• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Głośne podwórko
Głośne podwórko
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 23:03

Głośne podwórko
Za kamienicami przy Clifton Street rozciąga się długi, wąski plac o nierównej, ubitej nawierzchni. W deszczowe dni tworzą się tu kałuże, w suchsze – kurz osiada na wszystkim. Sznury z praniem przeciągnięto między ścianami budynków i drewnianymi słupkami – wiszą na nich koszule w kratę, flanelowe prześcieradła, dziecięce rajtuzy. W kącie stoi komórka na węgiel, oklejona gazetami i zabezpieczona cegłą zamiast zamka. Obok niej śmietnik z pokrywą od garnka i stos pustych butelek po mleku. Dzieci bawią się w klasy, rzucają kapslami i przeciągają sznurki, które służą im za linię do skakania. Pies sąsiadów, Reks, szarpie się na łańcuchu, ujadając na każdego, kto przejdzie zbyt blisko. Z jednego z okien leci wrzaskliwa kłótnia – o pranie, o radio, o dzieci. Ktoś trzaska drzwiami. Ktoś się śmieje. Ktoś gotuje zupę, a zapach niesie się aż na podwórko.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
30-03-2026, 22:52
Przez ostatnie dekady, odkąd w sekrecie dołączył do akolitów, nauczył się komunikować półsłówkami. Aluzjami, wymownym spojrzeniem, znaczącym uśmiechem. Nauczył się też, niestety, chować głowę w piasek. Uśmiechać uprzejmie, gdy ktoś chwalił osiągnięcia mugoli. Osiągnięcia, które zabiły jego brata. Z pokerową twarzą słuchać o mieszanych małżeństwach mimo, że krew gotowała się w nim na wspomnienie zaginionej siostry. Znajomi, pacjenci czy współpracownicy w Londynie nie wiedzieli przecież o osobistych tragediach Princów z Manchesteru i o tym, jak wiele jego rodzina straciła przez mugoli—mówili więc czasem o świecie niemagicznych bez wrażliwości, nie mając pojęcia, że rozmawiają z kimś, kto szczerze tego świata nienawidzi i kto zarazem się go lęka. Przy Keithcie nie musiał nosić tej maski neutralności i choć nie kontynuowali tematu, to wystarczyło skrzyżować spojrzenia z chłopakiem i zobaczyć iskrę w jego oczach... by poczuć porozumienie. Nie był pewien, czy mógłby uczyć z równą satysfakcją i swobodą kogoś, kto nie podzielał jego poglądów. Dobrze, że los splótł ich drogi... ale przecież nie był to przypadek, a właśnie solidarność zwolenników Grindelwalda. To przecież dzięki wspólnym znajomym Keith się z nim skontaktował.
Pokiwał głową na ich ostatnie wnioski, spokojnie zaciągnął się papierosem.
- Dobra robota dzisiaj. - skwitował jeszcze, oceniając popołudnie dużo mniej krytycznie niż Keith oceniał samego siebie. Zareagował na czas, zabezpieczył dziecko, wezwał pomoc, zdołał uspokoić nie tylko rannego, ale i tłumek innych dzieci i pomógł w kwestiach medycznych. Trudno było oczekiwać więcej, spotykali się dopiero od kilku tygodni. W dodatku Croft wykazał się empatią—zdaniem Jaspera czarodzieje zbyt często reagowali obojętnością na krzywdę innych czarodziejów, co niewątpliwie było skutkiem zbiorowej znieczulicy spowodowanej promugolską propagandą.
- Myślę, że nawet z trzeciego się ucieszy. - roześmiał się, a pytanie o imiona rozkojarzyło go na chwilę od tego, że nie wie kiedy Leonie właściwie ma urodziny. - A wiesz, że to ja je wymyśliłem? - przyznał w kwestii imion dość oczywistych, ale sympatycznych. - Mówisz, że Leonie też ma podobny... gust? - pociągnął Crofta za język, z uśmiechem. Był ciekaw ich znajomości i ciekaw tego, jaką Leonie poznał Keith. Sama Figg zdawała się odgradzać od Jaspera murem przez pierwsze miesiące ich znajomości w Sennym Fruwokwiacie. Teraz poznawał ją bardzo dobrze, ale był świadom, że w relacjach romantycznych ludzie odsłaniają się przed sobą nieco inaczej niż w tych dłuższych i przyjacielskich. Na jego usta wykwitł nieśmiały uśmiech gdy zaczęli o niej rozmawiać i teraz to on wydawał się speszony. I wzruszony (co zamaskował odkaszlnięciem i zaciągnięciem się papierosem, ale i tak było widać), gdy Keith przyznał, że zależy mu na jej szczęściu i niejako pobłogosławił jej związek. Jasper nie znał rodziny Leonie i na tym etapie nie sądził, że w ogóle ich pozna—więc akceptacja jej najbliższych przyjaciół znaczyła dla niego równie wiele. Nawet, jeśli ci byli zarazem dużo młodsi i byli jego uczniami, co wszystko komplikowało. Nie chciał stawiać samego Crofta w niezręcznej sytuacji—równolegle mu mentorując i spotykając się z jego przybraną siostrą—więc ulżyło mu, że czarodziej podszedł do tego tak naturalnie i optymistycznie.
- Uhm... dzięki. - nie umiał mówić o emocjach, ale uśmiechnął się z wyraźną wdzięcznością. Poczuł na sobie ciężar jego spojrzenia i choć powiinno to pozostać niespodzianką, to poczuł też, że jest mu winien szczerość. - Bardzo poważnie. - przyznał. - Tylko jej... jeszcze nie mów, nie wiem kiedy ona będzie gotowa o tym w ogóle myśleć... - choć może Keith mógłby to wybadać? Nie, nie chciał stawiać go w tak niezręcznej pozycji. - Ale ja od samego początku wiem, że to nie jest dziewczyna... kobieta, z którą można się spotykać niepoważnie. - przyznał, wiedząc, że Keith chyba to zrozumie. Leonie miała wielkie serce, ufne spojrzenie i promieniowała ciepłem i czasami zdawało mu się, że dostrzegają to wszyscy, tylko nie ona sama. Pewnie ułatwiło mu to zaloty poprzez ograniczenie konkurencji, ale czasami je utrudniało...
Umilkł, gdy Keith przyznał, że Leonie się zmieniła. Słuchał go uważnie i spoglądał na niego z powagą, wiedząc, że w tej sytuacji lepiej nie mówić zbyt wiele by przypadkiem nie powiedzieć o słowo za dużo. Obydwoje wiedzieli o Lee inne rzeczy—Keith znał ją przez całe życie, ale to Jasperowi prawdopodobnie powiedziała (głównie między słowami) więcej o tym, dlaczego zniknęła. Nie był pewien, czy dlatego, że była gotowa, czy dlatego, że konfrontacja ich bliskości z jej strachem niejako ją do tego zmusiła.
- Wiem. Wiem, co masz na myśli i mam nadzieję, że poznam jeszcze w niej tą iskrę... - uśmiechnął się trochę smutno, ale ciepło. - I właśnie dlatego, że wiem, co masz na myśli... ty wiesz, że słusznie się domyślasz i mam nadzieję, że gdy tylko ona da znak—będziesz mógł prasować garnitur. - przyznał z promiennym uśmiechem, zdradzając Croftowi swoje plany równie wprost jak jeszcze w marcu Leonie (konkretną aluzją). Tyle, że ona na pewno tej aluzji nie zrozumiała, a Keith na pewno tak...

/zt x 2 <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:27 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.