• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Greenwich Park
Greenwich Park
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 15:42

Greenwich Park
Greenwich Park, którego początki sięgają XV wieku, to rozległy zielony teren na południu Londynu, pełen łagodnych wzgórz, rozległych trawników i starych dębów oraz buków. Park służył angielskim królom jako tereny łowieckie, zanim stał się publicznym miejscem wypoczynku. Wzdłuż kamienistych alejek kwitną rododendrony i barwne rabaty kwiatowe. W parku stoją ozdobne fontanny — w tym zabytkowa fontanna pitna z XIX wieku — które dodają miejscu elegancji. Centralnym punktem jest Królewskie Obserwatorium z charakterystyczną miedzianą kopułą, a obok przebiega południk zerowy, który przyciąga turystów chcących zrobić zdjęcie z nogą po obu stronach świata. W parku znajdują się też małe stawy z kaczkami i łabędziami oraz pergole porośnięte pnączami. Na wzgórzu ustawione są ławki, skąd można podziwiać szeroką panoramę Tamizy i historycznych zabudowań południowego Londynu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Morty Dunham
Akolici
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
19-12-2025, 23:59
Noc powoli zaczęła spływać na park, z wilgotnym oddechem mgły okalającym jego zakamarki, a w tym wszystkim szum wiatru przypominał szept, próbujący nagłośnić to, co nie zostało wypowiedziane. Wśród tego zgiełku - trzepotu serca w piersi, emocji tłoczących się w klatce żeber i myśli kłębiących się pod sklepieniem czaszki trwał, wyczulony na każdy niuans bólu i nadziei, jaka musiała teraz rozgrywać się w duszy Leonie. Czasem miał wrażenie, że potrafił jedynie patrzyć na nią z oddali - jakbym patrzył na roztrzaskaną perłę, której piękno kryje się w bliznach zadanych przez przeszłości, a nie w pięknie ukrytym w czekającej ją przyszłości. Po części stanowiła dla niego zagadkę - był trochę poemat pisany łzami i przerwanymi westchnieniami o tym, co utracone, a potem nagle odzyskane. W końcu każdy, kto nosi ślady przejść, ukrywa prawdziwą historię między wersami codzienności. Wielokrotnie był świadkiem tego, jak jej spojrzenie, często zmatowiałe od melancholii, błąkało się po ścianach pustego pokoju. Gdy zamykał ją w bezpiecznej przestrzeni swoich ramion, czuł, jak jej serce bije niespokojnie, niepewnie, jakby bała się, czy kolejny dzień przyniesie ulgę, a może będzie jej przypominać o tych wszystkich ranach ukrytych głęboko pod skórą.
Widząc ją taką rozdartą, chciał być przy niej jak opoka, na której można się wesprzeć. Czemu uciekala? Dlaczego broniła się przed prawdą? Czego się obawiała? Tego samego, co on- że jeśli pozna prawdę o nim, odwróci wzrok, w którym pojawi się obrzydzenie?
Za dnia potrafiła się uśmiechać — rzadko, lecz szczerze. Liczył na to, że otoczona dawną rzeczywistością, znajdzie w niej na chwilę ukojenie, fragment ciepła, które rozpraszało zimno przykrych przeżyć. Mógł sobie też wyobrazić, że nocą, gdy światło gasło, powracały demony, przed którymi pragnęła zbiec. Samotność miała taką samą wartość dla niej, co dla niego? Była zarówno więzieniem, jak i schronieniem, gdzie szuka sensu wśród ruin wspomnień?
Wydawało mu się, że wreszcie na horyzoncie jej świata pojawił się ktoś, kto potrafił ujarzmiać jej smutek, gdyż ujrzał w Leonie subtelną zmianę - moment, kiedy odnajdowała zaprzeszłą radość życia. Pozwoliła mu zajrzeć za kurtynę swoich lęków? Był dla niej światełkiem, obietnicą, że można jeszcze komuś zaufać? Obserwował zmiany, jakie w niej zachodziły, z mieszaniną ulgi i gorzkiej zazdrości, bo świadomość, że nie potrafiła się przed nim otworzyć była równie bolesna, co ostrze noża wymierzone prosto w serce, lecz nadal najważniejsza była jej nadzieja, która chyba w końcu zakwitła wśród popiołów zwątpienia.
Gdy Leonie ciszę zmieniła w słowa, Morty pozwolił, by w nim rozbrzmiały, otulając go miękkim całunem troski. Patrzył na nią uważnie, czując, jak dźwięk jej głosu przenikał do najgłębszych warstw jego duszy, opadając na nią jak więdnące liście na zapomnianą mogiłę pogrzebanych marzeń. W jej oczach odnajdował własne rozterki, lęki i tęsknoty, które od lat szeptały do niego z odległych zakamarków umysłu.
Czasem miał wrażenie, że znała go lepiej niż on sam siebie; że był jak portret wyryty pod powiekami, który nie znika nawet pomimo upływu czasu. Każdy jej gest, każde spojrzenie, nawet milczenie – wszystko to przechowywała z taką czułością, jakby było czymś kruchym i bezcennym. Gdy zapytała, czy odszedłby, wiedząc, jak to zniszczy Dedala, zrozumiał, że się z nią utożsamia, że w jej oczach widzi nie tylko odbicie własnych lęków, ale i pragnień. A jednak mimo tego w jego umyśle pojawiła się myśl, że każdy, kto pnie się ku słońcu, niesie w sobie echo własnej zguby, nieuchronność klęski ukrytą w triumfie. „Umarli są szczęśliwi, bo już nie marzą”, odbiło się od sklepienia jego czaszki. Jak echo, powracało do niego w chwilach zwątpienia i melancholii. Na moment, pławiąc się w luksusie jej bliskości, przymknął powieki; pozwolił sobie na tę krótką ucieczkę przed światem, gdzie poza jej obecnością nie istniało nic, co mogłoby go zranić.
Nieraz kusił go lot, w którym topnieje wosk i kończy się ten ból, który zdawał się być częścią jego egzystencji; kuszący, bo obiecywał kres rozedrgania, ukojenie. Ale zawsze wtedy, gdy wyobraźnia podsuwała mu ten ostatni, szaleńczy skok w otchłań, w którą próbował się zapędzić, widział jej twarz – wyłaniającą się z ciemności jak latarnia dla udręczonych rejsem marynarzy. Jej oczy przepełnioną troską były dla niego przystanią. Była jak Ariadna prowadząca go przez labirynt własnych lęków, nicią, którą mógł podążać nawet w największym mroku.
- To jeszcze nie czas, by runąć w otchłań - mruknął cicho, ledwie szeptem, może trochę łudząc się, ze jej słowa do niej dotrą. W czułym dotyku jej ust na policzku odnajdował spokój. – Nie wzlecę poza zasięg twojego wzroku — nie zniknę, nie rozpłynę się w ciemności, nie zmienię się w pył, obiecuję, Leonie, tyle mogę ci obiecać, przynajmniej w tej chwili.
W ciszy prosektorium, jakby rozpiętej pomiędzy świadomością a snem, Morty przez chwile trwał w kontemplacji — czuł się trochę jak postać wyłaniającą się z cienia na płótnie Caravaggia, gdzie światło i mrok toczą zajadłą walkę o kolejne fragmenty duszy. Wpatrywał się ponad ich głowy w rozległy spektakl kosmiczny, w faerie barw rozlewających się na niebie, i pomyślał, że nie dało się tego opisać żadnymi słowami, a nawet paletą barw.
Wyczuwał w niej drżenie — jakby bała się, że jeśli poruszy się za gwałtownie, pęknie tafla rzeczywistości i w końcu, wsłuchując się w historię dzielnej Zorzy, w końcu się rozpadnie.
- Tak było, lecz Zorza, uwikłana w cykl życia, doczekawszy sędziwego wieku, w końcu odeszła. Noc długo wpatrywała się w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu tlił się ostatni ślad jej obecności. Gdy wszystko ucichło, a z nieba zniknęły nawet najdalsze echa świtu, Noc poczuła w sercu pustkę, tę samą, która tylekroć nawiedzała ją, gdy jej świat dotykała Samotność. Tym razem jednak nie była już sama. Zorza, choć odeszła z tego świata, zostawiła po sobie coś więcej niż wspomnienia - uśmiechnął się lekko, snując dalszą część tej historii. – Tam, gdzie kiedyś rodził się świt, teraz, każdej nocy, zaczęły pojawiać się kolorowe smugi. To była Zorza. Nie w ludzkim ciele, lecz jako świetlista postać na północnym niebie. Noc, patrząc na ten taniec barw, zrozumiała, że Zorza stała się jej wieczną towarzyszką. I ilekroć Samotność próbowała znów zagarnąć Noc w swoje objęcia, tylekroć Zorza rozświetlała niebo mocniej, a wraz z jej blaskiem płynęły do Nocy szeptane słowa: „Pamiętaj, łzy to nie powód do wstydu. Są jak deszcz, który oczyszcza duszę. Są jak światło, które rodzi się w ciemności.”, przypominając Nocy, że każda samotność kiedyś się kończy. - Była jak życie - nigdy nie mogła trwać wiecznie, wyszeptał do własnych myśli. – A teraz, Leo – sięgnął ustami jej ucha, by mogła usłyszeć każde wyszeptane słowo. – Opowiedz mi o źródle twojego szczęścia. Widzę przecież, że w tej duszy gra "Poranek" Griega, ale nie mam pojęcia, kto pociaga za te struny. - Od pewnego czasu snuł swoje domysły, lecz chciał usłyszeć to z jej ust. Skonfrontować swoje przepuszczenia z faktami. Wiedzieć, czy dobrze zinterpretował czułość, jaką zobaczył w spojrzeniu Jaspera podczas spotkania akolitów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Leonie Figg
Akolici
together, toward the future, we will paint the chiaroscuro.
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
18-01-2026, 21:57
Słowa Morty'ego miały dla niej ogromne znaczenie. Niby prosta obietnica, a czasem niemożliwa do dotrzymania; czy Leonie nie wzleciała raz poza zasięg jego spojrzenia? Nie planowała tego, nie wiedziała, że słońce, do którego się wznosi, jest tak blisko, gotowe rzucić się do jej skrzydeł i ogniem rozpuścić wosk spajający pióra ze stelażem. Jeśli mogła liczyć, że przyjaciel choćby spróbuje być bezpieczny, mimo że nosił w sobie inklinacje do ryzyka i przyciągał błędne ogniki niczym magnes, to to musiało jej wystarczyć. Nigdy nie była pewna, czy kiedy rozstaną się po jednym spotkaniu, jeszcze kiedykolwiek dojdzie do następnego. Obawiała się cieni ukrytych w zaułkach, martwiła o charyzmę Dunhama, trudną do przeoczenia szczególnie przez zauroczonego nim drapieżnika. Bała się, że świat znów ich rozdzieli, tym razem na dobre. Zdarzały się noce, kiedy odchodziła od zmysłów, snując w głowie dziesiątki przerażających wizji, które musiała utopić w butelce, bo ani herbata uspokajająca, ani wtulanie się w Helgę nie pomagało; dopiero gdy traciła przytomność z upojenia jej lęki milkły, a Morty znów był dla niej przez chwilę bezpieczny.
Konstelacje nad ich głowami rozmyły się nagle i Leonie pojęła, że to nie element widowiska, a łzy napływające jej do oczu pod wpływem ich wspólnie opowiedzianej historii. Gula w gardle rozrosła się tak bardzo, że nie wydusiłaby z siebie słowa, z trudem przełykając ciche chlipnięcia, kiedy Morty rysował epilog Zorzy i Nocy; mocno splotła z nim palce, wtulając się w bok przyjaciela. Gwiazdy, planety i ich wzory, których nie rozumiała, momentalnie straciły znaczenie. Czuła tak olbrzymią i obezwładniającą wdzięczność za to, że go przy sobie ma... Stłumiwszy chlipnięcie w materiale jego swetra, słuchała ostatnich fragmentów o Zorzy w swojej kolorowej, niebiańskiej postaci, a skoro wspomniał cytatem, że nie należało wstydzić się za łzy, pozwoliła sobie wylać je w teraz na jego ramieniu, powierzała mu je jak kryształy w baśni, pieczołowicie strzeżone przed wszystkimi poza Zorzą. Wcielił się dla niej w tę rolę, nie do końca rzeczywisty i nie do końca niemożliwy, opromieniając ją wielokolorowym blaskiem, który prowadził ją z powrotem ku poczuciu, że w jej żyłach mieszka życie.
- Dz-dziękuję - wychlipała cicho; za zrozumienie i zaakceptowanie jej przyznania, co naprawdę się stało; za ubranie tego w niebezpośrednie słowa, pozwalające jej wreszcie, po latach, wykrztusić swój sekret; za nieocenienie jej, tylko zrobienie dokładnie tego, czego potrzebowała, żeby poczuć się bezpiecznie. Żadne słowo nie było dość dobre, żeby ubrało w siebie jej wdzięczność, dlatego Leonie zdecydowała się właśnie na to najprostsze, prozaiczne, zwykłe, tak jak niezwykłą była ich rozmowa.
Jeszcze przez długą chwilę wtulała się w Morty'ego, wdychając jego uspokajający zapach, po latach spędzonych w Hogwarcie kojarzący się z domem, i drżała za każdym przypomnieniem sobie o wiecznym towarzystwie Zorzy w samotni Nocy. Dzisiaj przypieczętował pewność co do tego, że nigdy jej nie zostawi, niezależnie od planów losu, od czyhających na nich demonów, nawet od przyszłości czarodziejskiego świata, niepewnej od powrotu Grindelwalda (dla tych, którzy nie należeli do grona jego popleczników; dla Akolitów jutrzenka miała w sobie słodycz obietnicy).
Kiedy szloch wyciszył się w jej gardle, a zachęta do odłożonych w czasie wyznań wybrzmiała od Dunhama, Leonie wreszcie odsunęła się od niego, otarła policzki i wilgotną plamę na jego swetrze, choć to ostatnie oczywiście nie przyniosło żadnego rezultatu - miejsce pozostało tak samo mokre. - Nooo-o... - zaczęła nieporadnie, a potem mimo wszystko sięgnęła po chustkę i bardzo dyskretnie wydmuchała nos, żeby pozbyć się ostatnich śladów zapłakania. Struny jej głosu nareszcie przestały drżeć, podobnie jak dygoczące wcześniej ramiona, choć posklejane od łez rzęsy jeszcze przez kilka minut będą nosić na sobie wspomnienie wzruszenia oplecionego wokół serca. - Poznałam kogoś ostatnio - zaczęła szeptem, a migotliwe wrażenie drażniące policzki ciepłem okazało się rumieńcem. Leonie uciekła spojrzeniem, przenosząc je na mleczną drogę. - To znaczy znałam go od dawna, ale nie podejrzewałam, że mogłabym poznać go bliżej, a niedawno okazało się, że on... że przychodził do sklepu po to, by spróbować mnie poznać. Mnie, dasz wiarę? - westchnęła z czułością; nie uważała siebie samej za materiał wart poznania, tymczasem Jasper udowodnił, jak bardzo się w tym osądzie myliła. - Pewnego wieczoru znaleźliśmy się w tym samym klubie w Cardiff i... zaiskrzyło. A ja od bardzo, bardzo długiego czasu nie byłam tak szczęśliwa, Mort. Na początku myślałam, że dla niego to tylko chwila rozrywki, która ma szybko się rozmyć, ale potem zaprosił mnie na kolację i tak jakoś wyszło, że... jesteśmy razem. Chyba. Tak myślę. Na pewno jesteśmy, przyrzekliśmy to sobie otwarcie, tylko nie umiem w to uwierzyć - uśmiechnęła się z zakłopotaniem i założyła pukiel czekoladowych włosów za ucho, jeszcze mocniej się rumieniąc. - Wiesz, kiedy o nim myślę... Och, Merlinie. Kiedy o nim myślę, to czuję się jak zauroczona nastolatka. Nie wiedziałam, że motyle w brzuchu to nie tylko frazes, ale też faktyczne uczucie. On pomaga mi przestać się bać. Wie, czego się boję - dodała, przyjaciel dziś też już mógł sobie wyobrazić skalę wlokących się za nią lęków, wyznanych podczas opowieści o Zorzy. - I mimo to... mnie akceptuje. Ale dla niego nie ma "mimo to", Mort. Jest "Leonie Figg", po prostu. Często to powtarza - a ona często próbowała mu wierzyć, za każdym razem nieco mocniej niż poprzednio, na podstawie jego niezłomnej wiary ucząc się, że Colin Fairchild nie odebrał jej wszystkiego ani całej jej nie zniszczył. - Znasz go - wypaliła szybko, zanim straciłaby rezon. Chciała mu to wyznać. - ...To Jasper Prince - nerwowo wygięła palce, czekając na reakcję Dunhama.

zt x2 hehe
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
Dzisiaj, 00:01
18 maja

Przyjemna i wyczekiwana majowa atmosfera, na dobre rozgościła się nad rozległym terenem zazielenionych wysp. Miasto budziło się do aktywnego życia, zapraszając na kolejne, angażujące aktywności. Dzisiejszego dnia, kamieniste alejki Greenwich Park, zamieniły się w prawdziwą giełdę staroci, gromadząc najbardziej wykwintnych i wyszukanych wystawców. Malowniczy obszar tonął w kolorowej kaskadzie niesamowitych przedmiotów, zaczynając od delikatnej porcelany, szkła i połyskującego tworzywa. Żółtawe stosy międzynarodowej literatury, piętrzyły się przy bocznych sprzedawcach wraz z wyszukaną biżuterią, czy odzieżowymi dodatkami. Cieszyły wyostrzone, zainteresowane oko, wzmagając gwar i uraczone rozmowy. Maelle Seymour i Axel Devereaux, korzystając z upragnionego wytchnienia wczesnego przedpołudnia, postanowili skorzystać z ów okazji, aby znaleźć dla siebie coś wyjątkowego - dopełniającego charakterystyczną, sceniczną prezencję.

Maelle nadchodziła ze wschodniej bramy, mijając drogocenne stragany z wiekową biżuterią, srebrzystą zastawą pochodzącą ze starych, angielskich pałaców. Axel postanowił wślizgnąć się bokiem, korzystając z jednego z nieuczęszczanych, zarośniętych przejść między rozłożystym dębem, krzakami dzikiej róży oraz pozostałością zdezelowanej, spróchniałej ławki. Wychodząc na główną alejkę, widział, że znajduje się nieopodal sekcji wiktoriańskich mebli, których kolor, drewno, jak i faktura wzbudzały ten niesamowity i nieopisany zachwyt. Jednakże w tej jednej, nietypowej chwili coś zupełnie innego przyciągnęło ich uwagę. Delikatna muzyka o przeszywającym rytmie, starodawnym trzasku, wypełniła rozświetloną przestrzeń, subtelnie wślizgują się w bębenki słuchowe. Nie mogli stawić jej oporu, idąc za coraz głośniejszą melodią. Ścieżka prowadziła w mniej znaną część parku, zakręcając ostro w lewą stronę. Stary, wysłużony gramofon, stał na fikuśnej, drewnianej szafce, wygrywając tą przyciągającą melodię. Wokół nie było nikogo,ani żywej duszy. Zatrzymując się tuż przed nim, spoglądając na siebie z wyraźnym zaciekawieniem, niemalże od razu poczuli wpływ wzmożonej aktywności magicznego kwiatu, którego pyłek rozsiadł się na odsłoniętej skórze, wierzchniej warstwie ubrania pachnąc tak zachęcająco. Gramofon był zaczarowany, nie należał już do tego świata.

Zadanie jest precyzyjne: tuż przy drewnianej szafce postawiono skrzynię, wypełnioną różnorodnymi płytami winylowymi. Każda z nich reprezentowała inny styl oraz melodię. Opowiadała historię z dalekiej przeszłości, narzucając epokę, styl bycia głównych bohaterów oraz taniec, który musieliście odtańczyć i zaprezentować - zgodnie z rolą, emocjami i sytuacją. Byliście w iluzji, ale czy aby na pewno? Waszym zadaniem jest odnalezienie tej właściwej płyty, która odeśle gramofon do miejsca, z którego pochodził, z którego został skradziony przed laty.

Płyty winylowe oraz role
Każde z was może rzucić kością 1k6, na to, co dokładnie przynosi wam wybrana płyta winylowa; w jaką iluzję przenosi was tym razem. Jak na to zareagujecie oraz który rzut odeśle gramofon, uwalniając z was z różnorodności iluzji - to już wasza decyzja.

1. Płyta: Szybki, trzeszczący swing z saksofonem
Taniec: Charleston
On staje się szarmancki, lekko cyniczny dżentelmen z papierosem w lufce, ona jest tajemniczą femme fatale w sukni z frędzlami. Flirt między wami jest widoczny i intensywny. Ona rozgrywa pewną grę, gdy on udaje, że ma kontrolę. Kto pierwszy pokaże prawdziwe uczucia?

2. Płyta: Lutnia, fidel, subtelny śpiew
Taniec: Powolny taniec dworski w kręgu
On to nieśmiały giermek myślący o awansie, ona to rozkapryszona księżniczka, znudzona dworskim życiem. On oddany i szczerze zakochany klęka chcąc złożyć obietnicę, ona testuje jego oddanie. Czy giermek odważy się sprzeciwić i postawić na swoje?

3. Płyta: Orkiestra symfoniczna, romantyczna melodia
Taniec: Walc
On to ubogi poeta zakochany bez pamięci, ona jest córką przemysłowca, zaręczona i obiecana komuś innemu. Wir namiętności oraz tragizm jest tu na porządku dziennym. Zdecydują się na ucieczkę, czy poddanie obowiązkowi?

4. Płyta: Klimat lat 40
Taniec: Swing
On jest żołnierz na przepustce, ona zaangażowaną pielęgniarka ukrywająca strach przed stratą i kolejnym rozstaniem. Widzą się po raz pierwszy, po długiej rozłące, jednakże ta chwila nie będzie trwała długo. Czy para pozwoli sobie na szczęście?

5. Płyta: Wczesny Rock&Roll
Taniec: Jive
On to zbuntowany, bogaty chłopak z przedmieścia, ona reprezentuje idealną uczennicę z surowego domu. Elektryzujące przeciwieństwo przyciąga, a może odpycha młodą parę. Czy zaryzykują dla siebie wszystko? Karierę, prestiż i nienaganną reputację?

6. Płyta: Gitara flamenco, kastaniety, intensywny śpiew cantaora
Taniec: Flamenco
On to zazdrosny torreador o reputacji zdobywcy, ona jest niezależną tancerką z sewilskiej dzielnicy, która nikomu nie pozwala sobą rządzić.Czuć między nimi pojedynek, podsycony innym wymiarem flirtu. Są dla siebie wyzwaniem. Czy ich namiętność to miłość, czy potrzeba dominacji? Muzyka może wyostrzać zazdrość do granic obsesji.

Mistrz Gry nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Miłej zabawy! Vincent Rineheart
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
22 minut(y) temu
Na giełdach i giełdzikach można trafić skarby. Stara biżuteria sprzedawana za bezcen, aksamitne chusteczki do wiązania wokół szyi, papierowe wachlarze o orientalnych ilustracjach, linoryty oprawione w ramki, ozdobne spinki, zagraniczne albumy sztuki, porcelana w każdym kształcie i przeznaczeniu, pozytywki o zniewalających kołysankach czy wiekowe ubrania, którym można dać nowe życie i trochę przerobić na coś przykuwającego oko. Lgnie do tego jak sroka, spędza długie chwile na oglądaniu asortymentów, szpera tam, gdzie szperać może, w efekcie na kilku stoiskach rozstając się z galeonami. Energia Greenwich Park zresztą zdaje się do tego zachęcać: w ludziach migocze wiosenna ekscytacja, rozmowy szemrzą w powietrzu, uśmiechy kołyszą się na ustach, a wszechobecne negocjacje dodają wigoru i odwagi. To jeden wielki ul, w którym pracownice mają fajrant, oddając się zbiorowej zachłanności, skropionej podnieceniem i determinacją. Po co jedynie cieszyć oko, skoro można wrócić do domu z nowym zakupem? Wychodząca z tego założenia Maelle śmiało szafuje swoim urokiem. Wdzięczy się za zniżki, dziękuje za małe bonusowe podarunki, które sprzedawcy dorzucają do opakowanych w papier zakupów; przez to częściej zachodzi do mężczyzn, niż do kobiet, chyba że coś szczególnie przypada jej do gustu. 
Im bliżej jest dźwięków muzyki, tym trudniej jej się skupić. Melodia łaskocze zakończenia nerwów i trafia wraz z oddechem do płuc, gdzie przenika do krwi, obiegając całe ciało pragnieniem, które coraz ciężej strząsnąć z niespokojnych kończyn. To, że skręca w alejkę, gdzie zdaje się tętnić źródło dźwięku, odbywa się niemal bez udziału wolnej woli. Przypomina ćmę lgnącą do ognia, gotową zanurzyć się w jego destrukcyjnych objęciach i za cenę swoich skrzydeł zaznać ostatecznej, najwyżej namiętności; tutaj inne odgłosy ulatują w niebyt, ćwierćwila zostawia je za plecami, by po chwili oprzeć spojrzenie na samotnej szafce, gdzie z tuby gramofonu wydostaje się urzekająca nuta. Dopiero stojąc przed urządzeniem dociera do niej, że nie jest sama. Axel. Jego widok odciska na jej twarzy stempel szerokiego uśmiechu, a umysł rozjarza się przekonaniem, że znajdują się właśnie tam, gdzie powinni być.
- Spadłeś mi z nieba, hm? - zagaduje go promiennie i machnięciem różdżki odkłada lewitujące za nią pakunki na skrzącą zielenią trawę. Potem wsuwa sosnowe drzewo do kieszeni czerwonego płaszcza, idealnie wpisującego się w kolor miłości i namiętności; z uwolnionymi ramionami zbliża się do niego, by zarzucić je wokół szyi kochanka. - Wiedziałeś, że dziś jeszcze nie tańczyłam, dlatego przyszedłeś mi z pomocą - czy może sam to dla nas przygotowałeś, łuskając z ludzkich szeptów, że zamierzam dziś przyjść do Greenwich? - wskazuje na gramofon oraz czekające obok niego pudełko płyt. Devereaux może skłamać, w tym wypadku Maelle nie dba bowiem o prawdę; jest coś szalenie romantycznego w myśli, że wybrał dla nich park pełen czarodziejów i w ten sposób chce pokazać im wszystkim łączące ich uczucie. Uczucie? W sumie dlaczego nie? Do tej pory przyjemność odnajdowali w swojej fizyczności, ale może to czas postąpić o krok dalej. - Poproś mnie do tańca, Axelu - nakazuje miękko, po czym odsuwa się od niego jak zwinny kot, nurkując w płytach; wybiera z nich jedną na oślep i umieszcza w gramofonie, a gdy rozlegają się pierwsze takty, obraca się z powrotem w stronę Devereaux, oparta dłońmi o zostawioną za plecami szafkę z instrumentem. Czeka. Wabi. Przyciąga, mimo że nie sięga nawet po świadomy wili urok, czując, że tym razem nie musi.
1x k6 (pierwsza płyta!):
4
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:25 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.