• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Teatr Magiczny "Arkadia" > Duża Scena
Duża Scena
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-11-2025, 19:21

Duża Scena
Duża Scena w "Arkadii" to miejsce, na którym wystawiane są najważniejsze przedstawienia — premiery, widowiska galowe i spektakle wymagające pełnej oprawy. Podłoga z ciemnego drewna jest wzmocniona zaklęciami stabilizującymi, dzięki którym nie skrzypi, nie drży i wytrzymuje szybkie zmiany dekoracji. Nad sceną działa zintegrowany system magicznych prowadnic: tła, platformy i moduły scenograficzne unoszą się po wyznaczonych liniach, reagując na krótkie komendy techników. To magia precyzyjna, użytkowa, zastępująca ciężkie linowe mechanizmy. Reflektory ustawiają się automatycznie po wskazaniu sceny w panelu kontrolnym, a kolor światła można zmienić jednym ruchem różdżki. Kurtyna rozsuwa się płynnie, w równym, eleganckim geście, jakby prowadzona niewidzialną dłonią.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Morty Dunham
Akolici
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
18-01-2026, 13:57
Chłód i dystans stały się murem, który wokół siebie skrupulatnie budował, odkąd Paryż i wszystko, co kojarzyło się z przeszłością, stało się dla niego niczym więcej jak źródłem cierpienia. Każdy krok do przodu wymagał od niego porzucenia dawnych wspomnień, zepchnięcia ich w najodleglejszy kąt pamięci, by ich ostre odłamki nie mogły go dłużej ranić, nie wbijały się w serce w najmniej spodziewanym momencie. Z czasem nauczył się oddychać ciszą, nauczył się żyć wśród ścian, które sam wokół siebie wzniósł.
Nieznajomy, który stanął przed nim, wydawał się kimś, kto wciąż kurczowo trzymał się minionych chwil, jakby wierzył, że mogą go ocalić, jakby nie dostrzegał, że przeszłość jest iluzją, za którą kryje się nieuchwytne zagrożenie. Jego walka, wysiłek włożony w to, by nie zniknąć, by zostawić po sobie choćby nikły ślad, był daremny – jak robienie zapisków na piasku podczas sztormu. Morty patrzył na niego i widział w nim tę dziecięcą potrzebę powrotu, tę rozpaczliwą chęć przywrócenia dni, które nie należały już do nikogo. Wspomnienia, które dla Mortiego były kajdanami, dla Axela zdawały się być ostatnią kotwicą, jedynym, co powstrzymywało go przed całkowitym odpłynięciem w niebyt. Nie potrafił zrozumieć, że nie ma już powrotu do tego, co odeszło; że przeszłość jest martwa i nie da się jej wskrzesić żadną mocą, żadnym pragnieniem.
Ludzie obierali różne ścieżki – niektórzy bez końca szukali siebie w cieniu dawnych marzeń, próbując na nowo wyśnić utracone szczęście, inni odcinali się od wszystkiego i budowali nową tożsamość na gruzach starej, jakby chcieli wymusić na sobie nowe narodziny. Morty, spoglądając w oczy nieznajomego, nie dostrzegł w nich demona, lecz człowieka z krwi i kości, owładniętego rozpaczliwą potrzebą powrotu do dni, które minęły. Krzyczał niemo: „Przypomnij sobie, kim jestem, dostrzeż mnie!” Doświadczenia Mortiego podpowiadało mu, że tam, gdzie pojawia się rozpacz, rodzi się także desperacja, a u jej progu czai się szaleństwo – jak zjawa, która tylko czeka, aby przyjąć na siebie ciężar czyjegoś lęku
Rozpacz w oczach Axela była jak otwarte rany, które wciąż krwawiły. Jego spojrzenie, nerwowo wędrujące po twarzy Mortiego, zdawało się wyrażać tego, czego nie potrafił ująć w słowa. Był więźniem własnych wspomnień, skazanym na nieustanną tułaczkę po labiryncie dawnych dni. W jego postawie było coś z żałości - jakby był bliski przekroczenia granicy, z której nie ma już powrotu.
Potem to spotkanie urosło do rangi kuriozum, balansując na krawędzi absurdu. Morty przez chwilę obawiał się, że pomylił wizje z rzeczywistością. Nagle wszystko wydawało się być pozbawione logiki, jakby prawa fizyki i zdrowego rozsądku przestały obowiązywać w tej dziwnej przestrzeni. Nie wiedział, co o tym myśleć, lecz nie pozwolił, aby Axel znalazł w nim podporę; w porę, instynktownie cofnął się o krok i w milczeniu obserwował, jak rozbawienie bierze go w swoje władnie, jak poddaje się temu uczuciu bez oporu, zatracając się w spazmach niekontrolowanej radości, śmiejąc się na tyle gwałtownie, że Morty dostrzegł drżenie jego ramion, jak wyrzuca z siebie słowa z prędkością, którą nie pogardziłaby najnowsza miotła; jedno zdanie przeplatało się z drugim, a sens gubił się gdzieś wśród chaotycznych wybuchów śmiechu. Na tej widok obie brwi wiolonczeli zawędrowały ku górze.
Musiał pozostać obojętny, bo tylko w ten sposób ocali samego siebie.
- Nie wiem dokąd prowadzi cię twoje przeznaczenie – zaczął, ważąc ciężar słow na języku; miał wrażenie, ze nieprzyjemnie zgrzytają pod zębami – ale ścieżka, którą zmierzasz, wiedzie cię ku szaleństwu - zawyrokował, gdy spojrzał mu prosto w oczy; miał wrażenie, że dostrzegł w nich czysty, rozpalony na krawędzi źrenic obłęd.
Zapobiegawczo,zanim dłon nieznajomego – znowu - zdążyła sięgnąć jego ramienia, by uwikłać go w niechciany taniec, pogłębił dzielący ich dystans, więc wszystko, co stało się później, działo się tylko w wyobraźnie Axela. W tym samym czasie Morty, podtrzymując dłonią grobowiec swojej wiolonczeli, spoglądał, jak podrygiwał do taktu nieznanej melodii, która wkrótce - w formie śmiechu - wybrzmiała z jego warg.
- Los często drwi z tych, za którymi podąża widomo przeszłości – myślom nadał kształt słów, lecz nie czekał na odpowiedź. Nie czekał aż przestanie się śmiać. Nie czekał właściwie na nic. Zamiast tego skierował swoje kroki ku szatni. Miał nadzieję, że natrętny nieznajomy nie podąży jego śladem i opuści mury teatru, szukając i echa przeszłości, i schronienia przed deszczem poza nim.

zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:14 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.