• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro IV > Pusty gabinet
Pusty gabinet
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-01-2026, 21:23

Pusty gabinet
Niewielki gabinet o prostym, urzędowym wystroju. Przy jednej ze ścian stoi biurko z ciemnego drewna, na którym nie ma żadnych dokumentów ani przyborów do pisania. Krzesło jest odsunięte i puste. Po bokach ustawiono dwa regały z kilkoma segregatorami oraz zamkniętą szafkę archiwalną. Okno częściowo zasłania jasna roleta, przez którą wpada rozproszone światło. Oświetlenie sufitowe jest wyłączone. W pomieszczeniu panuje cisza, a jedynymi widocznymi śladami użytkowania są lekko wytarta wykładzina i odciski na klamce drzwi..
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
20-02-2026, 15:23
Bezruch dla wielu stworzeń był sposobem na ochronę przed atakiem; brak ruchu miał zniechęcić drapieżnika, który często bardziej zainteresowany był samym polowaniem niż dopadnięciem ofiary. Przez chwilę miałem wrażenie, że jestem jednym z tych stworzeń, zamarłych nagle, gdy stanęły twarzą w twarz z przeciwnikiem gotowym rozszarpać je na strzępy. Morty jednak nie był moim wrogiem i to nie jego się bałem, lecz tego niespodziewanego spojrzenia w przeszłość i konieczności zmierzenia się z nią ponownie. Morty nie odszedł, chociaż tyle razy wspominałem o Thobiasie, nie odszedł i teraz, gdy na głos wypowiedziałem słowa, które dusiłem w sobie tyle czasu. Nadal coś do niego czuję i nie sądzę, bym kiedykolwiek przestał. Miałem wrażenie, że jeśli poruszę się choćby o centymetr, mrugnę, wezmę głębszy oddech, to coś między nami pęknie, rozpadnie się na kawałki i pokruszy tak drobno, że nieodwracalnie.
- Powstrzymać tak jak teraz – powtórzyłem za nim, urywając słowa w połowie, aby nie zapytać, czy ma na myśli przymus i moje dłonie na jego ramionach powstrzymujące go przed odejściem. Przytrzymanie na miejscu, nawet jeśli wyrywał się do ucieczki. Czy byłbym w stanie w ogóle go do czegoś zmusić, skoro hołdowałem poczuciu wolności? Umiałbym go zniewolić na tyle, by zapomniał o wszystkim innym poza mną? Morty wspomniał o tęsknocie, którą czuł ode mnie tamtej nocy na pomoście, a ja teraz zastanawiałem się, czy to właśnie ta tęsknota sprawiła, że wtedy tak gwałtownie zareagowałem na jego obecność. Że widziałem w nim nie tylko cień z przeszłości, który pojawił się nagle w moim życiu, ale też blask przyszłości, którą mógł mi ofiarować. Przez ostatnie lata byłem taki ostrożny, że niemal zapomniałem, jak to jest być wolnym, jak to jest pozbyć się ograniczeń narzuconych na uczucia.
Niemal uczyłem się tego na nowo, uczyłem się c z u ć emocje, uczyłem się je odczytywać, zarówno te pochodzące z mojego serca, jak i widoczne u Mortiego. To, że obaj nie wiedzieliśmy w tym momencie, gdzie jest nasze miejsce w tej układance i na czym stoimy, było w jakiś sposób budujące a nie frustrujące. Nie osłabiało naszej relacji, tak przynajmniej chciałem myśleć, ale nadawało jej konkretny punkt wyjścia. Nie musiałem udawać, że wszystko mam pod kontrolą.
- Och, jest tu jeszcze kilka ciekawych miejsc, proszę mi wierzyć, panie Dunham. - Zwalczyłem odruch, by przytrzymać jego ręce na swoim ciele, pozwolić im błądzić dalej w absolutnym nieskrępowaniu, bo Ministerstwo Magii nie było mimo wszystko miejscem na spontaniczne katastrofy, a tym właśnie skończyłoby się nasze spotkanie, gdybyśmy pozwolili sobie na więcej. Spojrzenie, które rzucił mi Morty, było wystarczającą zachętą, by z katastrofami poczekać jeszcze przez chwilę, aż znajdziemy się w bardziej odpowiednich okolicznościach. Podszedłem do niego i sięgnąłem po marynarkę, którą mi podał, zakładając ją na siebie i poprawiając machinalnie rękawy. Nieskazitelność, jedna z cech, którą Crouchowie mieli w swoich genach od urodzenia.
- Spacer brzmi w porządku – zgodziłem się, chociaż jedna z moich brwi drgnęła niespokojnie na myśl o tym, że spacer oznacza odwleczenie w czasie momentu, gdy znajdziemy się naprawdę sami. Chyba że chciałby spacerować wprost do swojego mieszkania, wtedy nie miałbym absolutnie nic przeciwko chodzeniu nawet w deszczu czy pośród śnieżycy. Co prawda śnieg w maju brzmiał dość egzotycznie nawet jak na angielską pogodę, ale i tak byłem gotów na takie poświęcenie. Zbyłem milczeniem dalszą część jego wywodu, te wszystkie głupoty o parkowych alejkach, postanawiając nie dopuścić, by w zasięgu naszego spaceru znalazł się choć jeden park, ale na jedno musiałem odpowiedzieć. - Czyżby odzywała się w panu artystyczna wrażliwość na uwielbienie wiosny? - zapytałem, chociaż wcale nie oczekiwałem wyjaśnień. Dotknąłem dłonią klamki i przekręciłem klucz w zamku, który kilkadziesiąt minut wcześniej odseparował nas od reszty świata.
Morty stał tuż obok, czułem jego zapach, ciepło ciała i spojrzenie na sobie, chociaż przez chwilę uparcie unikałem go, pieczołowicie zapinając dwa guziki swojej marynarki, jakby były wyjątkowo skomplikowaną konstrukcją. Wiosna. Uniosłem na niego wzrok, a jedną z dłoni oparłem na jego klatce piersiowej. Zaszurałem stopą, gdy zrobiłem dodatkowe pół kroku, przysuwając się bliżej. Palce wolnej ręki zacisnęły się ponownie na kluczu i przekręciły go w drugą stronę, na powrót zamykając drzwi, o której sekundę później uderzyły plecy Mortiego. Nie byłem ani trochę subtelny, gdy przyciskałem go do twardego drewna i wpijałem się w jego usta, zanim zdążyłem cokolwiek przeanalizować. Nigdy nie byłem analitycznym umysłem, chwała Merlinowi, i nie zamierzałem tego zmieniać.
- Przyjemność, Morty – wymruczałem prosto w wargi, które ułamek sekundy wcześniej przygryzłem mocno zębami. Mówiłem, zero subtelności. Wsunąłem palec za szlufkę jego spodni i pociągnąłem w kierunku swoich bioder. To było przyznanie się do pragnienia, które od dawna domagało się głosu, a teraz miało okazję jeszcze nie wykrzyczeć, ale chociaż wyszeptać wszystkie te tłumione słowa. - Nie zapomnisz żadnej chwili z przyjemności, jaką ci zapewnię... podczas spaceru – obiecałem, odpychając się gwałtownie od jego ciała. Potarłem kciukiem kącik ust, jakbym smakował coś pysznego, a chwilę później na mojej twarzy znów wykwitł wyraz absolutnego profesjonalizmu.
- Proszę prowadzić, panie Dunham. - Przekręciłem klucz, znowu, i szarpnąłem za klamkę. - Zobaczmy, czy wiosna w pańskim wydaniu rzeczywiście jest warta opuszczenia mojego gabinetu. - Lekka kpina w moim głosie utonęła pod lekkością tonu i uśmiechem. Spacer. Wiosna. Rafael, ty stary durniu, czyżbyś też robił się wrażliwy?

z/t x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:54 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.