• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Zachodni Londyn > Księżycowa kawiarenka
Księżycowa kawiarenka
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 19:47

Księżycowa kawiarenka
Wciśnięta między sklep z antykami a zakład krawiecki na jednej z cichszych uliczek w dzielnicy Kensington. Nie prowadzi do niej żadna reklama, lecz okrągły, srebrzysty znak nad drzwiami, przypominający pełnię księżyca, i napis wykonany ręcznie: „La Lune”. Wnętrze jest małe, ale przytulne. Ciemne drewno, czarno-białe płytki na podłodze, stare lustra z matowym połyskiem i złoconymi ramami, a przy stolikach haftowane obrusy i świeczki w mosiężnych lichtarzach. Powietrze pachnie cynamonem, prażonymi orzechami, świeżymi wypiekami przypominającymi te prosto z Francji. Z głośników płynie delikatna, niezbyt głośna muzyka klasyczna. W rogu stoi pianino zapraszające do zagrania ulubionego akompaniamentu. Właścicielką jest pani Elodie, drobna, siwowłosa kobieta o oczach koloru ciepłego błękitu. Ubrana w ciemną suknię i wełniany sweter, porusza się cicho, zawsze z uśmiechem. Zna praktycznie każdego klienta proponując różaną herbatę, lub ulubiony trunek. Na tylnej ścianie zawieszony jest zegar księżycowy, a jego wskazówki nie wskazują godzin, a fazy księżyca. „Księżycowa Kawiarenka” to miejsce, gdzie czas płynie inaczej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
07-03-2026, 21:09
Gdyby te zapewnienia nie dały rezultatu, nie wiedziałaby, jak przekonać Rafaela. Nawet ona miała ograniczony zasób słownictwa oddający swoje przywiązanie do brata, a nie chciała się powtarzać i pozbawić znaczenie tego, co powiedziała za pierwszym razem. Krzyk obaw był już zaledwie ledwo słyszalnym echem, oddalającym się w przestrzeń przyszłości, tam, gdzie czekała na niego konfrontacja z resztą rodziny. Nie ulegało wątpliwości, że najtrudniejsze było dopiero przed nim. Rozmowa z nią nijak miała się do reakcji rodziców. Wiedziała to teraz i to bez większej refleksji nad tym, co się będzie działo.
— I zawsze tak będzie — szepnęła, czując w zasadzie tylko przepływający przez ciało ogrom miłości do Rafaela. Byli dla niej wszystkim, wyjątkowi w jedyny, znany sobie sposób, tak bardzo względem siebie różni. Jako najmłodsza z trójki przynajmniej w teorii nie powinna brać na siebie tak wiele, ale nigdy nie potrafiłaby odmówić im pomocy. Inaczej umarłaby ze wstydu.
Na pytanie o dodanie do zamówienia kolejnego elementu pokręciła głową. Ciastko na talerzyku nie było nadgryzione nawet w połowie, a mleczna czekolada zakrapiana malinami dość mocno naginała granicę słodyczy akceptowanej na codzień. Odpowiedziałaby tak samo na drugą, obiektywnie ciekawszą część rzuconego w przestrzeń dialogu, ale wtedy zmierzyłaby się z gorączkową litanią dociekań. Prawda dotycząca jej prywatnego życia przedstawiała się niezwykle bezbarwnie - dlatego tuż przed tym, gdy zabrała głos, uśmiechnęła się z politowaniem nad samą sobą.
— Po pracy spotykam się głównie ze swoim smutnym odbiciem w lustrze. I to już w przedpokoju — parsknęła gorzkim śmiechem. Zaledwie chwilę temu była gotowa zawinąć się w obawie przed losem Rafaela, teraz spojrzenie na swój własny nie napawało wyjątkowym optymizmem. Stagnacja miała pewien urok. Cieszyła się ciszą i wiążącym z nią spokojem, zwłaszcza po trudnym dniu w Ministerstwie. Niestety nawet i to miało termin ważności. — Naprawdę. Z nikim się nie spotykam. Może powinnam, przynajmniej rozerwałabym się trochę i nie spędzała weekendu głównie w stajni, mieszkaniu lub barze, skąd po wypiciu drinka zbieram się do wyjścia — to powiedziała nieco ciszej. W kawiarni nie zauważyła nikogo znajomego, ale samo to nie gwarantowało zachowania prywatności, zwłaszcza, jeśli w grę wchodziło dopilnowanie dobrego zachowania jedynej córki. Pod tym względem zazdrościła bratu, choć sam fakt wiązał się z dużym wyrzeczeniem z jego strony. W oczach rodziców spełnił jeden z najważniejszych obowiązków wobec rodziny i nikt nie zawracał mu głowy, więc z pewną dozą swobody mógł zajmować się tym, czym chciał i z kim chciał. Prawie. Westchnęła i uniosła filiżankę do ust, korygując gorycz na rzecz słodyczy, tak, jakby to miało cokolwiek zmienić. Powiedzenie tego na głos niewiele zmieniło - zwierzenie się bratu nie sprawiło, że poczuła ulgę. — Wcześniej, próbowałam... Ale jakbym miała nazwisko Crouch wypisane na czole, wiesz? Przedstawiam się tylko imieniem, a i tak niewiele to zmienia — o ile pracą w Ministerstwie i zamiłowaniem do prawa wpisywała się w stereotyp myślenia o jej rodzinie, była przecież czymś więcej. Kimś więcej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
08-03-2026, 20:39
Nie sposób było patrzeć na Mayę i nie uśmiechać się w duchu do swoich wspomnień z nią związanych, ani nie wracać do beztroskich, spokojnych chwil z dzieciństwa, gdy naszym jedynym problemem było dotrzymanie tajemnicy, kto wyjadł ostatnią czekoladkę z miski w salonie. Obracając filiżankę w palcach próbowałem zrozumieć, jakim cudem czas pomiędzy tamtymi dniami a dzisiejszym spotkaniem w kawiarni minął tak błyskawicznie. Jedno mrugnięcie okiem, a mała dziewczynka stała się dorosłą kobietą z zupełnie innymi problemami i wyzwaniami, które na nią czekały.
Uniosłem na nią wzrok, przyglądając się uważniej jej twarzy; słowa siostry nie brzmiały dramatycznie, ale ten charakterystyczny śmiech mnie nie zwiódł. Pojawiał się zawsze wtedy, gdy chciała nieco umniejszyć znaczeniu swoich słów i udowodnić, że rzeczywistość przytłacza ją o wiele mniej niż chciała pokazać. Nagle wydała mi się w jakiś sposób... zmęczona. Zawsze zakładałem, że doskonale czuje się sama ze swoim życiem poza rodzinnym domem, że obce są jej codzienne bolączki zwyczajnych ludzi, bo jej świat kumulował się wokół pracy. Czyżbym przypadkowo poruszył czułą strunę, dotykając tematu, który nieprzyjemnie ją uwierał?
- Może powinnaś? - powtórzyłem za nią pytająco, bo jej słowa zdawały się mówić, że do tej pory nawet nie rozważała takiej możliwości, aby w ogóle zacząć szukać kogoś – mężczyzny – do wspólnego spędzania czasu. - Nie wiem, czy ktoś ci to już mówił, ale świat nie kończy się na ministerstwie i pracy. Jesteś młodą, mądrą i ładną dziewczyną. - Pokręciłem lekko głową. - Jeśli nie uważasz mężczyzn za stratę czasu, to zaraz po wyjściu z tej kawiarni powinnaś się rozejrzeć za tymi, którzy oglądają się za tobą. Nie masz kolegów w swoim departamencie? Nie zauważyłaś żadnego stażysty, który ma podejrzanie mnóstwo spraw do ciebie? - Oparłem łokieć o stolik i wbiłem w nią uważne spojrzenie.
Wyobraziłem ją sobie wracającą do pustego mieszkania, zdejmującą płaszcz w przedpokoju i patrzącą w lustro, tak jak to przed chwilą opisała... i dostrzegłem w tym widoku samego siebie, choć mój wzrok utkwiony we własnym odbiciu nie tęsknił za relacjami z innymi ludźmi, a jedynie spokojem od pracy i życiem, w którym nie musiałem się zmuszać do tego, aby do niej chodzić. Ale w rzeczywistości... czym to się od siebie różniło, skoro oboje i tak odczuwaliśmy pewien rodzaj braku?
- Jeśli ktoś naprawdę zrezygnował z poznania cię tylko dlatego, że jesteś Crouchem, to był idiotą i nie masz co żałować takiej znajomości. - Teraz to ja wyciągnąłem rękę, aby ścisnąć ją za dłoń. Z doświadczenia wiedziałem, że samotność potrafiła być na swój sposób przyjemna, dawała wytchnienie i chwilę spokoju, ale tylko wtedy, kiedy była moim wyborem a nie przymusem. Gdy stawała się niechcianą codziennością, przestawała być czymś dobrym. - Ale musisz być też świadoma, że ze względu na swoje pochodzenie... cóż, masz nieco ograniczone pole wyboru. Jeśli chcesz, mógłbym rozejrzeć się za kimś pasującym – dodałem w zamyśleniu, szukając w pamięci nazwisk i twarzy, które pasowałyby do mojej siostry.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
09-03-2026, 12:46
Znała swoją wartość. Musiała, inaczej jeszcze na studiach zostałaby zjedzona żywcem, przeżuta i porzucona w ramach systemu nie radzącego sobie z ambitnymi kobietami. Jednak usłyszenie tego od własnego brata miało magiczną moc - większą niż jakiekolwiek znane jej zaklęcie. Uśmiechnęła się ciepło, z delikatnością skrytej głęboko w niej dziewczyny, która potrafiła dojrzeć w siebie to więcej, o czym sama przed chwilą myślała. Niestety dołączenie elementu obrazującego nawiązanie bliższej relacji z mężczyzną sprawił, że tryby wewnętrznego, służbowego mechanizmu zazgrzytały o siebie. Nieprzyjemnie wysokie echo rozeszło się po ciele i spotęgowało już i tak pomieszkujący w nim dyskomfort.
— Uwierz mi, w Ministerstwie nie uchodzę za osobę skorą do nawiązywania znajomości. Jakichkolwiek znajomości — przyznanie się do tego na głos brzmiało równie przyjemnie co wyczucie piasku szorującego po zębach. Cedziła słowa i niemal wypluwała je z siebie, jakby ich smak był równie gorzki co przesycony politowaniem śmiech sprzed minuty. — A moi koledzy to moi współpracownicy. Dość mocno daję im do zrozumienia, że najbardziej liczę się z dobrze wykonana pracą. Nie postrzegam żadnego z nich inaczej i nie sądzę, żebym w ramach rewanżu otrzymała inne podejście. I nawet jeśli się mylę, to i tak nie jestem w stanie Ci odpowiedzieć. Nigdy nie zwracałam uwagi na to, czy którykolwiek patrzy się na mnie inaczej lub przychodzi po pomoc częściej, niż mieści się w normie — przepływali obok praktycznie niezauważeni, a jedynym śladem obecności był głębszy tembr głosu dudniący w jej uszach. Być może postrzeganie mijających ją w biurze i na korytarzach mężczyzn jako bezkształtnej masy miało bardziej podświadomy powód. Instynktownie dystansowała się wobec osób, które mogły zostać uznane przez matkę za odpowiednich kandydatów do znalezienia się na ślubnym portrecie. Wystarczyłaby zaledwie plotka, niewyraźne tchnienie myśli przepływające przez błękitny obieg rodzin, a w miesiąc lub dwa po byłaby postawiona przez nią w boskie startowym do narzeczeństwa niczym rasowy koń wyścigowy. Ten domysł zostawiła w pełni dla siebie, skryty za gestem woalem na wpół rozżalonego i pociesznego spojrzenia, jakim raczyła brata od momentu rozpoczęcia tej części dyskusji.
Stopniowo zaczynała mieć wrażenie, że maniera przestrzegania zasad w Ministerstwie nie tyle co ciągnęła ją w dół, a nie pozwalała ujawnić pełnego potencjału. Poza byciem Crouchem chciała być sobą - personą zdolną do okazywania emocji, uczuć, sięgającą po dłoń brata z brakiem skrępowania nad potępianą przez wielu swobodą. W przeciwieństwie do poprzedniego razu w tym przypadku zaśmiała się w pełni szczerze, ale prawdziwe apogeum nastąpiło tuż po tym, gdy szlachetnie zaproponował pomoc w znalezieniu kogoś odpowiedniego. Dzięki temu prawie zapomniała o tym, że jego zaangażowanie oznaczało kierowanie się określonymi kryteriami, o których sam wspomniał. Uwaga w przedziwny sposób zamazała ten frazes, przykrywając go samym wyobrażeniem sytuacji, w której zastanawia się nad wyborem najlepszego kandydata.
— Przepra... Przepraszam — zadrżała, jednocześnie pomiędzy jednym a drugim wdechem próbując się uspokoić. Siedzący najbliżej nich goście kawiarni już zdążyli odwrócić głowy w kierunku, z którego dochodził ten niekontrolowany wybuch. — Po prostu... jakoś trudno mi sobie to wyobrazić. Doceniam twoją propozycję i stojącą za nią troskę, ale chyba jeszcze za wcześnie na tak radykalne rozwiązanie. Na początek sama postaram się nieco spuścić z tonu, może dzięki temu coś się zmieni — powoli odzyskiwała panowanie nad sobą. Miała nadzieję, że nie będzie jej miał tego za złe i nie odwróci się na pięcie, bo zdarzało im się wybrnąć pokojowo z gorszych sytuacji. Jak w czasach, gdy zdarzało się jej podkraść kawałek szarlotki z jego talerzyka i iść w zaparte przed wskazaniem winy na siebie. Ostatni raz zacisnęła palce na dłoni brata i puściła ją wolno. Odetchnęła głęboko. Poprzez śmiech rozładowała nagromadzone w mięśniach napięcie, rozluźniła się i spojrzała na wszystko przez pryzmat nieco głębszych barw. Pojęcie samotności nadal ją niepokoiło, ale przez chwilę wydawała się trochę mniej straszne niż zazwyczaj.
— Na brodę Merlina, Rafael. Nie wierzę, że tak łatwo udało Ci się to wszystko ze mnie wyciągnąć. Z wiekiem tracę uwagę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
10-03-2026, 13:41
Było faktem, że noszone przez nas nazwisko potrafiło działać na ludzi w przeróżny sposób, wzbudzając zachwyt albo przerażenie; rzadziej emocje bliższe neutralności czy absolutnego braku zainteresowania. Byliśmy Crouchami, a to oznaczało pozycję, wpływy i nieprzeciętną urodę, zwłaszcza wśród męskiej części naszej rodziny, chociaż i tej damskiej nie było czego odmówić. Oczywiście ze względów oczywistych bardziej skupiałem się na tym pierwszym aspekcie, choć nie miałem żadnych wątpliwości, że i uroda Mayi wzbudza oszołomienie na salonach.
Nie sądziłem więc, że problemy ze znalezieniem właściwej osoby wynikają z winy mojej siostry; przyczyna musiała być inna, głębsza, niezależna od niej, bo nie wierzyłem, że połowa męskiej populacji w Anglii po prostu omija ją wzrokiem. Na Merlina, wraz z nią szły profity, o których większość tych śliniących się na widok nagiej kostki mężczyzn mogła jedynie pomarzyć! Mimo wszystko trudno mi było też pogodzić się z tym, że ktokolwiek patrząc na nią, widziałby jedynie samo nazwisko i związane z tym zalety. Zbyt wiele razy sam doświadczałem podobnych sytuacji, aby nie wiedzieć, jak kłującym i irytującym może być uczucie niepewności: czy ktoś orbituje wokół mnie z mojego powodu, czy jedynie dla osiągnięcia jakichś korzyści.
W jej przypadku sprawa się komplikowała ze względu na jej płeć i stan. Błękitnokrwista czarownica do wzięcia. Dziewczyna, młoda kobieta, która musiała sama radzić sobie z dotychczasowymi rozczarowaniami na tle relacji. Westchnąłem, przejęty jej losem i właśnie z tego przejęcia zaproponowałem swoją szczerą i bezinteresowną pomoc.
Pomoc! Nagrodzoną wybuchem, która niemal wbiła mnie w kawiarniane krzesło.
- Aha, myślisz, że nie znam się na mężczyznach? - zapytałem z nieukrywanym oburzeniem i urazą brzmiącą w głosie, a do tego z taką pewnością własnych umiejętności i predyspozycji w tym zakresie, jakby zatwierdzał je sam Wizengamot. Uniosłem wysoko brwi; wyżej niż wymagała tego naturalna mimika twarzy, ale o kilka milimetrów niżej niż przekroczyłoby to granice teatralnego dramatyzmu. - Wiem o nic znacznie więcej, niż przypuszczasz. Sam jestem jednym z nich. Jeszcze przyjdziesz do mnie po radę, zobaczysz – zabawiłem się w brata, wieszcząc jej rychłą przyszłość, po czym wycelowałem w nią groźnie widelczyk z resztką czekolady, której nie zdążyłem zlizać. Błyskawicznie poprawiłem ten błąd i ponownie wbiłem w nią sztuciec, tym razem elegancko czysty.
- W przeciwieństwie do matki – kontynuowałem, podkreślając ostatnie słowo – zapytałbym cię najpierw o zdanie. Preferencje. Dotychczasowe doświadczenia te przyjemne i mniej przyjemne. Wysoki brunet o zniewalającym uśmiechu, ale z pustką w głowie? Niższy, lekko przysadzisty blondyn, ale z niebanalnym intelektem? - Widelczyk drżał mi nerwowo, bo wciąż kołatało się we mnie poczucie niesprawiedliwej oceny. - Radykalne rozwiązania! - prychnąłem. Kilka spojrzeń z sąsiednich stolików rzeczywiście powędrowało w naszym kierunku, a kelnerka patrzyła na nas takim wzrokiem, jakby się zastanawiała, co było w naszych ciastkach. Chyba nieczęsto bywalcy tego miejsca mieli do czynienia z publicznymi emocjami.
Może Maya miała odrobinę racji; nie pasowałem do kogoś, kto posępnym spojrzeniem wodzi po salach balowych w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata na jej męża czy choćby chwilową relację. Musiała jednak pamiętać, że paradoksalnie to nadal ja miałem większy wpływ na jej małżeństwo niż ona sama. Niech żyje magiczny patriarchat. A jednak gdzieś pod tą absurdalnością kryła się prawdziwa troska, której nie potrafiłem ani nie chciałem ukrywać.
- Dwadzieścia pięć lat, siostro. - Cofnąłem w końcu widelczyk, a mój głos nieco złagodniał. Nuta oburzenia zniknęła. - Nie zostało ci wiele czasu. Rozejrzyj się za jakimś miłym stażystą. Nie musisz mu się od razu oświadczać. Wystarczy, że pokażesz innym, że jesteś w grze. - Uniosłem kącik ust w złośliwym, prowokacyjnym uśmieszku, jakbym spodziewał się, że Maya odłoży błyskawicznie talerzy i ruszy pędem do ministerstwa, wyciągając z bocznego korytarza pierwszego napotkanego urzędnika stanu wolnego. - Może znajdziesz takiego, którego zachwyci twój pęd do pracy i wykaże pewną... ekscytację na myśl o wspólnym hm... podbijaniu pieczątek? Romantyczne schadzki w archiwum na trzecim piętrze... - rozmarzyłem się zupełnie przypadkowo, kiedy powróciły wspomnienia jednego z popołudni z Thobiasem. Dawne czasy. I nadal przyjemne wspomnienia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
10-03-2026, 18:51
Przekrzywiła przekornie głowę. Usta wciąż drżały na wspomnienie śmiechu, którym uraczyła brata i którego wspomnienie tliło się pomiędzy nimi, widoczne zwłaszcza poprzez jego święte oburzenie. Ani przez chwilę nie przeszło jej przez myśl, żeby potraktować je poważnie - żadna ilość argumentów, a także ich jakość, nie miała szans postawić go w formie osoby uchodzącej za autorytet. Łaskoczące ją rozbawienie uniemożliwiało spojrzenie na propozycję chłodnym okiem, zwłaszcza, jeśli wciąż postrzegało się ślub jako odległą mrzonkę. Zamknięcie w sztywnych ramach małżeństwa stało w opozycji do tego, jak żyła obecnie, z jaką swobodą nim dysponowała.
Usztywniła się znacznie dopiero na wspomnienie matki. Wizja roztaczana przez Rafaela nijak miała się do tego, co czekało na nią w rzeczywistości, bo ostateczna decyzja i tak nie należała do niego. Pełną lekkości pozę zastąpiła na rzecz zdecydowanie bardziej stonowanej rezerwy, w istocie będącej wyrazem rosnącego głęboko wewnątrz serca ucisku. Wyjątkowego nieprzyjemnego, palącego, dotykającego jej najczulszych strun.
— Istnieje dość duże prawdopodobieństwo, że moje preferencje nie będą miały żadnego znaczenia, bracie — odparła miękko, choć tuż przed zabraniem głosu nabrała ochoty na wyższą tonację. Wizja roztaczana przez niego i kuzyna czasami brzmiała zbyt dobrze, by miała prawo zaistnieć. Skonfrontowana z gorzkim poczuciem samotności nabierała przekonania, że skończy ze odciętymi skrzydłami, plecami przesiąkniętymi krwią, zamknięta w klatce z oderwanym zamkiem. — Nie jesteś ani matką, ani ojcem. I choć mówię to z przykrością, nie wiem, czy jesteś w stanie polepszyć moją sytuację — zwłaszcza, jeśli zamierzał zboczyć z wytyczonej przez nich ścieżki. Nawet dowód posłuszeństwa sprzed lat mógł im nie wystarczyć. Posiadanie własnej rodziny niewiele zmieniało, gdy zrywało się z przeznaczeniem nadanym poprzez nazwisko.
Gra, o której mówił Rafael, była wyścigiem na torze udeptanym przez wiele pokoleń kobiet. Idea stanięcia w ich miejscu wywoływała uczucia podobne tym, które towarzyszyły nieustannym kręceniu piruetów na parkiecie. Wzrok ulegał znacznemu rozmyciu, słabość unosiła się do gardła i zaciskała na strunach głosowych, a myśli rozpaczliwie próbowały nadążyć za prędkością muzyki.
— Na razie zamierzam cieszyć się pozycją postronnego obserwatora i mam nadzieję, że nie będziesz mi w tym przeszkadzał — rzuciła w odpowiedzi zduszonym głosem, z powrotem skacząc w bezdenną przepaść. Wcześniej żywiła obawy przed znalezieniem się w głuchej, ciszej przestrzeni, teraz perspektywa przesunięcia w centrum uwagi być może przeraziła ją jeszcze bardziej. O ile słowa brata brzmiały rozsądnie, podobnie jak spostrzeżenia Nathaniela rzucone już jakiś czas temu, tak na samą myśl o wykonaniu pierwszego ruchu potrafiła myśleć wyłącznie o paraliżującym ją strachu. — A potencjalnie wspólny pęd do pracy raczej wyklucza chęć do schadzek w archiwum, nie sądzisz? I dlaczego akurat na trzecim piętrze? Na czwartym lub piątym jest według Ciebie zbyt duży ruch, albo jest niewystarczająco ciemno? — czepiała się absolutnie wszystkiego, byle uciec od dyskusji o potencjalnym ślubie. Ale nawet opakowana w śnieżnobiałe, strojne wyobrażenie rodziców chciała dowiedzieć się, kto lub co stoi za iście winną miną Rafaela. Mało kiedy pozwalał sobie na równie rozmarzone rozmyślania - dlatego nawet teraz przyłapała go na tym z niemałą satysfakcją. Uniosła jedną brew wyżej i skrzyżowała ramiona na piersi, gotowa poczekać cierpliwie na wyczerpującą odpowiedź, być może udzieloną już poza kawiarnią. — Nie krępuj się, chętnie posłucham — uściśliła z szelmowskim uśmiechem, w środku nadal walcząc z uciskającym płuca ciężarem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#26
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
13-03-2026, 14:51
Przygasłem nieco na jej słowa o tym, że nie byłbym w stanie poprawić jej sytuacji. Przez moment poczułem się urażony, że naprawdę nie wierzy w moje możliwości i wpływy jako męskiego przedstawiciela rodu Crouch, ale chwilę później uświadomiłem sobie, że przecież ma rację. Już sam powód dzisiejszego spotkania świadczył o tym, że niebawem moje możliwości i rady przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie na łonie rodziny lub co najmniej zostaną znacznie ograniczone. Nie znaczyło to, że nie mogłem jej co prawda pomóc t e r a z, ale podejrzewałem, że kiedy wybuchnie afera z moim udziałem, wcześniejsze sugestie co do tożsamości jej adoratorów i potencjalnych kandydatów na partnera mogą zostać od razu skreślone.
Bezpieczniej dla niej było, gdybym się faktycznie nie mieszał, co przyjąłem z ponurym grymasem rozczarowania. Starałem się go jednak nie okazywać, tak samo jak tych wszystkich smutnych myśli o tym, że niebawem nie będę już dla Mayi żadnym wsparciem, a jedynie przeszkodą. Zwłaszcza jeśli rzeczywiście będę musiał skorzystać z jej pomocy i na jakiś czas przeprowadzić na kanapę w siostrzanym salonie.
- Postawiłaś na swoim i mieszkasz sama. Myślę, że z takimi umiejętnościami negocjacyjnymi i odrobinie szczęścia, twoje preferencje mogą zostać co najmniej zauważone. - Spróbowałem jeszcze ją pocieszyć, bo chociaż ona sama nie wierzyła w swoją sprawczą siłę, sam pokładałem w nią o wiele większą ufność. Świat się zmieniał, może minimalnymi krokami, ale sytuacja takich jak ona była o wiele lepsze niż kilka dekad temu. Nasza babka nigdy nie pozwoliłaby sobie choćby na wspomnienie o samodzielnym zamieszkaniu, nie mówiąc o pełnoetatowej pracy w ministerstwie.
- Nie będę się mieszał – obiecałem w końcu z kapitulującym westchnieniem – ale dam ci małą radę. Ludzie z natury są tchórzliwi, zwłaszcza gdy mają do czynienia z kimś o wyższej pozycji społecznej. Czasami wystarczy uśmiech, aby ich zachęcić do wykonania pierwszego kroku. - Uniosłem lekko brwi w sugestywnym geście, by Maya wzięła sprawy w swoje ręce. W moich słowach nie było wyrzutu, jedynie stwierdzenie faktu, który często unikał ludziom takim jak my: inni odczuwali wobec nas respekt, a to nie służyło nawiązywaniu znajomości. Sama zresztą przyznała, jakie wrażenie robi na innych nasze nazwisko. Uśmiech i subtelna zachęta pokazująca, że nie gryziemy, mogły zdziałać cuda.
Nie musieliśmy w tym celu przeprowadzać społecznej rewolucji; wystarczyło, że pozwoliliśmy otaczającym nas ludziom dostrzec w nas człowieka o takich samych emocjach, pragnieniach i marzeniach... choć nieco lepiej sytuowanego. Uniosłem filiżankę i dopiłem resztkę herbaty, czując, że rozmowa powoli wraca do spokojniejszego rytmu. Nie spodziewałem się, że moja prośba o pomoc zakończy się dyskusją o przyszłości Mayi i matrymonialnych planach, jakie ją czekają, ale byłem zadowolony, że przynajmniej załatwiłem dręczącą mnie sprawę.
Nie byłem kimś, kto mógł jednym zdaniem zmienić reguły gry, w którą nasza rodzina grała od pokoleń i którą uważała za świętość, ale chciałem zapewnić siostrę, że ma we mnie takie samo wsparcie, jak ja w niej. Wiedziałem też, że jej pozycja z zasady będzie zawsze gorsza ze względu na jej płeć i jeśli będzie całe życie stała z boku i jedynie obserwowała rozgrywkę, ktoś w końcu sięgnie po jej pionek i przestawi go wedle własnej wizji. Bunt oznaczał jednak konsekwencje, na które poważało się niewiele dziewcząt z błękitnych rodów i nie sądziłem, że Maya należała do jednych z nich.
Zatrzymałem tę myśl dla siebie, bo zbyt dobrze wiedziałem, jak cienka była granica między buntem a katastrofą. Sam w końcu planowałem rewolucję, która nie przejdzie bez echa, a i tak konsekwencje dla mnie byłyby o wiele mniejsze niż dla niej. Zamiast dobijać ją swoimi przemyśleniami, uśmiechnąłem się lekko, gdy podchwyciła mój niefortunny komentarz o archiwum.
- Każdy brat musi mieć swoje tajemnice, moja droga – powiedziałem wymijająco. - I każdy starszy brat był kiedyś młody jak ty – mruknąłem już ciszej, podnosząc się z miejsca i wsuwając krzesło. Zerknąłem na nią kątem oka, gdy wkładałem wierzchnie okrycie. Nie miała miny kogoś, kto łatwo odpuszcza, westchnąłem więc z udawanym zmęczeniem. - Pracuje tam pani Jenkins, która jest całkowicie głucha, a i wzrok ma już nie ten. Łatwiej się ukryć, jeśli chcesz złapać drzemkę w czasie pracy... nie, żebym ja to robił... albo się z kimś spotkać. Ale jeśli cię złapią, nie wiesz tego ode mnie – zastrzegłem od razu, podając jej ramię.


z/t?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#27
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-03-2026, 20:52
Odpowiedź dla Antonia Borgin

Młodzieniec posłał dziewczynie szeroki uśmiech, po czym dłonią zachęcił do skosztowania lokalnego specjału. Elodie lubiła mieszać smaki; zwykle łączyła te, których nikt inny nie miał odwagi, jednakże tym razem postawiła na klasykę – ledwie jajeczny posmak z nutą wanilii i brandy. Czarodzieje z pewnością go znali wszak nie był niczym innowacyjnym, może poza skórką pomarańczy, którą pieczołowicie ścierała do gotującego się w kociołku wywaru. -Powiedzmy, że deser- odparł melodyjnie, po czym widząc jej minę na moment odwrócił wzroku. Nie tracił jednak rezonu, choć obserwując reakcję kobiety szybko wywnioskował, że jego towarzystwo wcale nie było jej na rękę. Kto wie, może właśnie rozstała się z chłopakiem, a on nawinął się udając przyjemniaczka? Ale przecież… przecież tu pracował. I choć nie musiał częstować ją żadnym alkoholem, to miał w tym swój cel. -Dla słodkiej kobiety, słodki napitek- odparł bez zastanowienia. -Czy ja wiem- zerknął przez ramię oglądając się za ciotką. -Czasem mam wrażenie, że ma trzecie oko- wzruszył ramionami, po czym sięgnął po kieliszeczek.
-Właściwie to kończę za pół godziny, może uda się Panią namówić na coś mocniejszego?- spytał otwarcie nie bacząc na konwenanse związane z wiekiem. Była starsza, to z pewnością, ale nie miał pewności jak wiele lat ich dzieliło; może wcale nie tak dużo? -Ja na pewno nie ucieknę- dodał przykładając, honorowo w jego mniemaniu, rękę w okolice serca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#28
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
16-03-2026, 13:39
Odpowiedź dla Eliksir Wielosokowy

Z pokusą miała wiele wspólnego. Czasem świadomie - pod dozą manipulacji i pięknie ubieranych słów - a czasem całkowicie przypadkowo, gdy jakieś wyrzucone w roztargnieniu zdanie zwodziło na pokuszenie tych, którzy chcieli dostrzec w nim coś więcej. I może właśnie tym „więcej” dla stojącego przed nią młodego mężczyzny było jej zaproszenie do wypicia z nią przyniesionego likieru. Może miał nawet prawo przez to nabrać śmiałości lub zinterpretować jej gest jako zaproszenie do czegoś więcej niż krótka rozmowa przy rachunku. W jej intencjach nie leżała jednak taka potrzeba. Patrząc na tego młodego człowieka, nie poczuła niczego, co mogłoby ją skłonić do podjęcia podobnych kroków. Raz, że nie wrzała w niej żadna potrzeba ciała ani serca, a dwa - że rozczarowana przebiegiem tego popołudnia nie miała zamiaru pochylać się nad kolejnym możliwym rozczarowaniem. Rudowłosy młodzieniec prawdopodobnie narobił sobie już nadziei, myśląc, że jej chętne wejście w interakcję oznacza coś więcej niż zwykłą społeczną uprzejmość. I pewnie nie mogła mu się dziwić, bo często już sama jej mimika wystarczała, by stwierdzić, że do najmilszych osób na świecie zwyczajnie nie należała. - Och, słodkiej kobiety? - uniosła brew w pytającym geście. Chyba nigdy wcześniej nie usłyszała takich słów pod własnym adresem. - Skąd taki wniosek? - ciekawość zmusiła ją, by zapytać wprost. Bo prawda była taka, że najsłodsza w niej mogła być co najwyżej wymuszona uprzejmość albo aparycja.
Jej wzrok powędrował w stronę, w którą patrzył mężczyzna. Obserwowany na każdym kroku? To również wiele mówiło o tym, jakim miejscem pracy dla młodych ludzi była ta kawiarnia. - Czasem trzeba nagiąć zasady, by coś zyskać - odparła prowokacyjnie. Może właśnie to zostanie mu w głowie. Może to zdanie będzie mu wracać za każdym razem, gdy przyjdzie sięgnąć po butelkę tego specjalnego likieru. Są takie zasady, których przestrzeganie jest konieczne. Ale są też takie, które od razu powinny zostać złamane - choćby po to, by pokazać własną siłę.
Kącik ust drgnął jej w uśmiechu. - Niestety nie tym razem. Nie mówię jednak nigdy, bo kto wie… może jeszcze kiedyś przyjdzie nam wspólnie wypić kieliszek tego autorskiego likieru. - wstała z krzesła i zarzuciła na ramiona elegancko skrojony płaszcz. - Do zobaczenia - dodała. Z jej ust nie padło żadne „dziękuję”. W końcu przecież nawet go o to nie prosiła, prawda?

z.t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#29
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
16-03-2026, 13:39
Odpowiedź dla Eliksir Wielosokowy

Z pokusą miała wiele wspólnego. Czasem świadomie - pod dozą manipulacji i pięknie ubieranych słów - a czasem całkowicie przypadkowo, gdy jakieś wyrzucone w roztargnieniu zdanie zwodziło na pokuszenie tych, którzy chcieli dostrzec w nim coś więcej. I może właśnie tym „więcej” dla stojącego przed nią młodego mężczyzny było jej zaproszenie do wypicia z nią przyniesionego likieru. Może miał nawet prawo przez to nabrać śmiałości lub zinterpretować jej gest jako zaproszenie do czegoś więcej niż krótka rozmowa przy rachunku. W jej intencjach nie leżała jednak taka potrzeba. Patrząc na tego młodego człowieka, nie poczuła niczego, co mogłoby ją skłonić do podjęcia podobnych kroków. Raz, że nie wrzała w niej żadna potrzeba ciała ani serca, a dwa - że rozczarowana przebiegiem tego popołudnia nie miała zamiaru pochylać się nad kolejnym możliwym rozczarowaniem. Rudowłosy młodzieniec prawdopodobnie narobił sobie już nadziei, myśląc, że jej chętne wejście w interakcję oznacza coś więcej niż zwykłą społeczną uprzejmość. I pewnie nie mogła mu się dziwić, bo często już sama jej mimika wystarczała, by stwierdzić, że do najmilszych osób na świecie zwyczajnie nie należała. - Och, słodkiej kobiety? - uniosła brew w pytającym geście. Chyba nigdy wcześniej nie usłyszała takich słów pod własnym adresem. - Skąd taki wniosek? - ciekawość zmusiła ją, by zapytać wprost. Bo prawda była taka, że najsłodsza w niej mogła być co najwyżej wymuszona uprzejmość albo aparycja.
Jej wzrok powędrował w stronę, w którą patrzył mężczyzna. Obserwowany na każdym kroku? To również wiele mówiło o tym, jakim miejscem pracy dla młodych ludzi była ta kawiarnia. - Czasem trzeba nagiąć zasady, by coś zyskać - odparła prowokacyjnie. Może właśnie to zostanie mu w głowie. Może to zdanie będzie mu wracać za każdym razem, gdy przyjdzie sięgnąć po butelkę tego specjalnego likieru. Są takie zasady, których przestrzeganie jest konieczne. Ale są też takie, które od razu powinny zostać złamane - choćby po to, by pokazać własną siłę.
Kącik ust drgnął jej w uśmiechu. - Niestety nie tym razem. Nie mówię jednak nigdy, bo kto wie… może jeszcze kiedyś przyjdzie nam wspólnie wypić kieliszek tego autorskiego likieru. - wstała z krzesła i zarzuciła na ramiona elegancko skrojony płaszcz. - Do zobaczenia - dodała. Z jej ust nie padło żadne „dziękuję”. W końcu przecież nawet go o to nie prosiła, prawda?

z.t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:20 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.