• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Barka na rzece Taff > Kabina
Kabina
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
05-08-2025, 21:24

Kabina
W kabinie panuje ład, choć przez jej maleńkie rozmiary można odnieść wrażenie, że jeden mebel stoi na drugim. Po prawej stronie znajduje się wąski stół z jednym krzesłem, zaś naprzeciw piec służący do przygotowywania posiłków oraz ogrzewania. Na ścianach wiszą różne narzędzia żeglarskie, worki zawierające suszone pożywienie oraz liny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
18-03-2026, 13:46
Tafla wzdrygnęła się wymownie, jakby stawała się chwilowo niemym świadkiem wielkiej, wyczekiwanej chwili; spławik ruszył się na moment, mamiąc nadzieją, że jedna, zagubiona i naiwnie bezmyślna ryba, dała się wreszcie złapać na haczyk.
Freddy był jedną z nich, nie pływając w ławicach, lecz osobno, z dala od swojego stada; Freddy był jedną z nich, mając na tyle miękkie i wspaniałomyślne serce, by nie przypuszczać nawet, że dryfujący pod wodą kawałek robaka wisiał ledwie jako nęcąca pułapka. Zdawał się istnieć z dala od wszystkiego, zdawał się podążać własnymi ścieżkami, a przy tym nie zbaczać na drogę daleką cnotom; czasem tylko, gdy gubił jej trakt, błąd popędzał błąd, ale te krzywdziły zawsze wyłącznie jego samego.
I było w tym coś tragicznego, coś nawet poruszającego; łzawie ckliwego, poruszającego litość, stawiającego go z góry w roli ofiary ― choć Igor bynajmniej nie chciał w ten kostium go ubierać. Dostrzegał w nim jednak dziwacznie znajome ślady siebie, tej wersji własnej tożsamości, którą być może zostawić musiał już dawno; takowa nie pasowała do stawianych mu oczekiwań, takową łatwo było powziąć w ręce i wykorzystać.
― Aż tacy starzy nie są... A czasami nawet potrafią być zabawni ― przyznał łagodnie, porzucając chwilowo patos na rzecz lekkości i swobody. ― Nie, to nie ich wina ― zaprzeczył od razu, bo Macnairom zawdzięczał naprawdę wiele; problem obcości sięgał znacznie głębiej ― i sam nie był pewien, czy był w stanie cokolwiek z nim jeszcze zrobić. ― Po prostu... Czasami mam wrażenie, że powinienem być gdzie indziej. To dziwne, trudno to wytłumaczyć ― skwitował cicho zgoła zobojętniałym tonem, bo wszystko to wydawało mu się nazbyt intymne, a zarazem trochę też i chyba skomplikowane. Następne jego słowa pozwolił sobie więc przemilczeć, jakby i ten temat był na tyle trudny, by nie wiedział, co więcej w tej sprawie powiedzieć; nie próbował przy tym nawet wchodzić w buty towarzysza, mógł tylko domyślać się, z jak dużymi wyzwaniami ten musiał się na co dzień mierzyć, na domiar złego tkwiąc dodatkowo w tym nienormalnym dole pustki, gdzie nie wiadomo było, kim się jest, skąd się pochodziło i dlaczego postanowiono się go pozbyć.
― Dała mi dużo pokory, Freddy. Ale ty już ją masz ― stwierdził po krótkim namyśle, racząc się ostatkiem fajki i pozostałością bimbru ze szklaneczki. ― Przyłapali, a jakże. Bałem się, że najpierw nauczyciele obedrą mnie ze skóry, a potem poprawią po nich moi rodzice ― wyznał, z subtelnym to nawet uśmiechem; rygor Durmstrangu był powodem wielu nocnych koszmarów ― zwłaszcza gdy nie chciano przestrzegać ustanowionych zasad. ― Ale miałem dużo szczęścia. Koledzy zawsze się za mnie wstawiali, wzięli odpowiedzialność na siebie, więc dla mnie skończyło się na jednym szlabanie. Oni musieli ręcznie odmalować całe szkolne boisko, bez magii. Zajęte mieli wszystkie soboty przez bite dwa miesiące ― skwitował cicho, uśmiechając się szeroko na brzmienie tego wspomnienia, potem ― na jąkliwe tłumaczenia Freddy'ego, który nagle zestresował się tym nowym faktem. Nie zdejmując z niego tych obaw, dokończył bezgłośnie swoją porcję bimbru; a potem pojawiła się kolejna, mocząc jego własny, czarny sweter. Na jego miejscu pojawił się zielony, wysłużony, zgoła pachnący kurzem i gryzący skórę; z łagodną mimiką stwierdził jednak:
― Och, zielony? Ekstra ― i tak z kabiny wrócili znów na rufę, a on dodał: ― Przynajmniej jak wypadnę za burtę, pomylą mnie z kępą wodorostów i dadzą mi święty spokój...

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 19:11 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.