• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Skellig Michael
Skellig Michael
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-09-2025, 13:33

Skellig Michael
Daleko od stałego lądu, w sercu Atlantyku, wyrasta stroma, skalista wyspa Skellig Michael – ostre iglice kamienia, na których od setek lat stoją kamienne chaty mnichów. Droga na szczyt to wąskie, wykute w skale stopnie, gdzie każdy krok stawia się nad przepaścią. Tutaj morze jest zawsze głośne, a wiatr wyrywa słowa z ust. Tysiące maskonurów i mew krążą nad wyspą, ich krzyk miesza się z hukiem fal. Mówi się, że ci, którzy spędzili noc w klasztorze na Skellig Michael, wracają inni, jakby ocean zabrał im coś, czego nie byli świadomi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
21-03-2026, 22:10
Oczywiście, że nie chciałbym tego sprawdzać – nie lubiłem niesnasek, drażniła mnie gęsta atmosfera podszyta niedopowiedzeniami tudzież urażoną dumą. Nieznane były nam ciche dni, zwykliśmy rozwiązywać problemy, gdy tylko się pojawiły, aby w następnych działaniach móc skupić się na wspólnej przyszłości, którą – miałem nadzieję – obydwoje widzieliśmy w jasnych barwach. Żywiliśmy do siebie to, czego wiele par zaniechało od samego początku relacji; wzajemny szacunek. I to właśnie nim zdecydowaliśmy się kierować, na jego fundamentach budować plany i wizje kolejnych lat; nie liczyłem się ja, nie liczyła się Lucinda – liczyliśmy się my. I to było w tym najpiękniejsze.
-Mhm- mruknąłem wyginając wargi w szelmowskim uśmiechu. -Lubisz się bawić w uzdrowiciela?- zagaiłem dwuznacznie, z wyraźnym podtekstem, po czym nachyliłem się i musnąłem malinowe usta. -Czuję się fatalnie, musi mnie pani zbadać, koniecznie- rzuciłem układając palce na jej dłoni, którą nieznacznie docisnąłem do własnego czoła. -Czuje pani? Jest cholernie gorące, chyba dzieje się ze mną coś naprawdę złego- dodałem starając się zachować należytą powagę, choć było o nią wyjątkowo trudno. Zwłaszcza, że dosłownie chwilę wcześniej błądziłem w archaizmach szukając najwłaściwszych słów na opis jej urody oraz charyzmy. Czemu to zrobiłem? Instynktownie; wraz z momentem nadejścia abstrakcyjnego pomysłu wcieliłem go w życie nie bacząc na nic wokół. Ignorując sytuację, poszukiwania oraz cel, w jakim się tu znaleźliśmy – ale czy ją to dziwiło? Wątpliwe, dziwactwa trzymały się mnie od zawsze, zwłaszcza kiedy ocierały się o szerokorozumianą złośliwość i kpinę.
-Zawsze miałem w planach ożenić się z kobietą z wyższych sfer. Taka wiesz, fantazja- uniosłem wymownie brew i zmierzyłem ją wzrokiem. -Jak widać udało mi się. Kolejny punkt odhaczony- rzuciłem z satysfakcją, jakbym rzeczywiście opowiadał o swych przekonaniach i motywacjach. Na próżno jednak było szukać ich w okrojonej, acz długiej liście – nigdy nie zależało mi na posagu, sławie czy ułożonej i usłuchanej żonie. Pragnąłem czegoś więcej, czegoś zupełnie innego niżeli większość kolegów ze szkolnej ławki czy późniejszych lat. Ci dążyli do odnalezienia domowego ogniska, do pozostawienia schedy gromadce dzieci i brylowania jako przykład, natomiast ja szukałem zaangażowania, wspólnej pasji i adrenaliny. Lucinda od samego początku mi to zapewniała – zwłaszcza to ostatnie. Im bardziej wymykała się wszelkim schematom, tym bardziej mnie pociągała.
-Wiesz wiele, ale jak widać wciąż potrafię cię zaskakiwać. Kto wie, może jutro okaże się, że jestem wyśmienitym pianistą?- wygiąłem wargi w uśmiechu. Nigdy nie interesowała mnie muzyka – traktowałem ją bardziej jako formę rozrywki w trakcie długich wieczorów przy ognistej, niżeli formę sztuki, jaką należało podziwiać. -Czasem niełatwo jest ciebie rozgryźć. Niby się uśmiechasz, niby kpisz, ale twoje ciało wręcz krzyczy i gotuje się od środka. Raczej niemożliwym jest pozbawić mnie pewności siebie, nawet na krótką chwilę, ale możesz próbować. Kto wie, może przyjdzie mi przyznać ci rację?- odparłem zgodnie z prawdą. Akurat ta wyjątkowo rzadko wymykała mi się spod kontroli i skrywała w cieniu – nie pozwalało na to ego oraz głęboko zakorzeniony indywidualizm. Nie obracałem głowy, gdy mnie opluwali, nie uciekałem przed naporem ostrych, nierzadko absurdalnych słów – nauczyłem się z nimi walczyć; milczeniem lub ironią. Bez żadnych zmian, bez żadnych przemyśleń. Znałem swoją wartość.
-Ty również żadnej nie czerpiesz. Widzisz, jak przeczymy wszelkim szablonom? Kiedy inni czerpaliby z władzy garściami, tak my czekamy, aż tylko zostanie nam ona odebrana- dodałem kiwając nieznacznie głową na potwierdzenie swoich słów. Celowo mówiłem w liczbie mnogiej, bowiem liczyłem się z jej zdaniem oraz opinią i najpewniej, gdyby nie ona, nigdy do tej zaszczytnej nominacji by nie doszło. Nauczyła mnie wiele, przekazała dużą ilość cennych wskazówek – byłem jej naprawdę wdzięczny.
-To po prostu wydaje się za proste- szepnąłem, gdy po raz kolejny wzięliśmy pod wątpliwość konieczność pójścia dalej. Wiedziałem, że tego pragnęła, widziałem w jej oczach znajomą iskrę – ekscytację mieszaną z obawami, bowiem każdy wytrawny poszukiwacz musiał zdawać sobie sprawę z kolejnych przeszkód. Te nie mogły ciągnąc się w nieskończoność, jednakże droga do skarbu zwykle wymagała wielu poświęceń i pozostawało pytanie, jak dużo ich było jeszcze przed nami. Absorbujące i drażniące głosy wyraźne nas od tego odwodziły; szukały punktu zapalnego, miejsca, w które mogły celnie uderzyć, abyśmy tylko wrócili na wybrzeże i czym prędzej powrócili w granice Suffolk. Igrały z nami, karmiły bólem i adrenaliną, która wzrastała z każdym, nawet najmniejszym krokiem wzdłuż skalnego korytarza. I kiedy wydawać się mogło, że odpuściły, te wracały ze zdwojoną siłą – rozkazując więcej, oczekując bezwzględnych poświęceń. Czy finalnie położą na szali zwycięstwa nasze życie? Być może, niczego nie mogliśmy wykluczyć. Zapewne to było powodem rosnącego napięcia, bo my naprawdę mieliśmy do kogo wracać.
-Po prostu bądź ostrożna, a gdy zrobi się gorąco uciekaj- odparłem rozświetlając różdżką drogę. Każda inna odpowiedź zawiodłaby ją wszak dotarliśmy już tak daleko i wszystko wskazywało na to, że od artefaktu dzieliło nas kilka cali.
I to nieszczęsne zadanie.
Przełknąłem ślinę obserwując sunący po jej skórze kamień, który pozostawił podłużną ranę. Kiedyś już ją zraniłem i wtem obiecałem, że nie uczynię tego nigdy więcej – zawiodłem. Nie mogłem jednak tego uniknąć, ponieważ słowa, nawet jeśli utkane wyłącznie z kłamstwa, pozostawały w pamięci i rodziły różne wątpliwości – miały znacznie mocniejszy wydźwięk i potrafiły wyrządzić o wiele większą krzywdę. A zatem kilka kropel krwi zdawało mi się lepszym wyborem, mniej inwazyjnym i niosącym lżejsze konsekwencje. Lucinda zdecydowała się na to samo, co skwitowałem pewnym skinieniem głowy. Gdy przecięła naskórek nawet tego nie poczułem – być może wiedziony adrenaliną, może zaś troską o nią, bo trudno było mi wyobrazić sobie, co czekało nas dalej. Co jeszcze musieliśmy zrobić, aby w końcu dojść do końca.
I nie musieliśmy uczynić już nic więcej.
Skalne przejście uchyliło rąbka tajemnicy i w samym sercu okrągłej komnaty, na niewielkim wniesieniu, naszym oczom ukazała się podłużna, kamienna figurka. Złożone wzdłuż korpusu ramiona przylegały nienaturalnie ciasno do ciała, jakby wyrzeźbiono je w chwili, gdy coś próbowało wyrwać się na zewnątrz – i nie zdołało. Jej twarz była wygładzona i pozbawiona rys, a jednak nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że patrzała wprost na nas. Kamień był spękany, przecięty drobnymi żyłami ciemniejszego minerału, które układały się w kształty przypominające rozchylone w niemym krzyku usta. Dziewięć drobnych pęknięć biegło wzdłuż jej torsu, każde inne, każde jakby zastygłe w innym wyrazie - szeptu, bólu, błagania.
Upewniwszy się, że nie ciąży na nim klątwa, skryliśmy artefakt w skórzanej sakwie i nie myśląc dłużej, szybkim krokiem udaliśmy się do wyjścia z tego koszmaru.

/zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:07 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.