• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Kumbria, Hethmere Keep > Dziedziniec
Dziedziniec
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-01-2026, 12:50

Dziedziniec
Dziedziniec rozciąga się pomiędzy trzema skrzydłami budynku, tworząc półotwartą, reprezentacyjną przestrzeń. Arkady i kolumny porośnięte są zielenią, która miękko przejmuje kamienne mury. W niszach ustawiono kamienne posągi dawnych członków rodu Bulstrode, przedstawionych w postawach świadczących o ich pozycji, odpowiedzialności i władzy. Posadzka z kamiennych płyt prowadzi ku otwartej stronie dziedzińca. Stamtąd rozpościera się widok na połać i całą dolinę poniżej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#31
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
14-03-2026, 19:48
Toast Marcusa Burke wybrzmiał nad dziedzińcem z tą powściągliwą siłą, która nie potrzebowała podniesionego głosu, by zostać usłyszaną. Amodeus uniósł kieliszek dopiero wtedy, gdy zrobiła to reszta, i przez krótką chwilę obserwował, jak światło ślizga się po szkle, rozbijając się o ciemną powierzchnię trunku. W słowach ojca Primrose nie było nic przesadnego, żadnego sentymentalizmu rozlanego szerzej, niż wymagał obyczaj. Była za to rzecz, którą szanował najbardziej — świadomość ciężaru własnych słów. Nieliczni potrafili mówić krótko i zostawiać po sobie coś więcej niż dźwięk.
Upił niewielki łyk, zanim opuścił kieliszek. Smak był lżejszy, niż sugerował aromat — słodkawy, lecz nie mdlący, z miękką nutą wiśni i rumu, która nie osiadała ciężko na języku, tylko zostawiała po sobie osobliwe wrażenie lekkości, niemal jakby alkohol nie tyle rozgrzewał, co łagodnie odsuwał od człowieka ciężar własnego ciała. Nie analizował tego dłużej. Muzyka zaczynała zmieniać swój rytm, obsługa przemieszczała się pewniej, a dziedziniec przechodził właśnie przez tę znajomą granicę, za którą ceremonia ustępowała miejsca przyjęciu. Ludzie rozluźniali ramiona, uśmiechali się już mniej oficjalnie, rozmowy zaczynały rozrastać się w mniejsze kręgi.
Odwrócił lekko głowę, gdy usłyszał głos Lorcana. Nie drgnął gwałtownie; raczej przyjął jego obecność tak, jak przyjmuje się fakt, że pewne osoby zjawiają się obok z naturalnością właściwą ludziom przywykłym do podobnych przestrzeni. Przez chwilę patrzył jeszcze przed siebie, na nowożeńców i gości zaczynających układać się między stołami a arkadami, dopiero potem przeniósł spojrzenie na stojącego obok mężczyznę.
— Dla historii zawsze wszystko jest ledwie chwilą — odparł spokojnie. — To jej największe okrucieństwo i największa wygoda zarazem.
Nie było w tym ani szczególnej goryczy, ani przesadnej filozofii. Raczej zwykła konstatacja człowieka, który zbyt często obracał w dłoniach cudze ślady, by wierzyć, że czas komukolwiek daje sprawiedliwe proporcje. Przesunął kciukiem po cienkiej nóżce kieliszka, po czym utkwił wzrok gdzieś między kolumnami, jakby tam właśnie łatwiej było mu porządkować myśli.
— A jeśli chodzi o pracę… — podjął po chwili, tym razem już wyraźnie zwracając się do Lorcana. — Ostatnie tygodnie były mniej widowiskowe, niż życzyliby sobie opowiadacze historii, za to odrobinę bardziej użyteczne. Primrose trafiła na tekst, który przez długi czas uchodził za wtórny odpis. Okazało się, że ktoś bardzo starannie ukrył w nim coś, co nie miało przetrwać do naszych czasów w takiej formie.
Uniósł na moment kieliszek do ust, lecz nie upił więcej niż odrobinę. Nie mówił szybko. Słowa układały się równo, bez pośpiechu, jakby każde miało dokładnie wyznaczone miejsce.
— Nic spektakularnego dla kogoś z zewnątrz. Kilka przesunięć, zbyt regularne błędy, jedna fraza, która nie pasowała do reszty. A jednak wystarczyło, żeby cały sens tekstu zaczął układać się inaczej. — Kącik ust drgnął mu ledwie zauważalnie. — Lubię takie odkrycia bardziej niż te efektowne. Są cichsze. I zwykle więcej mówią o ludziach, którzy coś ukryli, niż o samym przedmiocie.
Przez moment przyglądał się Lorcanowi uważniej. Kojarzył go dotąd raczej z opowieści, ze spojrzeń wymienianych ponad stołami i z nazwiska, które miało już własny ciężar. Teraz jednak łatwiej było dostrzec coś, czego nie dało się streścić herbem ani rodzinną linią: rodzaj uważności właściwej ludziom, którzy widzieli wystarczająco dużo, by nie zachwycać się byle czym, ale jeszcze nie tyle, by całkiem przestać się czymkolwiek interesować.
— Amodeus Nott — powiedział w końcu spokojnie i wyciągnął dłoń w prostym, pozbawionym ostentacji geście powitania. Uścisk był krótki, rzeczowy, dokładnie taki, jaki wymienia się między ludźmi, którzy nie potrzebują długiego wstępu, by rozpocząć rozmowę.
m.
— Skoro słyszę, że podobno łączą nas wspólne pasje — podjął po chwili, lekko unosząc kieliszek — to przyznam, że zaczynam być ciekaw, czym dokładnie się zajmujesz.
Na moment przeniósł spojrzenie na dziedziniec, gdzie rozmowy powoli układały się w mniejsze kręgi, a muzyka pod arkadami nabierała lżejszego rytmu.
— W gronie Primrose można spodziewać się wielu rzeczy — dodał spokojniej. — W tym również ludzi, z którymi prędzej czy później rozmowa schodzi na tematy nieco bardziej… specjalistyczne.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#32
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
15-03-2026, 21:02
Cieszył się, że wszystkim dopisywał dobry humor. Jemu z całą pewnością. Wzruszenie, które malowało się na twarzy jego żony było jak najbardziej zrozumiałe. I nie chodziło o, jeszcze, skrywaną ciąże. Primrose była jej najlepszą przyjaciółką, opoką w Burke Manor kiedy pierwszy raz się w niej pojawiła już nie jako Avery, ale jako pani Burke. Miały w sobie oparcie, mogły porozmawiać na tematy, o których Vivienne z całą pewnością nie rozmawiałaby z nim. Nie miał jej tego za złe, są w końcu takie dziedziny, o których jednakowoż z mężem nie powinno się rozmawiać, nie ważne, że dany mąż lubi wiedzieć o wszystkim co się dzieje w około. Wydawało mu się, że dostrzegł również wzruszenie na twarzy matki co było zdecydowanie miął odmianą od jej codziennej, kamiennej maski. Uśmiech widniał na jego twarzy również, lekki, łagodny, ale jednak świadczący o tym, że jest jak najbardziej zadowolony z przebiegu wydarzeń.
- No zobacz, a wydawało mi się, że tak dobrze mnie znasz. - nie odmówił sobie cichego śmiechu na komentarz Bradforda, po czym pokręcił głową z rozbawieniem, a przenosząc spojrzenie niebieskich tęczówek na siostrę, złapał się teatralnie za serce - Oh, w sam środek. - udał urażoną minę, po czym mrugnął do niej.
Kiedy i Vivienne złożyła życzenia nowożeńcom odeszli na bok, aby zrobić miejsce reszcie gości. Kiedy kolejna taca z dziwnymi drinkami znalazła się nieopodal niego pokręcił głową i sięgnął po kieliszek z szampanem. Potem najwyżej przerzuci się na swoją ulubioną whisky. W tym momencie jednak należało zacząć delikatniej. Zwłaszcza, że jego ojciec, człowiek, który przemawiał bardzo rzadko, Xavier mógł policzyć jego przemowy na palcach jednej ręki, zabrał głos. Słuchał jego słów z lekkim uśmiechem. Wiedział, że Marcus dokładnie dobiera słowa, że chce aby ich sens trafił do wszystkich i musiał przyznać, że naprawdę wyszło mu to świetnie. Xavier uniósł kieliszek w geście toasty, całkowicie zgadzając się ze słowami ojca, po czym upił niewielki łyk alkoholu.
Nie miał jednak zamiaru dać tak szybko gościom się rozejść, chociaż pewnie wielu z nich z chęcią udałoby się już do stołów skąd dochodziły do wszystkich przyjemne zapachy ciepłego jedzenia. Sam był trochę głodny, ale to musiało zaczekać. Nie mógł odpuścić takiej okazji, więc już po chwili zamienił się z ojcem na miejsce.
- Jeszcze państwa zatrzymam na chwilkę. - odezwał się na tyle głośno aby jego głos dotarł do wszystkich gości - Niezmiernie się cieszę widząc was wszystkich w tym miejscu. Móc celebrować ten dzień z tak znamienitymi gośćmi to zaszczyt. Spójrzmy jednak na tą dwójkę. - wskazał kieliszkiem na parę młodą, uśmiechając się do nich łagodnie - Los spętał ich drogi ze sobą, sprawił, że dzisiaj możemy wspólnie być świadkami zawarcia między nimi małżeństwa, patrzeć jak rozpoczynają wspólną drogę przez życie i tylko oni wiedzą gdzie ta ścieżka ich poprowadzi. Nam jedynie pozostaje wspierać ich i życzyć im jak najlepiej. Moja młodsza siostra wyrusza w nieznane, ale doskonale wiem, że Bradford, którego znam już wiele lat, będzie jej najlepszym przewodnikiem ale również i kompanem w tej podróży. - zamilkł na moment wodząc wzrokiem po gościach, obserwując ich twarze i reakcję - Za parę młodą, za Primrose i Bradford’a Bulstrode! - uniósł dłoń, w której dzierżył kieliszek z szampanem wznosząc toast.
Po tej przemowie, która i dla niego w zasadzie nie była codziennością, zszedł z podestu wracając na chwilkę do żony.
- Chyba poszło mi nie najgorzej, nie sądzisz? - nachylił się do niej z uśmiechem - Zorganizuje ci coś do picia, co ty na to? Zajmiesz nam miejsce przy stole? - poprosił patrząc na nią, po czym na moment złapał ją za dłoń, by ucałować jej wierzch, a chwilę później oddalił sie w poszukiwaniu czegoś bezalkoholowego dla Vivienne.
Zanim jednak trafił na tego typu napitek, jego uwagę przykuł Lorcan stojący na uboczu w towarzystwie Amodeusa. Burke uśmiechnął się lekko pod nosem, po czym pewnym krokiem ruszył w ich kierunku.
- Dobrze was tu dzisiaj widzieć panowie. - odezwał się podchodząc do niej, po czym położył dłoń na ramieniu Lestrange’a - Lorcan, mam wrażenie, że nie widziałem cię wieki. - pokiwał głową z lekkim, ale powściągliwym tym razem uśmiechem, po czym zwrócił się w stronę Nott’a - Amodeusu, mam wrażenie, że ostatnio widzieliśmy się lata temu, na moim ślubie. Dziękuję ci, że wspierałeś Primrose w jej badaniach, wiesz jakie one są dla niej ważne. - wyciągnął dłoń do mężczyzny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#33
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
15-03-2026, 21:44
Jeszcze parę miesięcy temu to Primrose i Bradford składali życzenia na moim ślubie. Dzisiaj role się odwróciły, dzisiaj to ja składałam im życzenia i obydwoje dobrze wiedzieli jakie to dla mnie było ważne. Cieszyłam się ich szczęściem, tego nie dało się ukryć. Może i moje łzy były efektem skrywanej jeszcze ciąży i burzy, która toczyła się w moim ciele i umyśle, czego do końca nie rozumiałam, ale myślę, że gdyby nie to, to również tych łez byłoby nie wiele mniej. Wraz z Primrose złożyłyśmy sobie obietnicę i wierzyłam, że gdy tylko wróci z poślubnej podróży to tak jak sobie założyłyśmy, tak będziemy się spotykać przynajmniej raz w tygodniu. Ale mam nadzieję, że częściej, jeśli tylko będziemy miału ku temu okazję. Na jej słowa odpowiedziałam więc uśmiechem i skinieniem głowy. Obietnica miała moc.
Słowa Bradforda mnie rozbawiły, to przecież było oczywiste, że zdecydowanie się upomnę o swoją przyjaciółkę, jeśli tylko będzie zbyt zachłanny. Uwielbiałam go jako dziecko, moja sympatia do niego nie zmalała i ze względu na nasze bardzo dobre relacje pozwalałam sobie w stosunku do niego na zdecydowanie więcej.
- Nie omieszkam - odparłam z uśmiechem, by po chwili odejść wraz z mężem na bok.
Udało mi się opanować potok łez, chusteczka uratowała także mój makijaż przed całkowitym spłynięciem i po niedługim czasie znów stałam skierowana w stronę innych gości, tym bardziej, że przemówienie wygłaszał ojciec panny młodej. Słuchałam go uważnie, a jego słowa znów mnie wzruszyły. Zerknęłam na Xaviera, bo to co mówił tak naprawdę dotyczyło też i nas. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, ale na chwilę został zastąpiony przez zdziwienie, gdy to mój mąż zdecydował się zabrać głos.
Odsunęłam się lekko, o pół kroku, gdy Xavier zaczął wygłaszać swoją przemowę. Nic mi nie mówił, że będzie chciał również coś powiedzieć. Jakby spontanicznie stwierdził, że to jest dobry moment, a słowa jego ojca zainspirowały go do działania. Codziennie mnie zaskakiwał czymś nowym. Patrzyłam na niego stojącego na podeście, lewa brew uniosła się lekko ku górze i oczywiście zaklaskałam ze wszystkimi jak skończył mówić. Nie mogłam jednak powstrzymać rozbawienia gdy wracał do mnie po przemówieniu.
- Tego się nie spodziewałam - odparłam od razu. - Poszło ci bardzo dobrze. Może powinieneś częściej wygłaszać takie przemowy?
Kiwnęłam głową. Zdecydowanie potrzebowałam coś do picia. Sama stałam przez chwilę obserwując ustawiające się stoły, odprowadziłam męża wzrokiem zauważają, że przystał obok Pana Lestrange oraz pana Nott. Ja natomiast poszłam poszukać dla nas miejsca przy stole. Zbliżając się w stronę stołu akurat miałam minąć Nylah i stojącą również niedaleko pannę Macmillan. Złapałam spojrzenie jednej z nich, a gdy panna Black zwróciła na mnie swoją uwagę uśmiechnęłam się ciepło i pierwsze słowa skierowałam właśnie do niej.
- Tak miło cię widzieć - zaczęłam neutralnie. - Jak ci się podoba uroczystość? Mam nadzieję, że już niedługo wszyscy się znowu spotkamy, ale tym razem na twoim ślubie.
Nawiązałam do naszej rozmowy, która odbyła się dość niedawno w murach Hogwartu podczas zlotu absolwentów. Wraz z Nylah spotkałyśmy się w przez przypadek i udało nam się, albo bardziej pannie Black, pozbyć poltergeista żartującego sobie z gości.
Tuż obok stał jej brat, Orion Black, którego również odpowiednio przywitałam. Akurat jego nie miałam okazji zbytnio dobrze poznać. Mieliśmy więc teraz okazję, aby zamienić kilka słów i się lepiej poznać. W końcu byli bliską rodziną z moim mężem.
- Właśnie kieruję się w stronę stołu, może usiądziemy? - Zapytałam rodzeństwo Black.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#34
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
15-03-2026, 23:28
W czasie całej ceremonii wciąż odbiegał myślami gdzieś indziej. Rozglądał się po dziedzińcu obserwując zgromadzonych, dekoracje… Nawet lubił wesela, ale na samej ceremonii zaślubin nie umiał się skupić. Była to okazja, żeby spędzić czas z dalszą rodziną, napić się dobrego alkoholu, zatańczyć z kilkoma ładnymi kuzynkami, a czasami pojawiały się ładne druhny… Dzisiaj zapewne nie będzie mógł zniknąć gdzieś z którąś z nich. Właściwie wcześniej nie myślał o tym, jak bardzo miał szczęście będąc oficjalnie wolnym kawalerem, na którego luźne podejście do etykiety można było delikatnie przymknąć oko. Teraz wypadało mu dużo mniej. Z zamyślenia wyciągnęła go Mellita uświadamiając mu, że już czas złożyć życzenia. No tak.
– Tak, chodźmy - chwycił ją za rękę, którą mu podała i podeszli do pary młodej złożyć im życzenia i wrócił na ziemię znów przyglądając się parze młodej. Stanęli w kolejce do pary młodej tuż za Nylah, gdy znikąd pojawiła się ciotka Tytania. Naprawdę nic nie uchodziło jej uwadze. Spiął się słysząc to pytanie, którego mógł się spodziewać, a które zadane tak wprost było naprawdę niewygodne. Mogła zacząć go wypytywać już po kilku drinkach, a nie teraz, ale chyba nie byłaby sobą, gdyby nie wywiedzieć się wszystkiego od razu.
– Jestem pewien, że wuj nie pozwoliłby, żeby stała się jej krzywda – odpowiedział i krzywo się uśmiechnął. Wiedział jednak, że nie wymiga się tak łatwo – Ale masz rację martwię się, bo nie miałem jeszcze przyjemności poznać nowego kuzyna – uśmiechnął się już trochę bardziej szczerze licząc, że to jest dokładnie ta odpowiedź, którą ciotka uzna za poprawną. Wytłumaczył zaniepokojenie, wyraził troskę o kuzynkę, ale przy tym nie sprzedał się z poglądem, że jednak Panna Burke zasługiwała na kawalera a nie wdowca z dziećmi. Skinął ciotce głową przepraszająco, gdy nadeszła ich kolej na składanie życzeń. Nigdy tego nie lubił, ale na szczęście Mellita zajęła się tym, a on mógł sprytnie się pod nią podpiąć. Czasami da się skorzystać z tego, że ma się ze sobą „+1” na przyjęciu. Uśmiechnął się, gdy Primrose kazała mu się rozchmurzyć. – No mam nadzieję, że jako mężatka znajdziesz czasami czas dla kuzynostwa – Jeszce raz uśmiechnął się w jej kierunku, tym razem naprawdę szczerze i skinął głowę w kierunku jej męża zanim przeszli dalej.
– Ciotka ma jakieś specjalne zdolności, jeśli chodzi o zauważanie oceniających spojrzeń – szepnął w kierunku Melity sięgając po drinka i przewracając oczami. Na szczęście udało mu się wyłgać. A przynajmniej tak mu się wydawało i był z siebie niezmiernie dumny. – Chcesz usiąść? – zapytał rozglądając się za wolnym stolikiem i napił się swojego drinka. Wiedział, że Melita jest słabego zdrowia, a ostatnie czego potrzebował to żeby teraz poczuła się gorzej. Wtedy też usłyszał głos Vivienne i uśmiechnął się przyjaźnie w jej kierunku.
– Cała rodzina już nie może się doczekać. Nyl jest pochłonięta przygotowaniami, prawda? – spojrzał złośliwie na siostrę. Może byli całkowicie różni, ale w kwestii małżeństwa oboje wyłgiwali się od tego tak długo jak tylko mogli, a jeśli mógł jej pocisnąć przy okazji uprzejmego pytania. – Przypomnij, jaki miałaś pomysł na dekoracje? – spojrzał na Nylah dalej ze złośliwym uśmieszkiem. Humor mu się zdecydowanie poprawił. – Usiądźmy, to dobry pomysł – odpowiedział już poważniej Vivienne i rozejrzał się za wolny stolikiem przy którym odsunął krzesło dla Mellity.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#35
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
16-03-2026, 18:20
Uśmiechnęła się szeroko do Primrose nie przedłużając zbędnie momentu składania życzeń. Posłała także swój uśmiech Bradfordowi, dużo delikatniejszy, zauważając nagłe napięcie jego ciała. Przez chwilę nie rozumiała, o co chodziło, ale nie potrzebowała zbyt wiele czasu, by zrozumieć, o co mogło chodzić. Cóż, nie wybrała sobie genów, a poza tym pan Bulstrode chyba powinien być przyzwyczajony do potomków wil…? Nie zamierzała jednak ani się o ten fakt obrażać, ani tym bardziej czynić jakichkolwiek wyrzutów. Być może kiedyś przyjdzie im stoczyć jeszcze jakieś rozmowy, ale aktualnie wszyscy powinni cieszyć się z samej tej doniosłej uroczystości. A państwo młodzi powinni przede wszystkim zwracać uwagę na samych siebie, a nie wilowate kuzynki jak ona sama.
Razem z pozostałymi gośćmi przeniosła się na odpowiednie miejsce przy stole, z żalem witając koniec pysznego drinka. Nie chciała jednak brać kolejnego, tak na wszelki wypadek, gdyby towarzystwo jej brata zrobiło się zbyt nieznośne. A że tak się stanie, była święcie przekonana, nawet znając Oriona prędzej niż później. Sięgnęła po szklankę soku, słuchając uważnie toastu wygłoszonego przez wujka Marcusa, a potem przez Xaviera. To były zdecydowanie piękne toasty i zasługiwały na solidny łyk do wypełnienia tradycji. Chyba nawet nie sądziła, że Xavier potrafi tak dobrze przemawiać. Zamyśliła się przez chwilę, przez co nie zauważyła, jak podeszła do nich Vivienne i oczywiście musiała nawiązać do rozmowy z hogwarckich korytarzy. Nylah przemknęło przez myśl, że będzie musiała przez jakiś czas unikać kobiety, bo zdradzenie się, co w rzeczywistości sądziła o własnym ślubie, nie było ani trochę dobrym pomysłem.
- Vivienne. Wyglądasz bardzo promiennie. – uśmiechnęła się ciepło do dziewczyny, nawet nie przewracając oczami. – Muszę przyznać, że uroczystość jest po prostu wspaniała. I widać, że nowożeńcy są szczęśliwi. – zerknęła w stronę państwa młodych, uśmiechając się delikatnie na ich widok. Byli zdecydowanie szczęśliwi i zakochani, bezwstydnie im tego zazdrościła. No i jakby „szczęścia” było za mało, napatoczył się Orion, który musiał dorzucić swoje trzy grosze. Posłała mu słodki uśmiech, ten zarezerwowany tradycyjnie tylko dla niego, obiecujący zemstę gdzieś niedaleko.
- Oczywiście, że tak. A dekoracje? Czyżbyś miał aż tak słabą pamięć, że pominąłeś ustalenia, jak mi w nich pomożesz? – zrobiła pełną smutku minę, odwracając się do Vivienne. – Na razie wszystko jest w fazie planów oczywiście, ale o ile maman nie wymyśli inaczej, to chciałam ceremonię w takiej odrobinę teatralno-balowej scenerii. Ale ale, przecież nie ja jedna mam stawać na ślubnym kobiercu. A ty co planujesz, drogi braciszku? – zamrugała niewinne oczkami, no przecież nie zostawi tego tematu ot tak. Żal jej było jedynie Mellity.
Dlatego chętnie przystała na propozycję zajęcia miejsc, manewrując tak, by móc po cichutku zwrócić się do narzeczonej brata.
- Przepraszam. Później ci wszystko wyjaśnię. – wyszeptała do ucha Mellity, po czym usiadła obok dziewczyny. Mogli się wzajemnie z Orionem kłócić i spierać, ale przynajmniej technicznie nie powinni w to wciągać innych osób.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#36
Lorcan Lestrange
Akolici
Grzebiąc w duszy wydobywamy nieraz to, co leżałoby tam niepostrzeżenie.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
17-03-2026, 12:56
Siła spokoju, jaką emanował Marcus Burke, była dostrzegalna gołym okiem, a słowa toastu – kluczowe, unikające zbędnego patetyzmu, spokojne, klarowały obraz człowieka pewnego, tego w czyje ręce oddał swą córkę. Jednocześnie przemowa mogła poruszyć sercami, co wrażliwszych gości. Lubił to połączenie, które pozostawiało ślad na dłużej po wypowiedzianych słowach.
Wybrany drink, był słodkawy, doskonale zbilansowany, między dominującym rumem, a delikatnością, jaką ten oferował. Dając odczucie lekkości w tej kompozycji, lecz nie tylko. Spojrzenie czekoladowych oczu osiadło na kieliszku z ciekawością, jakby próbował odgadnąć resztę składników, jakie się w treści koktajlu znajdowały. Nie był ich pewien, ale efekt końcowy, był zdecydowanie świetny. Nadając chwili pewnego rozluźnienia, gdy skrojona idealnie pod moment muzyka odznaczyła się wyraźnie, a ceremonia płynnie przechodziła w przyjęcie. Mężczyzna patrzył na tłum ludzi, delikatnie uśmiechając się, niezbyt wymownie, ale zauważalnie, ta pogoda ducha, biła od niego niezwykle rzadko, lecz dzisiejszy dzień, był wyjątkowy.
Amodeus , miał rację, to było okrucieństwo, ale i lekcja, aby czerpać z życia, co najlepsze, by cieszyć się chwilami takimi, jak ta, bo te przemijają niezwykle szybko, jak całe życie przywodzące na myśl piasek w klepsydrze. To było, dość smutne założenie, ale i budowało wewnętrzne pragnienie głodu, ambicji, chęci, by doświadczać, jak najwięcej. Wolność, którą życie mu oferowało, poza wyspami sprawiała, że cieszył się tymi chwilami stosunkowej beztroski, bo zagrzebany w pracy, jaką kochał; czuł się człowiekiem spełnionym, nawet jeśli widmo obowiązków ciążyło na karku, a ciężar nazwiska momentami przygniatał.
Złapali się spojrzeniami, mimowolnie, tak naturalnie, jakby w tym samym czasie chcieli przekroczyć tę granicę towarzyską. Słuchał z uwagą słów mężczyzny, wyłapując w nich elementów, wobec jakich mógł się odnieść. Był również ciekaw z punktu, czysto zawodowego, jak przyjaciółka sobie radziła na tym polu, nigdy w nią nie wątpił – z natury dociekliwa i bystra, odnajdywała się w swojej profesji, bezdyskusyjnie dobrze, to budowało jednak też pewność siebie w przypadku potknięć i momentów krytycznych.
— Tajemnice kryjące się nieraz na widoku, bywają tymi najtrudniejszymi do odszyfrowania. Wymagają wiele uwagi, aby ich nie przegapić i rozszyfrować, treść tam ukrytą — przyznał, wiedziony własnymi doświadczeniami. Lestragne podzielał punkt widzenia towarzysza, tych odkryciach nie kryła się widowiskowość, często brakowało pochwały, jakby zamiatane pod dywan, tak jednak przecież to one, częstokroć dawały największe rozeznanie i stanowiły punkt odniesienia. — Czasem ukryta treść, jest warta więcej niż złoto — uśmiechnął się, lekko.
Nie mieli, nigdy okazji przeciąć swych ścieżek na tle pracy; znał wyłącznie ogólniki, które zasłyszane w towarzystwie pobrzmiewały echem, często ubarwiane plotkami. Te lubił odsiewać, wybierając wyłącznie, to co najpewniejsze, bez sztucznie budowanej sensacji.
— Lorcan Lestrange — powitanie; uścisk pewny, klarowny i taktowny. Lubił ten charakterystyczny typ ludzi, bowiem odnajdywał w nich siebie i czuł podświadomie sympatię, zwłaszcza że czujne spojrzenie Amodeus, mówiło więcej, niż słowa. Doceniał taktowność mężczyzny i mimowolnie odpłacał się mu, tą samą monetą znajdując zaczepienie dla tej konwersacji na znacznie dłużej.
— W gronie przyjaciół i ludzi bliskich Primrose, próżno szukać person pozbawionych ciekawości świata i pewnej dociekliwości zdawać by się mogło, że przyciąga do siebie takie osoby naturalnie — uśmiecha się kącikiem ust, dostrzegając kątem oka zbliżającego się Xaviera, nim jednak ten nadszedł, odpowiedział na zawieszone w powietrzu pytanie: — Łączymy podobne pasje, jestem historykiem; poszukiwaczem zaginionych artefaktów i badaczem — w czekoladowych oczach mężczyzny rozbłysły ogniki sympatii. Czuł podświadomie, że łączące ich zainteresowania, mogły dać wstęp do znacznie dłuższej rozmowy, być może sięgającej nawet godzin, w jakich czas przestawał mieć znaczenie.
Znajomy dotyk na ramieniu i szybkie podanie dłoni zapadających w niedźwiedzich uściskach, proste przywitanie, ale jednak niosące ze sobą lata znajomości i znamię przyjaźni.
— Świetne przemówienie; cieszę się, że Cię widzę — zwrócił się do Xaviera, a jego głos nieznacznie nabrał cieplejszych barw, jakby na moment wspomnienia z przeszłości wróciły.
Upił kolejny łyk słodkiego drinka, a jego lekkość otulała coraz mocniej, lecz nie otumaniała, był to spokój, który idealnie komponował się z sytuacją. Odprężenie i ucieczka od wszelkich myśli.
— Cieszę się, że na siebie trafili, tworzą zgrany duet — rzucił do towarzyszących mu mężczyzn, a wzrokiem odnalazł nowożeńców.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#37
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
19-03-2026, 10:30
Zagadkowy uśmiech na twarzy ukochanej jasno podpowiadał, że była zadowolona zarówno ze swojej kreacji, jak i reakcji Bradforda. To nie pierwszy raz, kiedy dostrzegał w jej tęczówkach roziskrzone ogniki. Primrose od początku miała w sobie zdolność do wytrącania go z równowagi w sposób, który zamiast irytacji budził nieoczekiwaną ciekawość. Z czasem uświadomił sobie, że życie u jej boku nie będzie jedynie uporządkowanym ciągiem decyzji, czy obowiązków. Przy niej nawet to, co lekkie, miało swoją wagę. Było w tym coś niebezpiecznie przyjemnego — świadomość, że jednym gestem, czy spojrzeniem, potrafiła rozproszyć jego opanowanie, a on, wbrew dawnym przyzwyczajeniom, nie miał już ochoty się przed tym bronić. Była w tym spojrzeniu obietnica drobnej gry, do której ku własnemu zaskoczeniu, coraz chętniej przystawał.
Z każdą kolejną wymianą słów, uściskiem dłoni i serdecznym gestem coraz wyraźniej docierało do niego, że wszystko ułożyło się dokładnie tak, jak powinno. Nie było tu nikogo zbędnego, żadnej twarzy, której obecność należałoby znosić wyłącznie z obowiązku, żadnego sztucznego uśmiechu ani uprzejmości podszytej chłodem. Otaczali ich ludzie ważni — rodzina, przyjaciele, ci, którzy znali ich naprawdę i z różnych powodów dobrze im życzyli. Widok Primrose odpowiadającej każdemu z tą właściwą sobie ciepłą pewnością budził w nim ciche wzruszenie. Czuł wdzięczność wobec córek, wobec bliskich po obu stronach, wobec tych wszystkich rąk i myśli, które złożyły się na ten dzień. Nawet jeśli przez ostatnie tygodnie wiele spraw wymagało dopięcia, a samo przyjęcie nie było wystawne ponad miarę, właśnie ta kameralność i staranność nadawały mu właściwy kształt. Niczego nie chciałby dziś zmieniać.

Cassian nie wyszedł od razu na środek. Najpierw odczekał ułamek chwili, pozwalając, by słowa Marcusa jeszcze wybrzmiały między gośćmi, a dopiero potem uniósł kieliszek i zrobił pół kroku naprzód. — Nie zwykłem dodawać wiele do słów, które już zostały dobrze wypowiedziane. A dziś padło ich wystarczająco — zaczął spokojnie, przesuwając wzrokiem po zebranych gościach. — Dom nie powstaje w dniu ślubu — jego głos pozostał równy i rzeczowy, kiedy jasne tęczówki osadziły się na parze młodej. — Buduje się go każdego dnia. Z decyzji, które podejmuje się wtedy, gdy nikt nie patrzy. — Zadarł lekko brodę, zwracając się do gości. — Dziś jednak łączą się nie tylko dwoje ludzi, lecz także dwa rody, które rozumieją wagę słowa, odpowiedzialności. Czas uczy, że szczęście rzadko przychodzi samo. Ale potrafi zostać tam, gdzie ktoś ma odwagę je zatrzymać. — Na ułamek sekundy wzrok Cassiana zatrzymał się na Leonnie, a w wyrazie jego twarzy pojawiło się coś ledwie uchwytnego, jak cień doświadczenia. Wzniósł kieliszek do finalnych słów. — Za to, byście wiedzieli, kiedy mówić… i kiedy trwać przy sobie bez słów.

Bradford zasłuchał się w słowach mówców z uwagą, która z każdą kolejną wypowiedzią stawała się coraz bardziej osobista. Marcus mówił niewiele, ale wystarczająco, by jego słowa osiadły na ramionach ciężarem odpowiedzialności, którą rozumiał nazbyt dobrze. Skinął mu niemal niezauważenie głową, przyjmując ten gest nie tylko jako ojcowskie przekazanie, lecz także potwierdzenie zaufania. Głos Cassiana, jak zawsze wyważony i pozbawiony ozdobników, stanowił przypomnienie zasad, które wpajano mu od lat. Nie odbierał ich jako obowiązku, ale coś, co rzeczywiście stanowiło jego własny wybór.  Dopiero przy słowach Xaviera pozwolił sobie na cień swobody, krótkie rozluźnienie w ramionach, gdy spojrzenie na moment powędrowało ku Primrose. Nie był pewien, czy kiedykolwiek wcześniej ktoś mówił o nim w podobny sposób, nie przez pryzmat nazwiska, a przez to, kim był dla niej. Dotknęło go to mocniej, niż mógłby się spodziewać, zatrzymując na moment oddech w piersi.
Kiedy ostatnie słowa wybrzmiały, uniósł kieliszek nieco wyżej, pozwalając sobie na własne wystąpienie.
— Skoro już tyle zostało powiedziane, postaram się nie przedłużać — odezwał się nagle z cieniem rozbawienia, przesuwając wzrokiem po zgromadzonych gościach, zatrzymując na kilku znajomych twarzach. — Dziękuję wam za obecność. Nie tylko za to, że przyjęliście zaproszenie, ale za to, że każdy z was w pewnym momencie tej drogi był jej częścią — czasem jako świadek, czasem jako głos rozsądku, a czasem jako ktoś, kto przypomniał, że nie wszystko trzeba od razu rozumieć. — Jego wzrok zatrzymał się na państwu Burke, w szczególności Marcusie i Tytanii, skłaniając lekko głowę. — Dziękuję rodzinie Primrose, przyjmując wasze zaufanie z pełną świadomością tego, co oznacza. Nie zamierzam traktować tego lekko. — Zwrócił się do Cassiana i Leonnie, ale także bliźniaczkom. — A mojej rodzinie dziękuję za to, że nauczyła mnie stać pewnie nawet wtedy, gdy nie ma prostych odpowiedzi. To przydaje się bardziej, niż można by przypuszczać. — Wreszcie osadził wzrok na Primrose, a jego twarz złagodniała, gdy na moment uśmiechnął się nieznacznie. — A tobie nie będę obiecywać rzeczy, których nie da się przewidzieć. Ale wiem jedno — ujął jej dłoń, mocniej zaciskając nań palce — przy tobie świat przestał być wyłącznie czymś, co trzeba rozumieć i kontrolować. Stał się też czymś, czego warto doświadczać. I za to jestem ci wdzięczny. — Jeszcze przez chwilę nie odrywał od niej spojrzenia, kiedy wzniósł kieliszek i zwrócił się wreszcie ku reszcie gości. — Za was wszystkich. I za to, co dopiero przed nami.

Nie trzeba było długo czekać, by przestrzeń pod arkadami wypełniła się kolejną warstwą doznań — tym razem zapachów, które miękko wplotły się w muzykę i rozmowy. Na stołach, niemal niezauważalnie, zaczęły pojawiać się pierwsze półmiski — jedne unoszone przez dyskretną obsługę, inne ustawiające się same za sprawą magii. Na srebrnych tacach spoczęły delikatne plastry pieczonej jagnięciny, podawanej na chłodno z lekkim sosem ziołowym, obok nich kruche tarteletki wypełnione kremowym serem i młodymi warzywami, jeszcze pachnącymi wiosennym ogrodem. Pojawiły się też cienko krojone wędliny, lekko wędzone pstrągi i łososie, a także świeże pieczywo o chrupiącej skórce, które rozłamywane uwalniało ciepły, kojący aromat. Wśród nich nie brakowało akcentów bardziej wyrafinowanych — subtelnie przyprawionych dań inspirowanych południem, z nutą cytrusów, miodu i przypraw, dodających całości lekkości i świeżości. Między stołami przesuwała się obsługa, nalewając wina i uzupełniając kieliszki z wprawą, która nie zakłócała rytmu rozmów.

Dopiero wtedy niemal niezauważanie ciężar osadzonych na nich spojrzeń opadł. Goście zaczęli się rozchodzić, jedni ku stołom, inni w stronę rozmów, które czekały na dokończenie od czasu ceremonii. Śmiech i głosy rozproszyły się po dziedzińcu, a ich miejsce zajęła zwyczajność, która przyszła tak naturalnie, jakby ta chwila od początku miała właśnie tak wyglądać. Bradford został z Primrose na środku, jeszcze przez moment nieruchomy, jakby dopiero teraz docierało do niego, że już nic nie wymaga natychmiastowej reakcji. Wyraźniej dosięgnął go zapach jedzenia, ale nie budził w nim głodu. Żołądek miał ściśnięty po długim napięciu, które dopiero co zaczynało ustępować.
Przez długi czas nie pozwalał sobie na nic podobnego. Żałoba po Dorothy była czymś więcej niż stratą — porządkiem, do którego przywykł, bezpiecznym w swej przewidywalności, nie wymagając ryzyka, czy decyzji. Ta przerwa była mu potrzebna, może nawet konieczna, ale teraz, stojąc tutaj, miał wrażenie, że trzymał się jej o ułamek chwili za długo. Spojrzał uważniej na Primrose, na powrót układając dłoń w jej talii i sięgając nagich pleców.
— Królestwo za twoją myśl — odezwał się z cieniem rozbawienia, łagodzącym powagę chwili. Spoglądał na nią inaczej, niż przed chwilą, gdy wszyscy pozostawali na nich skupieni, teraz próbując odczytać z jej twarzy to, co działo się pod powierzchnią. Czy czuła to samo? Ulgę, napięcie, lekki zawrót głowy po czymś, co właśnie stało się nieodwracalne? Na moment zatrzymał spojrzenie na jasnych oczach, jakby naprawdę oczekiwał odpowiedzi, gdy zaraz po tym kącik jego ust uniósł się nieznacznie, a napięcie w ramionach ustąpiło czemuś lżejszemu. — Chodź — dodał pewniej, dłoń na jej plecach przesuwając nieznacznie wyżej i prowadząc subtelnym, naturalnym gestem ku przestrzeni, gdzie muzyka zaczynała nabierać wyraźniejszego rytmu. — Zanim ktoś znów nam przerwie. — Nie czekał długo, stawiając krok w stronę serca dziedzińca, by ująć kobiecą dłoń i zaprosić do tańca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#38
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
19-03-2026, 10:31
Kolejne toasty i przemówienia spływały w otoczeniu dziedzińca. Bo choć przyjęcie było w kameralnym gronie, najbliższej rodziny i przyjaciół, tak parę osób chciało złożyć na ręce młodych dodatkowe życzenia.
Primrose przesuwała wzrok po gościach weselnych z poczuciem niedowierzania, chociaż przecież wszystko było tak bardzo namacalne.
Uniosła spojrzenie na Bradforda kiedy padały słowa Xaviera “Primrose i Bradford’a Bulstrode”. Rozumiała teraz co mówiła Vivienne, o tym dziwnym uczuciu, kiedy stajesz się nagle kimś innym. Nie czuła jednak przerażenia, a ekscytację z tej zmiany. Nie spodziewała się, że brat wygłosi przemowę, więc patrzyła na niego szczerze zaskoczona, a potem odnalazła spojrzeniem Vivienne i uniosła nieznacznie brew ku górze dając tym samym niemy wyraz tego o czym właśnie myślała.
Cassian Bulstrode również uniósł kieliszek w swoim toaście, a ona poczuła, że właśnie stała się kimś na wzór łącznika między dwiema rodzinami. Choć teraz miała być Primrose Bulstrode to nie mogła zapomnieć z jakiej rodziny się wywodzi i tak jak Vivienne przyniosła swoja energię do Burke Manor, tak ona miała nadzieję, że uda się jej cząstkę siebie osadzić w Hethmere Keep.
Dostrzegała kolejne spojrzenia jakie kierowali w ich stronę goście. Uśmiechnęła się delikatnie do Nylah, skinęła głowa Lorcanowi i Amodeusowi widząc, że w pewnym momencie obydwaj skierowali swój wzrok w jej stronę. Zainteresowało ją to, o czym by mogli rozmawiać. Zaraz jednak ich uwagę przejął Xavier.
Tytania posłała ostatnie spojrzenie Orionowi jakby doskonale wiedziała, że nie powiedział jej całej prawdy, ale nie był to dzień ani odpowiedni moment, aby z nim dyskutować na ten temat. Teraz stała u boku swojego męża pogrążając się w dyskusji z macochą Bradforda.
Drgnęła kiedy swoją wdzięczność wyraził jej mąż. Ta myśl wciąż była dziwna, ale nie nieprzyjemna. Inna, do której musiała się przyzwyczaić. Zacisnęła jedynie palce na jego dłoni w niemej odpowiedzi na słowa jakie padły. Chciała dodać coś od siebie, po chwili namysłu uznała, że nie ma nic więcej do powiedzenia. Wszystkie ważne słowa padły, więc uniosła jedynie swój kieliszek w stronę gości ze słowami -Dziękuję za przybycie. To wielki zaszczyt i radość, móc spędzić ten dzień, to wydarzenie, w tak zacnym gronie.
A potem, na krótką chwilę zostali sami.
Patrzyła jak goście rozchodzą się pomiędzy stołami. Jak prowadzą ożywione rozmowy, gdzie słyszała śmiech i kryształowy dźwięk kieliszków. Miała wrażenie, że obserwuje wszystko z boku, jakby nie była częścią tego wydarzenia. Z rozmyślań wyrwał ją niespodziewanie głos Bradforda połączony z dotykiem dłoni na nagiej skórze, który ponownie wywołał przyjemną sensację wzdłuż kręgosłupa. -Czekam na moment kiedy zostaniemy całkowicie sami. - Opowiedziała w cichym zamyśleniu nie panując nad tym jak nieme słowa w jej głowie spłynęły na język. Dopiero kiedy wybrzmiały dotarł do niej ich sens, wywołując na twarzy rumieniec
Kiedy umysły gości przez jakiś czas były zajęte posiłkiem jaki pojawił się na stole, ona będąc trochę głodna, czuła pewien ucisk w żołądku więc nie skosztowała wiele ze wspaniałości jakie znajdowały się na stole. Z pewnego względu znów czuła lekkie poddenerwowanie i po chwili melodia z arkad wyjaśniła dlaczego. Ujmując dłoń Bradforda wstała ze swojego miejsca, aby udać się w samo centrum dziedzińca.
Pierwszy taniec.
Kiedy poprowadził ją na środek parkietu, świat wokół zdawał się na chwilę przycichnąć. Gwar rozmów przy stołach zlał się w miękkie tło, a światło rozmyło się w złotych smugach. Spojrzała na Bradforda i przez krótką chwilę poczuła coś na kształt niedowierzania. To naprawdę się działo. Jeszcze rano była córką w domu Burke’ów, otoczoną znajomymi ścianami i spokojem znanego świata. Teraz stała tu, wśród gości, śmiechów i muzyki, jako jego żona. Pierwszy krok był niemal niepewny, ale Bradford poprowadził ją tak naturalnie, jakby tańczyli razem od lat. Obrót przyszedł lekko, materiał sukni zaszeleścił cicho, kiedy zakreśliła półkole wokół niego. Primrose poczuła, jak napięcie, które nosiła w sobie od rana, powoli ustępuje miejsca ciepłu i radości. Z każdą kolejną figurą przestrzeń zdawała się rozszerzać tylko dla nich dwojga. Widziała kątem oka twarze gości. Uśmiechnięte, wzruszone, niektóre rozbawione, nie miało to jednak teraz znaczenia. Liczył się tylko rytm muzyki i sposób, w jaki Bradford patrzył na nią, jakby była jedyną osobą w całej sali. Kiedy obrócił ją raz jeszcze i przyciągnął bliżej, poczuła, jak serce bije jej szybciej. Z tej dziwnej, jasnej pewności, że właśnie zaczyna się coś nowego. A gdy uniosła wzrok, uświadomiła sobie, że po raz pierwszy od wielu dni naprawdę oddycha spokojnie.
Muzyka zaczęła cichnąć niemal niezauważalnie. Najpierw zniknęły mocniejsze akcenty, potem smyczki zwolniły, jakby melodia powoli domykała opowieść, którą snuła tylko dla nich dwojga. Primrose poczuła, jak Bradford prowadzi ją w ostatnim obrocie tym wolniejszym, bardziej miękkim, aż w końcu zatrzymał ją przy sobie. Na ułamek chwili zapadła cisza, ta szczególna, w której ludzie jeszcze nie wiedzą, czy już bić brawo, czy pozwolić momentowi wybrzmieć do końca. Słyszała własny oddech i ciche szelesty sukni, gdy parkiet znów przestał się kręcić.
Potem instrumenty odezwały się na nowo.
Najpierw skrzypce podjęły melodię, już lżejszą, bardziej skoczną, a zaraz po nich dołączyły pozostałe instrumenty. Rytm przyspieszył, nabrał weselnej żywiołowości, która natychmiast poruszyła dziedzińcem. Wśród gości przebiegł szmer, kilka osób klasnęło w dłonie, ktoś zaśmiał się głośniej, ktoś inny już wstawał od stołu. Primrose spojrzała ponad ramieniem Bradforda i zobaczyła, jak pierwsze pary zaczynają zbliżać się do parkietu. Ci odważniejsi ruszyli niemal od razu chociażby, para starszych krewnych, którzy z uśmiechem wymienili spojrzenia, jakby czekali na tę chwilę od początku wieczoru. W ciągu kilku uderzeń serca parkiet zaczął się zapełniać. Suknie zatańczyły w powietrzu, buty stuknęły o kamienną podłogę, a rozmowy i śmiech znów wzniosły się ponad muzykę.

_________
***
Sprawy organizacyjne:
Na dziedzińcu możecie zauważyć, jak kamienne kręgi powoli znikają, ustępując miejsca stołom oraz przestrzeni do tańca. Po poczęstunku rozpoczyna się wesele, którego oficjalnym początkiem jest pierwszy taniec państwa młodych. Wasze postaci mogą śmiało dołączać do zabawy na parkiecie.
To już ostatni post w tym wątku, ale możecie dalej kontynuować rozgrywkę tutaj lub przenieść ją do innych lokacji na terenie posiadłości Bulstrode.
Przypominamy również, że jeśli uznacie, iż wasze postaci zostają na noc, następnego dnia dla gości przewidziane są atrakcje — m.in. wspólna herbata, polowanie oraz wycieczka po rezerwacie. Możecie rozgrywać te sceny w swoim gronie lub włączyć do nich państwa młodych. Możliwe jest także założenie, że wasze postaci wyruszyły na spacer lub wycieczkę po rezerwacie z jednym z pracowników — w takim przypadku nie potrzebujecie obecności któregoś z nas w wątku.

Dziękujemy wam za wasz udział w tym wydarzeniu. Mamy nadzieję, że dobrze się bawiliście, nawiązaliście nowe relacje, które będziecie śmiało eksplorowali w dalszej fabule.

Prim & Brad

|zt Prim i Brad
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#39
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
31-03-2026, 12:29
Amodeus wysłuchał Lorcana z naturalną dla siebie uważnością — odruchem człowieka przywykłego wyłapywać sens nie w samych słowach, lecz w tym, co pomiędzy nimi. Skinął lekko głową, przytakując.
— To prawda. Przy tym, czym się zajmujemy i w jakim kręgu się obracamy, trudno byłoby tu trafić na kogoś przypadkowego. — kącik ust drgnął nieznacznie. — Primrose uważnie dobiera sobie ludzi.
W chwili, gdy Xavier wszedł w ich przestrzeń, Amodeus odstawił bez większej uwagi kieliszek na tacę przechodzącego kelnera i sięgnął po coś mocniejszego, jakby wcześniejszy wybór przestał mieć znaczenie, zanim zdążył je zyskać. Dopiero wtedy podniósł wzrok i przyjął jego obecność z lekkim, niewymuszonym uśmiechem, odpowiadając na uścisk dłoni pewnie i krótko.
— Xavierze. Cieszę się, że Cię widzę. Dobrze dobrane słowa.
Nie rozwijał tego dalej. Uniósł lekko brew, jakby dopiero po chwili dopuścił do siebie jego uwagę o czasie, i wypuścił powietrze ciszej, z nutą niedowierzania.
— Nie chce mi się w to wierzyć, ale wygląda na to, że masz rację.
Upił niewielki łyk, pozwalając, by smak alkoholu na moment odciął resztę bodźców.
— A co do twojej siostry… nie należy do ludzi, których trzeba prowadzić. Dobrze wie, czego szuka. Jeśli można przypisać mi jakąś zasługę, to jedynie pilnowania, by nie zgubiła kierunku.
Kącik ust drgnął, a spojrzenie zatrzymało się na Xavierze tylko na moment — bez ciężaru, bez potrzeby podkreślania czegokolwiek więcej — po czym płynnie wróciło do Lorcana gdy ten wspomniał o nowożeńcach. Amodeus przeniósł spojrzenie w ich kierunku, zatrzymując je tam na chwilę dłużej, z uwagą obserwując twarze pełne niewymuszonej radości.
A więc jednak. W niektórych rzeczywistościach, obowiązek splatał się z uczuciem.
— Sprawiają wrażenie zgodnych. Miejmy nadzieję, że tak już zostanie.
Rozmowa potoczyła się dalej bez wyraźnych granic. Wątki zaczęte przy pracy i dawnych tekstach płynnie przechodziły w miejsca, w których przyszło im działać, nazwiska przewijające się w tych samych kręgach i historie, które rzadko trafiały do oficjalnych zapisów. Nie było w tym pośpiechu ani potrzeby robienia wrażenia; raczej spokojna wymiana, w której każdy wiedział, ile powiedzieć, a ile zostawić, pozwalając, by reszta dopowiedziała się sama — w spojrzeniu, w zawieszeniu głosu, w tym krótkim milczeniu, które w odpowiednim towarzystwie nie ciążyło.
Zostali razem dłużej, niż wynikało to z uprzejmości — albo właśnie tyle, ile należało, zanim rozmowa zaczęłaby tracić swoją ostrość i przechodzić w coś lżejszego, mniej wartego zatrzymania.
Gdy gwar przyjęcia zgęstniał, a rozmowy wokół zaczęły się rozmywać w jedną, trudną do rozróżnienia całość, Amodeus wyłapał ten moment bez trudu. Nie potrzebował wyraźnego sygnału; wystarczyło to subtelne przesunięcie, w którym uwaga ludzi odklejała się od konkretnych twarzy i zaczynała krążyć swobodniej, bez punktu zaczepienia. Jego obecność była już odnotowana — tyle wystarczało.
Pożegnał się z tymi, których jeszcze miał w zasięgu, krótkim słowem lub gestem, innym skinął jedynie głową; kilku zniknęło mu z pola widzenia, zanim zdążył zatrzymać na nich spojrzenie na dłużej. Nie było w tym niedopowiedzenia ani potrzeby powrotu.
Opuścił dziedziniec bez pośpiechu, gdy muzyka wciąż niosła się pod arkadami, a wieczór zdążył już wejść w swój właściwy rytm — lżejszy, bardziej rozproszony, należący już nie do uroczystości, lecz do ludzi, którzy ją wypełniali. Chłodniejsze powietrze na zewnątrz przyjęło go bez oporu, odcinając od nadmiaru dźwięków i zapachów, porządkując to, co jeszcze przed chwilą było gęste i wielowarstwowe.
Wieczór przechodził właśnie do historii, powoli tracąc ostre kontury i układając się w pamięci nie jako ciąg zdarzeń, lecz jako jeden, spójny obraz — spokojny, wyważony, pozbawiony nadmiaru. Taki, do którego lekko będzie powrócić wspomnieniem,.

zt

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#40
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
02-04-2026, 16:52
Widział to rozbawienie na twarzy żony i wcale jej się nie dziwił. Nie był tym, który przemawiał, zawsze tego unikał. Jednak Vivienne miała racje, mowa ojca w pewien sposób go zainspirowała. Chciał powiedzieć kilka słów, przekazać wszystkim zgromadzonym jak dumny jest ze swojej małej siostrzyczki i jak dobrze życzy nowym małżonkom. Poszło mu to zdecydowanie lepiej niż się spodziewał. Wcześniej nie przygotował sobie nic, więc była to czysta improwizacja, której normalnie raczej unikał, zawsze woląc być na wszystko przygotowanym. Tym razem się udało.
- O nie, nie. Pozostawię przemawianie ojcu, to był tylko ten jeden raz. - powiedział rozbawiony do Vivienne kręcąc głową - To był ten jeden raz kiedy dałem się ponieść chwili…jeśli chodzi i publiczne przemawianie oczywiście. - tutaj puścił jej oczko i uśmiechnął się sugestywnie.
Moment później jeszcze skupił się na słowach pana młodego. Nie spodziewał się nic górnolotnego, bo znał jednak Bradforda na tyle długo by wiedzieć, że podobnie jak on sam, unikał takich rzeczy. Jemu jednak również poszło bardzo dobrze, było wyraźnie widać, że mówi z serca i jest pewny każdego wypowiadanego słowa. Przez chwilę patrzył na szwagra, by w końcu przenieść spojrzenie na Primrose. Wyglądali na szczęśliwych, z daleka było widać, że łączy ich coś więcej niż tylko przed chwilą zawarte małżeństwo, że była w tym głębia, której wielu małżeństwom brakowało. Delikatny uśmiech zagościł na jego ustach. Był o nich spokojny, wiedział, że sobie ze wszystkim poradzą. Teraz jednak, kiedy wszyscy już powiedzieli to co powiedzenia mieli, nadszedł czas na wesele. Nowożeńcom należała się chwila dla siebie, pewnie niezbyt długa, bo jednak byli głównymi gwiazdami tego dnia, ale chociaż te kilka minut wytchnienia, chwila na zebranie myśli i spędzenie razem czasu.
Goście ruszyli w stronę stołów, jego żona również, a on na poszukiwania czegoś odpowiedniego do picia dla Vivienne. Nie mogła się tego dnia raczyć alkoholem, w zasadzie przez dłuży czas jeszcze nie będzie mogła, ale to raczej nie był problem. Chciał jednak aby w żaden sposób nie czuła się wykluczona, więc chciał jej przynieść coś co nie będzie sokiem czy wodą. Na moment jednak zszedł z wybranej ścieżki aby zatrzymać się przy dwóch dżentelmenach, których nie widział już od dłuższego czasu. Był ciekawe co u nich, a kto wie, może nawet przy odrobinie szczęścia dowie się czegoś ciekawe, czyż takie właśnie spotkanie nie sprzyjały zbieraniu informacji najbardziej?
- I to całkiem niezłym poszukiwaczem artefaktów. - dopowiedział słysząc ostatnie słowa Lorcana, po czym pokiwał głową z uznaniem - Czekam na kolejną dostawę od siebie, musisz mi zapewnić jakąś rozrywkę. Zawsze artefakty od ciebie sprawiają mi ciekawe wyzwania, które wiesz, że lubię. - odparł z lekkim rozbawieniem, chociaż mówił całkowitą prawdę - Poczułem chwile natchnienie. - tutaj zaśmiał się cicho - Wiesz doskonale, że jestem ostatni, który by rwał się do takich przemówień. - towarzyszył mu dzisiaj niespotykanie dobry humor, co mogły dostrzec osoby, które znały go wystarczająco długo - To prawda. Trafili na siebie przypadkiem, a los postanowił poprowadzić ich razem dalej. To dla Primrose początek czegoś nowego, ale wiem, że Bradford doskonale spełni się w roli przewodnika. - zgodził się ze słowami Lestrange’a.
Na krótki moment zawiesił spojrzenie na Amodeusie, popijając jednocześnie łyka whiskey ze swojej szklanki. Minęło wiele lat od pierwszego ślubu Burke. Dokładnie siedem i to właśnie wtedy się widzieli, bo w końcu Nott był kuzynem jego zmarłej żony. Nie pamiętał już dokładnie czy tamtego dnia udało im się wymienić więcej niż kilka zdań, ale znał opinie o mężczyźnie na tyle dobrze, by wiedzieć, że jeśli chodzi o swoją pracę, z całą pewnością był dobry w tym co robił.
- Primrose bywa czasami uparta i niecierpliwa. - zawyrokował spokojnie - Więc tym bardziej potrzebuje kogoś kto ją przypilnuje podczas takich badań. Wskazanie odpowiedniego kierunku, nakierowanie jej myśli w stronę, w którą wcześniej nie popłynęły jest bardzo dobrym zabiegiem i nie raz pomagało wielkim odkrywcą zapracować na swoje miano. - pokiwał głową z powagą.
Dalsza rozmowa potoczyła się już sama. Obracali się w podobnym towarzystwie, zajmowali się podobnymi rzeczami, więc jeśli chodziło o tematy nie było problemu aby jakiś znaleźć. Xavier cenił sobie dobrą konwersację, więc został przy panach zdecydowanie dłużej niż pierwotnie zakładał. W końcu jednak przypomniał sobie z jakiego powodu w ogóle oddalił się od małżonki. Zaprosił ich więc do dalszej zabawy na razie kończąc rozmowę i w końcu wrócił do wcześniej przerwanych poszukiwań odpowiedniego napoju dla Vivienne. Kiedy w końcu udało mu się osiagnąć cel, spokojnym krokiem ruszył do stołu.
- Przepraszam, że to tyle trwało. Zagadałem się z Lorcanem i Amodeusem. - uśmiechnął się przepraszająco do Vivienne zajmując miejsce obok niej i stawiając szklankę z napojem na stole przed nią - Mam nadzieję, że będzie ci smakowało. - mrugnął do niej.
Jedzenie pachniało wyśmienicie, muzyka płynęła spokojnie w powietrzu, a wesele płynęło swoim torem tak jak to wszystko było zaplanowane i tak jak miało być.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


Skocz do:

Aktualny czas: 05-04-2026, 02:44 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.