• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Galeria sztuki "The Flame"
Galeria sztuki "The Flame"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-07-2025, 21:47

Galeria sztuki "The Flame"
Wciśnięta między stare magazyny a pobliską zajezdnię galeria "The Flame" wyglądała jak błąd architektoniczny; dość staroświeckie wnętrze usytuowane jest w skorupie dawnego magazynu rybnego. Niegdyś przechowywano tu skrzynie z dorszem i śledziem, dziś ściany obwieszone są poszarpanymi płótnami w połamanych oprawach. Obrazy te pełbne niepokoju, brutalnych scen i abstrakcji pochodzą prosto z głów zapracowanych robotników. Surowa cegła, metalowe belki pod sufitem, nędzne światło, tworzyło przestrzeń niepokorną, buntowniczą, należącą do portowej świty. Samozwańczy artyści palili tanie papierosy, popijali słabej jakości alkohol rozprawiając o prawdziwej interpretacji ów dziela. Od portu niósł się zapach ropy i soli, a za oknami słychać było odgłos dźwigów obracających się leniwie nad wodą. Takie właśnie było "The Flame".
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
08-02-2026, 15:06
Nie byłem przekonany jego zapewnieniami, że trafiliśmy w dobre miejsce, ale postanowiłem, może głupio, nie drążyć już tego tematu i uznać, że skoro los wepchnął mnie w otoczenie takie jak to, to widocznie ma wobec mnie jakieś plany. Szalone. Które mogą mi się nie spodobać. Ale wciąż plany związane z Mortim, a to mogłem zaakceptować bez większych obiekcji. Nawet jeśli w miejscu takim jak to powinienem się nudzić, ziewać i dawać wyraz swojej dezaprobacie, to obecność mężczyzny sprawiała, że okoliczności nieco się zmieniały, a słuchanie jego komentarzy o sztuce mogłoby mnie nawet w dłuższej perspektywie zainteresować... gdybym tylko miał w dłoni coś mocniejszego od wątpliwej jakości piwa.
Bez wątpienia nie widziałem żadnego z tych d z i e ł jego oczami, ale w opowieści, które przede mną roztaczał, stawały się one nieco bardziej znośne. Nawet obraz mięsnej papki nie wydawał się aż tak bardzo obrzydliwy jak na pierwszy rzut oka, chociaż to mogła być akurat zasługa tego, że starałem się omijać go wzrokiem.
- Znam ciekawsze sposoby na zagospodarowanie ludzkiej wyobraźni z pominięciem wszelkich granic – odpowiedziałem, ku własnemu zaskoczeniu nie mając na myśli seksualnego rozpasania. Było tyle fascynujących dzieł, tylu artystów, którzy czynili efektywny użytek ze swojej wyobraźni i nie wywoływali przy tym u odbiorców odruchu ucieczki czy chęci zwrócenia lunchów z ostatniego tygodnia. Spojrzałem kontrolnie na swojego towarzysza, zastanawiając się przy tym, jakie wrażenie robią na nim mijane przez nas obrazy. W galerii nie było tłumów, kilka pojedynczych osób i dwie inne pary, więc każde wypowiedziane słowo musiało zostać sprowadzone do szeptu.
- Niewielu artystów zasługuje na naprawdę trwały pomnik, Morty. – Z moich ust wyrwał się cichy, niekontrolowany jęk, gdy zadrżałem czując ciepło jego oddechu na swoim policzku, kiedy się pochylił w moją stronę i zwolniłem nieco kroku, bo niebezpiecznie blisko zbliżyliśmy się do jakiejś damy w kapeluszu z pawim piórem. Gdyby nie weszła do galerii tuż przed nami, mógłbym ją wziąć za jakiś żywy eksponat. Była jednak prawdziwa i mogła wyczuć albo zobaczyć moment mojej słabości. - Horacy wyraża jedynie nabożne życzenie całego mrowia poetów, malarzy i muzyków, którzy nigdy nie osiągną nic ponad zwykłą przeciętność. To statystyka, nie krytyka. - Wzruszyłem ramionami, burząc swoim pragmatyzmem marzenia tysięcy bezkształtnych imion i nazwisk walczących o miejsce w panteonie pamięci sztuki. Mogłem podejrzewać, że kiedyś wśród tych marzeń znajdowało się też to wyśnione przez Dunhama, ale czy dzisiaj wciąż żył tymi fantazjami? Czy wiązał swoją karierę z możliwością zapisania własnego nazwiska złotymi zgłoskami na drzwiach teatrów, oper i filharmonii?
Ukradkiem obserwowałem go, gdy przechylał głowę, kiedy coś go interesowało; patrzyłem w miejsca, gdzie wędrowało jego spojrzenie na nielicznych obrazach, którym poświęcił dłuższą chwilę. Próbowałem wyczytać coś z milczenia, gdy jakaś praca naprawdę go poruszyła, a w której ja widziałem tylko jedno wielkie nic. Obserwowałem go mając wrażenie, jakbyśmy żyli w dwóch różnych światach... i nie chodziło tylko o sztukę.
Zauważyłem wcześniej jego dłonie znikające w kieszeniach i domyślałem się, z czego to wynikało; z tej samej drażniącej tęsknoty, która mi kazała trzymać je splecione za plecami. Przyjemna świadomość, że nie jestem sam w swojej chęci bliskości, choćby tak subtelnej jak ściśnięcie dłoni, podnosiła mnie nieco na duchu pośród ponurości szczerzących się do nas z obrazów.
Przeszliśmy do kolejnej sali, a właściwie do wydzielonej części pomieszczenia, gdzie kompozycje były już nieco mniej mroczne i odrzucające. Odwróciłem się w kierunku obrazu, na który wskazał Morty i przez moment patrzyłem na kobiecą sylwetkę niknącą pośród chaosu koloru i linii.
- Myślę, że jest nieszczęśliwa – bo musi wisieć w tym obskurnym miejscu – i samotna – bo nikt z odwiedzających nie rozumiał jej bólu. - Brak tu kolorów, które wprowadzałyby jakąś radość. Życie nie jest czarno-białe jak klawiatura fortepianu. - Uśmiechnąłem się nieznacznie, a w moich myślach pojawiła się oczywista konstatacja, że może i nie pasuję do tego miejsca, do tej surowości i nijakości, że brak mi tu marmurów i elegancji, ale towarzystwo Mortiego nieco łagodziło mój ostateczny odbiór. Gdyby to ktoś inny zaprosił mnie do galerii, zdecydowanie bym odmówił; galerię miałem w domu, dzieła wspanialsze niż w wielu muzeach, przywykłem do obcowania z pięknem. Znalazłbym wymówkę i pretekst, pilne spotkanie albo śmiertelną chorobę. A jednak byłem tutaj i szedłem obok niego.
- Nadal uważam, że średniowieczny malarz miał więcej do przekazania odbiorcy jednym pociągnięciem pędzla, niż większość tych artystów całymi wernisażami. - Przemoc w sztuce nie była mi obca, ale przyzwyczaiłem się do jej przedstawiania w innej, mniej oczywistej formie pełnej niedopowiedzeń. Prometeusz przypięty do skały, cierpiący za dobro, które okazał ludziom. Leda z łabędziem, ukazana w chwili gwałtu, gdy Zeus wydzierał sobie jej niewinność. Kaźń Marsjasza chwilę przed tym, gdy zapłacił okrutną cenę za bycie lepszym od boga. Każdy z tych obrazów ociekał różnymi barwami przemocy, ale trzeba było znać ich kontekst, aby w pełni zrozumieć okrucieństwo tych scen. A tutaj? Brutalność i przemoc podane na talerzu, bez najmniejszej szansy, aby osłonić oczy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Morty Dunham
Akolici
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
09-02-2026, 22:49
Morty zerknął na Rafaela; zdawał się być pogodzony z losem, z tym, że dzisiejsze popołudnie spędzą w "The Flame", w otoczeniu czegoś, co pełniło marną atrapę artyzmu. Miał jedynie nadzieje, że po tej wizycie nie nabawi się traumy, ani urazu, który będzie postępował ilekroć Dunham zaproponuje mu obcowanie ze sztuką. Będzie go potem wyklinał, a może zemści się na nim okrutnie, zabierając go w miejsce podobne do tego?
Aby umilić mu czas, zapewnić mu namiastkę rozrywki, komentował każdy mijany obraz, czasem sięgał po klasyki malarstwa, aby przyrównać jedno do drugiego, chociaż temu, czego świadkiem były ich oczy, daleko było do kunsztu do, jakiego przyzwyczaili ich malarze minionych epok.
- Zdradzisz co to za sposoby? - zapytał, a za jego słowami nie ukrywała się dwuznaczność; był daleki od snucia wizji seksualnych rozkoszy, jakie roztaczała przed nim perspektywa spędzonej wspólnie nocy. Kierowała nim ciekawość, chęci poznania jego perspektywy, punkt widzenia. Nadal był przecież na etapie zrozumienia, jakim człowiekiem był Rafael Crouch, chociaż wiedział, że w takim miejscu jak to, będzie się pilnował i nie pozwoli sobie na zbyt dużą emocjonalnej ekspresje, jak to miało miejsce czy wannie, czy na pomoście, czy choćby w pustym gabinecie na czwartym piętrze Ministerstwa, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Ważne, że był tu z nim.
Zatrzymał się na chwile przed kolejnym obrazem, obrócił głowę pod jednym i drugim kątem, aby przyjrzeć mu się uważnie z każdej strony, ale nie mógł pojąć wizji, jaka przyświecała komuś, kto krył się za inicjałami UL.
- Wiem o tym - przyznał, uśmiechając się pod nosem, gdy wydarł z ust Rafaela cichy jęk, chociaż nie przypuszczał,że mgiełka oddechu, jaka pozostawił na jego skórze, spotka się z przepełnionym entuzjazmem odbiorem. Miał ochotę musnąć wargami krzywizny jego szczęki, jednak zapanowanie nad pokusą przyszło mu zadziwiająco łatwo. Zapewne przez kobietę, która wyprzedziła ich o parę wątpliwej jakości dzieł sztuki. Na szczęście zdawała się nie zwracać na nich uwagi, zbyt zajęta kontemplacją kolejnego aktu przemocy przeniesionego na płótno. Zbyt dosłownego, pozbawionego subtelności i wyczucia, by mogła kiedyś stać się arcydziełem. – Gdyby było inaczej muzea byłyby przepełnione obrazami takim ja te, które zamiast cieszyć oczy, wywołują odruchy wymiotne.
Uśmiechnął się kącikiem ust, wsłuchując się w kolejną uwagę kochanka, który właśnie udowodnił mu, że zna Horacego i jego pomnik wybudowany na sławie. Jednocześnie słowach odnalazł okrutną prawdą, rujnującą marzenia tysiącom artystów, szukających dla siebie miejsce w świecie sztuki. Morty był jednym z nich. Fantazjował o tym, że kiedyś wzniesie ponad tłum, zdobędzie międzynarodową sławę, a jedną z nagród muzycznych nazwą jego imieniem. Chciał wierzyć, że nie był przeciętny; że nie był jednym z wielu, anonimową twarzą pośród tłumu mijaną każdego dnia, a jednym z niewielu, kimś, kto zapada w pamięć, kimś, kto grając, przemawia do najgłębszych zakamarków duszy. Chciał wierzyć, lecz przeczucie podpowiadało mu, że nie powinien się łudzić.
Nie myślał o tym zbyt długo, bo kolejny obraz przykuł jego uwagę. Podszedł ku niemu, aby mu się lepiej przyjrzeć, lecz znowu zabrakło Dunhamowi miejsca na zachwyty. Zamyślił się na chwile, próbując wczuć się w sytuacje uwiecznionej na płótnie kobiety. Rafael pośpieszył z pomocą.
- Jedno i drugie ze sobą współgra - wtrącił. – Może taki był zamysł tego malarza? Chciał uchwycić nieszczęście, jakie przychodzi wraz ze samotnością?
Nadinterpretacja, lecz przecież nieważne co miał na myśli malarz, ważne, co w obrazie dostrzegł odbiorca.
Odwzajemnił jego uśmiech, nagradzając nim luźne nawiązanie do jednej z ich rozmów przy fortepianie.Kobietę otaczała szarość, nijakość, bylejakość. Jakby obraz był źle przechowywany, zanim tu trafił, a przez to wystawiony na ekspozycje promieni słonecznych, przez które kolory wyblakły.
Jedna z dłoń, którą sunął do kieszeni, zacisnęła się na podłużnym kształcie, przypominając mu o tym, że zapobiegliwie zabrał coś, co mogło pomóc Rafaelowi przejść przez tę mękę; domyślał się, że Coruch nie tknie piwa wątpliwego pochodzenia. Morty też nie zamoczyłby w nim swoich ust, chociaż nie miał aż tak delikatnego podniebienia, jak towarzyszący mu mężczyzna.
- Nie myśl sobie, że jestem tak okrutny, by skazywać cię na zaschnięte gardło - wsunął mu do dłoni piersiówkę, wykorzystując okazje, że Rafael na kilka chwili przestał krzyżować ręce za plecami. – Wypij za zdrowie tych, którzy mieli odwagę, by podpisać swoje obrazy imieniem i nazwiskiem.
Morty nie miał w sobie tyle odwagi; zwykle jego obrazy nie opuszczały progu pracowni; zwykle były jedynie wyrazem jego własnej prywatnej ekspresji zrodzonej pod wpływem chwili – czasem to wspomnienie, które nie chciało odejść, czasem wizja, która przyszła wraz ze snem,
- Ten średniowieczny malarz, o którym wspominasz, ma imię i nazwisko? - zapytał, bo wydawało mu się, że jednak Rafael nieco przeceniał wartość średniowiecznego malarstwa, ale chciał poznać jego opinie. – Istnieje jakiś obraz, którego darzysz szczególną sympatią?
Czasem wydawało mu się, ze dostrzegał na jego twarzy znużenie, wiec tym bardziej zwyczajniej cieszył się, że pojawił się tu na jego zaproszenie. I chciał spędzić te wolne popołudnie z nim, w otoczeniu czegoś, co jedynie chciało uchodzić za piękno.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
10-02-2026, 15:42
Ucieszyło mnie jego pytanie, zadane szczerze i bez jakichkolwiek kontekstów; nie chciał wyciągnąć ode mnie wiedzy dla własnej korzyści, ale dlatego, że naprawdę chciał wiedzieć, o czym myślę. To była przyjemna odmiana po licznych konwersacjach toczonych przy stołach tak zwanej magicznej elity, na ministerialnych korytarzach czy podczas towarzyskich spotkań. Tam każde słowo miało znaczenie, każde zdanie wagę, której nie dało się łatwo opisać. Jedno potknięcie i człowiek mógł zostać pariasem na wiele tygodni; zbyt wiele słów i mógł zostać wyklęty na zawsze. Tam należało pilnować nie tylko języka, ale i myśli, by przypadkiem nie wypowiedzieć ich na głos, a przy Mortym, który chciał po prostu wiedzieć, niczego takiego nie musiałem robić.
Patrzyłem na niego długo i przeciągle, mierząc wzrokiem niemal każdy skrawek skóry na twarzy, każdy centymetr napięcia widoczny na jego obliczu, by po chwili z rozbrajającą szczerością i szerokim uśmiechem odpowiedzieć:
- Nie zdradzę. - Poklepałem go po ramieniu; szybko, pocieszająco, jakby moja odmowa miała być dla niego końcem świata, a potem, wpadając momentalnie w nieco bardziej rozzuchwalony nastrój i obrazując sobie w myślach jednak kilka kolejnych sposobów na używanie wyobraźni, dodałem nieco ciszej: - Pokażę ci później. - Wiedziałem, że z n ó w uległem słabości, którą odczuwałem w jego towarzystwie, że nie wytrzymałem cholernych pięciu minut, by nie myśleć o nim jak o obiekcie mojego fizycznego pragnienia. Gratulacje, Rafaelu, może około pięćdziesiątki będziesz w stanie już uścisnąć mu dłoń na powitanie i jednocześnie nie zmiażdżyć mu ust pocałunkiem, aby choć na moment ugasić pożądanie.
Nie chciałem zwodzić Mortiego zapewnieniami o jego wspaniałości artystycznej, bo nie znałem go na tyle, by moje słowa mógł odebrać szczerze. Był wspaniały w kilku innych sprawach, za które mogłem ręczyć własnym słowem, ale nie zaryzykowałbym nieszczerości tylko dlatego, aby połechtać ego swojego kochanka. Nie uwierzyłby mi, ale co gorsza, mógł uznać, że okłamuję go też w innych kwestiach. Horacy miał szczęście, bo żył w czasach, z których zachowało się niewiele śladów sztuki. Brutalnie uważałem, że został bohaterem zapisanym w kanonie poezji bardziej z konieczności niż z właściwego talentu, ale jego pomnik, zapisany zgłoskami w wielkim dziele, do dzisiaj tkwił w podświadomości kolejnych tysięcy artystów. Po co tworzyć sztukę, jeśli przyszłe pokolenia nie będą jej podziwiać i doceniać?
Co prawda nie wiedziałem nadal, co można podziwiać w tych wątpliwych dziełach, na które patrzyłem, ale wiedziałem, że dyskutowanie z gustami mija się z celem. W ciszy patrzyłem na kolejne obrazy i kolejne przejawy czyjejś chorej wyobraźni, dopóki Morty po raz kolejny nie wyrwał mnie z zamyślenia nad beznadziejnością współczesnej sztuki. Chciałbym pokazać mu tę prawdziwą. Detale wykute dłutem tak dokładnie, że od samego patrzenia na rzeźby człowiek czuł się częścią ukazanej sceny.
- Nie każda samotność musi być nieszczęśliwa. - Emocja pozbawiona ram, które pozwoliłyby ją utrzymać, nadać jej strukturę zła lub dobra, traciła na swoim znaczeniu. Stawała się neutralna, nijaka, pusta. Samotność mogła być szczęściem w niektórych sytuacjach, w innych przekleństwem. Sam odczułem kilka jej znaczeń i sensów w ciągu swojego życia. - Ale tutaj faktycznie widzę jedno i drugie. - Tylko nie rozumiałem, dlaczego autor koniecznie chciał tym obrazem katować odbiorców. Nic, absolutnie nic nie zachęcało do tego, aby go podziwiać i się nim zachwycać, ale może właśnie na tym miał polegać jego sens. Stworzyć coś tak nieporuszającego, że aż poruszało?
Piersiówka, którą wcisnął mi w dłonie, sprawiła, że momentalnie się się rozpogodziłem, doceniając umiejętność obserwacji swojego towarzysza, który musiał dostrzec, jak bardzo ta galeria różni się od miejsc sztuki, do których przywykłem i uznał, że przyda mi się pomoc, aby ją przetrwać. W jakimś sensie mnie to zachwycało i zadziwiało jednocześnie; znał mnie tak krótko, a jednak to wystarczyło, by wielu rzeczy się domyślił. Złapałem mocno za chłodny metal i nie zwracając uwagi na otoczenie, przechyliłem go do ust, biorąc potężnego łyka. Podejrzewam, że w takiej scenerii nawet picie bezpośrednio z butelki na nikim obecnym nie zrobiłoby wrażenia.
- Piję za zdrowie tych, którzy okazali dość litości, by nic nie wystawiać – mruknąłem, gdy alkohol przelał się przez gardło i osadził w żołądku, rozlewając po mojej klatce piersiowej przyjemne ciepło. Oddałem mu piersiówkę i starłem kroplę z kącika ust. - Dzięki. Naprawdę wiesz, jak sprawić mi przyjemność. - Znów go klepnąłem w ramię, ponownie sobie uświadamiając, że gdyby nie on, już dawno siedziałbym na sofie w salonie i sączył whisky ze specjalnie zmrożonej szklanki, bo wtedy smakowała najlepiej. A jednak byłem tutaj, chociaż galeria wydawała mi się całkowicie obca, pozbawiona jakiegokolwiek sensu, niemal wroga w swojej brutalności i przesadzie. Potrafiłem zrozumieć, że na niektórych ludzi może działać taka sztuka – inaczej nikt by jej nie wystawiał – i że niektórzy właśnie przez taką formę sztuki się wyrażają. Po prostu nie byłem to ja.
- Nie mam średniowiecznego ulubieńca – powiedziałem po chwili zastanowienia, przeczesując w pamięci znane sobie nazwiska i obrazy. - Chodzi bardziej o całokształt, ukazywanie świata w sposób może nie całkowicie prawdziwy, ale na pewno nie tak zniekształcony jak to. - Kiwnąłem głową w kierunku kolejnego z obrazów, nie poświęcając mu jednak więcej uwagi. Pokierowałem nas w stronę nieco odsuniętego od reszty dzieła, pod którym akurat nikogo nie było i przystanąłem pod nim, udając, że kontempluję wizję artysty. - Ale renesans i pochwała antyku? Wspaniałości nad wspaniałościami. Humanizm w najczystszym wydaniu. Człowiek, który nie lęka się transcendentnych bytów, ale postanawia żyć własnym życiem... i to widać w sztuce. W malarstwie, poezji, muzyce. Artyści stają się odważniejsi. Widziałeś, ile obrazoburczych treści wtedy powstało? - Zaśmiałem się cicho i pociągnąłem go lekko za materiał na ramieniu. - Gdybyś żył w czasach renesansu, te dłonie mogłyby wyczyniać cuda z instrumentami, bo nie miałbyś żadnych ograniczeń. - Średniowiecze potrzebowało pewnych manifestów, pewnych ram narzucanych zwykle przez to, co mugole nazywali wiarą i życiem po życiu. W odrodzeniu chodziło zaś o to, aby zostać zrozumianym: a artysta rozumiany tworzył to, co przemawiało do zwykłych ludzi. - A twoi ulubieńcy? Kogo tak naprawdę chciałbyś mi pokazać? - zapytałem po chwili.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Morty Dunham
Akolici
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
10-02-2026, 23:05
- To kolejny etap testowania granic mojej cierpliwości? -zapytał zaczepnie, z lekkim rozbawieniem, widząc pewną zmianą na jego twarzy, które nie umknęła uwagi Mortiego. Powoli się go uczył.- Widzę, że sumiennie wywiązujesz się ze swoich obietnic.
Niektórzy uważali, że słabości są po to, by im ulegać, bo w końcu, gdy się człowiekiem nimi nasyci, przestanie nim być, lecz oni nadal przeżywali wiosnę swojej znajomości. Morty, podobnie, jak Rafael nie zawsze potrafił utrzymać ręce przy sobie, ale starał się skutecznie walczyć z pokusą, wmawiając sobie, że im dłużej na coś czekał, tym większa będzie satysfakcja, gdy już to dostanie.
Był wdzięczny,że nie mydlił mu oczu pięknymi słówkami, zapewnieniami, że swoim talentem zdobędzie całą kulę ziemską. Nie potrzebował tego. Pustych frazesów. Nie musiał podlewać jego pewności siebie, bo nie występowało ryzyko, że zwiędnie. Przynajmniej nie dzisiaj, gdy czul na sobie jego zainteresowania. Jakby naprawdę zależało mu na tym, żeby poznać coś więcej niż tylko ukryte pod warstwą ubrań zakamarki ciała.
Gdy nie każda samotność musi być nieszczęśliwa wybrzmiała, odnalazł odbicie sekwencji tych w sobie, w swoim życiu, w momentach, gdy samotność była wybawieniem, a nie udręką, lub pancerzem chroniącym go przed tym, co sprawiło ból, ale istniało wiele odcieni samotności, tą, na którą obecnie patrzyli była utulone szarością. W jej obliczu piersiówka, a raczej jej zawartość okazała się trafionym pomysłem.
- Sugerujesz, że te obrazy nie są ucztą dla oczu? - pytanie nie wymagało odpowiedzi, zadał jej wtedy, gdy Rafael zafundował sobie kilka łyków alkoholu. Obserwował, jak ściera z kącika ust krople trunku, przez ułamki sekund zazdroszczące tym palcom. Nie przyjął piersiówki z powrotem. – Weź ją, mam wrażenie, że przysłuży ci się bardziej. I oczywiście, że wiem - śmiał twierdzić, że stawał się coraz bieglejszy w sprawach dotyczących sprawienia mu przyjemności, być może nie tylko fizycznej, ale też tej, która wykraczała poza dotyk. – Badam ich granice już od jakiegoś czasu.
Kolejne klepnięcie w ramię skwitował rozbawionym uśmiechem, lecz i tym razem nie uległ potrzebie komentarza. Wzrok Dunhama nieustanie się przemieszczał - od jednego obrazu do drugiego, chociaż na żadnym nie zatrzymał się dłużej. Jakby to, co mijali po drodze, nie było warte ich czasu. Przesadna eksploatacja przemocy nie miała w sobie nic z piękna; wydawała się być obrzydliwym aktem bezradności człowieka wobec tego, co odrażające. Brakowało w tym subtelności, jaka biła od obrazu Davida. Brak było w tym poczucia bezsilności, jak towarzyszył przy kontemplacji Triumfu Śmierci Bruegla, gdzie w tej panoramie zniszczenia, wyjałowianego krajobrazu, zrównanie wszystkie klas społecznych symbolizowało marność życia.
Chwile później usta Rafaela opuściła prawda, która zdradzała, że nie był w swoich rozmyślaniach osamotniony. Skupił na nim swój wzrok.
- Tak, renesans był oddechem po latach dusznej średniowiecznej klatki, która więziła nie tylko umysł, ale też zmysły, nawet zaryzykowałbym stwierdzeniem ,że był najprawdziwszą eksplozją duszy - podjął temat, a w tonie jego głosu pojawiło się jeszcze więcej entuzjazmu. – Jakby dopiero wówczas, porzucając ustalone konwenanse, człowiek łapiąc za pędzel, instrument czy pióro mógł nadać zupełnego nowego kształtu własnej wyobraźni, jakby w końcu przestał być niewolnikiem strachu i własnych ograniczeń, zaczął być demiurgiem, stwórcą czegoś zupełnie nowego - ależ on miał ochotę pocałować uśmiech, jaki zakradł się na usta Rafaela. Zupełnie nieświadomie, mimowolnie przesunął dłonią po jego ramieniu, czując pod palcami szorstki materiał swetra, i w końcu na powrót ulokował dłonie w kieszeni, tym razem palcami natrafiając na papierośnice, jaką nabył całkiem niedawno. – Sztuka powinna prowokować, drażnić, wywraca świat do góry nogami. A jeśli przy tym budzi zgorszenie? Niech tak będzie! - też się zaśmiał, wyjmując z kieszeni swoją furtkę do nałogu. Otworzył nań, częstując nim wpierw Rafaela, chociaż miał przeczucie graniczące z pewnością, że mężczyzna nie palił, a przynajmniej nie widział go jeszcze z papierosem w ustach. – Po to wyznaczamy granice, czyż nie? - zapytał, ciut prowokacyjnie, po czym wsunął do ust jedną sztukę nałogu i zacisnął zęby na filtrze. – Żeby je testować i przesuwać. Tylko wtedy może narodzić cię coś nowego.
Płomień zapaliczki rozpalił na końcu papierosa żar. Zaciągnął się nim, lecz nie pozwolił, aby nikotynowe opary pozostały w płucach kilka chwil dłużej. Jedno spojrzenie później wypuścił dym kącikiem ust, chociaż przez chwile miał ochotę dmuchnąć nim Rafaelowi prosto w twarz, a już najlepiej nachylić się, zbliżyć swoje wargi do jego warg, i dopiero wtedy pozwolić mu na inhalacje. I chociaż w bocznej salce nie było nikogo poza nimi, a jedynymi świadkami tego występku byłyby pająki wijące sieć gdzieś nad sufitem oraz kilka obrazów, nie podjął się tego ryzyka, pomimo przyjemnego dreszczu spływającego wzdłuż linii kręgosłupa. Wiedział przecież, że szczęście hazardzisty wyczerpał już dawno.
- Myślisz, że w obecnej epoce te dłonie nie mogą wyczyniać cudów z instrumentami? - zapytał, i jakby w ramach demonstracji obracał między palcami Mistveil. – Co je, według ciebie, ogranicza? - mówiły usta. Wiesz przecież, jakie skuteczne są, gdy błądzą po twoim ciele, dopowiedział spojrzenie, gdzie na krawędzi źrenic zapłonęły wesołe iskierki. Rafael tyle razy patrzył prosto w te oczy przed i po, że ta drobna zmiana nie powinna umknąć jego uwadze.
- Nie ma jednego artysty, którego imię mógłbym wielbić pod niebiosa, wznosić mu ołtarze i czcić jak bóstwo - przyznał po chwili, zaraz po tym, jak znowu się zaciągnął. Spojrzenie skierował na kolejny obraz, który wydawał się nie zasługiwać na ich komentarz. – Ale jest kilka dzieł, które, z różnych powodów, zapadły mi w pamięć. Jednym z nich jest Ogród rozkoszy ziemskich Hieronima Bosha. Miejsce, gdzie piekło kusi bardziej niż raj, bo to właśnie lewa strona tryptyku w największym stopniu przyciąga uwagę. Ukazuje frywolność w sztuce jako metaforę grzechu rozpusty. Chciałbym kiedyś zobaczyć oryginał - wyznał, chociaż wiedział, że podróż do Madrytu obecnie wykraczała poza jego możliwości finansowe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
11-02-2026, 19:24
Zdążyłem przyzwyczaić się do jego zaczepności, więc ta brzmiąca w wypowiadanych słowach nie była dla mnie zaskoczeniem ani nowością. Zareagowałem na nią lekkim uniesieniem brwi i spojrzeniem, które mówiło o wiele więcej od najbardziej kwiecistych zdań. Byłem prostym człowiekiem z prostymi potrzebami, a jedną z nich niewątpliwie stała się potrzeba Mortiego i sprawdzania, czy jego cierpliwość też niecierpliwi się pod skórą. I chociaż przyzwyczaiłem się do jego zaczepności, nie przyzwyczaiłem się jeszcze do tego, jak gwałtownie na mnie działał, właściwie w jednej chwili zamieniając spokój moich myśli w rozpaloną wyobraźnię.
- Nie podobają mi się – odpowiedziałem wprost na zadane pytanie, zatrzymując piersiówkę z głęboką wdzięcznością, bo jeśli mieliśmy zobaczyć jeszcze dwie kolejne sale, jej zawartość z pewnością bardzo mi się przyda. - Rozumiem, że sztuka bywa bezgraniczna i że każdy ma swój gust. Te dotychczas nie trafiły w mój. - Machnąłem ręką w kierunku obrazów, które już minęliśmy i które nie zrobiły na mnie wrażenia. Może to kwestia ich nowoczesności, nurtu kompletnie dla mnie niezrozumiałego, a może sam fakt, że przedstawiały rzeczy brutalne, przemocowe i brzydkie brzydotą najbardziej miałkich emocji, gniewu, wściekłości i agresji. - Jeśli chcesz szczerej opinii, bawię się o wiele lepiej, gdy podziwiam ciebie. - Pociągnąłem kolejny łyk z piersiówki, czując spływający w gardle alkohol. Nie zamierzałem się upić, ale jak tak dalej pójdzie, Morty będzie musiał mnie doholować do łóżka. Najlepiej swojego.
Nie byliśmy jeszcze nawet w połowie drogi do przesytu własnym towarzystwem i miałem szczerą nadzieję, że jej kres będzie się dłużył w nieskończoność. Lubiłem ten początkowy stan znajomości, te pierwsze nikłe oznaki zauroczenia, które z mózgu nastolatków robiły sieczkę, a u dorosłych mężczyzn kompletnie zmieloną papkę. Zero rozsądnego myślenia i panowania nad emocjami, nawet jeśli wmawialiśmy sobie, jacy jesteśmy dorośli i dojrzali. Moja dojrzałość sięgała wyłącznie do punktu, w którym panowałem nad sobą, aby go nie objąć na środku galerii, ale nie byłem pewien, czy sięgnęłaby dalej. To uczucie, gdy balansujemy na cienkiej granicy między kontrolą a impulsem i że obaj doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, było jedyne w swoim rodzaju i nie zamierzałem z niego rezygnować.
Tak jak z tych drobnych gestów i muśnięć wyglądających z daleka na zwyczajne, a mających w sobie całe morze podtekstów, dwuznaczności i prowokacji. Moje spojrzenie prześlizgnęło się po jego twarzy, gdy dotknął mojego ramienia i zawisło na niej na tyle długo, bym mógł skrzywić się na widok papierosa, którego wsunął sobie w usta i odmówić tego wątpliwego poczęstunku. No proszę, jednak Morty Dunham ma jakieś wady.
- Od tego się umiera – powiedziałem tylko, przewracając jednocześnie oczami, ale nie robiąc nic więcej w ramach protestu. Nie zamierzałem demonstracyjnie wyrywać mu go z ust i teatralnie wzdychać, że może zapomnieć o całowaniu, zanim porządnie sobie ich nie wyszoruje. - Eksplozja duszy czy eksplozja krytych fantazji? - podjąłem jego własne słowa. W moich kryło się rozczarowanie współczesnością i pochwała przeszłości, Morty poszedł jeszcze dalej w swoim zachwycie. Naprawdę wierzył w wizję artysty jako demiurga i może miał rację. Może każdy, kto zostawia po sobie pamiątkę w imię sztuki, zostawia też świat innym niż go zastał? - W końcu mogli tworzyć to, co chcieli pokazać innym, a nie co nakazywała im wiara i prawo. - Raz jeszcze sięgnąłem po piersiówkę, kołysząc ją najpierw delikatnie. Niewielki łyk alkoholu zwilżył gardło. - Ich granice były paradoksalnie nieograniczone, bo przekraczali je po raz pierwszy. Wszystko było nowe i nieznane. Dzisiaj artyści – rzuciłem mu krótkie spojrzenie – mają o wiele trudniejsze zadanie. Jakiejkolwiek granicy by nie przekroczyli, okazuje się, że ktoś zrobił to już wcześniej. A gdy uda im się znaleźć niszę, w której nikt nie bywał, powstaje coś takiego – teraz przeniosłem spojrzenie na obrazy pełne brutalności i ponurych barw.
Ponury musiał być też mój wzrok, gdy na moment zawisł na tlącej się końcówce zapalonego papierosa, a potem powoli powędrował wraz z wydmuchniętym przez Mortiego dymem. Wyobraziłem sobie przez moment ten dym wypuszczony prosto w moją twarz i z trudem powstrzymałem dreszcz niechęci. Morty mógł mówić o granicach wiążących dawnych artystów, a oto moja własna klarowała się na jego oczach. Nie cierpiałem papierosów i ich zapachu. Niestety w miejscach, w których bywałem, aby zakosztować niegdyś odrobiny fizycznej przyjemności, gęsty dym papierosowy był niemal tak samo oczywisty jak zamiary wszystkich mężczyzn, którzy się tam pojawiali. Nauczyłem się żyć ze świadomością, że nie wyplenię tego nałogu ze swojego otoczenia, ale starałem się go znacznie ograniczać.
- Jeśli chcą dokonać cudu, muszą się o wiele bardziej postarać. - Morty nie musiał dopowiadać swoimi słowami reszty prowokacji, była aż nadto czytelna i daleka od niewinności. - Ich ograniczeniem jest to, że odbiorcy sztuki szybko się do niej przyzwyczajają, więc chcąc ich zaskoczyć... trzeba sięgać po inne formy ekspresji. Może bardziej eksperymentować i przełamywać tabu? - zastanawiałem się na głos, nie oczekując odpowiedzi, chociaż w głowie siedziała mi tylko jedna myśl o tym, czy Morty byłby w stanie przesunąć własne granice nie tylko w sztuce, ale też w relacjach. Po naszej rozmowie w ministerstwie, gdy odkrył przede mną cząstkę swoich uczuć względem naszej znajomości, starałem się unikać tego tematu, by znów nie wprowadzać go w dyskomfort.
- Ach, Bosh i wspaniałe tryptyki. Niegdyś byłem zapatrzony w jego późniejszy Sąd Ostateczny, a potem odkryłem, że niejaki Memling popełnił jeszcze wspanialsze dzieło. Wizje końca świata, nagrody i kary... że też ludzkość nie skupia się na czymś przyjemniejszym – westchnąłem, bo wizje kuszącego piekła i nudnawego nieba nie przemawiały do mnie w żaden sposób. Lubiłem za to patrzeć, jak niegdyś wyobrażano sobie te dwa stany, walkę dusz między dobrem a złem, nie zdziwiło mnie więc, że Morty chciał kiedyś zobaczyć ten obraz na własne oczy. Coś go w tym tryptyku do siebie wzywało i choć z doświadczenia wiedziałem, że zobaczenie oryginału często bywa rozczarowaniem, nie chciałem psuć mu tego marzenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Morty Dunham
Akolici
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
11-02-2026, 21:02
Kiedy Rafael dzieli się swoim krytycznym spojrzeniem na przedstawioną w gmachu galerii sztukę, Morty nie staje na rzęsach, by wybronić malarzy-amatorów. Były lepsze i gorsze prace - takie, który wywołały odruch wymiotne, takie, który mógł nazwać nienajgorszym, i takie obok, których przechodził obojętnie, lecz do tej pory żaden obraz nie sprowokował Mortiego do zachwytu. Już otwierał usta, aby zapytać o jego gust, lecz zaraz je zamknął, słysząc następujące po sobie słowa.
- Lubię sposób, w jaki na mnie patrzysz - powiedział tylko, głos zniżając chwilowo do jeszcze cichszego szeptu, ale wolałbym, abyś rozbierał mnie dłońmi, nie spojrzeniem, dodał w myślach, chociaż miał wiele pomysłów, jak odpowiedź na jego wyznanie, ale ich miejsce było w sypialni, nie tutaj.
Nie pamiętał, jak to jest poznawać kogoś krok po kroku. Zapomniał jak to jest, gdy fascynacja zmieniła się w zauroczenie, a zauroczenie... miało szanse przeobrazić coś głębszego, coś czemu koniecznie będą musieli nadać konkretniejszych kształt niż tylko zryw gwałtownych emocji dyktowany przez płonące w nich płomienie pożądania. Czuł to, bo gdyby chciał zamknąć tę relacje w wykradzionych chwilach przyjemności, nie zabiegałby o jego uwagę; nie odpowiadałby na jego zaproszenie i nie słałby swoich własnych. Nie pojawiłby się w Ministerstwie. Nie odpowiedziałby mu szczerze, co czuje. I nie zaprosiłby go do Galerii, zamiast tego zaprosiłby go do mieszkania, między swoje nogi, fundując sobie chwilowo zapomnienie od tego, co go otaczało. Wtem przypomniał sobie ich rozmowę w ministerialnym gabinecie. Rozmowę, jaka dała początek nowym myślom, które, w ramach jej następstwa, narodziły się pod sklepieniem jego czaszki. Dożywiając organizm kolejną dawką zwodniczej nikotyny, pozwolił w głowie zatlić się niebezpiecznej myśli, zrodzonej w duchu tamtych rozważań - gdyby podjął decyzje o gruntowym przemeblowaniu swojego życia i spróbowałby związać się nim na stałe, byłby skłonny wyrzec się nałogu? Byłby skłonny wytrwać w wierności? Porzucić dotychczasowy tryb życia, jaki wiódł? Zaangażować się w uczucie, które, zdaje się, już rosło w jego sercu?
Nie umiał odpowiedź na te pytanie. Jeszcze nie teraz, gdy co innego konkurowało o jego uwagę, a były to słowo Rafaela i kryjąca się za nimi pewna przewrotność oraz posępne przypomnienie wygrywające marsza żałobny w jego trzewiach; przypomnienie o tym, że jego los ścielił się gęsto trupami - była tam matka, babka, jego pierwsze, młodzieńcze, głupie i przesiąknięte zuchwałością naiwności zauroczenie, a także dawny kochanek, którego uczuciami się bawił. Uczuciami towarzyszącego mężczyzny nie miał zamiar się bawić. Wydawał się zbyt ważny, chociaż paradoksalnie staż ich znajomości sięgał dwóch niepełnych miesięcy, a mimo to, po tym, jak spotkał go na pomoście, miał wrażenie, że to nie ich pierwsze spotkanie; nie pierwsze rozmowy i nie po raz pierwszy próbowali dociekać, co wobec siebie czuli; może życie po życiu istniało, może to ich dusze, tęskniące za sobą i jednocześnie łaknące desperacko swojej obecności, znowu się odnalazły, w zupełnie nowym wcielaniu?
- Każda sekunda przybliża nas do śmierci, dlatego warto doceniać życie i to co mamy, póki trwa - odparł, jakże filozoficznie, pod dyktando niewidzialnej inspiracji, fakt był jeden taki, że wielokrotnie już słowa Rafaela, nawet niekiedy te wypowiedziane mimochodem, zmuszały Dunhama do mimowolnej refleksji. – W twórczym szale łatwo jest zatonąć we własnych fantazji i zapomnieć o tym, że za drzwiami pracowni istnieje inny, ten prawdziwy świat, nie sądzisz, że te skryte przed wścibskim wzrokiem pragnienia ukrywamy na dnie duszy? - za tym pytaniem nie kryło się drugie dno; mówił z autopsji, bo nie raz pogrążał się w twórczym marazmie, zamykał się wtedy w pracowni na długie godziny, zapominał o jedzeniu, piciu, zapominał nawet o tym, by zapalić, a nawet o całym życiu, nic się wówczas nie liczyło, nic poza tym płótnem i tym, co wychodziło spod pędzla. Teraz, sięgając myślami do tych chwili, uzmysłowił sobie, ze w obecności Rafaela też rzadko sięgał po swój nałóg, zupełnie jakby był jego zamiennikiem. Mimowolnie uśmiech, który widniał na jego wargach, nieco, pod wpływem tej refleksji, się pogłębił. Zasłuchał się w jego opinie; wnioski wyciągał trafne i Morty po raz kolejny przekonał się, że był godnym kompanem rozmów, bo w gronie swoich bliskich znajomych nie miał nikogo, z kim mógłby porozmawiać o sztuce. –Masz racje, trudno przecierać nowe szlaki, gdy ktoś już po nich stąpał, dlatego - omiótł spojrzeniem kolejny obraz, jaki znalazł się w jego zasięgu – niektórzy wybierają drogę na skróty.
Ty jaką drogę wybierasz, Morty? Jakiego wysiłku się podjąłeś?, drwina zagościła pod sklepieniem jego czaszki. Miał wrażenie, że nie podjął się żadnego, a już na pewno nie nadludzkiego. Skrył się pod bezpiecznym parasolem, jaką była kopuła teatru Arkadia. Przestał nawet brać udział w konkursach, pokazywać się bardziej wymagającej, oceniającej widowni. Poczuł gulę w przełyku, gdy sobie to uświadomił. Zbiegło się to z momentem, w którym Rafael utkwił spojrzenie w końcówce papierosa. Sprawiał wrażenie kogoś, kto w jednej chwili mógłby wysunąć mu dawkę tytoniu z ust, a w drugiej go zdeptać.
- Więc wygląda na to, że powinienem podwoić wysiłki, by zadowolić bardziej wymagające grono odbiorców - podsumował krótko, nadal bawiąc się papierosem, który tlił się między palcami. – Liczę, może trochę nawinie, chociaż wierzę, że zaraz wyleczysz mnie z tej naiwność, że mi w tym pomożesz.
Każdy artysta potrzebuje swojej muzy, dodał w myślach, bo chyba zabrakło mu odwagi, by zaproponować mu wprost, aby się nią stał chociaż po prawdzie już nią był. Pod wpływem czasu, jaki razem spędzili, zaczął komponować melodię, a scena, gdzie jego sylwetka tonęła w blasku księżyca przeniósł na obraz.
Kiedyś słyszał, że żeby sięgnąć po nowy rodzaj ekspresji, należy dokonać zmian w swoim życiu, bo dopiero to sprawia, że pojawiają się nowe perspektywy. Może właśnie dlatego wydawało mu się, że osiadł na mieliźnie i nie mógł ruszyć z miejsca?
Spojrzał na Rafaela inaczej niż dotychczas. Nie tak, jak wtedy, gdy dosięga go fala pożądania. Nie tak, jak wtedy, gdy towarzyszyło mu rozdarcie. Nie tak, jak wtedy, gdy mierzył się z pytaniem, na której nie mógł przygotować prostej, wyczerpującej temat odpowiedzi, jaka zadawalała by jednocześnie dwie strony. Jego wzrok był inny, całkowicie inny. Bardziej przenikliwy, ale nie brakowało tam emocji, których jednak nie mógł zidentyfikować, a nawet uczynić swoim własnymi, bo wtenczas wydawały się Mortiemu zupełnie obce. Jakby pochodziły zupełnie z innego czasu.
- Chyba taka ludzka natura. Pociąga nas mrok. Lubimy patrzeć w jego surowe oblicze, a potem wyobrażać sobie, jak wygląda odkupienie grzechów - zamyślił się na chwile, wbijając spojrzenie w puste oczy kolejnej postaci przeniesionej na płótno; były to oczy, które zaznały niebywałego cierpienia. – Istnieje jakiś obraz, który wydarł okrzyk zachwytu z twojej piersi?
Przeszedł do kolejnego pomieszczenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:26 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.