• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Hodowla "Ropuszy Triumwirat" > Zagroda Ropuch Trójpaluszych Próchniczych
Zagroda Ropuch Trójpaluszych Próchniczych
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-02-2026, 23:58

Zagroda Ropuch Trójpaluszych Próchniczych
Zagroda znajduje się w całości na świeżym powietrzu, ponieważ ropuchy te przepadają za leśnym, szkockim klimatem. Jest wydzieloną i magicznie zabezpieczoną częścią ogrodu, znajdującą się najbliżej lasu. Wokół przez cały rok pachnie konwaliami—zapachem wydzielanym przez ropuchy. Często słychać tutaj też ptasie trele, zarówno wyśpiewywane przez ropuchy, jak i dobiegające od okolicznego ptactwa, które czasem wchodzi z ropuchami w dialog. Zagroda ożywa nocą, a za dnia wydaje się raczej pusta, a ropuchy chowają się wtedy w specjalnie rozstawionych wkoło pustych pniach drzew lub w swoich kryjówkach w ziemi. Słońce i bujna roślinność zachęcają jednak czarodziejów do spędzania tutaj czasu, o ile nie przestraszy się przypadkiem prawdziwych lokatorów tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Darcy Lovegood
Czarodzieje
started bringing up the past, how the things you love don't last.
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
3
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
17-03-2026, 10:43
Widziała go na tamtej potańcówce. Jako pierwszy błysnął w tłumie, zauważyła, jak przemykał obrębami parkietu, patrząc na tańczące pary, jakby nie mógł się zdecydować, czy poszukać sobie partnerki i do nich dołączyć. Ich spojrzenia spotkały się na chwilę, ale odniosła wrażenie, że jej nie poznał, choć od czasów Hogwartu nie zmieniła się za bardzo - poza jeszcze mocniejszym zrzuceniem masy ciała. On zaś zmężniał, wydawał się bardziej umięśniony, ogorzały dojrzałością, w którą chcąc czy nie chcąc musieli się zapuścić. Niestety nie trwało to długo: kolega ze studiów znów się do niej odezwał, a uwaga Darcy wróciła do partnera, śmiejąc się z jego komentarza.
Potem Caleb zniknął wśród mrowia ludzi i dostrzegła go jakiś czas później, kątem oka, kiedy tańczyła z jego starszym bratem, człowiekiem o czarującym uśmiechu, przyjemnej tonacji głosu, lekko szorstkich dłoniach i dobrym wyczuciu muzyki. Felix Diggory. Felix Diggory, który zauważył wahanie młodszego brata, kiedy stwierdził, że poprosi Lovegood do tańca; Felix Diggory, który zignorował smętniejącą minę Caleba, jego rumieńce i przygasające spojrzenie, jego zwieszone ramiona, i udawał, że ich nie widzi.
- W tej - potwierdziła krótko. Każda chwila rozmowy z naszpikowanym toksyną szwagrem narażała ją na ryzyko obserwowania głupich min i słuchania nieskładnych historyjek pod wpływem halucynacji, chociaż póki co na szczęście zdawał się całkiem przytomny, kojarzący podstawowe fakty. Parkinson nie ochlapał go zanadto, a to dawało nadzieję na mniej intensywne omamy, które będzie musiał po prostu przeczekać. Nie zazdrościła mu, a z drugiej strony była chyba przyzwyczajona do tego, że non stop coś mu się działo. Wracał pobity, poturbowany, zakrwawiony, częściej, niżby sobie tego życzyła. Niżby jemu tego życzyła, mimo że według wszelkiej logiki zasłużył na wszystko, co najgorsze; na to samo, czego doświadczył Felix na kilka miesięcy przed śmiercią. Na co dzień zdawało się jej, że tak powinno być. Oko za oko, ząb za ząb. Ale kiedy zjawiał się w domu cały pokiereszowany, była zła, że znów coś sobie zrobił. - Wtedy też sam się prosiłeś, Cal. Nie trzeba było pchać łap w jego gniazdo - przewróciła oczami, w których mignęło rozbawienie. Poparzona dłoń szwagra szybko wróciła do poprzedniego stanu dzięki kilku zaklęciom, gorzej było pewnie znieść jej tyradę.
- A wiesz też, że czasem wystarczy wiedza teoretyczna, zamiast praktycznej? - odparowała, ponieważ mimo swojej ropuszej kariery Caleb i tak postanowił sprawdzać, jak toksyna zadziała na niego dzisiaj. Po co? Naprawdę nie mógł ubrać rękawic? Mieli je nie bez powodu, nie do ozdoby. Może miał w sobie jakiś gen, który kazał mu być ryzykantem, a jeśli tak, to Darcy miała ochotę złożyć zażalenie do losu, bo wcale się na to nie pisała. - Nie możesz co chwila czegoś sobie robić - pouczyła, zagryzając zęby, zanim dodała coś więcej. Pewnego dnia konsekwencje mogły być okropne. Nieodwracalne. Poczucie winy, o którym ostatnio wspominał, pchało go do tak głupich decyzji? Chciał w ten sposób odpokutować? Zrobiłby więcej, gdyby przestał wracać do Dziupli cały we krwi i odpowiedzialnie - i zarazem zgodnie z jej wolą - zaczął wypełniać gospodarskie obowiązki. Bez denerwowania wszystkich dookoła. Bez potłuczeń, kontuzji, rozcięć i złamań. Bez niebezpieczeństwa.
Głęboki rumieniec drasnął policzki, wspomnienie brokatu zaczęło krępować. Nie wzięła pod uwagę bycia obiektem halucynogennym, nie szukała jego komplementów, nie chciała ich, nie potrzebowała. Były niestosowne, pamięć Felixa wcale nie okrzepła, a jej wyrzuty wobec niego, choć chwilowo zepchnięte nieco na bok, nie przestały męczyć duszy. Darcy zmarszczyła lekko brwi i rozważyła, czy mógł sobie z niej żartować, ale chyba nie - tak maślany wzrok byłby trudny do podrobienia. Jedynym wytłumaczeniem było to, że faktycznie widział w niej swoją zagraniczną przyjaciółeczkę, bo co innego?
- Nie no, świetnie - huknęła, słysząc przechwałkę związaną z przyjacielem szwagra. Oparła dłonie na biodrach, sztyletując go wzrokiem. - Naprawdę jest się czym chwalić. Dwa kapuściane łby, a co jeden to głupszy. Gratuluję osiągnięć życiowych! I ćpuńskich ambicji. To twój pomysł czy tego bystrzaka Arta? Uprzedzisz mnie chociaż, zanim zaplanujecie sobie super zabawny złoty strzał? Czy też dowiem się dopiero od magipolicji? - piekliła się, już raz identyfikowała nadżarte pośmiertną zgnilizną ciało, pustą skorupę należącą kiedyś do jej męża. Nie chciała tego powtarzać. Nie chciała po raz drugi przechodzić przez coś takiego, nawet jeżeli teoretycznie byłoby to wyrównaniem rachunków między braćmi. - Osły - podsumowała burknięciem, ignorując jego uśmiech, jego łagodność, jego czułość. To, czego nie mogła zignorować, to dłoń sięgająca do jej włosów, która natychmiast przecięła jej ciało impulsem strachu i skrępowania. Nie powinien jej dotykać pod żadnym pozorem. A ona nie powinna zastanawiać się, jak by to było, gdyby dotknął jej policzka. Jak by to było? - Przestań - powtórzyła nieustępliwie i cofnęła się radykalnej, o kilka większych kroków. - Sio do domu, sama dokończę. A jak nie pójdziesz, teraz, to zrobię na obiad samą zieleninę - zagroziła, wiedząc, jak lubił swoje mięsne przysmaki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
22-03-2026, 06:10
Nie sądził, że Darcy w ogóle widziała go na tamtej potańcówce. Nie był nawet fanem tańca. Kiedyś jakaś dziewczyna powiedziała mu, że nie miał wyczucia rytmu. Na weselu kuzynki przydeptał partnerce stopę, a babka od strony mamy bezskutecznie usiłowała nauczyć go walca. Tańczył z uprzejmości lub gdy rozluźnił się piwem, a gdy zobaczył Darcy—wahał się czy powinien poprosić ją na parkiet w ogóle (co jeśli przydeptałby jej stopę?) czy najpierw napić się piwa (ale co, jeśli by je wyczuła) czy odważyć się i zaryzykować. Właściwie skłaniał się do tej trzeciej opcji, ale Lovegood wyglądała tam jakoś świetliście (równie świetliście jak teraz, gdy zdawała się stać przed nim w tamej sukience i otoczona chmurą brokatu) i zwyczajnie go onieśmieliła.
Felix zawsze podejmował decyzje szybciej. Cal mu tego zazdrościł. Kiedyś nawet to w nim kochał i podziwiał. Dzięki bratu postawili szybciej hodowlę na nogi, sprawnie kupili nowy miot ropuch smoczych i przekonali dziadka do rozbudowy zagrody. Widząc, jak Felix przygasa po każdej pełni—choć rany na ciele się zagoiły, to brat wydawał się mocno nieswój—to Cal postanowił być decyzyjny i wyciągnąć go na tańce. Zapewnić mu miły wieczór i być może uciąć te dziwne, okazjonalne komentarze brata o tym, że tylko on ma całe życie przed sobą. Gdy Felix odtańczył z Darcy pierwszy taniec, Caleb liczył przez chwilę, że na tym się skończy i wahał się nawet, czy nie poprosić jej do kolejnego. Ale Felix uśmiechał się tak pierwszy raz od dawna, Darcy się uśmiechała, a Cal próbował się cieszyć jego jednym miłym wieczorem, nie wiedząc nawet na jak przygaśniętego samemu wyglądał pod ścianą. Ani, że jeden wieczór Felixa zmieni się w randki i oświadczyny i ślub. Ani, że kilka dziwnych komentarzy było pierwszą oznaką pogarszającego się stanu brata i cichego, narastającego konfliktu.
- Oj tam, gniazdo… - słuchał Darcy jednym uchem, bo wyglądała tak jak wtedy i chyba właśnie… myślał o tym wszystkim. Trochę przyćmiony toksynami, więc bez tępego bólu, który zawsze towarzyszył tamtemu wspomnieniu i kazał je od siebie odsuwać. - Moglibyśmy zatańczyć, wiesz? - palnął, zdradzając, że jad zaczyna działać mocniej. Za kilka godzin faktycznie przejdzie, teraz jego źrenice były rozszerzone jakoś bardziej niż minutę temu. - Może teraz… wszystko ułożyłoby się inaczej… - wymamrotał ze smętnym spojrzeniem i bladym uśmiechem, niosącym jakąś głupią nadzieję. - Chociaż na parkiecie prędzej zrobiłbym coś tobie. - zażartował w odpowiedzi na prośbę, by ciągle sobie czegoś nie robił. Czyli jednak jej słuchał, ale jej prośby nie zdawały się teraz do końca do niego docierać.
Na szczęście albo nieszczęście, objęło to również tyradę antyużywkową. Zamrugał, z trudem próbując się skupić na jej podniesionym tonie. Nadal była świetlista, a teraz jeszcze ślicznie zarumieniona, a w dodatku za jej plecami skakały uśmiechnięte kapusty.
- Kapuściane… łby… fakt! - roześmiał się szczerze (!), co rzadko mu się przy niej zdarzało. Od powrotu do Anglii w ogóle rzadko się to zdarzało. - Są za tobą. - wyszeptał konspiracyjnie. - Ale wydają się nieszkodliwe…
Pytanie o Arta przywróciło mu odrobinę trzeźwości. Najwyraźniej puchońska lojalność bywała silniejsza od ropuszych toksyn.
- To nasz pomysł. - odpowiedział, rozmywając odpowiedzialność (bo jego przygody z różnymi… środkami zaczęły się od pomysłu Arta i… chyba przeważnie branie ich to był pomysł Arta). - Nie no, magipolicja nie wie… - uspokoił. Jak coś brali, to w domu albo w górach, nie w centrach miast — byli tacy ODPOWIEDZIALNI! Na myśl o przyjacielu i na widok Darcy uśmiechał się coraz szerzej, aż dotknął jej miękkich włosów (teraz wydawały się złote… albo może srebrne? Spotkał raz panią Lovegood o srebrnych włosach, Darcy wyglądała teraz zupełnie jak ona) i przez kurtynę zachwycającej iluzji do jego świadomości przebił się cień strachu. Wzdrygnięcie, rozszerzone oczy, gwałtowność z jaką się cofnęła. I wspomnienie niedawnej rozmowy w kuchni, tego, że Felix bywał wobec niej… że dał jej powody do….
Zaczął mrugać bardzo szybko i cofnął się samemu, opuszczając rękę.
- Tak… tak… już idę. - zgodził się pokornie i ostrożnie wycofał się do domu, próbując nie potknąć się o podskakujące kapusty (z perspektywy Darcy wyglądało to jak slalom po prostej drodze). Ale chyba wcale nie przekonała go groźba zieleniny, tylko coś innego.
Za kilka godzin będzie wspominał tą rozmowę ze wstydem i niepewnością odnośnie tego, co właściwie się zdarzyło, a co mu się przewidziało. Śmiech Darcy zaliczy chyba do przewidzeń.


/zt x 2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:14 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.