• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Równina Anglesey
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-09-2025, 13:58

Równina Anglesey
Na północnym zachodzie, na wyspie Anglesey, rozciąga się równina, którą wiatr smaga niemal bez końca. To otwarta przestrzeń, w której kamienne kręgi i dawne kurhany wyrastają z ziemi niczym ślady po rękach olbrzymów. Ziemia jest tu piaszczysta i twarda, a trawy wiją się pod naporem wichrów od morza. W pogodny dzień można stąd zobaczyć sylwetki gór Eryri na horyzoncie, w mgliste poranki wszystko stapia się w bezkresne szarości.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
Wczoraj, 22:10
| 12 maja 1962

Wiatr na Równinie Anglesey był tego dnia szczególnie uparty. Wdzierał się pod płaszcz, plątał włosy i świstał w uszach. Właśnie dlatego wybrałam to miejsce, było surowe, niemal puste i miałam wrażenie, jakby ledwo muśnięte życiem. Było miejscem idealnym do ćwiczeń umiejętności, która wciąż wymagała ode mnie ogromnej ilości skupienia. Stałam przez chwilę nieruchomo, wsłuchując się w rytm oddechu i obserwując rozciągające się przede mną skaliste równiny. Kamienie wyrastały z ziemi jak stare, zapomniane kości świata – niektóre tworzyły kręgi, inne leżały samotnie, nadgryzione czasem i wiatrem. Inne wyglądały, jakby były odciskiem stopy jakiegoś olbrzyma. Olbrzyma, który żył tu przed wiekami. Między nimi trwała niska, przytłumiona roślinność: kępki traw, wrzosy przywierające do gleby, jakby bały się unieść choć odrobinę wyżej. A nawet jeśli chciały, to przez silny wiatr ciężko było im urosnąć choćby parę centymetrów wyżej. Zamknęłam oczy skupiając się na zadaniu, które sama sobie dzisiaj narzuciłam. Przemiana przyszła znajomym już napięciem. Czułam się wtedy dziwnie, jakby ciało na moment przestawało należeć do mnie, rozciągając się i kurcząc jednocześnie. Każdy raz był inny, choć mechanizm pozostawał ten sam. Chłód powietrza nagle stał się ostrzejszy, bardziej wyraźny. Kiedy otworzyłam oczy, świat wyglądał inaczej, bardziej kontrastowo, bardziej… prawdziwie? Miałam skrzydła, które rozpostarłam. Moje oczy były bardziej wrażliwe na widziany obraz, wszystko wydawało się tak bardzo ostre.
Lot był krótką ucieczką od wszystkiego. Wiatr, który przed chwilą był uciążliwy, teraz niósł mnie bez wysiłku. Unosiłam się nad kamiennymi kręgami, zataczając powolne kręgi nad równiną. Czułam lekkość, której czasami nie potrafiłam znaleźć w ludzkiej formie. Ostatnie wydarzenia wciąż mi ciążyły. W tym momencie była tylko przestrzeń i instynkt. Musiałam ćwiczyć, nie umiałam utrzymać przemiany tak długo jak bym tego chciała. Szybko się męczyłam, a ilość bodźców nie raz mnie przytłaczała. Wiedziałam, że ostatnio nie poświęciłam odpowiedniej ilości czasu na ćwiczenia. Powinnam to zmienić. Ale nie byłam już sama, utrzymanie tajemnicy nagle stało się zdecydowanie trudniejsze pomimo tego, że Kenneth właściwie mnie nie kontrolował. Mogłam wychodzić i wracać kiedy chciałam, a gdy go nie było, to miałam całkowicie wolną rękę. A jednak ćwiczenia przychodziły mi z trudnością. Więc korzystałam teraz, póki mogłam.
I wtedy ją zobaczyłam. Postać pośród kamieni, drobniutką ale wyraźnie znajomą. Przez chwilę krążyłam wyżej, przyglądając się uważniej. Nie potrzebowałam wiele czasu, by rozpoznać Helenę. Jej sposób poruszania się, niewielka blondwłosa postać, lekko przygarbiona… nie mogłam się pomylić. Serce zabiło mi szybciej. Nie spodziewałam się jej tutaj. Właściwie to nikogo się tutaj nie spodziewałam. Bo kto i po co zapuszcza się w te rejony? Tak daleko od Cardiff? Zawróciłam, oddalając się od niej, zanim zdecydowałam się wrócić do swojej pierwotnej postaci. Nie mogłam ryzykować. Nikt nie wiedział. Nikt nie mógł się dowiedzieć. Przynajmniej jeszcze nie. Wylądowałam za jednym z większych głazów, osłonięta od widoku. Przemiana w drugą stronę była trudniejsza, bardziej szorstka, mniej naturalna. Przez moment miałam wrażenie, że ziemia usuwa mi się spod nóg, ale zaraz potem wszystko wróciło na swoje miejsce. Oddech był cięższy, ciało znów miało swój znajomy ciężar. Ta lekkość i swoboda, która mi towarzyszyła podczas lotu i która zniknęła, gdy wróciłam do swojej naturalnej formy pokazywała, jak bardzo ciężkie i nieporadne było ciało człowieka. Chwilę musiałam poświęcić na to, aby się znów przyzwyczaić. Poprawiłam płaszcz i odgarnęłam włosy, zanim wyszłam zza kamienia.
Każdy krok w jej stronę był świadomy. Z bliska równina wydawała się jeszcze bardziej surowa. Kamienie miały ostre krawędzie, a wiatr niósł ze sobą zapach wilgotnej ziemi i czegoś starego, niemal zapomnianego. Czułam lekkie napięcie w ramionach, jakby ciało wciąż nie do końca przywykło do powrotu. Kroki musiałam stawiać ostrożnie, aby się nie potknąć lub nie poślizgnąć, oczy dopiero przyzwyczajały mi się do mniejszej ostrości obrazu i dźwięk był jakiś taki… inny. Zatrzymałam się na moment, zanim znalazłam się wystarczająco blisko, by mogła mnie zauważyć.
- Helena? - Zaczepiłam dziewczynę, chociaż byłam niemal pewna, że to ona.
Mój głos zabrzmiał spokojniej, niż się spodziewałam. Moje ciało pamiętało przemianę, przyspieszony puls, wolność, która mi towarzyszyła. A jednak teraz stałam tu, już jako ja, jakby nic się nie wydarzyło.
Wiosna 1x: Błoto
Wasze nogi zapadają się nagle w głębokim błocie. Ziemia zasysa stopy z nieprzyjemnym mlaśnięciem. Buty zostają uwięzione na moment. Trzeba się wyszarpać, tracąc równowagę. Ubrania szybko pokrywają się brudem. Wilgoć przenika przez materiał. Każdy kolejny krok jest uciążliwy.
Aby się uwolnić z błota, musicie rzucić kością k100. Spełnione PS 40 oznacza skuteczne wydostanie się z pułapki. Do rzutu doliczyć należy potencjał siły. Niespełnione PS oznacza dłuższą, wyczerpującą próbę wydostania się. Postać traci 5 HP.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:10 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.