle odczytane.
Wspomnienie o lampce przywołuje rozbawiony uśmiech na ustach Scamandera i powoduje, że wokół jego oczu pojawiają się lekkie zmarszczki. Moira już w gabinecie okazywała empatie i wyrozumiałość, do tego dobrze mu radząc i sugerując poprawę jego stanu. W tej chwili poczuł się trochę tak, jakby właśnie ta lampka miała być takim remedium na część jego schorzeń i nawet nie ważył się jej sprzeciwiać.
-Obiecuję, że będę jej używać. - Skinął gorliwie głową.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
21-01-2026, 15:30
Współpracowała z licznymi naukowcami z terenu Rzeszy – zarówno w latach własnej młodości, jak i teraz – w zupełnej dojrzałości. Nawet jeżeli wpływy, granice i nazwy państw przesuwają się po mapie Europy z roku na rok, znajomość podstaw języka tak niepopularnego, używanego w kraju otoczonym tak negatywną sławą była przede wszystkim przydatna, a moralne rozterki często rozmywały się w imię zasad przyjętych przez ogół popleczników Grindelwalda.
Bo tak – w życiu wciąż kierowała się wyznaczanymi przez niego ideałami. Raz rzadziej, raz częściej – refleksyjnie, nie ślepo – odrzucając ich część po zdobyciu odpowiedniego, przeczącego im doświadczenia. W końcu tylko krowa nie zmienia zdania.
Z biegiem rozmowy zaczyna coraz lepiej rozumieć profil ekspertyzy dzisiejszego rozmówcy – ten nie mówi wiele, zaś mówiąc o swojej dziedzinie – otwiera się bardziej. Sama Sanderson dzisiejszego wieczora wspomni pewnie jeszcze o dobrej znajomości jednego z martwych języków – chociaż raczej nie wyłącznie się tą wiedzą lansując, co bardziej szukając punktu wspólnego do dalszych rozmów.
A prawdopodobnie mieli ich kilka. Może nawet kilkanaście. Może i kilkadziesiąt.
Naciśnięta w odpowiedni sposób i przy odpowiednim temacie – mówiła chętnie i mówiła bez końca. Chociaż zwykle wolała słuchać o innych – gromadząc informacje, niekoniecznie się nimi dzieląc – mogła przecież powiedzieć mu nieco więcej o sobie. O swojej pracy.
Chyba na tym polegałaby ta cała upragniona równość, co do której nie mieli szans już na starcie – ona potencjalnie świadoma wszystkich, przeszłych zadrapań – on zaś nieznający nawet jej panieńskiego nazwiska.
A może znający? W końcu nie byli w tak bardzo różnym wieku.
– Miałbyś serce do tłumaczenia czegoś, co w treści wydawać mogłoby się czarną magią? – dopytuje, chyba z przedziwnej litości, może nawet badając jego podejście do tematów, które bardziej wiązały się z jej dziedziną – dosyć specyficzną gałęzią medycyny, często rozważaną dopiero w ostateczność i z braku innych opcji. – Jeśli tak, mogę woleć to nawet od magicznego szkiełka – przyznaje momentalnie, wcale nie rozumiejąc tego nieopatrznie. Stała współpraca z tłumaczem wydaje się nieunikniona – nie znała tak wielu języków, jak jej mąż nieboszczyk, a chcąc rozwijać się, prędzej czy później zmuszona zostanie do sięgania po źródła coraz to trudniej dostępne, może i niszowe. – Ale tego też nie pozwolę wykonywać ci w półmroku… Zbierz, niosą dla nas.
Ostrzega, nim jeszcze kelner zbliży się do nich z zamiarem podania kolacji. Sanderson podnosi spojrzenie na młodego mężczyznę, prosząc, by nie uzupełniał jej kieliszka. I by wziął go od niej, byle nie zajmował miejsca na stole.
Odmawia nawet wody.
Gdy jednak myśli, że nacieszy się chociaż momentem ciszy, biorąc do rąk sztućce – wazon na kwiaty sugeruje jej, by jadła ostrożnie.
Nie chce w końcu by sos malinowy poplamił jej koszulę.
A ona używa wszelkiej siły woli… By to ignorować.

2xzt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:16 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.