• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Kuchnia
Kuchnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 11:46

Kuchnia
Przez kratowane okna wpada światło dzienne, kładąc się smugami na starym, drewnianym stole przykrytym lnianym obrusem. W powietrzu unosi się zapach suszonych ziół, zaklęty gdzieś między półkami pełnymi miedzianych naczyń i porcelanowych filiżanek. W rogu, tuż przy wygasłym kominku, stoli krzesło bujane czekające na powrót kucharki. Na blacie zwykle leżą naczynia, jakby ktoś przerwał przygotowania do herbaty i obiecał wrócić za chwilę. Kuchnia żyje swoim trybem, zawsze gwarna i pełna życia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
19-03-2026, 22:00
Uśmiechnęłam się i uniosłam lekko brew ku górze gotowa zapamiętać te słowa, być może kiedyś przydadzą mi się jako argument podczas dyskusji. Nie tak łatwo podważyć swoje własne słowa. Nie żebym planowała je używać wobec Xaviera specjalnie, może bardziej drocząc się lub żartując. Wiedziałam, że wtedy będę zdecydowanie na wygranej pozycji. Nie powiedziałam jednak nic, pozostawiając to bez większego komentarza. Lekki błysk w oku, ekscytacja czymś, czego jeszcze nigdy nie robiłam.
Moja wiedza na temat pracy mojego męża była ograniczona. Wiedziałam, że pracuje w sklepie i zajmuje się artefaktami. Kiedyś zabrał mnie do swojej pracy, pokazał co się tam znajduje i opowiedział o ciekawszych artefaktach. Nie wiedziałam jednak o jego drugiej pracy, nie miałam więc świadomości jak jego słowa były blisko prawdy. A nie jedynie głupim droczeniem się. Podążałam więc z nim w stronę kuchni nie mając świadomości, czym tak naprawdę mój mąż się zajmuje. Jakim tak naprawdę jest człowiekiem. Skradaliśmy się po cichu, omijając główne trasy jakbyśmy chcieli uniknąć spotkania z jakimkolwiek mieszkańcem tej posiadłości czy nie zwrócić na siebie uwagi obrazów wiszących na ścianach. Xavier miał doświadczenie, spodziewałam się, że robił to nie raz. Poruszał się po bardzo sprawnie, a ja uczyłam się od niego jak pokonać tę drogę nie zwracając na siebie uwagi. Być może przyda mi się to w przyszłości, jeśli kiedyś będę chciała wybrać się nocą po cytrynowe ciasteczka. Bo oczywiście, że zorientowałam się o co chodzi. Sama myśl spróbowania ich w środku nocy była niezwykle kusząca.
Słuchałam go uważnie jak mówi o skarbie i jego charakterystycznym zapachu. Nie mogłam ukryć rozbawienia, parsknęłam śmiechem wolną ręką zasłaniając usta. Staliśmy późnym wieczorem w ciemnej kuchni z zamiarem szukania puszki z ciastkami. W życiu nie robiłam czegoś takiego, wręcz wydawało mi się to szalone. Na początku dziwne, ale teraz przyjemne. Robiliśmy coś naprawdę razem, tworzyliśmy nowe wspomnienia, a ja oddałam się tej sytuacji całkowicie. Nawet naprawdę chciałam uwierzyć, że te ciastka są niczym skarb.
- Jak znajdziesz pierwszy, to mnie zawołaj - odparłam, puszczając jego dłoń.
Skoro Xavier poszedł na prawo, to ja poszłam na lewo. Zaczęłam otwierać wysokie szafki i zaglądać do ich środka. Musiałam stawać na palcach, aby móc dostrzec co znajduje się na wysokich półkach. Zaczęłam się przez chwilę zastanawiać jakim cudem Primrose była w stanie dostać się do tych ciasteczek, przecież byłyśmy prawie tego samego wzrostu. Nie wierzyłam, że we własnym domu za każdym razem zabierała ze sobą różdżkę. Co jeśli miała ochotę na ciastka, a akurat jej nie miała ze sobą?
Drzwi lekko skrzypnęły, niemal podskoczyłam wystraszona. Ale skrzypnięcie drzwi nałożyło się z cichym miauknięcie i odgłosem wskakujących łapek na stół. Zmarszczyłam lekko brwi, czyżbyśmy nie zamknęli za sobą drzwi?
- Oho, nie tylko my mamy ochotę na skarb. Jak pani Pott zobaczy twoją sierść na stole, to nas ukatrupi - szepnęłam łapiąc spojrzenie Zefira. Ten, jakby wszystko zrozumiał, miauknął, ale oczywiście nie ruszył się z miejsca. - Mówiłam już, że Zefir nie odstępuje mnie ostatnio na krok? - Zapytałam, to pytanie oczywiście kierując do męża. - Nie rozumiem o co mu chodzi.
W międzyczasie otwierałam szafki dalej, docierałam praktycznie do końca ich ciągu przy ścianie kiedy nagle, gdy drzwiczki się uchyliły, dotarł do mnie słodki smak cytrynki. Uśmiechnęłam się szeroko i gwałtownie odwróciłam w stronę Xaviera.
- Mam! - Powiedziałam, może trochę zbyt głośno jak na nielegalne szukanie skarbów. - Tu jest!
Odsunęłam się i dłonią wskazałam półkę. Na samej górze, tam gdzie nie sięgałam nawet stając na palcach, stała puszka. Niczym się nie wyróżniała, ale ten zapach. Jego nie można było pomylić z niczym innym.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
23-03-2026, 18:14
Zdecydowanie wolał aby Vivienne na razie pozostawała w błogiej niewiedzy jeśli chodziło jego drugą pracę. Nie raz, nie dwa miał do czynienia z niebezpiecznymi typami, ludźmi, po których można było się spodziewać naprawdę wszystkiego. Nie miał najmniejszego zamiaru sprawić aby bezpieczeństwo jego żony miałoby być w jakikolwiek sposób zagrożone. Im mniej wiedziała tym lepiej spała, a przede wszystkim nic jej nie groziło. Przez lata nabrał wprawy, nigdy o tym nie rozmawiał w domu, a jedynie czasami z odpowiednio zaufanymi osobami na terenie sklepu. Nie chciał aby jego szemrane interesy w jakikolwiek sposób wpływały na jego rodzinę i chociaż wiedział, że wuj czy ojciec również mają rozległą siatkę szpiegów i informatorów, już dawno nauczył się aby nie dzielić z nimi tych ludzi. Miał swoich pracowników, jednym bardziej innych mniej wiernych, ale na tych drugich zdążył zebrać odpowiednio dużo brudów aby nawet przez głowę nie przeszła im zdrada. Biada temu kto chociażby pomyślał o zdradzie i wszyscy o tym doskonale wiedzieli.
Eskapada do kuchni jak na razie szła jak najbardziej po jego myśli. Udało im się przejść przez całą posiadłość nie zauważonym, a w każdym razie z takiego wychodził założenia, bo raz, że nikogo po drodze nie spotkali, a dwa nikt ich nie zatrzymał. Kuchnia wydawała się być w tym momencie bezpieczną przystanią. Znał rozkład dnia pani Pot, nie zmienił się on od lat i naprawdę nie wiedział co by się musiało wydarzyć aby zmieniła swoją wieloletnią rutynę. O tej porze nikogo nie miało tutaj być, ewentualnie Artek, jednak ten, jak się domyślał, był w tym momencie zajęty innymi rzeczami.
Kiedy rozdzielili się w poszukiwaniu puszki z ciastkami, zaczął się zastanawiać jakim cudem gosposia co rusz znajdowała nowe miejsca na jej ukrycie. W dzieciństwie wychodził z rodzeństwem z złożenia, że odkryli wszystkie możliwe kryjówki, jednak za każdym razem byli wyprowadzani z błędu kiedy przeglądali znane im do tej pory skrytki i nie byli w stanie nic znaleźć. Wymagało to od nich dużej finezji aby domyślić się gdzie tym razem mogła zostać ukryta puszka. Przeglądał więc wszystkie szafki, dokładnie zaglądając do ich wnętrza, przesuwając zgromadzone w nich przedmioty, by potem odstawić je dokładnie w to samo miejsce. Jak na razie jego poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu, a naprawdę zajrzał do wszystkich możliwych miejsc po tej stronie kuchni. Miał nadzieję, że Vivienne powiedzie się lepiej. Naprawdę miał ochotę na te ciastka w tym momencie.
Skrzypnięcie drzwi spowodowało, że automatycznie się spiął. Nie spodziewał się tutaj nikogo spotkać, nie o tej porze. Słysząc ciche miałknięcie, cicho wypuścił powietrze przez nos i wyprostował się odwracając się w stronę kota.
- Niemożliwy jesteś kolego, wiesz o tym? - uniósł brew ku górze patrząc na zwierzaka z mieszaniną rozbawienia i niedowierzania wymalowaną na twarzy - Hm…koty ponoć wyczuwają ciąże, kiedy gdzieś to czytałem. Możliwe, że on to czuje i chce być blisko ciebie jeszcze bardziej niż do tej pory. - odparł spokojnie podchodząc do stołu i drapiąc kociaka za uchem.
Ostatnio zaczęli się dogadywać. Zefir przestał uciekać za każdym razem jak go widział, wychodziło na to, że jakimś cudem znaleźli wspólny język. Może jeszcze nie weszli na poziom przyjaźni, ale teraz chociaż kot dawał mu sie pogłaskać i podrapać za uchem, do wgramolenia się na kolana kiedy siedział w sypialni było jeszcze daleko, ale nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość.
- Masz? - uśmiechnął się szeroko słysząc triumf w głosie żony, po czym zostawił zwierzaka na jego stołowym legowisku i podszedł do niej - Yhym, zdecydowanie tak pachnie nasz skarb. - pokiwał głową z zadowoloną miną, po czym stanął za Vivienne - A teraz uwaga. - złapał ją pewnie w pasie obiema rękami, po czym uniósł ją bez większego wysiłku by mogła sama zgarnąć puszkę z odległego zakamarka szafki.
Kiedy już ją miała, zrobił dwa kroki i posadził ją na sole.
- Najlepsze są ze szklanką mleka. - poruszał zabawnie brwiami, po czym z jednej z szafek wyciągnął dwie szklanki i na moment zniknął w spiżarni by wrócić z butelką mleka, które rozlał do szklanek i jedną podał jej - Zadanie wykonane perfekcyjnie. Zdecydowanie częściej będzie trzeba wybierać się na takie poszukiwanie skarbów. - mrugnął do niej z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
26-03-2026, 19:23
Gdyby ktoś dał mi wybór czy chciałabym wiedzieć czy mój mąż tak naprawdę się zajmuje, to nie wiem na co bym się zdecydowała. Pozostać w błogiej niewiedzy czy może właśnie wręcz przeciwnie - wiedzieć i sama zacząć z tego korzystać. Nie byłam do końca przekonana, czy ta niewiedza faktycznie zapewniała mi bezpieczeństwo. Inni nie wiedzieli, że nic nie wiem i jeśli będą się chcieli na moim mężu zemścić robiąc mi krzywdę to zrobią to, bez względu na to czy miałam pojęcie o pracy Xaviera czy też nie. Na szczęście, to były tylko rozważania. Bo o niczym nie miałam pojęcia, Xavier zdecydował, aby nic mi nie mówić i dopóki on innej decyzji nie podejmie, to były niewielkie szanse, aby ta informacja do mnie dotarła. No bo któż mógłby mi ją przekazać? Nikt.
Szukanie słodkiego skarbu było cudownym pomysłem na zakończenie tego dnia. Nie spodziewałam się, że będziemy dzisiaj robić coś takiego. Wręcz bym powiedziała, że nawet byłam trochę zmęczona, ale teraz gdy byłam w tej kuchni, to jakoś to całe zmęczenie przestało być odczuwalne. Cieszyłam się z tej chwili, obecności mojego męża, a także kota. Z pełnym zaangażowaniem poszukiwałam cytrynowych ciasteczek, to znaczy… skarbu. I byłam naprawdę zadowolona, że to mnie się udało. Czy Xavier to wszystko zaplanował? Brak Pani Pot, nie było tu także Artka. Nikogo nie spotkaliśmy po drodze, była cisza i spokój, jakby wszyscy domownicy już oddali się odpoczynkowi we własnych pokojach. Lub jakby specjalnie nie wychylali się, aby nam tej chwili nie popsuć. Nie byłam do końca przekonana, czy faktycznie można coś takiego zaplanować. Jeśli Xavier nie maczał w tym palców, to mieliśmy dzisiaj wyjątkowe szczęście.
Całe szczęście, że Xavier mnie uprzedził. Chociaż mógłby jeszcze mi powiedzieć na co mam uważać, bo to niestety spowodowało, że nagłe podniesienie nadal było dla mnie zaskoczeniem. Znalazłam się wyżej, na tyle wysoko, że wyciągając ręce przed siebie sięgnęłam po słoik.
- Mam - dałam znać myśląc, że odstawi mnie na podłogę.
Zamiast jego jakoś tak się obróciliśmy i po chwili siedziałam na stole. Zefir zdziwiony patrzył na mnie z podniesionymi uszami. No bo jak to człowiek na stole? Roześmiałam się mocno ściskając słoik i machając nogami w powietrzu. Niezwykle bawiło mnie, że potrafił mnie z taką łatwością podnieść i przenieść.
- Mlekiem? - Zdziwiłam obserwując jak sięga po szklanki i zniknął w spiżarce po mleko. - A ja słyszałam, że z likierem.
Niewinny uśmieszek pojawił się na mojej twarzy, gdy przyjmowałam od męża szklankę. Kiwnęłam głową zadowolona z siebie, chociaż wiedziałam, że tak naprawdę nie był to żaden wyczyn. Jednak, kiedy tak szukaliśmy tego słoika przez chwilę poczułam się znowu dzieckiem. Takie zachowanie w moim domu nie było dopuszczalne. Nie mieliśmy takich zwyczajów, tak skrzętnie trzymanych w tajemnicy przed rodzicami. Żadnych nocnych eskapad do kuchni, nasza kucharka nie piekła takich dobroci. Moje dzieciństwo było inne. Nie uważałam, aby było złe, ale było inne.
- No musisz zabierać mnie częściej, ale nie za często, bo… nie mam już tyle ruchu co ty i objadanie się ciasteczkami może się dla mnie źle skończyć - wywróciłam lekko oczami, ale na przekór słowom odkręciłam słoik. Wyciągnęłam dwa ciasteczka i jedno podałam Xavierowi, a jedno zostawiłam sobie.
Zefir przyzwyczaił się już chyba do widoku człowieka na jego stole, bo podszedł do nas bliżej i pierwsze co zrobił, to nim się zorientowałam, wpakował swoją głowę do szklanki i zaczął chłeptać mleko.
- Oh nie! Zefir! - Zaśmiałam się, próbując zabrać szklankę jak najdalej od niego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
30-03-2026, 17:22
Przeważnie planował wszystko co robił. Potrafił improwizować jeśli była trzeba, ale nie zmieniało to faktu, że zdecydowanie pewniej czuł się kiedy wszystko działało według planu, kiedy miał kontrolę. Jeśli jednak chodziło o skradanie się do kuchni po ciastka…tego nie dało się zaplanować. Już jako dzieciak wiedział, że w każdym momencie może pojawić się jakiś dorosły i albo będzie trzeba się tłumaczyć, wymyślić jakieś kłamstwo na poczekaniu albo przyjąć karę za łażenie w nocy po domu chociaż powinno się już dawno spać. Lata skradania się do kuchnie nauczyły go jednak odpowiednik ścieżek, wiedział jak unikać domowników, a nawet skrzata domowego. Teraz, kiedy był już dorosły nie musiał robić takich rzeczy, mógł się pojawić w kuchni o każdej porze i nikt mu nic złego nie powie. Chciał jednak aby Vivienne dowiedziała się o nim czegoś nowego, aby, tak jak on w latach młodzieńczych, poczuła ten zastrzyk adrenaliny kiedy robi się coś nielegalnego, ale gra jest warta świeczki. Wiedział, że Avery mieli w zwyczaju trzymać swoje dzieci raczej krótko, więc skoro teraz jego żona należała do jego rodziny, chciał jej pokazać jak to wszystko się u nich odbywa.
Była lekka jak piórko, więc nic dziwnego, że nie miał najmniejszego problemu żeby ją podnieść. Co byłby z niego za mężczyzna, a przede wszystkim mąż gdyby nie mógł unieść własnej żony? Zanim zniknął w spiżarni z rozbawieniem widniejącym na twarzy przez chwilę patrzył na nią jak siedzi na stole i macha nogami. Wyglądała tak niewinnie i uroczo. Gdy oboje mieli już po szklance mleka, sam usiadł obok niej.
- O tak, z likierem też smakują dobrze. - pokiwał głową z uśmiechem - Ale na ten moment musimy zadowolić się mlekiem. - mrugnął do niej biorąc pierwszego gryza ciastka, które mu podała - No cóż, może coś w tym jest, ale w razie sytuacji awaryjnych znasz już bezpieczną drogę do kuchni. - poruszał zabawnie brwiami, po czym rozejrzał się po kuchni.
Ile to razy się tu zakradał to nie był w stanie zliczyć. Kuchnia jednak nic się nie zmieniła. Każde naczynie miało swoje miejsce, każda przyprawa w słoiczku stała w tym samym miejscu od lat. I chociaż kucharz był z niego żaden, to mniej więcej wiedział co gdzie stoi. Czas jakby się tutaj zatrzymał i było w tym coś pokrzepiającego. Nie wyobrażał sobie aby kiedykolwiek miało zabraknąć też pani Pot. Była integralną częścią tego domu i na swój sposób tej rodziny. Nie potrzeba było rodzica, wystarczyła gosposia, która swoim spojrzeniem potrafiła przywołać do porządku niesforną latorośl rodziny Burke. Wszyscy ją szanowali i wiedzieli, że jeśli kiedyś jej zabraknie, to będzie to koniec pewnej ery w Burke Manor.
- Kiedyś, w środku nocy kiedy przyszedłem tutaj sam - zaczął spokojnie popijając mleko - miałem może z dziewięć lat, nie więcej, pojawiła się nagle pani Pot. Źle wyliczyłem godzinę, bo zasnąłem nad książką i przyszedłem tutaj chwilę przed pojawieniem się gosposi, która przygotowywała wszystko do śniadania. Schowałem się pod tym stołem. - puknął w blat, na którym siedzieli - I siedziałem pod nim do momentu, aż ostatnia osoba nie opuściła kuchni. Byłem głodny i przerażony, bo spóźniłem się na śniadanie, ale za nim nie wyszedłem spod stołu żeby nie dać się przyłapać. - powiedział rozbawiony zerkając na Vivienne.
Po chwili dostrzegł jak kocisko dobiera się do szklanki z mlekiem i zaśmiał się cicho. Chciał sięgnął do kieszeni po różdżkę i przywołać do siebie miseczkę, ale uświadomił sobie, że jej nie ma. Pokręcił głową, po czym zszedł ze stołu i wyciągnął jedną z szafki.
- Dla ciebie też będzie porcja. - odparł stawiając przed Zefirem miseczkę i nalewając do niej trochę mleka, po czym wrócił na swoje poprzednie miejsce obok Vivienne.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
01-04-2026, 13:54
Nie wiedziałam, że z taką łatwością uda mi się wejść w rodzinę mojego męża. Poznawać ich zwyczaje, sekrety, być częścią. Kiedyś wyobrażałam sobie małżeństwo jako przykry obowiązek, konieczność, za którą nie szły żadne przyjemności. Wspólna obecność wśród ludzi i samotność w domowym zaciszu. Widziałam małżeństwo jako złotą klatkę, w której miałam wszystko, ale nie miałam najważniejszego - wolności. O jakże mocno się pomyliłam. Życie u boku Xaviera było niezwykle ciekawe, czułam się chciana i słuchana, a to że na palcu widniała obrączka nie oznaczało końca mojej wolności. Wręcz bym powiedziała, że po ślubie stałam się bardziej wolna niż byłam przed. Cieszyło mnie to i pragnęłam czerpać z tego pełnymi garściami.
Xavier czuł się przy mnie niezwykle swobodnie. Gdy krążył po kuchni i szedł z tym mlekiem niemal byłam sobie w stanie wyobrazić go w wersji dziesięcioletniego chłopca, skradającego się ze świadomością, że łamie w tym momencie wszystkie ojcowskie zakazy. Musiał być odważny, bardzo pewny siebie. Zdecydowanie zostało mu to do teraz. I bardzo dobrze.
Teraz wiedziałam jak bezpiecznie dostać się w nocy do kuchni, nie wiem czy będę z tego kiedykolwiek sama korzystać, bo co to za zabawa robić to samemu, kiedy można z mężem. Dobrze jednak mieć tę wiedzę, jak mi mąż zniknie w nocy z sypialni to przynajmniej będę wiedziała gdzie go szukać i jak tu trafić nie budząc przy tym całej posiadłości.
Skupiłam na nim swoją uwagę, gdy zaczął opowiadać mi historię. Chrupiąc kolejne ciasteczko i popijając je mlekiem słuchałam uważnie o jego wędrówce do kuchni, spotkaniu pani Pot i ominięciu śniadania. Miałam nadzieję, że nie spotkała go zbyt surowa reprymenda za niestawienie się na posiłek. Jednak sama sytuacja była dość zabawna i absolutnie nie dziwiłam się dlaczego Xavier wybrał siedzenie pod stołem. Gdyby dał się złapać już nigdy więcej mógłby ani on, ani Primrose, nie dostać się do kuchni. To byłaby ogromna strata.
- To musiało być przerażające - próbowałam zachować powagę, ale mój głos wskazywał na rozbawienie. - I pani Pot cię nie zauważyła? Aż nie mogę w to uwierzyć.
Wydaje mi się, że każdy bardzo dobrze wiedział, że młode latorośle się tu zakradają w nocy. Pani Pot musiała zauważyć znikające ciasteczka, a zmiana miejsca puszki była niczym gra. Zasady specjalnie ułożone przez gosposię.
Kot dobierający się do mojego mleka rozbawił mnie jeszcze bardziej. Nie spodziewałam się tego i zanim wpadłam na to, by też się z nim podzielić zrobił to Xavier. Tuż przed kotkiem pojawiła się miseczka i porcja mleka. Moja szklanka została uratowana, co prawda z kocim włosem na powierzchni mleka, no ale cóż. Przyzwyczaiłam się do kociej sierści w herbacie, to i w mleku też mi nie przeszkadzało. Gdy mój mąż usiadł obok mnie na stole oparłam się o jego ramię. Parę dni temu usłyszałam, że mnie kocha i sam również mu to powiedziałam. Nie sądziłam, że kiedyś obdarzę go takim uczuciem. A jeszcze bardziej nie spodziewałam się, że on pokocha mnie. A dzisiaj siedzieliśmy razem na stole w kuchni, pijąc mleko i jedząc ciasteczka w środku nocy.
- Gdyby parę miesięcy temu ktoś mi powiedział, że małżeństwo polega na wspólnym zakradaniu się w nocy do kuchni i jedzeniu ciasteczek, to nigdy bym nie uwierzyła - zaśmiałam się.
Objęłam jego ramię sięgając po jeszcze jedno ciasteczko. Nie mogłam już się doczekać kolejnej naszej nocnej wycieczki.


zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:14 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.