• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Dom bez adresu
Dom bez adresu
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-07-2025, 23:12

Dom bez adresu
Wciśnięty między dwa puste budynki na granicy Whitechapel i Limehouse. Nie ma numeru. Nie ma nazwy. Z zewnątrz wygląda jak dom, którego nigdy nie wykończono albo jak ruina, której nikt nie odważył się zburzyć. Pokryty drewnianymi panelami, które niegdyś były białe.  Ogromny ganek stanowił kiedyś część reprezentacyjną. Czerwona, potłuczona dachówka spoczywa tuż pod obdrapanymi fundamentami. Drzwi nie mają klamki, jednakże pozostają zamknięte. Okna zborowymi okiennicami są zasłonięte od środka ciemnym materiałem. Niewielki ogród jest zaniedbany, zarośnięty pokrzywą, chwastami i żerującym bluszczem. Niektórzy twierdzą, że wewnątrz ktoś mieszka, nocą tli się światło świecy, że w oknie pojawia się pewna tajemnicza postać. Nikt nie przyznaje się jednak do własności. Miasto wydaje się omijać ów dom szerokim łukiem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
29-01-2026, 09:10
Chyba nigdy nie brał jeszcze udziału w tak udanym pościgu – nie oberwał żadnym zaklęciem, żadne z nich nie czuło piachu na ubraniach czy w zębach; komunikacja była ograniczona, bo zdążyli złapać ich jeszcze zanim postanowili się rozproszyć – bo na pewno by to zrobili. Szczęściem było chyba też to… Że na miotłach pojawiła się tylko trójka bandytów. Cała reszta uciekać próbowała na nogach lub prędko teleportując się z miejsca – w mniejszej części walcząc i próbując obronić swoje alchemiczne laboratorium.
Gdy Willow odpowiada czarem na wystosowany w kierunku Titusa czar – Harrison czuje na plecach dziwny dreszcz. Jakby zdarzyło mu się może zwątpić w to, że kobieta uzna go za osobę wartą ochrony. Myśl ta błądzi po granicy umysłu jedynie przez krótki moment, bowiem nie zdąży nawet wymienić z nią spojrzenia, a już znajduje się blisko ziemi – w miejscu, w którym widzi już cień różdżki uwięzionego w bańce mężczyzny – tego, który dopiero dochodzi do siebie po krótkim zderzeniu z powierzchnią wnętrza bąbla.
Harrison podnosi różdżkę z ziemi, a po krókiej chwili – zauważa kolejną spadającą w kierunku gruntu. Patrząc w górę, widzi jedynie trzy sylwetki ludzkie – Willow i Ambrose to dobrzy specjaliści – poradzą sobie doskonale z jednym bandytą, zaś Harrison… Harrison poświęca obecnie więcej czasu wynikowi zaklęcia Weasley. Kaczka nerwowo porusza skrzydłami, jednak nie umie stawić grawitacji skutecznego oporu.
Trudno mu się dziwić – sztuka latania, najtrudniejsza ze sztuk.
Harrison chowa do kieszeni munduru różdżkę ukrytego w bańce delikwenta, by nisko nad ziemią przelecieć w kierunku kwaczącego z urazą drobiu. Kaczka nie poturbuje się tak, jak poturbowałby się człowiek – ma przecież zupełnie inną masę. Harrison bierze pod uwagę możliwość nie złapania przemienionego bandyty na czas – woli jednak skupić się na przejęciu jego różdżki – byle po powrocie do dawnej formy, nie próbował ewakuować się z miejsca zdarzenia.
W tym czasie Goyle unosi ręce do góry. Różdżkę ściska w prawej dłoni, wycelowaną w niebo, chyba niechętny do jej oddania. Groźba Ambrose’a oddziałuje na mężczyznę – niezależnie czy odnosi skutek aż tak mocny jak ten zamierzony. Joshua pociąga nosem, jak zawsze przed tym, kiedy chce coś powiedzieć – strasznie irytujący nawyk, strasznie irytujący dźwięk, gdyby tylko był w tym towarzystwie ktoś, kto takich nie znosi.
– Day, daj spokój… – mówi, ping-pongując oczkami pomiędzy rudą, a blondynem. – Wyjaśnię wszystko – nawet po tym, jak spaliliście mi przykrywkę – próbuje kłamać, ale chyba znajduje się… W umiarkowanej pozycji do negocjacji. Ma jednak tupet. – Na pewno się jakoś dogadamy – ze mną zawsze można się jakoś dogadać – głos jest niepewny, ale nie szkodzi. Chyba wierzga, byle wierzgać. Chyba trochę stracił nadzieję na wyłganie się z tego. Ale póki miał w ręku różdżkę – może jeszcze kopnąć.

|| #1 jak bardzo utalentowany jestem? Zdążę złapać kaczkę pod pachę, po podniesieniu jej różdżki?
k1 - tak, k2 - nie
#2 Goyle spróbuje jeszcze ostatni raz, nim ktoś odbierze mu różdżkę?
k1-3 - tak, k4-10 - nie
1x k2 (Kaczusia):
2
1x k10 (Goyle, zwariowałeś?):
2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
29-01-2026, 16:29
Kaczuszka zamiatała skrzydłami, jakby naprawdę uczyła się dopiero latać. Niezgrabnie, brzydko, a mogła rozłożyć po prostu skrzydła i szybować w dół, strata kaczki. Najpierw zahaczyła o parę gałęzi drzewa, pokracznie, starając się złapać dziobem, wiosenne witki, aż wpadła w krzak, który trzasnął z impetu. Chyba tylko gęste pierze pozwoliło bandycie pod postacią zwierzęcia doszczętnie się nie połamać, ale siniaków na pewno będzie miał sporo. Kaczka próbowała wyswobodzić się spomiędzy gałęzi, niestety w jej obecnej formie, było to co najmniej ciężkie. Prawdopodobnie wygrzebanie się już w ludzkiej formie będzie równie trudne. I bardzo dobrze.
Willow przez chwilę obserwowała poczynania Titusa, który zanurkował po różdżki i najwyraźniej wziął na siebie rolę strażnika pozostałych bandziorów, skoro byli spacyfikowani. Nieco mniej wesoło wyglądała sytuacja Day’a i Goyle’a. Wisząc tak przez chwilę poprawiła się na miotle i rozluźniła zaciśniętą dłoń na drążku, zdając sobie sprawę, jak spięła wszystkie mięśnie. Zresztą, palce na różdżce również miała ściśnięte. Przysłuchiwała się wymianie zdań między mężczyznami, mrużąc podejrzliwie oczy. Chwileczkę… Twarz bandyty zaczynała przypominać nieco rysy, które już widziała. Tylko na komisariacie inaczej był ubrany i chyba nie nosił brody, włosy zaczesywał inaczej. A to szuja…
Za to postawa Ambrose’a, tak niewzruszona i stanowcza poniekąd jej zaimponowała. Chciałaby tak brzmieć, móc nie być traktowaną protekcjonalnie z uwagi na swój wiek, wzrost, a przede wszystkim płeć. Wybrała sobie niebezpieczny zawód, tańczyć więc musiała nauczyć się do obcego rytmu, który był bezwzględny i do bólu bezlitosny.
Powoli poruszała się na miotle, chcąc oblecieć Goyle’a z drugiej strony, aby znalazł się w potrzasku. Jednak ten chyba zoczył jej plan i wzniósł różdżkę, chcąc ochronić się elektryczną kulą, która zaatakowałaby każdego, kto znalazłby się zbyt blisko. Całkiem niezła strategia, w teorii plan idealny, bo zabezpieczyłby dalsze negocjacje, nie pozwalając przy tym pojmać go tak łatwo. Szkoda, że po wypowiedzeniu inkantacji, różdżkę opuściły jedynie iskry, gubiące się w powietrzu bez większego echa.
– Panie Goyle, proszę się poddać. Sam pan widzi, że nawet magia nie stoi po pańskiej stronie – stwierdziła fakty, ale złośliwy cień uśmiechu zatańczył w kąciku ust. – Naprawdę, niech pan spojrzy na tę sytuację ze zdrowym rozsądkiem. Niewiele zyska pan ucieczką – mówiła dalej, podlatując nieco bliżej, aby nie musieć krzyczeć. Nie było w niej agresji, nie brzmiała na roztrzęsioną. – Znamy pana twarz doskonale, kwestią czasu będzie zabawa w kotka i myszkę, która niechybnie skończy się pańską porażką. Oczywiście, JEŚLI uda się panu uciec z tej sytuacji, ale w tej chwili pańscy koledzy stracili różdżki, został pan sam – wyliczyła argumenty za niego, chcąc mu uświadomić jego położenie. – Poza tym, naprawdę sądzi pan, panie Goyle, że zdoła pan uciec zawodowemu graczowi Quidditcha? – uniosła lekko brew, wędrując w bok i starając się skupić na sobie całą uwagę bandziora, tak aby Day miał całkowicie wolną przestrzeń do działania.

Nieudane rzuty Bandytów C i B
+10 do rzutu dla Willow na dyplomację
1x k100 (dyplomacja):
58
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
37
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
30-01-2026, 04:14
Jak. Można. Nie. Potrafić. Wysmarkać. Nosa?!
Co prawda, policyjny pościg faktycznie stwarzał ku temu średnie warunki—albo właściwie żadne—ale Ambrose miał dość, tak serdecznie dość. Joshua Goyle nigdy nie potrafił wysmarkać nosa, nawet gdy warunki ku temu były więcej niż sprzyjające. Tylko nim pociągał, w ten sam irytujący sposób co teraz. Ambrose świdrował informatora wzrokiem, siedząc na miotle prosto jak struna. Informator pozostawał nieświadomy, że jego argumenty trafiają na jałowy grunt. Day sprawiał wrażenie, jakby go słuchał, ale wcale go nie słyszał. Słyszał jedynie to irytujące pociąganie nosem.
- Nie kombi— - zaczął tylko, widząc jak Goyle wznosi różdżkę. Prewencyjnie wzniósł własną, ale plan Joshuy zakończył się fiaskiem. A przed groźniejszą wersją tego niepowodzenia (Ambrose'm sięgającym po zaklęcia ofensywne, gotowe zrzucić mężczyznę z miotły) niespodziewanie ochroniła bandytę Willow. Jej głos rozbrzmiał obok, a niegrzecznie byłoby przerwać jej zaklęciem (cóż, może Ambrose i tak by to zrobił gdyby była Titusem, ale z Weasley dopiero się wyczuwali), więc siłą rzeczy wysłuchali jej obydwaj mężczyźni. Mówiła logicznie, ale zarazem skutecznie weszła w rolę dobrego policjanta; podbudowując nawet zarówno determinację jak i zdolności samego Ambrose'a. W kącikach ust Day'a zatańczyło coś pomiędzy szczerym uśmiechem przeznaczonym dla Weasley, a triumfalno-groźnym przeznaczonym dla Goyle'a.
Był w sumie zadowolony, że rudowłosa dołączyła do rozmowy. Nie mogła jeszcze tego o nim wiedzieć, ale miał w sobie coś, co błyskawicznie antagonizowało innych mężczyzn—Titus nie znał tego powodów, ale wielokrotnie był tego świadkiem. Wsparcie w rozmowie ugłaskało Goyle'a skuteczniej niż zostawianie tego samemu Day'owi... i o dziwo, Willow chyba zadziałała tutaj lepiej niż zrobiłaby to obecność Harrisona.
- Zlatujemy na ziemię, drugiej szansy nie będzie. - warknął, podsumowując propozycję Willow.
Joshua wreszcie zmiękł i powoli skierował miotłę na dół. Ambrose wymownie kiwnął Weasley głową, sugerując tym gestem by eskortowali go z dwóch stron.
- Titus, lądujemy! - krzyknął po drodze, widząc partnera z... różdżką w dłoni? Doskonale. Tylko gdzie była kaczka?
Wylądował pierwszy, zagradzając Goyle'owi drogę.
- To jak będzie? Będę kooperował, jeśli zapewnicie mi miejsce z daleka... od tamtych. I ochronę w przyszłości, gdy wyjdę. I... - zaczął Joshua, desperacko strzelając wzrokiem pomiędzy Day'em (którego znał lepiej) i Willow (która zrobiła na nim lepsze wrażenie).
- Expelliarmus. - promień zaklęcia przeciął powietrze, a zimny głos Ambrose'a przeciął wpół wszystkie próby negocjacji. - Będziesz. Po prostu. Kooperował. - Joshua uniósł na Day'a zaskoczone spojrzenie, jakby chcąc odwołać się do ich przeszłości, ale Ambrose był Gryfonem, nie Puchonem. Pozostawał lojalny wględem sojuszników, a względem zdrajców te sentymenty pryskały błyskawicznie.

rzut
co robi Goyle? nie zdąży się obronić, bo gadał, ale...
1, 2 - próbuje uciekać pieszo
3, 4 - próbuje zamachnąć się na Ambrose'a (3) lub Willow (4) z pięści!!!
5, 6 - potulnie da się skuć
1x k6 (co robi Goyle):
5
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
02-02-2026, 22:29
Niestety – lądowanie nie wydawało się miękkie, a kaczka upadła na gałęzie z głośnym piskiem niezadowolenia.
Harrison miał w kieszeniach obie, zarekwirowane różdżki bandytów, a czas na złapanie drobiu okazał się zbyt krótki. Poczuł gwałtownie napinający się kark, jakby między ramionami ukryć miał szyję i uszy – jakby sam chronił się przed skutkami upadku, który obserwował niemal z pierwszego rzędu.
Głosy z góry są dobrze słyszalne, a Titus wydaje się dziś na tyle skupiony, by wciąż mógł wyłapać całą ich treść, jednocześnie nie tracąc możliwości działania na poziomie gruntu. Wzrokiem ucieka do góry – upewniając się, że cwany informator nie sprawi więcej kłopotów niż potrzeba (kiedyś chwalił się, że zna tak wiele zapaśniczych chwytów…). Goyle jest przebiegły – próbuje rzucić zaklęcie obszarowe, które mogłoby pokrzyżować plany magipolicji – jest jednak za mało skupiony. Spojrzenie Titusa uspokaja się dopiero w momencie, w którym Willow zaczyna strofować mężczyznę.
To musi być chyba największa kara; największe upokorzenie. Młoda dziewczyna sprowadzająca cię do poziomu byle łajdaka. Ale Joshua sobie na to zasłużył. I na agresywne, pełne grozy słowa Ambrose’a też.
Harrison musi zawierzyć ich umiejętnościom i udać się w kierunku uwięzionej kaczki, nim ta postanowi przypomnieć sobie o własnym człowieczeństwie. Harrison zeskakuje z miotły, by zauważyć beznadzieję całej sytuacji. Kaczka ewidentnie posiada złamane skrzydło – widział to nie raz u wielu gatunków ptaków. Wisząca bezwiednie kończyna boli istotę przy każdym dotyku, co objawia wyjątkowo złośliwym, kaczym krzykiem. Gdy próbuje złapać Harrisona za przedramię swoim płaskim dziobem – ten paca ją lekko po głowie. Złapanie zwierzęcia pod pachę nie jest trudne – od małego łapał w swoje drobne dłonie standardowej wielkości kury.
– Weasley, ten w bańce – krzyczy, gdy Day informuje ich o lądowaniu. W porządku – Harrison poradzi sobie sam z bandytą w postaci kaczki, nawet kiedy przemieni się w swoją naturalną formę – pomagając sobie Drętwotą czy możliwie bardziej złośliwym zaklęciem. Nie zdoła zaś zająć się kolejnym łotrem, którego ciało wkrótce się oswobodzi – nawet jeżeli pozostawał nadal ogłuszony niedawnym upadkiem.
Nie musiał chyba sugerować partnerowi, by zajął się Goyle’m – Day był pamiętliwym, mściwym czarodziejem. Na pewno chętnie skuje go sam. Na pewno z przyjemnością teleportuje się z nim na posterunek. Na pewno wieczorem wspomni nie raz o tym, jakim sukinsynem okazał się Joshua, a Harrison się z tym zgodzi.
Tymczasem Titus wsiada jednak na miotłę z kaczką trzymaną ściśle w zgięciu łokcia. Ta awanturuje się, ale z pewnością nie ma wiele do gadania. Może za to słuchać.
– Informuję, że na mocy prawa jest pan zatrzymany w związku z podejrzeniem o udziale w zorganizowanej grupie przestępczej i potencjalnej produkcji, dystrybucji substancji zakazanych. Proszę nie stawiać oporu. Dalsze kroki wyjaśnimy na posterunku magipolicji, na który właśnie pana teleportuję.
Pan kwacze, ale co z tego.
Harrison upewnia się, że reszta jest na to gotowa. Nigdy nie próbował jeszcze teleportacji łącznej z kaczką. Fascynujące.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
03-02-2026, 00:22
Goyle był w potrzasku i zdawał sobie z tego sprawę, byłby już całkowitym idiotą, jeśli sądziłby, że mógłby uciec. Widząc, jak wreszcie poddał się i skierował w dół poczuła ogromną ulgę, a jej spięte barki wreszcie zaznały odrobiny luzu. Skinęła do Day’a w odpowiedzi i ustawiła się po prawej stronie przestępcy, dokładnie go pilnując. Miała nadzieję, że nie będzie próbował fikać po drodze i na szczęście obyło się bez tego. Za to zaczął znowu kręcić słowami, był jak śliski węgorz, którego ktoś pozbawił elektryczności i mógł jedynie miotać się z jednej strony na drugą, starając się cokolwiek ugrać. Chyba dlatego wymierzone przez Ambrose’a zaklęcie w odpowiedzi na ten bandycki skowyt, wywołało lekki uśmiech na twarzy czarownicy. Cholera. Ta stanowczość robiła piorunujące wrażenie, bezdyskusyjność, a nawet władczość najpewniej przywołałyby na lico kobiety rumieńce, gdyby to wszystko działo się na stronach fikcyjnej powieści, które czasem Esy i Floresy wystawiały w sekcji „młodzi dorośli”. U Willow na próżno było szukać rumieńca, ale w oczach błyszczało coś na kształt podziwu. Ktoś mógłby pokusić się złośliwie o hasło „jak ciele w malowane wrota”, ale sama Weasley uznałaby to za nadużycie. Na pewno nie gapiła się, aż tak perfidnie. Na pewno nie. Zaraz, jednak opanowała się, słysząc głos Titusa.
Pierwsza dyspozycja od Harrisona! Zamrugała zdumiona oczami, przez chwilę obserwując go jak nowe zjawisko atmosferyczne, które postanowiło pokazać się w okolicach Londynu, aby wzbudzić postrach mieszkańców – lecz nie byle jakich, tych spod ciemnej gwiazdy. Kiwnęła więc do magipolicjanta głową i bez słowa podleciała do lewitującej lekko nad ziemią bańki, po czym zeskoczyła zwinnie na ziemię. Równie zwinnym ruchem różdżki zmniejszyła swoją miotłę, wsadziła do kieszeni, a następnie skierowała różdżkę w kierunku bańki, która miała prysnąć za parę chwil.  Trzy, dwa... Jeden. PUFF.
– Proszę nie utrudniać i wystawić ręce do przodu – zwróciła się do mężczyzny, który widząc całą sytuację, najwyraźniej po prostu postanowił się poddać. Może to była zasługa jej postawy, a może tej wcześniej okazanej władczości Day’a. Mężczyzna wystawił ręce do przodu, a Willow kolejnym machnięciem różdżki sprawiła, że kajdanki zacisnęły się na nadgarstkach bandyty.  Im mniej fizycznego kontaktu, tym lepiej. – Zostaje pan zatrzymany z powodu podejrzenia udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przestępstw związanych z produkcją i obrotem substancjami zakazanymi. Ma pan prawo do odmowy składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Reszta zostanie panu przedstawiona na komisariacie, do którego przeteleportujemy się za moment – wyrecytowała z należytą dbałością o pouczenie, o jego prawach i złapała mężczyznę za ramię, wciąż w drugiej ręce trzymając różdżkę w pogotowiu.
Czekała na sygnał do teleportacji, była zwarta i gotowa, wyobrażając już sobie dokładnie dyżurkę w południowym Londynie, gdzie spotkają się najpewniej nie tylko oni z kolegami, ale też bandziory ze swoimi współpracownikami. Wierzyła, że skoro Pikującemu Lichu poszło tak dobrze, to również i cała reszta magipolicjantów przypisanych do tej akcji wyjdzie zwycięsko.
Zerknęła na Day’a potem znów na Harrisona. Jak szła ta piosenka?
Do-do-do-do-do-do, Steve.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
37
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
03-02-2026, 21:18
Różdżka Goyle'a upadła na ziemię pomiędzy nimi, a Ambrose rzucił się do przodu i podniósł ją zanim informatorowi przyszły do głowy kolejne głupie pomysły. Pamiętał, gdzie upadła—to prościej niż tłuczek na boisku, czasami po prostu wie się gdzie leci—więc podczas całego manewru nie odrywał od mężczyzny lodowatego wzroku. Na wypadek gdyby coś strzeliło mu do głowy... i tak po prostu, złośliwie, żeby ten poczuł się jeszcze gorzej.
Zarazem wydawało mu się, że czuje na sobie jeszcze czyiś wzrok. W ciągu całego życia przyciągał tyle spojrzeń, że nauczył się zwracać na to uwagę. Może ktoś inny machnąłby ręką, traktując to jako zjawisko powszednie, ale nie ktoś, kto zbyt lubił mieć kontrolę nad wszystkim w swoim otoczeniu (całkowicie racjonalnie, zresztą, prawda? Wystarczyła chwila nieuwagi, a zostawało się ojcem bliźniaków, albo żona gubiła dziecko, to logiczne, że w chwilach roztargnienia kończył się świat).
Asekuracyjnie obejrzał się przez ramię, podświadomie gotów na atak mężczyzny w bańce lub kaczki, ale to tylko Willow obserwowała jak radził sobie z rozbrajaniem napastnika.
Albo po prostu patrzyła na niego. W magipolicji wciąż stykał się z przesłuchiwanymi albo nawet podejrzanymi kobietami, które wciąż patrzyły na niego, ale właściwie z żadną nie pracował. Cóż, pewne rzeczy były nieuniknione... bo i samemu z biegiem lat nauczył się więcej wyrozumiałości i refleksji nad kobiecym brakiem refleksji wobec jego własnych genów. Przynajmniej wobec dziewcząt, którym na logikę podobać się nie powinien, bo gdyby na ulicy nagle zjawiła się była narzeczona Titusa (swoją drogą, od nich starsza!), to bez wahania rzuciłby na nią urok i wmówił samemu sobie, że to jej wina.
Na fali dobrego humoru wmówił sobie, że Willow pewnie po prostu patrzy na jego umiejętności w zastraszaniu przestępców i (możliwe, że nieodpowiedziallnie) puścił jej perskie oko. Nie mógł się przecież uśmiechnąć, wciąż stał do Goyle'a profilem. Choć prawie się uśmiechnął, widząc Titusa z kaczką pod pachą; ale po tej sekundzie rozkojarzenia wszyscy ruszyli już do skuwania swoich bandytów.
- Chyba już słyszałeś te prawa, hm, Goyle? - wycedził, gdy mężczyzna posłusznie wyciągnął ręce przed siebie. - Czy może mam ci je wyrecytować osobno, tak jak to leciało z tą celą? - zakpił. Zmrużył oczy, całkowicie na poważnie zastanawiając się, czy zdrajca mógłby złożyć skargę na policji za nieprzepisowe potraktowanie i co powiedziałby na to komendant. Może lepiej nie ryzykować. - Jesteś zatrzymany w związku z podejrzeniem o udziale w zorganizowanej grupie przestępczej i potencjalnej produkcji, dystrybucji substancji zakazanych. Proszę nie stawiać oporu. Dalsze kroki wyjaśnimy na posterunku magipolicji, na który właśnie się teleportujemy. - wyrecytował na jednym wydechu, jakieś trzy razy szybciej niż Titus. Musiał to powiedzieć, nikt nie uściślił, że zrozumiale.
Przeważnie pierwszy rwał się do recytowania formułek, ale Goyle go wkurzył.
Zerknął kontrolnie na Pikujące Licha, wszystkich ze skutymi już przestępcami. Na posterunek teleportowali się prawie równocześnie, a Ambrose bez konsultacji z Titusem zgłosił się na ochotnika do natychmiastowego przesłuchania Goyle'a. Miał dużo papierosów, poradzą sobie.

***
- Willow jest... w porządku. Szybko myślała. I nie wiedziałem, że też ma licencję na teleportację łączną. - mruknął do Harrisona już po wszystkim, w szatni na komisariacie i był to chyba pierwszy komplement jaki Day wystosował wobec kogoś, kto był magipolicyjnym partnerem Harrisona. - Chris spadłby z miotły, to był straszny tłuk. - dodał dla równowagi, nie precyzując, o którym z poprzednich partnerów Titusa mówi. Bardziej nie lubił tego z Edynburga, ale celowo mylił albo ignorował ich nazwiska żeby Titus nigdy nie był pewny jego antypatii.
Nigdy nie pracował ani nie latał na miotle z żadnym z Chrisów, ale miał intuicję, co nie? Goyle'a też nie lubił, o czym z satysfakcją przypomni Titusowi jeszcze jakieś piętnaście razy.

/zt x 3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:17 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.