• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Bank Gringotta > Marmurowa Sala
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 23:07

Marmurowa Sala
Główna sala Banku Gringotta, zwana Marmurową, to największa z komnat w budynku (ponad powierzchnią) dostępną dla klientów. Niektórych wręcz zawstydza swoim bogactwem, przepychem i ogromem. Wysokie, łukowate sklepienie przywodzi na myśl dawne świątynie, a dokładnie nad środkiem sali zawieszono na nim wielki żyrandol z setek kryształów. Wszystko wykuto tu z marmuru - każdą ścianę, posadzkę i liczne kolumny, on lśni, jakby polerowano go kilka razy dziennie i światło świec odbija się od niego migocząc przy tym przyjemnie. Podłoga ułożona z czarno-białych płyt zdaje się falować światłem, które wpada przez wysokie okna o złotych ramach. Każdy krok po tej posadzce odbija się echem, jakby bank zapamiętywał każdy dźwięk, wagę czarodzieja, a może i jego intencję. Ci, którzy wchodzą tu po raz pierwszy, mimowolnie zwalniają — przytłoczeni ciszą, czystością i wzrokiem goblinów.
Goblinów jest tu bowiem sporo. Pracują w ciszy przy swoich biurkach, za wysokimi ławami postawionymi wzdłuż sali, a na jej końcu znajduje się stanowisko najważniejszego z nich, który przyjmuje kluczyki do skrytek bankowych i dokonuje weryfikacji tożsamości czarodzieja. Dopiero po jej potwierdzeniu oraz identyfikacji kluczyka goblin wskazuje drogę dalej - za drzwi, które prowadzą do korytarza, gdzie na końcu czeka kolejka.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Irina Macnair
Śmierciożercy
Wspomnienia są jak zwłoki. Po wydobyciu nigdy nie są takie same.
Wiek
45
Zawód
kostucha, matka i rzeźbiarka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
30
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
5
Brak karty postaci
18-12-2025, 22:56
1 kwietnia 1962 r.

Wśród goblinów były szychy i Irina Macnair doskonale o tym wiedziała. Gdy więc wkraczała do siedziby Banku Gringotta, a jej obcas rytmicznie uderzał w błyszczące posadzki w Marmurowej Sali, natychmiast postanowiła skierować się do właściwych drzwi. Thurvak Goldtally pełnił stanowisko członka Rady Nadzorczej, oddelegowanego bezpośrednio do spraw kredytowych. Metalowa tabliczka z jego nazwiskiem mieniła się złociście - w mniemaniu Iriny wręcz krzykliwie - przed oczami każdego, kto postanowił stanąć przed gabinetem tejże uprzywilejowanej persony. Wszak wysoką nie mogłaby jej nazwać z oczywistych względów. Jeśli zatem doszło już do tego, by osobiście musiała fatygować się do szanownej instytucji, zamierzała rozmawiać wyłącznie z kimś decyzyjnym. Właśnie z nim. Minutę później goblinowi-sekretarzowi nie udało się zatrzymać rozsierdzonej wiedźmy i tak też wniknęła bez zapowiedzi do komnaty rzeczonego Thurvaka.
W biznesie nie była żadnym nowicjuszem. Pojmowała najbardziej zawiłe kwestie finansowe i rozumiała, jakimi prawami rządził się ten podstępny rynek przedsiębiorców. Ponadto wiedziała doskonale, jak należy rozmawiać z tymi konkretnymi istotami, aby wynegocjować dla siebie jak najlepsze warunki. W banku prowadziła skrytkę, w banku również zaciągnęła kilka lat temu pożyczkę na inwestycję i temuż bankowi powierzała kwestie nadzoru nad osobistym oraz firmowym majątkiem. Miała szereg wymań i - choć nie bez cienia wstrętu - musiała przyznać, że do tej pory współpraca układała się zadowalająco. Lecz kiedy dwa dni temu sowa przyniosła jej list - sygnowany zresztą pieczęcią wspomnianego członka Rady Nadzorczej - ujrzała w piekielnej fantazji całą bandę tych chciwych goblinów w trumnach. W tamtym momencie skończyło się pobłażanie i eleganckie ukłony.
Po trzech kwadransach, gdy szyby w oknach banku zaczęły niemal pękać ze strachu, drzwi otworzyły się z hukiem. Dwa skrzydła pofrunęły, a spomiędzy nich wypadła rozwścieczona wdowa. W dłoni ściskała swój drogi, gustowny kapelusz, a jej policzki grzały się do czerwoności, co można było uznać za dość rzadki widok. - Obiecuję panu, że nie skończyłam z panem, panie Goldtally! - zawołała, obracając się ostatni raz w stronę wciąż szeroko otwartych wrót. - Proszę być pewnym, że o pańskich krętactwach dowie się cała brytyjska elita. Jeśli będzie pan tak traktował swoich najlepszych klientów, przyjdzie panu wkrótce zamknąć ten interes - warknęła, finalnie trzaskając tymi nieszczęsnymi drzwiami.
Wtedy też ujrzała, że tuż przed nią na korytarzu stał dość znany w Przeklętej warowni bywalec. Augustus Rookwood. Wzięła głęboki wdech i poprawiła nieco swój elegancki strój, by pozbyć się ewentualnych zagnieceń. Rozgrzana po wyjątkowo burzliwej rozmowie z bankierem musiała...
- Zapalić. Muszę zapalić. Inaczej pożoga pochłonie cały ten gobliński burdel -
mruknęła wciąż jeszcze zirytowana. - Panie Rookwood - zreflektowała się z pewnym opóźnieniem. - Jeśli zamierzasz dzisiaj załatwiać sprawy...w tym gabinecie, to nie radzę, Augustusie. Mają w głębokim poważaniu profesjonalną obsługę prawdziwych czarodziejów - opowiedziała krótko, z niedowierzaniem kręcąc głową. Sięgnęła wtenczas do skórzanej, czarnej torebki, by poszukać w niej ulubionej papierośnicy. - Znasz drogę do palarni? Przez tego całego Goldtally'a nie mogę sobie przypomnieć, który to był korytarz - przyznała w duchu zażenowana. Ależ ją kusiło, by potraktować tego goblina wyjątkowo paskudnym zaklęciem, ależ miała ochotę, by wił się w upiornych torturach, obiecując, że wszystkie jej sprawy zostaną załatwione. Niczego jednak nie ugrała, a zamknąć konta w tymże banku również nie mogła, bo w świecie czarodziejów wciąż Gringott pozostawał jedyną słuszną opcją. Niechże chociaż zdechnie ten przeklęty gołowąs w ciasno związanym krawaciku. Na początek to by jej wystarczyło.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
11-03-2026, 22:49
Gmach Banku Gringotta robił wrażenie za każdym razem, gdy stawał przed nim na placu ulicy Pokątnej - wydawał się znacznie wyższy i szerszy niż w rzeczywistości, a każdy kawałek skały i drewna, które przysłużyły się w budowie, zdawały się być warte fortunę. Marmur wewnątrz lśnił, jakby był zaczarowany nie mniej niż goblńska stal i drobinka kurzu nawet nie śmiała do niego przylgnąć; kryształowe żyrandole i złote wykończenia emanowały bogactwem i luksusem. Przepych ten zawstydzał, sprawiał, że człowiek czuł się malutki i niewiele znaczący, przywodził myśl o tym jak małe są jego możliwości względem wielkich bankierów, którzy nierzadko mieli moc decydowania o cudzym losie - udzielenie pożyczki, czy odroczenie raty było niekiedy czyimś być albo nie być.
Augustus nie pamiętał swojej pierwszej wizyty w Banku Gringotta; pamiętał przebłyski, gdy ojciec zabierał go czasem (głównie kiedy był już starszy) i wciąż miał w głowie to uczucie przytłoczenia. I paskudne, goblińskie uśmieszki na myśl o odsetkach, które podniosą - już i tak nieprzyzwoicie wysokie - zyski banku. Już wtedy działały mu na nerwy, a z biegiem lat ta niechęć jedynie się pogłębiła. Jako dorosły czarodziej miał z nimi znacznie więcej do czynienia. Nie tylko z tymi pracującymi w Banku Gringotta, ale i tymi, którzy parali się mniej legalną lichwą i pożyczali galeony zdesperowanym na bandycki procent. Później potrzebowali takich osób jak Augustus - do brudnej roboty. Zadawał się z nimi, bo musiał, bo dobrze płacili i wolał mieć w tych podstępnych istotach sojuszników na przyszłość. W głębi ducha gardził nimi jednak jeszcze bardziej niż oni czarodziejami (zapewne), których - w jego mniemaniu - uwielbiali dręczyć. Potrafił mówić w ich języku, nie uznawał tego jednak za powód do dumy, a przykrą konieczność.
Podobną koniecznością była dzisiejsza wizyta w tym miejscu. Pojawił się tu niechętnie, a jeszcze bardziej niechętnie ubrał przed tą wizytą wyprasowaną czarną koszulę i spodnie z grubszego materiału, w które ją wciągnął. Przepych nie robił już na Rookwoodzie tak dużego wrażenia jak kiedyś, nie przytłaczał go i nie odbierał pewności siebie, lecz jak zawsze czuł się nieswojo. Czekał na swoją kolej, aby wejść do gabinetu Thurvaka Goldtally, pragnąc omówić z nim harmonogram spłat i opcjonalną zmianę wysokości rat, wstał z krzesełka, kiedy drzwi otworzyły się i był gotów wparować do środka od razu, nie dając szansy goblinowi na chwilę przerwy (nie zasługiwał na to), lecz znajomy głos i sylwetka zatrzymały Rookwooda na swoim miejscu. Zaintrygowany przysłuchiwał się krzykom eleganckiej czarownicy, w której rozpoznał krewną Drew - z tego co pamiętał, była siostrą jego ojca, lecz gdyby on mu o tym nie powiedział, wziąłby Irinę za kuzynkę samego Namiestnika. Ciotka kojarzyła mu się ze starszą czarownicą, która pachnie kotami i starością, w gębie ma papierosa, a głos zmieniony przez dwadzieścia lat palenia. Irina pragnęła mieć w ustach papierosa, lecz jej zmysłowy głos absolutnie nie pasował do obrazu starej ciotki.
- Święte słowa, pani Macnair - przytaknął zirytowanej wiedźmie Augustus. Nie widział jeszcze tej kobiety w takim stanie, lecz w podobnych okolicznościach nie mógł się temu dziwić. Gobliny potrafiły wyprowadzić z równowagi i doprowadzić człeka do szewskiej pasji, a jednocześnie zapędzić go w kozi róg, zachowując przy tym absolutny spokój i uśmiechając się podle zarazem. - Sam bym lepiej tego nie ujął - mruknął, ukrywając zarazem lekkie rozbawienie teatralnością tej sceny, lecz jedynie pokiwał głową z zawziętą miną, utwierdzając Irinę w przekonaniu, że ma absolutną słuszność. Z góry zakładał, że oczywiście ją miała. Po pierwsze - nazywała się Macnair, a po drugie gobliny to psidwaki matki natury i ostatnie złamasy, więc zawsze opowiedziałby się przeciwko nim.
- Tak się składa, że znam. Proszę za mną, pani Macnair - wyrzekł szarmanckim tonem, podchodząc bliżej i oferując jej ramię, aby mogła wsunąć podeń rękę i niezależnie od decyzji kobiety, ruszył w stronę schodów, palarnia bowiem znajdowała się poziom niżej. Goblin mu nie ucieknie, bo i tak pewnie nie miał nic lepszego do roboty. Właściwie czym zajmowały się gobliny w czasie wolnym? Pewnie knuły jak wzniecić kolejny bunt. O ileż lepsze i zdrowsze było dla zdrowia psychicznego i fizycznego zapalenie papierosa w towarzystwie pięknej kobiety, zamiast użerać się z jakąś pomarszczoną karykaturą człowieka. - Musimy zejść niżej. Zechce pani opowiedzieć co się stało? - poinformował ją, zaczynając pokonywać schodki prowadzące na parter. W przypadku innej osoby nie pytałby, bo raz - miałby to w nosie, a dwa - sprawy finansowe były rzeczą nad wyraz prywatną i intymną. Sądził jednak, że pomimo braku bliższych relacji, mogli sobie ufać. Ze względu na Drew i Toma Riddle'a. Przedramiona ich obojga zostały naznaczone tym samym tatruażem.
Dotarłszy do palarni pierwszy dobył z kieszeni eleganckiego, granatowego płaszcza papierośnicę i wyciągnął ją w kierunku Iriny, częstując ją tytoniem.
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:55 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.